Blog użytkownika LukeSpidey

LukeSpidey LukeSpidey 01.01.2019, 00:13
Growe podsumowanie 2018 roku
146V

Growe podsumowanie 2018 roku

Gram regularnie od 2010 rok. W marcu przyszłego minie 9 lat jak po raz pierwszy na półce obok telewizora postawiłem konsolę. Jednak dopiero pierwszy raz decyduję się na zrobienie podsumowania swojego growego roku. Kupka wstydu rośnie, a czasu na zanurzanie się w wirtualnej rozrywce coraz mniej. Zapraszam do zapoznania się z moim podsumowaniem 2018 roku.

2018 rok był dla mnie przede wszystkim rok nadrabiania zaległości. Choć końcówka zdecydowanie należała do nowych gier, tak przez większość czasu siedziałem nad tytułami z poprzednich lat. Głównie koncentrowałem się na zdobyciu jak największej ilości trofeów w grach, które już kiedyś grałem. Zanim wejdę w szczegóły i pokrótce opiszę swoje wrażenia z ogrywania poszczególnych tytułów, najpierw skupię się na kilku istotnych liczbach. Wszystkie dane dotyczą tylko sprzętów SONY, tj. PlayStation 3 oraz PlayStation 4, ponieważ gram tylko na tych dwóch konsolach. 

Według notatek, które sporządzałem w 2018 roku udało mi się zagrać w 28 gier. Średnio w każdym miesiącu ogrywałem 3 tytuły. Najmniej, bo tylko jedna gra, pojawiła się w lipcu, natomiast najwięcej, bo aż 9 gier uruchomiłem w grudniu. Mówiąc „ogrywałem” mam tu na myśli to, że włączyłem grę raptem na kilka godzin. Ze wszystkich 28 tytułów udało mi się ukończyć 16 zdobywając przy tym 11 platynowych pucharków oraz jedną grę ukończyłem na 100% (Inside). Nie znam dokładnych danych, ale wydaje mi się, że najwięcej czasu spędziłem w Assassin’s Creed Odyssey, gdzie przegrałem ponad 126 godzin i choć zdobyłem w niej platynowy dzbanek to gry jeszcze nie skończyłem i po krótkiej przerwie zamierzam wrócić i skończyć fabularne rozszerzenia, które mają pojawiać się aż do maja 2019 roku.

Pamiętam, że wraz z końcem 2017 roku obiecałem sobie, że nie będę wydawał tak dużo pieniędzy na gry, ponieważ w tamtym roku całkowicie przesiadłem się na konsole od Sony i musiałem sobie odbudować kolekcję gier z Xboksa 360. Czy udało mi się dotrzymać słowa w 2018 roku? No, niestety nie. 

Według statystyk w 2018 roku zakupiłem 110 pozycji wliczając w to również DLC. 19 gier zakupionych zostało na płycie. Pozostałe to gry cyfrowe lub dodatki do nich, co świadczy o tym, że promocje na PS Store robią co do nich należy. Aby być jednak trochę bardziej przejrzystym zliczyłem wszystkie DLC, które kupiłem i wyszło ich w sumie 26. W liczbie 110 znajduje się również 9 gier z PlayStation Plus, które, nie licząc abonamentu, nie kosztowały mnie nic. Najdroższa gra to Red Dead Redemption 2, za którą zapłaciłem 259 zł w Media Markt. Oczywiście technicznie rzecz biorą więcej kosztowała mnie chociażby ostatnia produkcja Ubisoftu, tj. Assassin’s Creed Odyssey, do której dokupiłem Season Pass i za całość zapłaciłem 408 zł. Najdroższe DLC kosztowało mnie 84 zł i był to dodatek do Assassin’s Creed Origins zatytułowany The Curse of the Pharaos. Najmniej zapłaciłem za dodatek do dodatek do Assassin’s Creed Syndicate po tytułem The Dreadful Crimes. Mój wirtualny portfel uszczuplił się w tym wypadku o 8,25 zł. W sumie kupiłem 6 tytułów na premierę, czyli pozycji, które kosztowały mnie ponad 200 zł. Udało mi się ograć dwie z nich. Pozostałem gry są z przecen. No i na sam koniec kwestia chyba najbardziej intersująca, czyli ile w sumie wydałem na to wszystko. Według moich obliczeń, a mogą one nie być do końca prawidłowe, ponieważ jakiś jeden lub dwa tytuły mogły umknąć mojej uwadze, wydałem w sumie 5028 zł i 26 gr.

