SKLEP

Blog użytkownika GraczeSluchacze

GraczeSluchacze GraczeSluchacze 07.10.2013, 21:54
Warsztat, warsztat pracy. O pisaniu, niepisaniu, blogowaniu i „dziennikarstwie”
313V

Warsztat, warsztat pracy. O pisaniu, niepisaniu, blogowaniu i „dziennikarstwie”

Wielu chce pisać i być czytanymi. Jak to osiągnąć? Nie mam zielonego pojęcia, ale w wolnej chwili dzielę się doświadczeniem zdobytym w pisaniu o muzyce. Notka przede wszystkim dla zainteresowanych warsztatem pracy blogera muzycznego, choć może się okazać, że niektóre zagadnienia wydadzą intrygujące także dla innych.

Na wstępie wyjaśniam, że zdaję sobie sprawę z tego, iż muzyka z gier obchodzi niektórych tyle, co zeszłoroczne psie placki; sporo jest osób, które tematem się interesują, ale bez przesady. Prawdziwych pasjonatów jest niewielu. Nieważne - ja staram się (po godzinach) w tym specjalizować i dlatego niezbędna jest dla mnie umiejętność poprawnego pisania i formułowania myśli. Podobnie potrzebna jest innym publikującym coś ludziom. Tzn. powinna być.


Na początek jeszcze kilka obrazków, bo specjalizacja w muzyce z gier może też brzmieć śmiesznie i infantylnie, więc przypomniało mi się kilka obrazków w temacie „bezużytecznych ekspertów”. Oczami wyobraźni widzę odpowiednią ramkę i pod swoją głową.





Tak czy owak na pewno znajdą się czytelnicy, którzy piszą o muzyce, obojętnie już jakiej. Te kilka akapitów doświadczenia może się im przydać.


1. Recenzja


Podstawa portali zajmujących się muzyką i wielu magazynów. Recenzja rządzi się własnymi prawami zależnie od przedmiotu recenzji i ilości posiadanego miejsca (xD). Uwierzcie, trudniej napisać krytyczny tekst, gdy ma się limit 500 znaków (coś koło tego napisaliśmy kiedyś z Arkiem do tematu numeru PSX; najstarsi górale powinni pamiętać), łatwiej, gdy go nie ma. Problem w tym, że nuda potrafi zabić nawet seks przedmałżeński, a co dopiero recenzję albumu muzyki z gry. Dlatego staram się celować w okolice 1500-3000 znaków. Dalej zaczyna się już ściana tekstu (choć czasem konieczna, np. kilkupłytowe wydawnictwa). Ważny jest jednak, jak wszędzie, szacunek do czytelnika i „wyważenie”; nie za krótko, nie za długo. Tyczy się to każdego tekstu publicystycznego.


Jeśli chodzi o inspiracje, to warto czytać gazety i tygodniki, tam maniany się nie przepuszcza. Prócz wyspecjalizowanych magazynów typu Jazz Forum czy TerazRock recenzje znajdują się również w codziennej prasie. Aha, mój ideał recenzenta muzycznego to Wojciech Mann.


2. Wywiad


Trochę banałów: do wywiadu potrzebny jest przede wszystkim kompozytor (twórca, muzyk, zespół, etc.). Musi mieć czas, żeby umówić się na spotkanie lub, co u Graczy Słuchaczy częstsze, w miarę atrakcyjnym terminie móc odpowiedzieć na pytania wysłane via email. Dalej potrzebujemy oczywiście listy pytań. Research na wywiad to minimum 2 dni; należy przejrzeć Internet, żeby nie zaszło zbyt wiele dubli. Do tego bardzo, bardzo dużo researchu. Weryfikacja informacji. Wspomniałem o researchu?


Na jego podstawie budujemy pytania. Muszą być kreatywne, uprzejme (ale nie wazeliniarskie), godzić Ciekawość Redaktora z Potencjalną Ciekawością Czytelnika. Jeśli będą zbyt nerdowskie, to prócz nerdów nikt się nimi zainteresuje, jeśli zbyt „bezpieczne” i „łatwe” - wyjdzie nam kiepski wywiad. Trudno o kompromis, ale, nie ma sensu „kochać się z całym światem”, jak rzekł Kurt Vonnegut. Ktoś zawsze będzie niezadowolony i w najgorszym wypadku po prostu nas nie przeczyta.


Mamy też tzw. Indeks Pytań Zakazanych. Nie ma tam nic zdrożnego, po prostu są to pytania słabe, pójście na łatwiznę, banały. Niestety nie mogę się nimi podzielić, to autorski silnik. Dość rzec, że czasem pytania zadawane przez konkurencję dostarczają nam solidnej porcji beki; widać gołym okiem, że nie odrobiono lekcji, szwankuje przede wszystkim research. Skutkuje to nadziewaniem się na zbywające odpowiedzi. Prosty przykład, ktoś nie doczytał, że dana płyta została wydana i kompozytor, zamiast odpowiadać na pytanie, musi sprostować rednacza. Smutek.


Dla szukających lepszego źródła nauki wywiadowczej niż nasz blog polecam książkę „Wywiady bez kitu”.


