Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88
Gomlin Gomlin 11.05.2018, 13:14
Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #56
382V

Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #56

 
Witam wszystkich!
Serdecznie zapraszam do majówkowej kulturki! 
 
 



Ogrodowe Siemanko!

Siemka!

Już tydzień temu udało mi się kulturalnie ochrzcić grilla. I myli się ten, kto twierdzi, że nie można dietetycznie a smacznie pogrillować! Sam osobiście jedną ręką obracałem warzywne szaszłyki z kurzą piersią a drugą ręką przewracałem strony Tytusa ^^ To jest dopiero kulturalny wypoczynek - a to dopiero początek bo lato dopiero nadchodzi. Także każdemu życzę tak miłego spędzania czasu bez grania na konsoli i pc ^^



Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:


CZYTADŁO


To już 15....15 tydzień czytania Tytusa w kulturze ^^ Czas leci jak diabli - daleko do końca już w sumie nie zostało ale jest przyjemnie ;)

Harry Portier póki co idzie w odstawkę... jednak po 4 tomach wypada zrobić przerwę by nie zacząć latać po podwórku z patykiem wykrzykując Alohomora na każde zamknięte drzwi...

W ramach przerwy wziąłem na warsztat coś nowego (jak dla mnie). O ile miałem już styczność z opowiadaniami/książkami paragrafowymi , tak teraz natrafiłem w internecie na komiks paragrafowy i bardzo jestem zainteresowany jak to zasmakuje ^^ Jeżeli nie orientujecie się na czym to polega - to może najlepiej to przedstawi filmik promujący owy komiks, który własnie zamówiłem:

 


MUZYKA


Muzyka Wiedźmińska

[ Nie jest to oficjalny utwór, od tak kiedyś wpisałem na YT ale wpadł mi w ucho ^^ Polecam słuchać od 1:30 ]


FILM

Tak patrzyłem ostatnio na moje "anielskie" książki Kossakowskiej i naszła mnie duża ochota na obejrzenie czegoś w klimatach aniołów i demonów. A że najlepszym dla mnie filmem w tej kategorii jest Constantine...no to już wiecie co będę oglądał w ten weekend!

Tak swoją drogą, czy ktoś poleca serial jako całość? Ja widziałem kiedyś tylko jeden odcinek i lekko się odbiłem no ale nie wiem czy się dobrze dalej rozkręcił czy trącił rogami...?

 



Ode mnie to na tyle tego weekendu i w tej chwili zapraszam do wypocin mojego gościa i 3-groszowiczów ^^



Witajcie cham....ekhem Kulturalni i obyci czytelnicy najznamienitszego kulturalnego bloga jaki istnieje w tej części układu słonecznego (materiał sponsorowany przez literkę Ł jak Łapówka ;D  )   Pomimo małych kłopotów technicznych udało mi się w końcu pojawić :D Także wielkie dzięki Gom za cierpliwość ( i kopertkę) [ całą noc wycinałem te "setki"!, dop. Gom]


MUZYKA


 

Jako entuzjasta  praktycznie każdej odmiany metalu, rocka i ogólnie wszystkiego gdzie jest gitarka a w szczególności  mega fan posiadający wiele płyt, kaset, książek i czasopism zespołu Metallica

 

Oczywistym będzie że napiszę o.... czymś zupełnie innym :D

A mianowicie ostatnim czasem zakochałem się w Synthwave-ie i co mnie bardzo cieszy to że ten romans trwa i trwa

 

Tak na całego wzięło mnie po obejrzeniu filmu Kung Fury no coś wspaniałego dla takich złaknionych nostalgii bestii :)  Za każdym razem słuchając kawałka który nagrał mój wujek Dawid Haselhofiak z domu Bogucki ( a który musiał zmodyfikować nazwisko żeby zaistnieć na świecie)  robiło mi się cieplutko w majta...na serduszku.