Jakie możemy wyciągnąć wnioski? Trudno mi powiedzieć, czy to dużo czy mało porównując się do innych graczy, ale wydaje mi się, że zdecydowanie za dużo i w przyszłym roku na pewno ograniczę budżet na gry, szczególnie, że regularnie kupuję również filmy, komiksy i książki.

A teraz skoncentruję się na kilku, moim zdaniem, najlepszych gra, które udało mi się zaliczyć w 2018 roku. Do dzieła!
Poniższa lista przedstawia najlepsze gry i od razu zaznaczam, że niekoniecznie są to gry, które ukazały się w 2018 roku. Są to też tytuły z wcześniejszych lat, które udało mi się skończyć, a przynajmniej zaliczyć główny wątek fabularny. Aha… i najważniejsze, kolejność jest przypadkowa. Pozostałe gry, w które zagrałem bez problemu znajdziecie na moim profilu na stronie PSNProfiles.com.

HORIZON ZERO DAWN
Ostatnią grę Guerrilla Games rozpocząłem wprawdzie w listopadzie 2017 roku, ale udało mi się ją ukończyć dopiero w styczniu. Cóż mogę powiedzieć? Wszystko w tej grze mi podpasowało. Świat, mechanika rozgrywki, postaci, historia. W tej chwili praktycznie nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnych wad. Z wypiekami na twarzy śledziłem rozwijające się wątki w głównej osi fabularnej. Nie będę ukrywał, że tematy post apokaliptyczne bardzo mnie fascynują i choć sam nigdy nie chciałbym do takich dożyć to jednak czytanie, słuchanie, oglądanie czy wirtualne przeżywanie takowych jest dla mnie czymś niesamowitym. Sam pomysł jak doszło do końca świata jest trochę sztampowy, ale to jak już próbowano sobie poradzić w przypadku odrodzenia gatunku ludzkiego zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Graficznie gra powala. Jedna z pierwszych gier, gdzie co kilka minut korzystałem z trybu fotograficznego. Do tego ta mechanika rozgrywki, bo w końcu łuk i strzały. Wydawałoby się, że szybko się znudzi, ale okazała się zupełnie inna i dające masę satysfakcji, szczególnie po ubiciu dużego zwierza. 

MAFIA III
Rozumiem ludzi, którzy narzekali na powtarzalność w tej grze. Właśnie ten element sprawił, że tak długo czekałem z jej ograniem. Niemniej jednak nie żałuję ani jednej minuty, którą przy niej spędziłem. Nowy Orlean końcówki lat 60-tych w USA, przewroty społeczne na tle rasowym oraz bohatera z krwi i kości motywowanego tragedią, która go spotkała. Do tego postać Vito Scaletty z poprzedniej odsłony, która należy do groma moich ulubionych gier wszechczasów i którą ogrywałem (po raz kolejny) bezpośrednio przed zabraniem się za przygody Lincolna Claya. Niesamowity klimat, ścieżka dźwiękowa oraz miejscówki, w których przyjdzie nam zabijać i szukać zemsty sprawiły, że Mafia III pomimo nieprzychylnych opinii okazała się dla mnie jednym z największych pozytywnych zaskoczeń w 2018 roku. Czy wspominałem już, że model jazdy w grze jest fenomenalny? Szczególnie, kiedy w opcjach przestawimy sobie tryb jazdy na symulacyjny. Wrażenia rewelacyjne. Niejednokrotnie łapałem się na tym, że wybierałem dłuższą drogę do misji tylko po to, aby pobujać się muscle carem odrobinę dłużej. Znalazłem również lekarstwo na powtarzalność. Po kończeniu poszczególnych dzielnic odpalałem fabularne DLC, które oferowały zdecydowanie bardziej różnorodne misje i odbiegały od głównej osi fabularnej w zupełnie niespodziewane rejony. Chwilami czuło się gęsią skórkę, ale generalnie czuło się powiew świeżości, co sprawiło, że monotonia kolejnych misji fabularnych była dla mnie praktycznie nieodczuwalna.

