SKLEP

Blog użytkownika Alexy78

Alexy78 Alexy78 25.10.2017, 17:00
Rutyna? Wypalenie? .. I bardzo dobrze!
2754V

Rutyna? Wypalenie? .. I bardzo dobrze!

Jak w międzyczasie u wielu z graczy - także osób korzystających z tego szanownego portalu, tak i u mnie pojawiła się rutyna w lataniu po kosmosie wykreowanym w grze Elite Dangerous. Poznałem już każdy rodzaj aktywności, część z nich opanowałem dobrze, a część mniej. Wiem, co lubię robić, a co niespecjalnie sprawia mi przyjemność i jest tylko jedna rzecz, której tak naprawdę nie lubię - ale o tym ew. później*.

Miałem już kilka razy sytuację, gdzie za stery mi się siadać nie chciało, ale i takich, że o niczym innym cały dzień nie myślałem, jak tylko wieczorem wczuć się w pilota potężnego statku. Tytuł tak wiele oferuje, że mam świadomość, iż szereg rzeczy nadal pozostaje przede mną do zrealizowania. Poniżej kilka luźnych przemyśleń w temacie gry, która choć przeznaczona dla spokojniejszych graczy, nadal chełpi się bardzo dużą aktywnością społeczności i to pomimo kilku dobrych lat na rynku. Dla jasności - „wariatów” w przestrzeni kosmicznej też znajdziemy.

Co jakiś czas spotkania i wspólne latanie wydają się nieodzowne - piloci, którzy razem już wiele przeszli i od setek godzin się razem wspierają.

Od początku, kiedy zacząłem czas grze poświęcać, z czasem coraz bardziej intensywnie - minęło już wiele czasu - ponad rok, a liczby godzin w tym okresie w kosmosie spędzonych już może podawać nie będę. Przez całe moje doświadczenie z grą praktykowałem sposób zabawy mi najbardziej odpowiadający - grindowanie niezbędne do określonych celów ograniczyłem do minimum, ale go nie uniknąłem, niemniej głównie starałem się zawsze dywersyfikować rzeczy jakich w kosmosie się podejmowałem. To co w tytule bardzo zachwalałem od zawsze, to fakt, że jest to gra, która niczego na odbiorcy nie wymusza. W tym zakresie nadal nic się nie zmieniło i jest to jeden, myślę, z głównych czynników dlaczego tak wiele czasu produkcji Frontier Developements poświęciłem. Gra również wpłynęła pozytywnie na moją wiedzę na temat kosmosu, naszej galaktyki czy praw rządzących poza naszym układem słonecznym. Naturalnie wiedza moja nadal jest skromna, niemniej pewne ciekawostki dotyczące rodzajów planet, gwiazd, odległości czy działania grawitacji, lub rozmowy o różnicy między masą a wagą - bardzo mnie zawsze cieszą. Po prostu obcując z kosmosem zmienia się perspektywa - nawet jeśli jest to kosmos wirtualny. Z drugiej strony nikt z nas bardziej realnie inaczej obszarów poza naszą planetą nie pozna, jak właśnie grając w Elitkę.

Ujęcie z wczoraj. Niebieska mgławica, w której centrum nie ma nic innego jak czarna dziura - to czemu mgławica niebieska? Nie wiem - ale piękna i rzadko spotykana okolica galaktyki.

