SKLEP

Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88
Gomlin Gomlin 04.05.2018, 10:44
Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #55
486V

Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #55

Witam wszystkich!
Serdecznie zapraszam do majówkowej kulturki! 



Poczytna majówka!

Siemka!

Kto by przypuszczał ? Co roku, gdy planowałem wyjazd na majówkę - pogoda potrafiła nieźle dać w kość, że nawet czytanie szło z oporem. Tym razem po latach doświadczeń majówa w domu a tu grzeje, że hoho - takie szczęście...

Mimo wszystko humor dopisuje a i czyta się przyjemnie a tym bardziej miło, że kultura gości kolejną płeć piękną w swoich szeregach: Lady Diesel.

Nie pozostaje zatem nic innego jak zaprosić na jej występ oraz moich współpracowników.



Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:


CZYTADŁO


Tytus pozostaje w stałej ramówce cotygodniowego wyjścia do kiosku! Potter póki co też z ramówki nie wylatuje, jednak jego postępy idą coraz lepiej i niedługo zwiastuję zakończenie tomu czwartego! A muszę przyznać, że póki co jest to najbardziej interesująca część książkowa i na głowę bije wszystkie ekranizacje!

 


MUZYKA


On My Own Alone (BloodSport Soundtrack) - Stan Bush


FILM


Lodowi lub jak twierdził polski lektor: Kosmiczni Piraci mnie srogo zawiedli. Owszem klimat był ale humor, akcja i sama intryga była tania jak barszcz czerwony Winiary... Fanom kiczowatych filmów klasy B z lat 80/90 nie polecam...

Z miłą chęcią za to obejrzałem i dalej oglądam wszystkim znanego piłkarskiego Kapitana. TVP SPORT puściła starą serię w starym dobrym stylu - z lektorem! Już się bałem o dubbing... Ale dzięki temu jest klimat dawnych lat, zatem do MŚ oglądam Tsubasę !

Na weekend mam zamiar zapuścić sobie Netflixowy Kodachrome oraz Atak Paniki - zobaczymy co z tego misz maszu wyjdzie



Ode mnie to na tyle tego weekendu i w tej chwili zapraszam do wypocin mojego gościa i 3-groszowiczów ^^




CZYTADŁO


 

Premiera GoW już za nami, fabuła skończona, czuję niedosyt… Za namową znajomego postanowiłam więc zakupić wreszcie Mitologię Nordycką i zagłębić się nieco w świat, który został przedstawiony w grze. Wybór był przypadkowy – Alledrogo i książka najczęściej wybierana przez kupujących. Padło na pozycję napisaną przez Neila Gaimana.

Oprócz nazw własnych, które czasem ciężko było przeczytać, reszta książki napisana została lekkim i przyjemnym językiem, także można ją śmiało kupić młodszemu czytelnikowi. Dla osoby bardziej wymagającej pozycja ta może wydać się zbyt mało ambitna, sama ostrzę zęby na Trylogię Nordycką, żeby poznać więcej szczegółów. A warto się zapoznać z taką lekturą chociażby po to, żeby dowiedzieć się czemu Thor miał za krótką rękojeść przy swoim młocie, czy jak w ogóle ten przedmiot powstał – a opowieść jest naprawdę bardzo ciekawa. Historia z gry różni się nieco od tej, z jaką zapoznaje nas książka. Ale może to i dobrze… zawsze zostaje nam element zaskoczenia jak na przykład ten z Lokim i Wężem Światów. Polecam – fajna książeczka w sam raz na jeden wieczór.

 


FILM


 Przeglądając ostatnio teledyski na YouTubie trafiłam na cover piosenki Annie Lenox „Sweet Dreams”. Delikatny głos wykonawczyni - Emily Browning, zatrzymał mnie przy tym video clipie na dłużej (przepraszam Marylinie Mansonie – Twoja wersja była i tak najlepsza). Teledysk zaintrygował mnie na tyle, że zaczęłam szukać informacji na jego temat. I jak się okazało, był to trailer filmu Sucker Punch z 2011 roku.

