Blog użytkownika LukeSpidey

LukeSpidey LukeSpidey 04.01.2019, 00:02
Piątkowa GROmada #118
728V

Piątkowa GROmada #118

Witam wszystkim w pierwszej GROmadzie w 2019 roku. Po cichu liczę, że obrodzi on w kilka niespodzianek związanych z naszym hobby. Zapowiedzi nowych konsol i premiery bardziej gorących tytułów to raczej oczywista oczywistość. Osobiście liczę jednak, że z letargu wybudzi się kilka studiów i ogłosi nowe produkcje (Rocksteady). Kto wie, może doczekamy się jakiegoś nowego IP. The Outer Worlds od Obsidian wygląda interesująco i stanowi całkiem niezły prognostyk.

Zanim skupimy się na spoglądaniu w przyszłość zapraszam do zapoznania się z najświeższymi wrażeniami ogrywanych przeze mnie gier. A tych zawsze staram się, aby nie było za dużo i różniły się od siebie diametralnie.  

A więc nie przedłużając zaczynamy!

Na początek pytanie.
Czy przytrafiło się Wam ogrywać jakiś tytuł i choć przypadł Wam do gustu to ostatecznie kojarzycie go głównie z nudą i niewykorzystanym potencjałem? No właśnie. Obecnie mam tak z Middle-earth: Shadow of Mordor. Pierwszy raz przeszedłem ją pod koniec 2016 roku i choć bawiłem się bardzo dobrze to pamiętam, że musiałem sobie tę grę dawkować, a pod koniec to już przechodziłem na siłę. Gdzieś coś musiałem zrobić źle i jej nie zrozumiałem. A przynajmniej jej założeń z systemem nemezis na czele. 

Minęły dwa lata, a ja ponownie, ot tak, wkroczyłem sobie do Mordoru i muszę Wam się przyznać, że tak dobrze jak teraz to jeszcze się z tytułem Monolith Productions nie bawiłem. Wszystko w tej grze mi się podoba zaczynając od głównego bohatera, a na systemie Nemezis kończąc. I tak wiem, że można tej grze zarzucić wtórność w wielu elementach i kopiowanie od innych, ale tutaj to się sprawdza. Mechanika walki zaczerpnięta z serii Arkham idealnie trafia w moje gusta. Może się wydawać mechaniczna, ale na pewno nie można o niej powiedzieć, że jest łatwa, szczególne tutaj, kiedy to każde starcie może się przerodzić w prawdziwą batalię z kilkudziesięcioma orkami naraz. Już nie raz złapałem się na tym, że wbijając w grupę przeciwników nagle okazało się, że posiłki nadciągnęły niemal w mgnieniu oka. Różne klasy przeciwników wymagają też innej taktyki. Jednych wystarczy kontrować, ale przy drugich trzeba stosować unik, a przy jeszcze innych ogłuszenie. Dodatkowo w potyczkę niespodziewanie potrafią włączyć się kapitanowie, którzy z reguły są trudniejsi do ubicia. Nawet, jeśli uda się opanować całą mechanikę starcia potrafią być wyzwaniem. 

Shadow of Mordor ponownie mnie zaskoczył i kiedy kilka tygodni temu ogrywając sobie najpierw Assassin’s Creed Odyssey, a następnie Red Dead Redemption 2, gdzieś tam z tyłu głowy, zacząłem słyszeć szepty dobiegające gdzieś z bliżej nieokreślonego miejsca, niczym wołanie Czarnego Pana, wiedziałem, że czeka mnie ponowna podróż do Mrocznej Krainy. Tym razem jednak cel był inny. Pchany chęcią zdobycia tego jedynego, pożądanego przez wielu, który zawładnął milionami istnień – platynowego pucharka, wiedziałem, że czeka mnie epicka przygoda. Może to właśnie ta motywacja sprawiła, że w grze nie doskwierała mi żadna nuda, ani powtarzalność, pomimo faktu, że wiele misji opiera się na takim samym schemacie. Zostało mi jedno trofeum do platyny, ale z jakiegoś powodu wydaje się ono dla mnie trudniejsze niż na wszelkiego rodzaju poradnikach, które można znaleźć w sieci. 