Przyjemną rzeczą jest to, że mechanika gry stała się dla mnie bardzo intuicyjna, a mało co mnie już zaskakuje - prawdę mówiąc nie pamiętam, by od dłuższego czasu cokolwiek mnie w tytule zaskoczyło. Statki zachowują się tak jak powinny, ich parametry względnie ogarniam na tyle dobrze, że wiem jakie konfiguracje się nie sprawdzą nawet bez ich testowania, a jakie mogą się udać, ale nie muszą - inne zaś to 100% pewniaki. Podobnie jak koledzy ze skrzydła, mogę na sucho skonfigurować statek pod dowolne zadania, jakie pilot ma mieć przed sobą do zrealizowania. Oczywiście jeden z drugim pilotem zrobi to lepiej, niemniej nie pamiętam, bym dla siebie coś źle w kuźni statków skompletował. Planety, ich grawitacja, minerały, jeżdżenie łazikiem nie stanowi żadnego wyzwania - salto przy niskiej grawitacji na zawołanie w SRV? No problem. Oczywiście są ode mnie lepsi wirtuozi jeżdżenia skarabeuszem - ale znów - i w tym przypadku jest już rutyna. Ostatni motyw rozrywki dotyczący górnictwa okazał się bardzo przyjemnym dla przykładu, ale tak prawdę mówiąc poszedłem na „żywca” i szybko okazało się, że nawet tutaj ogarniając wykreowany przez dev’a świat - nie było żadnego wyzwania. 2-3 pytania zadane kolegom na discordzie i wio między asteroidy. Tu zeskanować kamyk (taki na 50 tys. ton), tam sonda, tu laser żlobiący, tu piracik do odstrzelenia (lub ucieczka), i dalej kolejny kamyk, nieco zabawy z rafinerią i ciach, jeden wieczór i kilkaset ton wybranych surowców zebranych. Powrót do bazy. Łatwe? łatwe. Rutyna. Analogicznie - albo jeszcze łatwiej jest z walką - nie, nie mam statusu „Elite” w tej dziedzinie, ale to również dlatego, że w grze nie grindowałem - biorę odpowiedni statek, jak trzeba to zmieniam konfigurację i dawaj. Po godzinie wracam z „urobkiem” na bounty 2-4 mil CR. Ot tak, nawet bez brania zleceń masakry. Handel? EDDB.io - dobra trasa, 720 Ton ładunku i analogicznie - kilka kursów, piraci niegroźni, "cash" wpada. Eksploracja? Najłatwiejsze z zadań. Cel, statek, „do roboty” - czasem ciekawsze systemy, czasem mniej. Skok na nautronówce - 200Ly - no problem. Parę skoków, AFM - system FSD naprawiony i dalej. Nie - nie chwalę się (bo nie ma czym) - chcę podkreślić jednak wątek będący źródłem wspomnianej rutyny.

Przy tej bazie INRA spędziłem ciekawie jeden wieczór także - jedna z szeregu tajnych baz z okresu pierwszej wojny z Thargoidami. Wojny dotychczas utajnionej przed ludzkością. W bazie tej na podstawie odsłuchiwanych logów można poznać historię badań naukowych, w tym takich, które dotyczyły np. broni chemicznej przeciw obcym.

Tak - latanie w „Open” nie jest czymś za czym przepadam. Jak w każdym tytule jest i tutaj niemała grupa ludzi (nawet jeśli zdecydowana mniejszość) - która cieszy się z uprzykrzania życia. Pomimo dosyć sporej ilości środków na koncie jaką mam - nie cieszy mnie wydawanie 40-50 milionów CR na ubezpiecznie zniszczonego przez jakiegoś „griefer’a” statku. Tak - w walkach PvP po prostu jestem noobem - owszem, jeden na jeden mogę podjąć rękawicę a w moim najmocniejszym statku mam dużą szansę przetrwania - pewien jednak jestem, że gdybym w nim zaczął w open latać, to nie jeden griefer, a całe skrzydło by mnie dopadło. Walka w Elite (co jest wielką zaletą gry także) to typowe „kamień, nożyce i papier”. 2-3 małe Viper’y z odpowiednio zmodyfikowanymi torpedami są w stanie wyłączyć mi osłony o mocy powyżej 5000MJ, albo wyłączyć reaktor - potem wystarczy już Fer-de-Lance i mam „posprzątane”. Dość powiedzieć, że mój bojowy Cutter i tak nie jest „wymaksowanym” statkiem mimo wielu modyfikacji G5 u inżynierów i osłon „prismatic” - więc typowy doświadczony gracz PvP i tak pewnie i samotnie dałby sobie ze mną radę. Lekcję pokory otrzymałem także podczas pamiętnych trenigów PvP z grupą Husarii w grze. I tak jak osobnego bloga mógłbym poświęcić na wyczyny tych świetnych pilotów, których mam nadzieję kiedyś lepiej poznać - tak wiem, jak bardzo da się zwiększyć szansę przetrwania w walce jeśli walczy się np. w zgranym skrzydle o uzupełniających się broniach. Aby zbytnio się nie rozpisywać powiem podsumowując - tryb „Open” stał się dla mnie miejsce głównie do walki PvP - bo nigdy nie wiadomo na jakich graczy się trafi. Dlatego jeśli realizuję misje pod jakąś frakcję, wożę pasażerów czy cokolwiek wykonuję normalnie - to po prostu wbijam na serwer PvE i mam święty spokój mogąc skoncentrować się na tym co istotne i co mnie najbardziej cieszy. Tutaj można rozwinąć temat znów o to, dlaczego gracze zachowują się w grze tak nieracjonalnie psując innym zabawę? Jedni odpowiedzą „bo tak”, inni stwierdzą, że „od tego są gry” a jeszcze inni nie przyznają się do tego, że w ten sposób się dowartościowują, bo wcześniej sami byli mięsem armatnim. Powodów pewnie jest więcej. Dla jasności - wiele osób lata w Open i ten dodatkowy dreszczyk emocji im wręcz odpowiada. Jak już pisałem - gra nawet w tym aspekcie pozwala się poznawać wedle uznania. Dla jasności - mam 2 statki definitywnie pod PvP przeznaczone - Federal Assault Ship pod „silent mode” oraz imperial courier’a z imperial hammerami. Kto wie - kiedyś je pewnie w skrzydle z kolegami użyję, wcześniej chciałbym jednak kilka wieczorów na sparringi poświęcić.