Być może podświadomie tęsknie za czasami szalonego popu,  elektronicznych beatów i dźwięków syntezatora xD Bo przecież wszyscy wiemy że kurła kiedyś to było   

I coś w tym jest  bo gdy puszczam sobie taki kawałek jak ten to jakbym wsiadł do wehikułu czasu

 Momentalnie mam banana na buzi i przed oczami widzę młodego siebie jak w piękny czerwcowy słoneczny dzień 99 roku śmigam dumnym krokiem w pociętych jeansach żując gumę turbo na osiedlowy salon gier pobić kolejny rekord w Metal Slagu :D (tak byłem wymiataczem i jednym z tych którzy wyłudzali żetony od leszczy)  Jeżeli ktoś chciałby wrócić do czasów gdy pocinał ostro na pegastejszon czy innym Snesie miał skurzaną kurtkę czy inny ortalionowy dresik w kolorze jaskrawym  albo lubował się w horrorach klasy T jak Takie dobre np. Blob Zabójca czy Koszmar z Ulicy wiązów to polecam sprawdzić takich twórców jak Dynatron, Lazerhawk czy Night Runner a może znajdziecie coś dla ciebie i tak jak ja udacie się w nostalgiczną podróż ^^

 


CZYTADŁO


 Jako portalowy Batman czyli najlepszy detektyw na świecie chciałbym polecić coś związanego z moją profesją, a mowa o drugim najlepszym  detektywie  którym jest... nie, to nie o tego pana chodzi ale byliście blisko Rutkowski to zupełnie inna liga nawet ja chylę czoła ;) Numerem dwa jest Sherlock Holmes . Kim ów pan jest nie trzeba raczej tłumaczyć  prawda ? ;) bo któż nie zna tego XIX-wiecznego detektywa który w wolnym czasie pomaga Scotland Yardowi w rozwikłaniu trudnych spraw.

W opasłym tomiszczu które jest wielkości PS4 znajdziecie wszystkie przygody(a dokładnie cztery niedługie powieści i 56 krótkich form) sympatycznego nie stroniącego od kokainy i morfiny detektywa (numer dwa pamiętajcie o tym ) i jego wiernego kompana Dr. Watsona. Mamy tu poza znanymi tekstami jak na przykład zachwycający grozą Pies Baskerville’ów czy Studium w Szkarłacie od którego się wszystko zaczęło mniej znane utwory jak chociażby O trzech panach Garrideb gdzie fajnie pokazana jest więź jaka łączy Sherlocka i Watsona.   Jeżeli są tu fani kryminałów to jest to dla was idealna pozycja, morderstwa, dziwne historie, wspaniale skrojone intrygi  i klimat wiktoriańskiego Londynu to miks obok którego nie można przejść obojętnie ^^ Każda opowieść jest niepowtarzalna i co najważniejsze wciągająca. Dużym plusem dla osób z mniejszą ilością czasu jest to że historii nie trzeba czytać ciągiem gdyż dzieją się w różnych okresach współpracy Sherlocka i Watsona. Wspaniała pozycja, którą polecam każdemu miłośnikowi książek.  




Za oknami od dobrych kilku dni wreszcie wiosna, to i humor człowiekowi się poprawia, więc w tym tygodniu stawiam na komedię, którą wreszcie miałem okazję obejrzeć. I to nie byle kogo, bo za produkcję odpowiedzialny jest reżyser serii „Kac Vegas”, a także „Zanim odejdą wody” czyli Todd Phillips. Przedstawiam wam tajemniczy Projekt X.

„Projekt X” – czyli lepiej nie róbcie tego w swoim domu.

Bohaterem tej historii jest nastoletni Tom, który nie jest lubianym i zbyt popularnym chłopakiem w szkole. Zbliżają się jego urodziny, więc aby zmienić ten stan rzeczy, a przy okazji przypodobać się najładniejszej dziewczynie w szkole, chłopak postanawia urządzić imprezę urodzinową w swoim domu podczas nieobecności rodziców. Jak trudno sobie nie wyobrazić w pewnym momencie zabawa zacznie delikatnie mówiąc wymykać się spod kontroli, za co możemy podziękować dwóm najlepszym kumplom Toma – J.B. ale przede wszystkim Coscie, którzy postanawiają zaprosić trochę więcej osób niż to początkowo było w planie. Tym czwartym w grupce przyjaciół jest anonimowy kamerzysta, niby dzięki któremu to wszystko oglądamy.