WATCH_DOGS
Gra Ubisoftu swego czasu okazała się dużym rozczarowaniem. Czy słusznie? Niekoniecznie. W 2018 roku ogrywałem ją po raz drugi. Tym razem na PS4 (wcześniej w 2015 roku na Xbox 360) i ponownie bawiłem się przy niej znakomicie. Grze można wiele zarzucić i pominę tutaj grafikę. Model jazdy jest do bani. Potrzeba naprawdę trochę czasu, aby się do niego przyzwyczaić szczególnie, kiedy gra się w nią po Mafii III. Strzelanie mogłoby być lepsze, a walka na pięści (pałki teleskopowe?) mogłaby być bardziej rozbudowana, ale hakowanie, a raczej „hakowanie” daje masę frajdy i otwiera drogę do wielu scenariuszy w trakcie poszczególnych misji. No i na deser chyba najlepszy multiplayer, w jaki grałem. Inwazja na innych graczy i inwazja innych graczy na Ciebie potrafiła skutecznie podnieść ciśnienie, a chwilami emocje sięgały zenitu, kiedy zegar tykał a cel wciąż był nieuchwytny lub zbliżał się do nas z sekundy na sekundę. Sama historia mało oryginalna, a główny bohater może irytować, szczególnie tym swoim zachrypłym głosem, ale mi osobiście udało się przeżyć grę bez większych zgrzytów, a paczka z drugiej części wydawała mi się bardziej denerwująca.

 

ASSASSIN’S CREED ORIGINS i ASSASSIN’S CREED ODYSSEY
Odświeżone spojrzenie na najpopularniejszą grę francuskiego studia musiało poczekać kilka miesięcy na swoją szansę. Rozpocząłem w lipcu i zagrywałem się bez przerwy praktycznie do września. Przygody Bayeka mnie urzekły tak samo jak miejsce akcji oraz kilka nowych rozwiązań w mechanice. Po kilkudziesięciu godzinach spędzonych w wirtualnym Egipcie tak byłem podjarany, że z miejsca zakupiłem dwa rozszerzenia fabularne, aby przygoda się nie kończyła. I powiem Wam, że warto było. Stąd wyczekiwanie na kolejną odsłonę, mającą miejsce w antycznej Grecji, było jeszcze trudniejsze. Przygody Alexiosa lub Kassandry (jak kto woli, ja grałem chłopkiem) nie zawiodły. Nie bez powodu spędziłem w grze ponad 120 godzin, a przede mną pewnie kolejne 50 w kolejnych przygodach i misjach. Te gry mają swoich zwolenników i przeciwników, jednak ja podpisuję się obiema rękoma pod tymi pierwszymi. Teraz marzy mi się przygoda na Dalekim Wschodzie i kolejny rozwój marki. Ubi – nie zawiedź.

INFAMOUS 2
Do gry studia Sucker Punch wróciłem po kilku latach celem wbicia platynowego pucharka. Najpierw zabrałem się za pierwszą część, ale ta bardzo się zestarzała i choć grało mi się początkowo bardzo fajnie to jednak musiałem odpuścić. Na szczęście kontynuacja jak i rozszerzenie fabularne o wampirach poradziły sobie lepiej z próbą czasu i w maju mogłem świętować swoją 8. platynę. O tej grze powiedziano już wiele. Ja dodam tylko, że nie obrażę się na kolejną odsłonę serii. InFamous Second Son pokazał, że da się kontynuować historię bez Cole’a i może być ona równie ekscytująca. Czekam na więcej, choć szanse raczej marne. Niemniej polecam tym, którzy jakimś cudem jeszcze jej nie ograli. 