Sama nie wiem, jak mogłam go wcześniej nie oglądać… Jest to amerykański fantastyczny thriller przedstawiający historie młodej (i jakże urokliwej) dziewczyny, która po śmierci matki trafia do zakładu psychiatrycznego gdzie czeka ją zabieg lobotomii, więc postanawia uciec. Nie radząc sobie z otaczającą ją rzeczywistością,  kreuje sobie alternatywny świat. Może nie będę się rozwodzić nad fabułą, bo nie chcę robić spojlerów ale poprę chociaż swój wybór jakimiś argumentami. Bardzo miłym dla mnie zaskoczeniem były elementy z gier video, jakie udało mi się wyłapać. Przynajmniej na moje oko było ich całkiem sporo. Pierwsza walka z bossem przypomniała mi o Tomb Raiderze i tajemniczym wojowniku nazywanym ONI, były mechy niczym z Titanfalla, sceny prawie identyczne jak w Wolfensteinie, dziewczyny do towarzystwa prosto z The Wolf Among Us, brzydkie orki do złudzenia przypominały te z Shadow of Mordor a główna bohaterka ubrana w strój uczennicy wyglądała bardzo podobnie do postaci z jrpg. A wszystko w jednym filmie. Dla mnie bomba! W filmie odnajdziemy również polski motyw, może niezbyt pozytywny, ale zawsze to coś  i usłyszymy cudowny głos Bjork w utworze „Army of me”. 

 


MUZYKA


 Muzyka to mój konik… Dla mnie to temat rzeka i mogłabym o tym pisać prace magisterskie nawet co miesiąc, ale wybrałam dwie piosenki, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Skoro już wiosna w pełni (a raczej lato) i sezon grillowy można uznać za otwarty, wybór był prosty. W Polsce mamy swoje „07 zgłoś się” zespołu Piersi i jest to piosenka, która bardzo często towarzyszy zakrapianym imprezom. Jeśli chodzi o mnie, zawsze wolałam cięższe brzmienia, więc znalazłam jej zagraniczny odpowiednik, tekst jest też w sumie o podobnej tematyce Metalowy zespół Korpiklaani w 2009 roku wydał album Karkelo a na niej obłędny utwór „Vodka”.

Polecam, szczególnie tak około godziny 2:00 nad ranem do tańców przy ognisku. Można w łatwy sposób „dobić” gości, którzy się trochę zasiedzieli .Metoda sprawdzona!

Kontynuując biesiadny motyw przewodni, już podaję tytuł drugiej piosenki. Jak grill to piwo, jak piwo to Oktoberfest, jak Oktoberfest to Niemcy a moim ulubionym zespołem właśnie z tamtych stron jest Rammstein. Jeśli ktoś lubi oczywiście takie klimaty, polecam utwór „Holzmichel”. Od lat dziecięcych miałam słabość do dźwięków akordeonu w takim wydaniu. Zresztą sama kiedyś trochę na tym instrumencie pogrywałam, do czasu kiedy wciągnęło mi klatkę piersiową w miechy… wtedy przerzuciłam się na flet – było trochę bezpieczniej  




Starając się co tydzień dobierać różne gatunki filmów i różnych reżyserów, postanowiłem, że w tym odcinku postawię na Davida Lyncha. Bardzo oryginalny twórca, którego filmy charakteryzują się dużą dawką surrealizmu, które to powiedzmy sobie szczerze nie każdy musi zrozumieć i nie każdemu musi przypaść do gustu. Dlatego wolę tym razem opisać jego zgoła inny film wyróżniający się od innych swoją…prostotą. Oto „Prosta historia” Davida Lyncha

„Prosta historia” – czyli czasem geniusz tkwi w prostocie.

„Prosta historia” posiada dość prostą fabułę. Historia opowiada o starszym, schorowanym mężczyźnie o imieniu Alvin Straight, który to pewnego dnia dowiaduje się, że jego brat Lyle, z którym stracił kontakt wiele lat temu zachorował. W związku z tym pomimo, że oddaleni są od siebie o 300 mil, Alvin postanawia, że za wszelką cenę musi go odwiedzić. Problem w tym, że Alvin jest już dość stary, wzrok już nie ten, dawno stracił prawo jazdy, więc nie za bardzo ma możliwość, by się do niego dostać. Wpada więc na pomysł, by pojechać do niego małym traktorkiem od kosiarki z naczepą, w której ma spać. Pakuje więc na naczepę kilka niezbędnych rzeczy i zabiera nas w piękną podróż i jego  prawdopodobnie jedną z ostatnich przygód w swoim życiu.

Zacznę trochę nietypowo, bo chciałbym w pierwszej kolejności wyróżnić tutaj muzykę. Angelo Badalamenti to stały współpracownik Davida Lyncha jeśli chodzi o komponowanie muzyki. W filmie słyszymy muzykę głównie podczas ujęć z lotu ptaka, gdy widzimy Alvina jadącego na swoim zdezelowanym traktorze prostą drogą na tle pięknych krajobrazów Ameryki Północnej. Piękna, wzruszająca i melancholijna muzyka idealnie wpasowuje się w charakter filmu. Jestem przekonany, że po obejrzeniu seansu będziecie szukać po internecie ścieżki dźwiękowej.

