Blog użytkownika LukeSpidey

LukeSpidey LukeSpidey 22.03.2017, 13:30
Gry, które zmieniły moje życie - część 1
1114V

Gry, które zmieniły moje życie - część 1

Nie mogę powiedzieć o sobie "stary gracz". Choć swoją przygodę z elektroniczną rozgrywką zacząłem wraz z FIFĄ 94, a potem z serią QUAKE oraz DUKE NUKEM 3D, a także krótka przygoda z serią AGE OF EMPIRES, to jednak na konsolach zacząłem grać dopiero wiosną 2010 roku. Wcześniej było kilkanaście gier na PC, ale tamten okres traktowałbym raczej jako coś normalnego w życiu nastolatka, a nie pasja, która stanie się jednym z najważniejszych hobby mojego żywota.

W swoim niekrótkim życiu miałem okazję zagrać w kilkadziesiąt gier, ale tylko niewiele z nich zmieniło moje podejście do grania i na długo utkwiło w mojej pamięci - jednocześnie stając się wyznacznikiem dla kolejnych growych doświadczeń.

NUMER 1: Seria GTA.

Do dzisiaj pamiętam swoją pierwszą przygodę z pierwszą odsłoną GTA. Był to rok 1997 lub 1998. Widok z lotu ptaka i ja, gromadzący autobusy na jednym z parkingów. Tak jest, nigdy tej gry nie przeszedłem, nigdy nawet nie ukończyłem pierwszych 5 misji. Otwarty świat i możliwość jazdy każdym samochodem sprawiła, że znajdowałem sobie inny rodzaj zabawy, a to zbiera autobusów, a to jazda chodnikami, a to denerwowanie gliniarzy itp. Właśnie ta swoboda sprawiła, że GTA na dłużej pozostało w mojej świadomości. Premiera GTA 3 w 2001 roku i pierwsze doświadczenia z otwartym światem 3D były niesamowitym przeżyciem. Nie sposób zapomnieć jak głównym protagonistą uciekłem z konwoju więziennego na początku gry i w ubraniu skazańca biegałem po mieście i kradłem samochody, po czym je rozbijałem przez kilka następnych godzin. Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że tutaj przecież jest fabuła. Kolejne odsłony serii tylko umocniły moje gorące uczucia względem gry oraz jej twórców. Każda gra sprawiała mi masę radości oraz wciągała na długie godziny. Tak… to zdecydowanie jedna z tych gier, które zmieniły moje życie.

NUMER 2: PRINCE OF PERSIA oraz pierwsze odsłony ASSASSIN’S CREED

2004 rok przyniósł kolejną grę i zapoczątkował wspaniałą serię, do której wielokrotnie wracałem. Chodzi oczywiście o PRINCE OF PERSIA: SANDS OF TIME oraz jego sequel WARRIOR WITHIN. Przygoda z księciem była zgoła odmienna od tego, do czego przyzwyczaiło mnie GTA. Choć pamiętam, że zagrywałem się w pierwszą odsłonę, jeszcze na początku lat 90-tych w wersji 2D, jednak nigdy jej nie ukończyłem. Nowa gra z niesamowitymi lokacjami, wciągającą fabułą, choć chwilami trochę naiwną, a także wspaniałym modelem walki i możliwością cofania czasu sprawiły, że nie mogłem sobie odmówić kilkukrotnego przechodzenia historii. Przypomnę, że dla mnie początek nowego millenium był okresem szkoły średniej oraz ograniczonych funduszów, więc coś takiego jak „kupka wstydu” wtedy jeszcze nie istniała, a nieliczna ilość gier, które wpadały mi w ręce była ogrywana na kilka sposobów. I pomyśleć, że trofea czy osiągnięcia wtedy nawet jeszcze nie istniały. Mogę chyba śmiało stwierdzić, że miałbym platynę albo calaka na bank. Moja miłość do serii z Księciem sprawiła, że bardzo długo byłem zafascynowany serią ASSASSIN’S CREED, która była duchowym spadkobiercą poprzedniego dzieła Ubisoft. Dopiero rok roczne premiery zniechęciły mnie do historii skrytobójców. Niemniej jednak przygody Altaira i Ezio odbiły trwały ślad w mojej pamięci.