Możliwość lądowania na planetach wiele tysięcy lat świetlnych od najbliższej ludzkiej stacji zawsze jest ciekawym doświadczeniem. W tle galaktyka, w której żyjemy.

Piszę więc o rutynie, o tym, że mniej więcej po dłuższym czasie z grą człowiek po prostu dobrze wie, gdzie i czego się spodziewać. Teraz dochodzę do sedna - czy rutyna wiąże się z nudą? Otóż tutaj tkwi siła Elite Dangerous - bo w przeciwieństwie do tak wielu produkcji, rutyna w grze pozwala czerpać z produkcji całkiem inne przyjemności na innym poziomie. To tak jak jazda autem. Na początku kierowca nakręca się każdą zmianą biegów, przyspieszeniem, wskaźnikami czy nawet regulacją elektryczną fotela, jak takowy ma. Potem… potem zaczyna się dopiero prawdziwa jazda, gdy już mniej o jeździe myśli - która naturalnie i tak nadal mu się podoba - a bardziej o celach podróży. O zadaniach. O podwiezieniu koleżanki, o odwiedzeniu babci, czy wreszcie o dojechaniu na wakacje. Analogiczny etap spotkał mnie od pewnego czasu w ED. Już nie latam za kasą, bo ta sama wpada. Rangi mnie nigdy nie kręciły (poza niezbędnymi dla zdobycia Corvetty i Cuttera), rożne aktywności w grze traktuję wręcz dorywczo. Latam jednak i nie chcę przestawać.

Dwa słońca w jednym systemie? Nie problem - są systemy z czterema gwiazdami i więcej!

Spotkałem Thargoida, coś tam mnie staranował, nie wiem czy przypadkiem, czy celowo, ale nie mając gotowego statku nawet walki się nie podejmowałem. Dobrze, że statek przetrwał i mogłem podlecieć, by odwiedzić miejsce, gdzie powstaje nowa baza obcych (mój domysł). Nie ostrzę na obcych zębów z kilku powodów - po pierwsze broń do walki z nimi dopiero powstaje i niemalże co tydzień jakiś komponent dochodzi, po drugie - nie wiadomo jeszcze czy tych, których spotkaliśmy - a już wiemy, że obcy także dzielą się na różne frakcje - to są kosmici do nas jednoznacznie wrogo nastawieni, gdyż często nie zaatakują zanim sami ich nie sprowokujemy, bądź nie przewozimy ich artefaktów na pokładzie. Inna sprawa, że koledzy zamiast się na nich zbroić, stwierdzili, że zaczną eksplorować, heh. Więc Thargoidzi póki co odeszli na dalszy plan. 

Czekam bardzo na nowy statek - T10 Defender. Na razie nie wiadomo kiedy się pokaże. Ale swoją flotę prawie 20 statków chętnie powiększę o kolejny nabytek. Nie ukrywam, że od początku samej gry - właśnie kolejne statki były przeważnie moim głównym motywatorem do dalszych działań, także pokazanie się nowego ciekawego „okazu” będzie dla mnie małym świętem.

Potężny T10 Defender. Mój następny statek, jak tylko będzie dostępny. Liczę na moc, a wyposażyć go zamierzam w broń przeciw obcym. Zobaczymy co z planów wyjdzie.