Cały film stylizowany jest jako found footage, który swego czasu był bardzo popularny, za sprawą oczywiście tanich horrorów z cyklu „Paranormal Activity”. Z tą różnicą, że tutaj montaż jest bardziej dynamiczny z lepszą muzyką, ale nie ma co się dziwić, w końcu jesteśmy na imprezie. Jak już jestem przy muzyce, muszę przyznać, że jest bardzo dobrze dobrana, co przy świetnym montażu sprawia, że czujemy, jakbyśmy sami uczestniczyli w tej balandze. Oczywiście, jako że jesteśmy w Ameryce, impreza ma miejsce w pięknym dużym domu z basenem i drogim autem w garażu, w basenie pływają dziewczyny w topless, w piekarniku jest zamknięty karzeł, tabletki ecstasy walają się po trawniku, a po kątach chowają się pary, by uprawiać sex – czyli typowa domówka w stylu amerykańskim. Miłym akcentem jest gościnny udział aktora Milesa Tellera, który gra….samego siebie.

Muszę przyznać bez bicia, że dobrze bawiłem się podczas tej imprezy. Do tego stopnia, że gdy u gospodarza domu w pewnym  momencie zaczął dobijać zdrowy rozsądek i chciał przedwcześnie zakończyć prywatkę, sam zacząłem krzyczeć do telewizora: „człowieku, o czym ty mówisz! Zabawa dopiero się rozkręca!”. Idealny film na relaks w którym jesteśmy świadkami totalnej, beztroskiej demolki nie tylko samego domu, ale i sporej części dzielnicy. 

Moja ocena:

7/10




Kulturalne siemano :)

Brandon Sanderson za stworzenie "Archiwum Burzowego Światła ", stał się jednym z moich ulubionych pisarzy - jego następnym cyklem który chcę poznać jest "Elantris" .

Elantris - gigantyczne, piękne, dosłownie promienne miasto, zamieszkane przez istoty wykorzystujące swoje potężne zdolności magiczne, by pomagać ludowi Arelonu. Każda z tych boskich istot była jednak kiedyś zwykłym człowiekiem, dopóki nie dotknęła jej tajemnicza, odmieniająca moc Shaod. A potem, dziesięć lat temu, magia zawiodła. Elantryjczycy stali się zniszczonymi, słabymi, podobnymi do trędowatych istotami, a samo Elantris okryło się mrokiem, brudem i popadło w ruinę. Shaod stał się przekleństwem. Nowa stolica Arelonu, Kae, przycupnęła w cieniu Elantris, a jej mieszkańcy ze wszystkich sił ją ignorowali. Księżniczka Sarene z Ted przybywa do Kae, by zawrzeć polityczne małżeństwo z księciem korony Raodenem. Sądząc z korespondencji, mogła się spodziewać, że odnajdzie miłość. Dowiaduje się jednak, że Raoden nie żyje, a ona uważana jest za wdowę po nim...

Przede mną 660 stron ciekawego, mam nadzieję - czytania :)

Wrażeniami postaram się podzielić za jakiś czas ..

 

Kulturalnie pozdrawiam i do następnego razu :)


 




Czołem

Obituary na moim death metalowym radarze pojawiło się dosyć późno, bo jakoś nigdy nie przejawiałem zainteresowania amerykańską szkołą metalowej jazdy. Ot kiedyś przesłuchałem Altars of Madness Morbid Angel i na tym zakończyłem, bo jednak skandynawska odmiana była bliższa memu sercu. Wyjątkiem jest opisywany kilka wydań wcześniej Nile, ale oni jednak stylistycznie odstają od reszty.

Jak już nadrobiłem zaległości to zatrybiło i Obituary wskoczyło do ścisłej czołówki zespołów. Ich albumy brzmią bliźniaczo podobnie, ale nie odczytuję tego jako wady, bo fajnie grają i tyle. Album Inked in Blood też nie wytacza żadnych nowych granic. Prosta death metalowa recepta - trochę szybciej (Violence), trochę wolniej (Back on Top, czy utwór tytułowy) i wychodzi smaczna zupka śmierci. To co bardzo podoba mi się w muzyce Obituary to czytelny growl, co jest raczej rzadkością w gatunku. Konstrukcja utworów na Inked jest prosta jak konstrukcja cepa. Nie ma miejsca na jakieś klawiszowe plumkanie, są ostre gitary, soczysty bas i mocne gary. Płyta jest cholernie agresywna, ale chłopaki mają sporo dystansu do siebie i swojej twórczości, żeby się o tym przekonać polecam sprawdzić wideo do takiego Violence. Dobra płyta na rozładowanie ciśnienia.