3. Artykuł / Felieton


Teoretycznie najprostsza rzecz w muzyce, ale łatwo wpaść w pułapkę „pustosłowia”. Dlatego warto zaczepić się o dwie rzeczy: tytuł i tezę. Jeśli tezy nie mamy („Muzyka z gier ssie”), to zostaje nam nagłówek, np. „Muzyka metalowa w grach wideo”. Dalej już tylko od naszej kreatywności zależy, co uda nam się stworzyć. Już tak poza muzyką - jeśli artykuł jest intrygujący, to jego długość nie ma znaczenia, zdarzyło się i mi zaczytywać w blogach ppe na tysiące znaków, a krótkie notki zbywać jakimś „meh”. Ale to indywidualna postawa.


4. Newsy


Akurat na newsach się nie znam, wystarczy, że zna się Arek. Co mnie jednak irytuje, to piramidki i wabiki. Możecie to zauważyć na portalach typu Onet czy WP, gdzie tytuł jest możliwie tak niejasny, żeby wejść. WEJDŹ I ZOBACZ REKLAMĘ PLOX. Najczęściej jest to coś w stylu „Słynna aktorka pokazała za dużo”, albo „Znany polityk przyznał się do kontrowersyjnego hobby”. W ostatecznym rozrachunku okazuje się, że celebrytka dała się sfotografować w skarpetach, a polityk kolekcjonuje wypchane żaby. Nieważna jest informacja, ważne jest to, by zmanipulować czytelnika - że niby to jakaś sensacja czy ważna informacja. Musi kliknąć w treść. Gardzę tego typu procederem. Aktualność powinna być taka, że z tytuły od razu wynika, o czym jest. Wtedy interesuje mnie to - czytam. To jest zasada uczciwego newsa.


Na koniec 2 grzechy główne (o czymkolwiek, choć głównie będę nawiązywał do muzyki). Oczywiście bez przesady, by nie popaść w inny grzech, pychę.


1. Niepoprawność.


Nie polityczna. Brak poszanowania dla języka polskiego, nieznajomość zasad ortografii, interpunkcji, składni. Kij już z komentarzami internetowymi i smsami, tu mało kto jest bez grzechu, pośpiech i lenistwo robią swoje; już zrobiły, nie dziwi nikogo pisanie bez polskich znaków, ignorowanie przecinków, literówki - o ile da się kogoś zrozumieć, to powinni dopuszczać to najwięksi czepialscy. Do tego dochodzą pleonazmy (masło maślane), powtórzenia (ciężkie i czasochłonne do wyplewienia), błędy logiczne, zaprzeczanie sobie (wzajemnie wykluczające się wnioski) i tak dalej. Czytając komentarze widzę, że także w blogosferze PPE wielu osobom przeszkadzają błędy - w końcu to pewien brak szacunku dla czytelnika; chce się pisać, ale nie przykłada się zbytniego przywiązania do treści. Dla porównania redaktorzy PPE czy PSX muszą przywiązywać do tego wagę. Myślicie, że korekta wszystko wypleni? Bzdura. Korekta nie zajmuje się nagminnymi powtórzeniami, może najwyżej dać znać, co trzeba poprawić. Nie robi tego za redaktora, więc doceniajcie ich wysiłek.


To proste, są 4 konfiguracje. Nie mamy nic do powiedzenia i nie umiemy pisać, mamy coś do powiedzenia i nie umiemy pisać (wtedy liczy się tolerancja czytelnika), nie mamy nic do powiedzenia, ale umiemy pisać (całkiem dobra sytuacja, ma tak wielu pisarzy), mamy coś do powiedzenia i umiemy pisać.


2. Nieuczciwość.


Brak poszanowania dla faktów, mydlenie oczu, uparta obrona swoich szańców. Czasem trzeba przyznać się do błędu zamiast zasłaniać się „własną opinią”. Nikt nie jest wolny od popełniania błędów merytorycznych, ale każdy może być uczciwy. Zwykle błędy powodowane są niedbałym researchem. Wydłuża on okres powstawania tekstu, ale za to chroni przed „babolami”. Coś za coś.


Inaczej ma się sprawa z serwisami, blogami, szeroko pojętą internetową publicystyką. Bez wskazywania palcami, wielu zdarza się narzekać na poziom blogów - i jestem z nimi całym kamieniem zamiast serca. Nie każdy musi pisać (ja też nie) i, drogi borze tucholski, dobrze, że wielu przestaje. Ci, którzy, dążą do poprawy stylu, niech będą błogosławieni.


Jeszcze mrugnięcie okiem, a nóż ktoś się trafi; dwóch to za mało na robienie wszystkiego, co chcemy, więc szukamy osób do pisania; po prostu „redaktorów”. Nie musisz spełniać od razu wszelkich wymogów poprawności (sami na początku nie spełnialiśmy, gdy jeszcze zaczynaliśmy „nie na swoim”), ale mamy pewne zasady. Oferujemy: sławę, czasem płyty, wejściówki etc., i sporo alkoholu (wiadomo, taka branża). Znajdziecie nas pod mailami. 



Na koniec utwór na rozładowanie atmosfery - jazzujący, triphopowy remiks Okami. Cały album do pobrania za darmo na bandcampie. Na zdrowie.


~ Krzysztof

Tagi: Blog blogowanie dziennikarstwo pisanie warsztat

Oceń notkę
+ 0 -

Oceń profil
+ 0 -
GraczeSluchacze
Ranking: 3685 Poziom: 24
PD: 2271
REPUTACJA: 66
Miesięcznik PSX Extreme