Swego czasu bardzo sympatyczni koledzy - jak ostatni bohater świetnych blogów - Azorus, czy wywołujący mnie z okazji każdej informacji o ED do tablicy Xmachine - wspominali o tym, że dawno nie napisałem bloga o ED. Tak ro prawda. Rutyna, na której skupiam obecny wpis, ma też jeszcze jedną cechę - wypalenie. Polega ono na tym, że trudniej mi wykrzesać emocje z czynności jakie w grze robię. Wracając do samochodowej analogii - nie czuję już emocjonalnego ognia „redukując bieg i dodając gazu”, „pokonując z piszczącymi oponami czy zaciągając w zakręcie hamulec ręczny" - ok, to ostatnie nadal mnie cieszy ;). Chcę jednak powiedzieć, że trudniej mi opisać emocjonalnie teraz coś, na czym grając się już nie skupiam, bo odbywa się to mniej lub bardziej z mojej strony automatycznie. Naturalnie popełniam błędy w lataniu, walce - a czasem się po prostu zagapię - ale zdecydowanie mniej uwagi poświęcam na techniczną część latania statkiem. Wpis o jakiejś przygodzie czy wyprawie chciałem popełnić już wcześniej - ale zanim się zabrałem, już w dwóch innych wyprawach czy zadaniach wziąłem udział. Teraz bardziej cieszę się klimatem otoczenia, czy nawet samych kabin pilotów. Odwiedziłem ostatnio np. Hutton Orbital. „Pasjonujące” może każdy sarkastycznie powiedzieć. Dopowiem dla jasności, ze to stacja legenda - oddalona od gwiazdy głównej systemu o 0,22 roku świetlnego. Lot po lini prostej trwa około 1,5h czasu rzeczywistego. W tym czasie można osiągnąć prędkość 1866 razy przekraczającą prędkość światła, bo tyle mój ASP wyciągnął w "supercruise". A i tak długo się leci. Statek po doleceniu do celu ma wytarty w 70% lakier, a sama stacja nie przyjmuje dużych statków mając tylko średnie i małe platformy do lądowania. Nowym graczom wmawia się, że na stacji dzieją się różne „cuda” - np. rozdają statki, albo jakiś komponent jest super tani - wesoło prawda? Tak naprawdę stacja ma tylko rzadki rodzaj kubków, które mogą jakąś tam wartość przynieść odpowiednio daleko sprzedane, niemniej nie mogą być one celem samym w sobie - przynajmniej racjonalnym. Trochę jak z kawałem o darmowym rozdawaniu rowerów w Gliwicach. Nie rozdawaniu, a kradzieży, nie rowerów, a aut, i nie w Gliwicach, tylko we Lwowie ;) 

Po podróży do Hutton Orbital nowe malowanie lakieru wydaje się więcej niż konieczne. Miły szczegół, który gra uwzględnia. Znam takich co specjalnie swoich statków nie odmalowują - ba są nawet rdzawe kolory do kupienia w sklepie - "wczuwa" najważniejsza.

Poświęciłem jeden wieczór na odwiedzenie tego miejsca. I nie żałuję. Zabrałem swoją „mrówę”, bo tak nazwałem ASP Explorera, który jest u mnie wielozadaniowcem np. do odblokowywania inżynierów i się w podróż udałem. 0,22 roku świetlnego w „supercruise” bez użycia skoku w FSD jest ciekawym doświadczeniem wbrew pozorom. Dość powiedzieć, że kiedy byłem w centrum galaktyki, to w okolicach Saggitariusa *A (4 tygodnie poza cywilizacją, blisko 60 tys Ly pokonane) całe systemy znajdują się czasem w odległości od siebie nie większej niż 0,5 roku świetlnego, a tam się się gracz porusza oczywiście przy wykorzystaniu FSD. Lot wcale nie był nudny - po pierwsze mogłem porozmawiać ze znajomymi na discordzie, po drugie napić się czegoś „dobrego”, czy przeglądnąć nowe wpisy na PPE. Po prostu lot rejsowy. Niby nuda? Nie - wcale nie - klimat i poczucie długiej podróży. Momentami dla mnie nawet lepsze niż skakanie pomiędzy systemami podczas zwykłej eksploracji. Siedziałem jedynie i patrzyłem co jakiś czas na przyrządy - prędkość, która wspaniale rosła do mniej więcej połowy odległości od celu, moduły, poziom i zużycie paliwa, sprawdzałem sobie też mapę galaktyki czy sytuację "power play". Na spokojnie i relaksując się. Przez cały wieczór nic nie zarobiłem, żadnej rangi nie nabiłem, w zasadzie zerowy postęp. Ale czymże są cyferki, kiedy ja naprawdę czułem, że tam lecę, że jestem w kosmosie, że mam cel, że po prostu bardziej się pilotem statku kosmicznego nie da "być". No chyba, że w VR, ale i do tego kiedyś dojdę - póki co zaciemniony pokój musi starczyć.