Do następnego


 




Witam !!!

Ostatnio w kulturze gościły przede wszystkim komiksy nowsze, które na naszym rynku ukazały się w przeciągu ostatnich dwóch lat. Tym razem chciałbym jednak polecić tytuł nieco starszy, który ukazywał się na naszym rynku pod szyldem Klubu Kawalarzy wydawnictwa Egmont. Inicjatywa ta miała za zadanie przedstawiać francuskie humorystyczne komiksy dla każdego. I jednym z takich tytułów jest komiks o przygodach pewnego chłopca autorstwa Midam'a.

Kid Paddle to jedenastoletni chłopiec mieszkający ze swoim ojcem i starszą siostrą. Nie będzie przesadą jak napiszę że przy tym jest wielkim fanem gier video, salonów gier, krwawych filmów i różnego rodzaju ociekających śluzem stworów nazywanych Blorkami. I jak to bywa u dzieciaków w jego wieku posiada przy tym dużą wyobraźnię pracującą cały czas na wysokich obrotach. Co skutkuje niejednokrotnie tym, że nie raz dochodzi do rożnych zabawnych i śmiesznych sytuacji.

 

 

Każdy album z przygodami Kid'a tak naprawdę składa się z kilkunastu humorystycznych jedno lub kilku planszowych historyjek. Do czego zdążyły już nas przyzwyczaić tego typu serie. I jak to bywa w ich przypadku z jednych będziemy śmiać się na głoś, a w przypadku innych uśmiechniemy się lekko pod nosem.

W końcu to tutaj możemy zobaczyć jak w nietypowy sposób rozwiązać krzyżówkę, czy w brawurowy sposób oszukać kasjera, by dostać się na ulubiony film.

Bardzo spodobało mi się z jaką łatwością autorowi tej serii udaje się przemycić różnorodność gagów, gdzie raz mamy odczynienia humorem słownym, a za chwile raczeni jesteśmy humorem sytuacyjnym.

Sam styl rysunków Midama, nie odbiega zbytnio od tego do czego zdążyły już przyzwyczaić nas francuskie komiksy humorystyczne. Autor prezentuję w swoim stylu pewną prostotę i schematyczność, ale nie psuje to ostatecznie odbioru całości. A wręcz pasuje to idealnie do tego typu historyjek.

Same komiksy o Kidzie przeznaczone są tak na dobrą sprawę dla młodszego odbiorcy, co może sugerować choćby sama kolorystyka i zawarta w tych komiksach tematyka. Choć tak naprawdę nawet dorosła osoba znajdzie w tych albumach coś dla siebie. I przypomni sobie swoje dzieciństwo.

Więc tak na dobą sprawę wychodzi na to że komiksy Midama mogę polecić każdemu, kto chcę się chociaż trochę rozerwać po ciężkim dniu w pracy bo nie dość że zapewniają one dobrą dawkę humoru, to przy okazji są świetnym początkiem by zachęcić najmłodszych do sięgnięcia po historyjki obrazkowe. Jedyną wadą tego typu wydań albumowych jest fakt że za szybko się kończą, a chciało by się więcej.

 

Pozdrawiam.





Jedną z pierwszych rzeczy, jakiej dowiedziałem się o Made in Abyss, to ostrzeżenie, że anime to jest absolutnie nie dla dzieci. Pierwsze dziewięć epizodów (z trzynastu), po przycięciu kilku scen i pozbyciu się jednego szczegółu fabularnego, można spokojnie pokazać 10-latkowi. Odcinki dziesiąty oraz trwający dwukrotnie dłużej finałowy zawierają elementy body horroru i jest to chyba największy kontrast, jaki kiedykolwiek widziałem w anime.

Ostatnim niezbadanym obszarem na świecie pozostaje Otchłań – tytułowa Abyss. Gigantyczna dziura w ziemi, znajdująca się na jakiejś małej wyspie pośród oceanu. Jest to miejsce niezwykle tajemnicze i pełne groźnych istot, ale też cennych skarbów, niczym Zona w grach z serii S.T.A.L.K.E.R. Szybko narosło wokół Abyss miasto żądnych skarbów ludzi, zapuszczających się w ich poszukiwaniu coraz głębiej. Niestety każdego podróżnika dopada klątwa – o ile powrót z pierwszych warstw może wywołać relatywnie niewielkie dolegliwości jak zawroty głowy lub nudności, tak wznoszenie się z głębiej położonych warstw wywoła halucynacje i omdlenia, krwawienie ze wszystkich otworów ciała, utratę człowieczeństwa, śmierć. Nieliczne jednostki widziały szóstą warstwę, a i to dzięki posiłkowaniu się znalezionymi w Abyss artefaktami.