„Prosta historia” to dość nietypowy film Davida Lyncha. Myślę, że każdy zna jego wcześniejsze dokonania, jak „Zagubiona autostrada” czy też „Miasteczko Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną”, w których to pojawia się dużo motywów metafizycznych z podgatunku horroru/thillera i surrealizmu. Czegoś takiego w „Prostej historii” nie zobaczymy. Obraz Davida Lyncha to tzw „kino drogi”. Jak wspominałem wcześniej, nasz główny bohater pomimo wielu przeciwnościom postanawia wyruszyć w długą i monotonną podróż by w pewnym sensie rozliczyć się ze swoją przeszłością, za wszelką cenę pogodzić się ze swoim bratem, bo zdaje sobie sprawę, że czasu dla obu nie zostało za dużo. Podczas swojej wędrówki Alvin spotyka wielu ludzi, dla których to w pewnym sensie staje się nauczycielem życia i dzieli się swoim doświadczeniem. Do pamiętnych scen na pewno zalicza się ta, w której to Alvin spotyka młodą dziewczynę, która uciekła z domu. Alvin stara się ją przekonać, że rodzina jest w życiu bardzo ważna, jeśli nie najważniejsza. Porównuje ją do patyków. Pojedynczy patyk bardzo łatwo jest przełamać, jednak gdy złączymy ze sobą kilka patyków, tworzą  już solidny pęk, który już nie jest tak łatwo złamać. Lub mój ulubiony cytat z filmu, kiedy to Alvin zapytany przez młodego chłopaka co jest najgorsze w byciu starszym, odpowiada: najgorsze w byciu starym jest pamiętać, jak to było być młodym…

Sam tytuł już ma dwuznaczy sens. Oryginalny tytuł to „Straight story” który to możemy przetłumaczyć dosłownie, lub właśnie jako „Historia Straighta”, czyli naszego głównego bohatera. Ciekawostką jest fakt, że grający główną rolę Alvina - Richard Farnsworth zmarł krótko po nakręceniu filmu, więc może tak jak Alvin w filmie, tak i on czuł, że jest to jego ostatnia podróż w życiu i dlatego zagrał tak przekonująco, dzięki czemu dostał nawet nominację do Oscara. Polecam film każdemu. Warto jest poświęcić te dwie godzinki, wczuć się odpowiednio w seans i odczytać zawarte w filmie metafory, które zmuszają do refleksji.  

Moja ocena:

8/10.




Kulturalne siemano :)

Pewnie część z czytających tego bloga sądzi że Mano czyta tylko fantasy :P , na szczęście tak nie jest  i choć jest to mój ulubiony gatunek , to nie zamykam się na inne i lubię co jakiś czas zawędrować w dobrą sensację czy sajensfikszyn:)

Apropo sensacji , jeśli jesteście fanami Arnolda Schwarzeneggera lub Sylwestra Stallone'a to jest duża szansa że polubicie Jacka Reachera  - ale nie mówię tu o filmie i Jacku granym przez Toma Cruise'a  - jeżeli ktoś przeczytał choć jedną książkę o Jacku Reacherze  przed powstaniem i obejrzeniem filmu z Tomkiem Kruzem to nie będzie w stanie zaakceptować jednej bardzo ważnej kwestii - mianowicie oryginalny Jack Reacher jest prawie 2 metrowym , ważącym ponad 100kg dzikiem , a Tomek Kruz..to sami wiecie :D

Wracając do książki :

Sześć strzałów z karabinu, pięciu zabitych, sterroryzowane miasto, wzorowe śledztwo, zabójca ujęty w ekspresowym tempie.
Dowody obciążające Jamesa Barra, byłego żołnierza piechoty i strzelca wyborowego, są niepodważalne. Dlaczego morderca nie chce rozmawiać z adwokatem, a jedynie z tajemniczym Jackiem Reacherem, którego zeznania mogłyby go jeszcze bardziej pogrążyć? Dlaczego strzelając, chybił... raz?

Jack Reacher , były oficer amerykańskiej żandarmerii wojskowej , specjalista od zagadek kryminalnych , nie stroni od przemocy fizycznej , miłośnik kawy i nie tylko :)

Autor Lee Child , "Jednym Strzałem" - 400 stron ciekawej lektury , czytałem z prawdziwą przyjemnością nie nudząc się ani przez chwilę .