NUMER 3: HALF LIFE 2

Na PC w pamięci zapadła mi jeszcze jedna pozycja. Gra, która przez niektórych uważana jest za mesjasza branży, przeze mnie jako kawał porządnego kodu, czyli HALF LIFE 2. Był to tytuł, do którego usiadłem po bardzo długiej przerwie od grania – jakieś 4-5 lat. Nie muszę chyba mówić, że zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Wszystko mi się podobało – lokacje, model rozgrywki, historia. Może trochę finał mnie rozczarował i możliwość korzystania tylko z GravitiyGuna. Poza tym jednym elementem byłem kupiony. Mieszanie klimatu horroru (sekwencje z mutantami) oraz akcji (wszystko inne) były dla mnie wówczas czymś zupełnie nowym i niepojętym (Jak to? – pytałem siebie kierując Gordonem Freemanem. – Tak można?) Wspomnę, że wychowałem się na QUAKE’ach (bez trzeciej części), więc był to ogromny powiew świeżości. Niestety nigdy nie zagrałem w pierwszą część (grafika skutecznie mnie odpychała).

PRZESIADKA Z PC NA KONSOLE

Potem nadszedł rok 2010. Pamiętam to jak dzisiaj, ponieważ właśnie wtedy, dokładnie w marcu po raz pierwszy zaopatrzyłem się w konsolę (i zdecydował o tym przypadek) i był to Xbox 360 jeszcze bez dysku twardego, który dokupiłem miesiąc później. Historia jest dość ciekawa i pozwolę sobie ją tutaj przytoczyć. Otóż wraz ze znajomym, który był fanatykiem gier (głównie na PC) wybrałem się do Wrocławia po zakup nowych bebechów dla mojego zasłużonego komputera. Potrzebowałem kupić więcej pamięci RAM, lepszy wentylator oraz kartę grafiki. Zaopatrzony w 1000 zł ruszyliśmy autobusem do miasta. Na celowniku miałem dwa sklepy zajmujące się tematyką PC, więc doskonale wiedziałem co robić. Na miejscu wraz z bardzo miłym sprzedawcą (pozdrawiam, kto wie, może to właśnie czyta), wybraliśmy grafikę, wiatrak oraz RAM. Pan już wszystko zapakował (w sumie kosztowałoby mnie to coś około 950 zł) i już miał mnie kasować, kiedy padło pytanie, które odmieniło bieg historii – „A jaką płytkę główną Pan posiada w swoim komputerze?” Zrobiło mi się ciepło, bo czułem, że na 1000 zł się nie skończy. Coś mnie tknęło i przed wyjazdem sprawdziłem tę informację. Kiedy podałem ją sprzedającemu ten pokręcił głową i stwierdził, że nie uciągnie ona karty graficznej i trzeba dokupić również płytę główną. Spojrzałem na znajomego, który cały czas siedział obok i się przysłuchiwał. Ja już wiedziałem, że nic tutaj nie kupię i w sumie nie dlatego, że musiałbym wydać kolejne 600 zł, ale dlatego, że nie chciałem się w domu bawić ze składaniem nowego komputera (wówczas odklejanie procesora od płyty, smarowanie specjalnymi pastami do zabezpieczenia go itd. mnie przerażało). Wstałem i powiedziałem sprzedawcy, że muszę to jeszcze przemyśleć, i że jeszcze wrócę. Opuściłem sklep i, jak już zapewne się domyślacie, nigdy tam nie wróciłem. Zamiast tego z miejsca udałem się do Pasażu Grunwaldzkiego, gdzie w Saturnie kupiłem swoją pierwszą i jak na razie ostatnią konsolę od Microsoftu.

Od tamtej chwili wydarzenia potoczyły się już bardzo szybko. Jako kompletny żółtodziób w graniu na konsoli pierwsze gry, które zakupiłem to GTA 4, BIOSHOCK oraz KANE & LYNCH: DEAD MEN. Tą ostatnią ukończyłem z bratem w kanapowym co-opie, co było dla mnie nowością. Wcześniej to tylko w DELUXE SKI JUMP na PC był w co-opie. Przyzwyczajanie się do nowego sposobu grania z padem zamiast klawiatury i myszki oraz telewizorem zamiast monitora sprawiły, że do dzisiaj pamiętam tamte chwile jakby się wydarzyły wczoraj. Wchodziłem na dziewiczy obszar i nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. Było to coś, czego nie zapomnę do końca życia.