Pięknie przeszklona kabina ASP Explorera oraz lądująca Conda - niby nic, a cieszy. 

Co już często było na łamach blogów i nie tylko poruszane - bardzo dużą zaletą gry jest jej społeczność. Discord Elite Squadron PPE rozrósł się mocno, jest tam wielu kolegów grających w ED niezależnie od platformy. Całość żyje - nawet teraz jak piszę te słowa chłopaki prowadzą rozmowy, czasem się o coś kłócą, a czasem wklejają zdjęcia posiłków, czy gołych bab, bądź prawie gołych. Ludzie o różnych poglądach, ale mających wspólne hobby - czasem ktoś gra w inny tytuł, co nie przeszkadza i tak wspólnie rozmów prowadzić. Niedawno doszedł nowy kolega, któremu z przyjemnością po raz kolejny przekazuje się podstawową wiedzę z gry, a czasem samemu o coś pytam. Dr_Zgon zdał egzamin i pełni honorową funkcję ratownika dla osób, które się zagapiły a ich statek zatrzymał się w pustce kosmosu bez paliwa - „Fuel Rats” - jesteśmy z Ciebie dumni Komandorze! (oklaski). Przewodnikiem wszelkich eksploracji i porad został naturalnie i samoczynnie CMDR Szelag, nasz kolega „Małpa” z PPE, którego gwiazdy chyba najbardziej z nas wszystkich fascynują. Bada dokładnie systemy i mgławice i na pewno posiada w tym zakresie największą wiedzę z nas wszystkich. Wiem, że swego czasu Rankin wiele eksplorował, ale Kolega mniej się udziela (pozdrawiam). I w zasadzie względem każdego mógłbym coś napisać, jak zawsze, ale cóż - grasz w ED, daj znać i po prostu zapraszam na nasz kanał komunikacyjny. Giovanne i ja generalnie latamy tu i ówdzie wyznaczając sobie cele na bieżąco. Jest Whiter, Peteer_Parker jest Byku, jest Wiga, Donbaniak, Highlander, Kna1st, Total Chaos i wielu innych fajnych ludzi - nie zdołam wymienić. Pozdrawiam i dziękuję Wam niniejszym za wspólne granie wierząc w jeszcze wiele wspólnie dobrze w kosmosie spędzonych godzin. 

Dla jasności, kłótnię pierwszą też już zaliczyliśmy - na szczęście ludzie dojść dojrzali i szczerzy, że mimo różnic zdań dalej razem latają - i o to chodzi. Taka grupa bez udziału PPE nigdy by nie powstała, nie wypada nic innego jak cieszyć się, że jest taki portal łączący graczy i to wbrew tutejszym utarczkom czasem się zdarzającym - z różnych platform.

Osobiście myślę, że powoli jestem gotów, by mocniej zaangażować się w działalność „The Winged Hussars” - ekipa ma już 2 lata na karku i jest najmocniejszą drużyną graczy w całej społeczności ED, a frakcji jest bardzo wiele. Skupia ona świetnych ludzi, a wyznaczone cele są bardzo ambitne. Ostatnia mobilizacja przy „Community Goalu” była prawdziwym pokazem mocy i możliwości osób, nie mniej jak ja lubiących ten tytuł. Mój udział był względnie skromy w tym przedsięwzięciu, w szczególności do najbardziej zaangażowanych osób - ale przyznam, że zrobiłem co w mojej mocy (Python, potem ASP), by także czuć w pełni finałową satysfakcję z sukcesu. Sądzę, że w najbliższym czasie wybiorę sobie jedną z aktywności TWH i na niej się skupię. Jak z wszystkim w ED jednak - bez niepotrzebnej presji, bo samo TWH także niczego nie narzuca - wystarczy być w temacie co robią, by przypadkiem niechcący nie szkodzić i  … to wszystko. Galaktyka jest tak duża jednak, że poza zaletami należenia do tak wyjątkowej grupy pilotów, praktycznie wady nie istnieją.