 

Cykl liczy około 21 książek , sam przeczytałem chyba około 10  , ogólnie autor trzyma poziom i nie pamiętam żeby któraś część mnie zawiodła, o ile pamiętam czytałem bez jakieś konkretnej kolejności i nie miało to znaczenia.

Tak więc jeśli ktoś jest zainteresowany to chyba może zacząć od dowolnej książki :)

W moim odczuciu film z Tomkiem Kruzem dało się obejrzeć , ale do książki startu nie ma :)

 

Miłego i kulturalnego weekendu :)

 


 




Czołem

Czekam, cholera, na nową płytę Tool. Czekam, czekam, czekam i jej ciągle nie ma. Na otarcie łez dostałem nowy album A Perfect Circle. Nie jest to sytuacja idealna, ale lepszy rydz niż nic. Zresztą wg info z tego tygodnia, to Tool się zabunkrował w studiu i coś tam majstruje, więc może niebawem dostaniemy następcę 10.000 Days. Ale ja nie o tym miałem…

Jaka jest nowa płyta PC? W części spokojna, refleksyjna, relaksacyjna z łagodnym wokalem, a w części ożywcza, agresywna. Teksty są mocno filozoficzne, ale do tego Maynard już przyzwyczaił. Pojawiają się kawałki zaskakujące np. Hourglass utrzymany w klimacie industrialu, którym by nie pogardzili NIN, czy Manson. Na tym nie koniec niespodzianek, bo co powiecie np. na trip hopowy Get The Lead Out nawiązujący do Massive Attack? Magia! Mój ulubiony utwór na płycie, czyli Disillusioned to typowa progresja, do kimania na jawie. Mamy też mocno gitarowe TalkTalk z lekką szczyptą wcześniej wspomnianego industrialu. Płyta trwa blisko godzinę i naprawdę wciąga swoimi dźwiękami.

Eat The Elephant to bardzo udana płyta i z pewnością jeszcze nieraz umili mi czas oczekiwania na nową płytę Toola.

Do następnego


 




Witam !!!

W kinie od jakiegoś czasu szaleje najnowsza produkcja Marvela, która ma domknąć klamrą wszystko to co dotychczas udało się osiągnąć filmowemu uniwersum. Z tej okazji pozostając w klimatach marvelowskich postanowiłem przedstawić Wam w kulturze tym razem jeden z event'ów tego wydawnictwa z ostatnich lat. Czyli Nieskończoność wydaną przez Egmont, a w późniejszym czasie w ramach swojej kolekcji również przez Hachette.

Na początku byli Budowniczowie, którzy postanowili odwrócić się od Matki-Stworzycielki Wszechświata, by tworzyć własne światy. W tym celu stworzyli specjalne roboty Alephy, przygotowujące grunt pod uprawę nowego życia. Niestety z nieznanych przyczyn stworzony przez nich system zaczął szwankować. Jeden ze wszechświatów uległ zniszczeniu rozpoczynając reakcję łańcuchową. Na szczęście nasz wszechświat zdołał (tymczasowo) przetrwać dzięki działaniom Avengers i Iluminatów. Niebezpieczeństwo jest jednak nadal realne, gdy do gry o ogromną stawkę postanawiają włączyć się sami Budowniczowie, którzy są żywo zainteresowani ratowaniem stworzonych przez siebie światów. A sprawę dodatkowo komplikuje jeszcze pojawienie się samego Thanos'a.

Scenarzyście Jonathan'owi Hickman'owi udało się stworzyć wielowątkową opowieść, która robi wrażenie, a tym samym potrafi onieśmielić swoim rozmachem. Choć nie udało się tym razem uniknąć pewnych dłużyzn i słabszych momentów, które mogą trochę znudzić czytelnika swoją przewidywalnością. To autorowi udaje się konsekwentnie prowadzić swoich bohaterów do punktu kulminacyjnego gdzie sam finał jest bez wątpienia spektakularny, dopracowany i misterny. A pewne rozwiozania mogą nawet zaskoczyć.

O ile fabule samej Nieskończoności można co nieco zarzucić, i do pewnych momentów się przyczepić. Tak same rysunki Jim'a Cheung'a, Dastin'a Weaver'a i Jerome'a Opena po prostu zachwycają. Panowie odwalili kawał dobrej roboty. Dobrze prezentują się tu epickie kadry przedstawiające starcia w kosmosie, jak i zarazem te bardziej „kameralne” na Ziemi. Natomiast mroczna kolorystyka nadaje temu komiksowi i snutej na jego łamach opowieści niepokojący nastrój. Który dodatkowo potęgowany jest przez same okładki.