W związku z powyższym zrobiłem sobie krótką przerwę i skoncentrowałem się na dodatkach. Na razie ogrywam The Bright Lord, które przedstawia wydarzenia dziejące się kilkaset lat wcześniej, a bohaterem jest elf Celebrimbor, czyli nasz towarzysz z podstawki. Gra się bardzo podobnie, ponieważ nasz protagonista dysponuje niemal takimi samymi zdolnościami jak Talion z drobnymi wyjątkami. W posiadaniu mamy TEN JEDYNY pierścień i kiedy go uaktywnimy stajemy się na kilkanaście sekund niewidoczni dla przeciwników. Nie muszę mówić, co się wtedy dzieje z orkami? Podpowiem tylko, że jucha tryska na prawo i lewo. Ograniczenie czasowe w wykorzystywaniu mocy pierścienia jest w pełni zrozumiałem, bo inaczej cała zabawa szybko by się znudziła. Dodatek jest ponoć na 8 godzin, ale ja pewni spędzę tu trochę dłużej, bo sama historia, choć niespecjalnie złożona, wydaje się być bardzo interesująca. Przede mną jeszcze drugi dodatek z krasnoludem Torvinem i jego ulubionym zajęciem, czyli polowaniem na dzikiego zwierza. Myślę zatem, że mam zaklepanych już kilkanaście następnych dni, ale co potem?

*  *  *

Przed nami nowy rok, nowe możliwości i nowe postanowienia (ktoś to jeszcze praktykuje?) oraz oczekiwania. Cykl zaczyna się od nowa i zapewne każdy wiąże jakieś nadzieje z najbliższymi dwunastoma miesiącami. Poniżej przedstawiam moje. Miłej lektury. 

*  *  *

Na początek zacznijmy od studia Rocksteady. Seria Arkham spod ich ręki od pierwszego dnia zapisała się w historii wirtualnej rozgrywki i bezapelacyjnie stała się jedną z moich ulubionych. Nie tylko dlatego, że postać Batmana jest mi bardzo bliska z lat szczenięcych (chociaż Superman wciąż na pierwszym miejscu), ale głównie dlatego, że przygody Mrocznego Rycerza w ich wykonaniu to po prostu kawał porządnego kodu. Dlatego bardzo liczę, że w 2019 roku przerwą milczenie i wreszcie zademonstrują nad czym tak pracują w tajemnicy od 2015 roku. Krążą plotki, że to gra o Supermanie, że produkcja wciąż głęboko zakorzeniona jest w Uniwersum DC Comics. Szczerze? Nie dbam o to. Najważniejsze, żeby w końcu ujawnili światu swój nowy projekt. 

*  *  *

Nie odbiegając daleko od poprzedniego wątku nie będę ukrywał, że czekam także na kolejną grę z Batmanem w uniwersum Arkham. Tak, wiem, że historia dobiegła końca, wszystkie klamry się dopięły, a cztery gry to aż nadto, ale nie zabija się kury znoszącej złote jajka. Wierzę, że autorzy Batman: Arkham Origins pracują nad nową grą i bardzo chciałbym, aby w 2019 roku karty zostały odkryte. Bez popity przyjmę wszystko, co tworzą, byleby oparte było na serii Arkham. 

*  *  *

Premiera nowych konsol niespecjalnie mnie grzeje. Powodem zapewne jest to, że moja kupka wstydu może konkurować wysokością z Burdż Kalifa w Dubaju. Stąd nieśpieszno mi do 9. generacji. Niemniej jednak o zbliżających się następcach PS4 i Xbox One mówi się już teraz tak często i tak dużo, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazuję, że są coraz bliżej półek sklepowych. Premiera na 2019 jest możliwa, ale mało prawdopodobna, niemniej jednak ogłoszenie przez SONY czy MICROSOFT daty premiery jest chyba nieuniknione. I choćby to był rok 2019 czy nawet 2020 to dla mnie zakup nowego sprzętu to wciąż odległa pieśń. 