Czasem warto wziąć myśliwiec i poznać teren, zanim zacznie się go badać łazikiem. Tutaj miejsce, gdzie moim zdaniem powstanie nowa baza obcych - zobaczymy, jeszcze tu wrócę ;)

Elite Dangerous. Gra, której końca obecnie nie widać. Nie tylko dlatego, że nie ma szans, by gracze kiedykolwiek odwiedzili wszystkie 400 miliardów systemów dostępnych w grze, ale także dlatego, że wydawca grę ciągle ulepsza. Robi to nieco wolniej niż gracze by chcieli, niemniej nie można bagatelizować tego, jak skomplikowanym procederem jest wprowadzanie zmian i dodatków w tak dużej pozycji. Wystarczy spojrzeć na przykład gry, która zebrała olbrzymie pieniądze, a nadal tkwi po kilku latach na etapie "aplha buildu”. Wystarczy być trochę(?) cierpliwym, a z czasem już i tak olbrzymie możliwości jakie zapewnia produkcja, zabawa stawała się jeszcze ciekawsza. Kiedy czytam o premierach nowych innych tytułów - które wedle upodobania, mimo latania w kosmosie, także sprawdzam - pojawia się pewne bardzo komfortowe odczucie. Brak presji. Gra wyjdzie dziś - fajnie, za miesiąc - nie problem. Gra wymaga patcha, nie problem także - zagram za 3 miesiące. Nowa produkcja nie ma single playera i dev zaczął na nim pracować - super. Będzie, to się zagra. Inne tytuły stały się prawdziwymi przerywnikami - także wskazanymi naturalnie jak każda niezbędna odmiana - niemniej dużo łatwiej obecnie mogę na budowany hype różnych produkcji patrzeć z dystansu. Nowy Assasin drogi? - ok, zagram za pół roku - nie problem. Itd. Polecam takie podejście, które dzięki omawianemu tytułowi stało się naturalne.

 Czy więc stał się dla mnie Elite? - czymś, czym kiedyś były regularne spotkania znajomych grających w szkata/brydża, w szachy, czy rzucających na południu EU kulkami po piasku. Po prostu standardową rozrywką, której praktykowanie jest czymś naturalnym. Raz więcej, raz mniej - przeważnie ze znajomymi - a że cyfrowo i przy wykorzystaniu obecnych technologii - takie czasy. 

Centrum organicznego "lasku" thargoidów.

Mam nadzieję, że niniejszym wpisem nie znudziłem - w końcu nie opisałem szerzej żadnego konkretnego doświadczenia z gry płynącego dokładniej. Obecnie wybrałem się do dwóch znanych ludzkości mgławic - „Heart Nebula” oraz „Soul Nebula”, po drodze z polecenia CMDR „Małpy” PPE odwiedzając i zatrzymując się wczoraj przy niebieskiej mgławicy, której nazwy nie znam, a zlokalizowanej wokół czarnej dziury. Nie spieszę się z powrotem do zaludnionej bańki - pooglądam nieznany mi zakątek galaktyki, a jak wrócę, to może już będzie dostępny w kuźniach nowy statek oraz uzbrojenie na Thargoidów także będzie kompletne. Kto wie. Będzie się działo.

Type 10 Defender, to tak naprawdę zmodyfikowany transportowy T9 - różnica w wyglądzie polega m.in. na zwiększonej ilości dysz silników. Ten oraz wcześniejszy obrazek z tym statkiem pochodzi z ostatnich pokazów Expo organizowanych przez Frontier Developements. 

Nie bójmy się rutyny w grach, ani wypalenia - przynajmniej nie we wszystkim - jeśli gra jest dobra, to dopiero wówczas zaczyna się prawdziwa przygoda. Dobry „End Game”, to jak z przypowieścią „po czym poznaje się faceta/grę” - Elite dobrze "kończy" na pewno, gdzie końca i tak nie widać - ale to już cecha galaktyki jako takiej. Bywa.

o7

CMDR Alexy78

 

*RNG - „random numbers generator” - losowość niektórych zdarzeń, bądź znalezisk podczas np. szukania surowców dla inżynierów niejednokrotnie przyczyniła się do chwilowych depresji i przerw od grania :) Mało odporny jestem na łut szcześcia, bądź - częściej - jego brak, heh.

 

Tagi: Elite Dangerous Horizons

Oceń notkę
+ +40 -

The Winged Hussar
Oceń profil
+ +159 -
Alexy78
Ranking: 10 Poziom: 81
PD: 66240
REPUTACJA: 72222
Miesięcznik PSX Extreme