Niestety by w pełni cieszyć się opowieścią trzeba sięgnąć również po dwie inne pozycje jakimi są Avengers: Nieskończoność i New Avengers: Nieskończoność, gdzie wydawca z niezrozumiałych przyczyn postanowił całość rozbić na trzy osobne tomy, i podzielić je w taki sposób, że można się w samej historii pogubić. Co może zniechęcać do sięgnięcia po ten event. Sam wydawca najwyraźniej zauważył w ostatniej chwili swój błąd i w samych komiksach umieścił chronologię czytania poszczególnych zeszytów, a tym samym krótkie streszczenia. Ten błąd naprawia w swoim wydaniu Hachette.

Czy w takim razie komiks jest warty przeczytania i polecenia? Myślę że tak, szczególnie jeśli szukacie czystej niezobowiązującej rozrywki tak w sam raz na jakiś weekend. Zaś fanów komiksów superbohaterskich spod szyldu Marvela i DC, to nawet nie ma co przekonywać, dla nich to będzie jeden z lepszych event'ów w wykonaniu „Domu Pomysłów” wydany w ostatnich latach.

Pozdrawiam.





Wspomniany przeze mnie tydzień temu przy okazji Tengen Toppa Gurren Lagann animator i reżyser, Hiroyuki Imaishi, ma również inne dokonania na swoim koncie. Jednak tym razem nie będzie o tym, co popełnił po TTGL, czyli nie o Panty & Stocking czy Kill la Kill, a o czymś trochę wcześniejszym: Dead Leaves, 50-minutowym filmie z 2004 roku.

Fabuła jest... dość zakręcona: facet i dziewczyna budzą się gdzieś na Ziemi. Ona ma wokół oka tatuaż czy cholera wie co, przypominający nieco pewnego chińskiego miśka, dlatego dostaje pseudonim Pandy, a facet... ma staromodny telewizor zamiast głowy, dlatego dostaje pseudonim Retro. „Bonnie i Clyde” też by pasowało, bo to duo zaraz urządza sobie rajd po mieście kradnąc żarcie i niszcząc co się da, aż ostatecznie zostają aresztowani i wpakowani do więzienia na Księżycu, gdzie jest dużo mniej normalnie: strażnicy to niezłe świry, pozostali więźniowie to gromada dziwaków i mutantów (tak, jeden z nich ma świder zamiast penisa) i żyć się za specjalnie nie da. Dla kogoś tak niespokojnego jak Pandy i Retro innego wyjścia nie ma – postanawiają wzniecić bunt...

Jedna rzecz: fabuła w Dead Leaves znaczenie ma umiarkowane. Anime bardziej jest nastawione na szalone gonitwy, strzelaniny, dziwactwa, przegięte akcje – i zapewniam, że mocno pod tym względem dostarcza. Co chwilę moją reakcją było: „co ja pacze”, a kilka minut później pojawiało się coś, co było jeszcze bardziej odjechane. Gdybym miał tę produkcję do czegoś porównać, to pewnie byłby to film Redline – który również uważam za nastawiony głównie na akcję i animację kosztem fabuły, minus współczynnik „WTF”, którego w Dead Leaves nie brakuje. Niestety w związku z tym wiele więcej tekstu na temat tej produkcji nie jestem w stanie naprodukować: jeżeli jesteś akurat w nastroju na tego typu rzecz, to powinieneś bawić się wyśmienicie. A jeśli nie... to po pierwsze film nie trwa nawet godziny, po drugie stos dziwactw powinien utrzymać twoje zainteresowanie aż do końca. Dead Leaves to według mnie kuriozum, z którym warto się zapoznać.

Za tydzień: cytując Gigguka... Super Chibi Death Hole Extravaganza!




Achuj !

Wróciłem z Beskidu Śląskiego, wybieram się w Beskid Żywiecki, śnię po nocach o Małej Fatrze, jest dobrze! Self-Supporting od mistrza fotomontarzu alltelleringet 

 




I tak oto 55 raz dojechaliśmy do końca kulturki ^^ Jak zwykle podziękowania dla wszystkich moich gości i oby każdy kolejny numer był tak w pełni wypełniony kulturą!

Ja w tym momencie znikam i lecę chociaż przed dom z książką pod pachą i trzeba nastawić, że ciepła, słoneczna pogoda będzie coraz częściej i należy z niej kulturalnie skorzystać!

Podziękowania dla wszystkich czytelników i do nastepnego!

 

Pozdr, Gom




 

Tagi:

Oceń notkę
+ +24 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +127 -
Gomlin
Ranking: 27 Poziom: 72
PD: 47706
REPUTACJA: 28394
Miesięcznik PSX Extreme