Przez cały okres użytkowania Xboxa 360, tj. od marca 2010 do sierpnia 2015 ograłem mnóstwo gier – nie chcę zmyślać, ale myślę, że ponad 100 tytułów lekko. Może to nie jest dużo dla niektórych z Was, ale dla mnie, osoby, która grała w 3-4 tytuły rocznie – to naprawdę sporo.

NUMER 4: MASS EFFECT

Wcześniej nigdy nie grałem w żadne gry RPG. Znajomy nawet śmiał się ze mnie, kiedy powiedziałem mu, że kupiłem pierwsze przygody komandora Sheparda po obejrzeniu krótkiej zajawki na YouTube. Pamiętam jak mówił, że wydaję kasę na grę, która może mi się nie spodobać, bo diametralnie w swoich założeniach, różni się od tego, co miałem w zwyczaju ogrywać. Oj, jak bardzo się wtedy pomylił. Pierwszy MASS EFFECT wciągnął mnie od pierwszych minut i trzymał aż do samego końca. Pamiętam jak wracałem do domu z pracy, jadłem kolację, szedłem się myć i w łóżeczku, kiedy wszyscy już spali, a za oknem panowała noc, ja wybierałem się na podbój kolejnych planet. I tak przez kolejne kilkanaście dni. Stało się to wówczas pewną rutyną. Tak bardzo mi się to spodobało, że czekałem aż będzie ciemna, aby zacząć grać. Wszystko w tej grze mnie urzekło i sprawiło, że zakochałem się w uniwersum wykreowanym przez BioWare od pierwszej chwili. Nie muszę chyba mówić, że dwie kolejne części połknąłem jak grizzly szczupaka (choć przy finale trzeciej trafiłem na ość, która póki co trzyma mnie z dala od kolejnych odsłon). Pierwsza gra zawsze będzie miała ciepłe miejsce w moim sercu. To była wspaniała przygoda. Jedna z najlepszych, jakich doświadczyłem w tym hobby i jaka przydarzyła się tej branży.

PLAYSTATION 3

W marcu 2011 roku zaopatrzyłem się w PlayStation 3. Wyposażony w dwie konsole siódmej generacji, poszerzyłem jeszcze swoją kolekcję gier o tytuły na PS3. Konsola Sony, choć posiadała naprawdę świetne gry, które udało mi się ograć (m. in. serię GOD OF WAR, HEAVY RAIN, KILLZONE 3, INFAMOUS 1 i 2, UNCHARTED 1, 2 i 3 oraz THE LAST OF US), zawsze była tą drugą konsolą, na którą kupowałem tylko gry ekskluzywne. Nie mniej jednak przygody Kratosa, Drake’a, Cole’a czy Ellie i Joela, zaliczam do kolejnych wspaniałych doświadczeń, o które się wzbogaciłem, od czasu wielkiej awarii PSN.

NUMER 5: ALAN WAKE

Od 2011 roku grałem na przemian, to w gry dostępne na obie platformy oraz te ekskluzywne dla obu konsol. Wspaniale bawiłem się przy wspomnianych wyżej tytułach od Sony, ale np. taki ALAN WAKE, który nie każdemu przypadł do gustu, dla mnie okazał się grą wspaniałą. Przechodziłem ją ze trzy razy i do dzisiaj ślina mi ciężko przez gardło przechodzi na myśl, że wciąż brakuje mi jednego termosu z kawą. Ale nie tylko model rozgrywki, czy historia mnie urzekły, ale także niesamowity klimat, którego nie da się podrobić. Do tego muzyka oraz miejsce akcji. Trzymam grę do dzisiaj na półce z zamiarem powrotu do nie za kilka kolejnych lat.

Ciąg dalszy nastąpi…

Tagi:

Oceń notkę
+ +35 -

Oceń profil
+ +37 -
LukeSpidey
Ranking: 548 Poziom: 47
PD: 14375
REPUTACJA: 3256