*  *  *

Za mną szalony rok, jeśli chodzi o zakupy. 110 pozycji, których pewnie nie będę miał szans ograć, choć wiele z tych gier to krótkie indyki lub fabularne dodatki z jedną czy dwoma misjami to jednak w 2019 roku chciałbym skupić się na nadrobieniu kilku zaległości. Nie należę do osób, które lubią grać w kilka tytułów naraz, szczególnie o podobnej mechanice czy strukturze. Stąd unikam dwóch gier z otwartym światem i nie powiem, zdarza mi się grać w więcej niż jeden tytuł to jednak zawsze są to gry zgoła od siebie odmienne. 

*  *  *

Na dysku PS4 czeka kilka rozgrzebanych tytułów, które muszę wreszcie ukończyć. Fallout 4 w dość zaawansowanym stadium został odsunięty na bok, ponieważ w pewnym momencie mnie znudził. Myślę, że dwa lata przerwy dobrze tej grze zrobiło i myślę, że gdzieś w pierwszym kwartale zapewne do niego powrócę. To samo tyczy się Far Cry 4 czy Mass Effect Andromeda. Gry rozpoczęte kilkanaście miesięcy temu powinny w 2019 roku znaleźć swój finał. 

*  *  *

Przeglądając listę tytułów, które mają trafić do sprzedaży w 2019 roku, widzę tam kilka pozycji dla siebie. 
Remake Resident Evil 2 – wygląda wspaniale. Jeśli dowiezie mechanika rozgrywki to na pewno trafi do mojej kolekcji, bo klimat aż wylewa się z ekranu. Metro Exodus – na dysku kwitną dwie pierwsze części, a na półce z książkami cała oryginalna trylogia, więc to zobowiązuje. Poza tym tytuł zapowiada się rewelacyjnie. Nieliniowość rozwiązań też zachęca do kombinowania. Days Gone – na początku mnie nie porwał, ale im dalej w las tym bardziej ta produkcja mi się podoba. Liczę na to, że dodatkowy czas i jakby nie patrzeć historia ostatnich exsów od Sony zobowiązuje, więc pokładam spore nadzieje w tej grze. Rage 2 – bo choć jedynka mi się średnio podobała, tutaj klimat wydaje się być luzacki, a sama rozgrywka szybsza i bardziej szalona. Zobaczymy, co wyjdzie z tego połączenia. I na koniec może Sekiro: Shadow Dies Twice – nie grałem w żadną grę od From Software, więc może to jest dobry moment, aby się wbić. Poza tym stylistyka bardzo mi się podoba. 

Celowo nie piszę o The Last of Us Part II czy Cyberpunk 2077, bo choć to murowane hity to nie ma się co spinać i spokojnie sobie poczekam na ich premierę choćby nawet do końcówki 2020 roku. Jak już pisałem, mam w co grać. ;) Kto wie, może pod koniec roku trafią do sprzedaży i wtedy się tylko milo zaskoczę. Liczę jednak na to, że będą dostępne na obecnych sprzętach, a nie konsolach przyszłości.

 

I to tyle z mojej strony. Piszcie w komentarzach, co trzeba poprawić, aby w przyszłości lektura nie przyprawiała Was o zgrzytanie zębami. 

Pozdrawiam i do następnego przeczytania. 

Tagi: Middle-earth: Shadow of Mordor Piątkowa GROmada

Oceń notkę
+ +38 -

Oceń profil
+ +37 -
LukeSpidey
Ranking: 548 Poziom: 47
PD: 14354
REPUTACJA: 3256