MARVEL’S SPIDER-MAN
Pajączka zakupiłem na premierę i choć gra bardzo mi się podobała to musiałem ją przechodzić na raty. Tak słabych i bezpłciowych zadań pobocznych dawno nie spotkałem. Nie pomagało nawet rewelacyjne zaprojektowanie bujania się na pajęczynie po Manhattanie. Gra po prostu zaczynała nudzić, kiedy w kółko robiło się te same czynności. Ostatecznie się zaparłem i udało mi się nawet wbić platynowy pucharek. Koniec końców mimo małego kryzysu w środku przygody uważam, że Człowiek Pająk dostał godną grę i stał się ciekawą alternatywą dla serii Arkham. Liczę na to, że sequel rozwinie skrzydła a twórcy wyciągną wnioski i kolejną grę zaprojektują w taki sposób, że nikt nie będzie się krzywił na hasło, że gra jest tak dobra jak przygody Batmana od Rocksteady. 

Runda bonusowa!

Największym pozytywnym zaskoczeniem była gra niepozorna i bardzo prosta w swoich założeniach. Jednak to, co doświadczyłem na długo pozostanie w mojej pamięci. Chodzi oczywiście o Spintires: MudRunner. Gra, w której celem jest przewieź drewno z punktu A do punktu B. Sprawa prosta jednak to, co dzieje się po drodze to wisienka na torcie. Jedziemy po bezdrożach, gdzie utonąć w błocie to chleb powszedni, a my musimy kombinować i tak przejechać, aby dowieźć towar i się nie rozkraczyć się po drodze. Fizyka błota, praca podwozia i zachowanie pojazdów są niesamowite. Polecam, jeśli szukacie czegoś innego niż szybką akcję z toną trupów. 

Największym negatywnym zaskoczeniem było Red Dead Redemption 2. I nie chodzi o to, że gra mi się nie podoba. Jest wręcz przeciwnie. Mechaniki, na które inni narzekają mi bardzo pasują, a grafika robi w tej grze robotę. To co mi nie pasuje to to, że oczekiwałem chyba czegoś innego. Pierwsza gra z Johnem Marstonem w roli głównej była jedną z moich ulubionych. Tutaj coś jednak się nie udało. Postanowiłem grać bez asysty celowania i chyba to zabiło dla mnie tę grę. Rockstar nie potrafi zrobić gry, gdzie ręczne celowanie jej nie psuje. Tutaj niestety historia się powtarza, a uważam, że korzystanie z asysty w tego typu grze to trochę oszukiwanie. Irytowała mnie również nierówność rozwiązań. Raz dostajemy dopracowaną animację, by po chwili nasza postać magicznie wyposażyła się w inne ciuchy czy bronie bez animacji, ot tak. Trochę taki nadmuchiwany balon. Do tytułu na pewno wrócę jednak po dłuższej przerwie. 

I to tyle z mojej strony. Uważam, że rok 2018 był dobrym rokiem dla naszej branży. Było kilka świetnych gier, które wciąż przede mną (God of War) i kilka, których kijem nie ruszę (Fallout 76). To był również rok, w którym potwierdziły się moje wnioski i obserwacje z lat wcześniejszych, tj. nie jestem już graczem Call of Duty, a w wirtualnej rozrywce nie koniecznie szukam adrenaliny i szybkiej akcji. 

Do przeczytania w nowym roku. 

Część i czołem. 

LukeSpidey wylogowany.

Tagi: podsumowanie roku

Oceń notkę
+ +9 -

Oceń profil
+ +37 -
LukeSpidey
Ranking: 547 Poziom: 47
PD: 14350
REPUTACJA: 3256