Tam, gdzie czai się niebezpieczeństwo, tam będą też ofiary. W mieście znajduje się sierociniec dla dzieci poszukiwaczy, których edukacja zawiera również wyprawy do najbezpieczniejszych rejonów Abyss. Tam bardzo energiczna i zwariowana na punkcie eksploracji Abyss dziewczynka Riko zostaje zaatakowana przez stwora, który przyplątał się z niższych warstw. Pomógł jej chłopiec imieniem Reg, który – jak się okazuje – najprawdopodobniej jest robotem, cudownym artefaktem przybyłym z dolnych rejonów Abyss, ale sam na ten temat nic nie wie – w ogóle Reg mało co wie, bo prawie nic ze swojego żywota nie pamięta, ale Riko natychmiast dostrzega w nim swoją szansę na podróż możliwie najgłębiej w Otchłań, doskonale zdając sobie sprawę, że będzie to podróż w jedną stronę...

Jak można wnioskować po powyższym opisie fabuły głównymi bohaterami anime są Riko, Reg i Abyss. I nawet nie żartuję – przepiękne tła, godne filmu pełnometrażowego, oraz zaskakująca na każdym kroku Otchłań przyciągnęły mnie do ekranu tak skutecznie, jak mało co. Genialna jest muzyka, którą skomponował... australijski kompozytor Kevin Penkin. Właściwie to muzykę z tego anime uwielbiałem jeszcze zanim w ogóle pomyślałem o jego obejrzeniu, a umieszczenie jej w kontekście wydarzeń tylko czyni ją lepszą.

Gdybyście tylko znali kontekst tej sceny

Osobny akapit muszę poświęcić fragmentowi opowieści przedstawionemu w odcinkach 10-13. Choć byłem wyraźnie ostrzeżony, że odcinek dziesiąty zawiera sceny dyskomfortowe (pozdrowienia dla kolegi Konrada), to mimo to podczas ich oglądania czułem niemal fizyczny ból i nawet nie przesadzam. To właśnie wtedy pojawia się nowa postać, Nanachi – uszaty stworek płci nieustalonej, do tej pory widoczny w anime wyłącznie podczas endingu. Jego historia i reakcje, pokazane w odcinku finałowym, rozwaliły mnie kompletnie. Właściwie prawie trzy tygodnie po obejrzeniu tego nie do końca jeszcze wszystko przetrawiłem i nie mogę przestać myśleć o tej serii. Muszę niebawem sklecić jakiś tekst/filmik/cokolwiek, gdzie opowiem dużo dokładniej o tym anime i moich przemyśleniach na jego temat, bo od lat nic tak mocno mi się nie wbiło w łeb, jak Made in Abyss – o ile odcinki 1-9 to taka mocna „ósemka”, tak za finał dałbym 11/10, gdyż dotknął dość mocno moich osobistych przeżyć, na co byłem kompletnie nieprzygotowany.

Uważam, że Made in Abyss to obecnie jedna z najlepszych rzeczy, jaką współczesne anime ma do zaoferowania i nie mogę doczekać się polskiego wydania mangowego pierwowzoru, które zapowiadane jest przez wydawnictwo Kotorina -  jesień tego roku.

 



Achuj !

REPIP wybywa na urlop robiąc przerwę...wracaj szybko!


 



I kolejny odcinek już za nami. Sezon kulturalny wypoczynkowo-ogrodowy uważam za otwarty i zachęcam do jak najczęstszego wykorzystywania wolnego czasu na świeżym powietrzu ( najlepiej z jakimś czytadłem w ręku!)

Pozdrawiam wszystkich czytających i komentujących a dla wszystkich gości podziękowania za występ! 

Pozdr, Gom




 

Tagi:

Oceń notkę
+ +20 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +147 -
Gomlin
Ranking: 26 Poziom: 77
PD: 58037
REPUTACJA: 34942