Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88

Gomlin Gomlin 30.03.2018, 15:00
Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #50
541V

Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #50

Wesołego jajca! Kultura zawitała w świąteczny czas - więc to najlepszy powód by na same święta odchamić się jak należy! Zapraszam Was kurczaczki!



Do trzech razy sztuka!

I zmiany (oczywiście na dobre, a jak!) po raz trzeci ^^ Oto witamy w Naszym gronie kolejnego kulturalnego współpracownika - speca od Anime: MSaint! . 

Niedługo nie wystarczy mi już miejsca na kolejne kółka ze współpracownikami - ale to tylko świadczy o tym, że Kultura się rozwija.

Dzisiejszy gość to User, który jak bierze coś na warsztat to konkretnie - Seb@OBR!

Dzisiejszy odcinek z racji już praktycznie trwających świąt Wielkanocnych - jest pod tym względem lekko świąteczny. Prosiłem by każdy z uczestników jakoś odniósł się do świąt (najtrudniejsze zadanie miał chyba Darkest...muzyka i wielkanoc ? :D Ale każdy podołał jak mógł - THX


 


Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:


CZYTADŁO


Z czytadła bez nowości u mnie. Komnata tajemnic pękła, także na pierwszy ogień poszedł Więzień Azkabanu - i muszę przyznać, że póki co trzeci tom Portiera jest może nie tyle najciekawszy 0 co najzabawniejszy. Bardzo podoba mi się coraz szersze przedstawienie Snejpa - a ten chociaż wrogi, srogi i surowy - to jest pokazany w bardzo groteskowych sytuacjach. Z części na część widać jak kolejne filmy były straszne kastrowane względem książki, zatem fajnie jest poznać naprawdę ciekawe wątki, których w filmie brakuje ;)

Prócz tego - dopiero co przyszedł nowy numer szmatławca także PE idealnie wpasowało się na święta ze swoją lekturką!

PS.

Nie zapominajmy o piątkowym Tytusie ^^ OBOWIĄZKOWO!


MUZYKA


A muzyczny kawałek dziś wyjątkowo kruczo-czarny ;]

The Rasmus: In the shadows


FILM


Jeżeli chodzi zaś o to co sobie zapuszczę w Tv - to będzie już stosunkowo świątecznie

Film jaki zamierzam puścić to HOP :

A z animacji polecą dwie:

oraz klasyka Disney'a

Maleństwo i Przyjaciele : Odc Wielkanocny:



Ode mnie to na tyle tego weekendu i w tej chwili zapraszam do wypocin mojego gościa i 3-groszowiczów ^^




Witam serdecznie! Jest mi niezmiernie miło, że to drugi cykl, w którym jest mi dane uczestniczyć. Bardzo dziękuję Gomlinowi za zaproszenie i jednocześnie przepraszam, bo nie odrobiłem zadania domowego i moje pozycje nijak się mają do nadchodzących świąt. Dodam jednak, że przedstawione przeze mnie pozycje były wyselekcjonowane pod względem świąt, tak więc tradycyjnie zacznijmy od…


CZYTADŁO


Nie jest to książka, którą aktualnie czytam, ponieważ nadal tkwię w świecie wykreowanym przez Georga R.R. Martina, mimo wszystko pozycja ta jest dobrym „odmóżdżaczem”, jest lekka i z poczuciem humoru.

Moje lata w Top Gear, to zbiór felietonów opartych o wspomnienia Jeremiego Clarksona. Jest to przede wszystkim lektura dla miłośników motoryzacji, niemniej jednak każdy powinien odnaleźć tu coś dla siebie. Pozwolę sobie zacytować fragment tekstu jednego z felietonów:

„Wiele osób pyta, w jaki sposób filmujemy nasze wyścigi i czy są one ustawione. Otóż chciłbym niniejszym zapewnić was, na piśmie, że nie są. Podczas wyścigu jadę za Rang Roverem […] W drodze do Oslo operator kamery spędził  bagażniku Range Rovera dwadzieścia cztery godziny, załatwiając się do butelki ponieważ nie mieliśmy czasu na postoje. […] Reżyser, który po zakończeniu wyścigu jeszcze przemierza całą trasę i do olbrzymiej porcji ujęć śledzących, zarejestrowanych w trakcie naszej rywalizacji, dokręca jeszcze więcej artystycznych ujęć […] Zmontowanie trzydziestodwuminutowego filmu z wyścigu Bugatti trwało oszałamiające trzydzieści trzy dni […] Nasz program nagrywany jest w środy w starym hangarze, w którym malowano niegdyś samoloty pionowego startu Harrier; w związku  tym już we wtorek prezenterzy muszą zjawić się w biurze. Richard spędza ten dzień na czyszczeniu zębów nicią dentystyczną albo na rozmowach ze swoim dentystą, natomiast James najpierw gapi się na Rachel, a potem na ceny starych motocykli na eBayu. […] Następnie James spożywa trzydaniowy lunch, jako że minął już jakiś czas, odkąd zjadł swoje trzydaniowe śniadanie. A do trzydaniowej kolacji zasiądzie przecież najwcześniej o szóstej. Richard nie je bo od jedzenia matowieją mu wybielone zęby. […] Urządzamy przerwę na herbatę, w trakcie której Richard, James i ja po prostu sobie stoimy, a ludzie robią nam zdjęcia swoimi telefonami. Wprawia to Jamesa w wielkie zakłopotanie – częściowo dlatego, że nie rozumie zasady działania aparatów w telefonach, ale przede wszystkim dlatego, że nie ma pojęcia, dlaczego komuś mogłoby zależeć na zrobieniu zdjęcia osobie, która większą część dnia spędza w kiblu. […] Uwielbiam niewiarygodne ilości Red Bulla, którym się faszerujemy, oraz tony wypalonych przez nas papierosów. I częstotliwość nazywania Hammonda gejem.”


FILM


Ponieważ święta, to czas, który spędzamy w grodzie rodzinnym, postanowiłem wytypować film, który idealnie nadaje się na takie chwile.

 

Little Boy

 

To sztuka z 2015 i jej głównym bohaterem jest ośmioletni chłopiec, którego ojciec wyrusza na wojnę. Z uwagi na fakt, że rodzic ten jest jedynym przyjacielem głównego bohatera, postanawia on zrobić wszystko by sprowadzić swego kompana z powrotem do domu. W filmie fajne jest nawiązywanie do faktów, które miały miejsce, genialna fabuła i wzruszająca końcówka (przepraszam za spojler).

Chciałbym przedstawić jeszcze jedną pozycję, która nie jest kinem familijnym, ale za to trzymającym w napięciu thrillerem.

 

Contratiempo

To spowiedź głównego bohatera przed panią adwokat. Jej zadaniem jest ustalenie takiej wersji wydarzeń by jej klient został uniewinniony. Tematem głównym jest morderstwo kochanki bohatera, o którą został oskarżony na skutek znalezienia się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Moim zdaniem jest to rewelacyjne kino z najlepszym z możliwych zakończeniem.


PLANSZÓWKA


Święta to również czas by wraz z rodziną zasiąść do stołu i pograć w planszówki. Kto z Was nie zna Monopoly? A kto z Was zna Monopoly Deal?

Monopoly Deal to tak naprawdę gra karciana o banalnych zasadach i wśród moich znajomych krąży opinia, iż jest znacznie lepsza od tradycyjnej, planszowej wersji. Potwierdzam. Gra jest bardziej losowa, dynamiczniejsza i wygrywa ten, kto pierwszy zdobędzie trzy pełne dzielnice. Zasady gry są proste, a co najlepsze, gdy Nam się znudzi, to możemy pobrać bezpłatną aplikację, która daje możliwość pociągnięcia dodatkowej karty Ryzyko oraz wprowadza możliwość licytowania karty Szansa. Jednym słowem, jest to gra dla każdego, można ją zakupić za nieduże pieniądza, sprawia mnóstwo frajdy, a dzięki rozszerzeniu poprzez aplikację szybko się nie znudzi.


To tyle ode mnie. Jestem pełen wiary, że mój tekst Was nie zanudził i jeszcze będzie mi dane kiedyś podzielić się z Wami moimi „kulturalnymi wypocinami”.

Pozdrawiam!!




Gomlin poprosił, by dzisiejszy odcinek kultury był w klimacie zbliżających się Świąt Wielkanocnych. Przeglądając swoją bazę obejrzanych filmów, ciężko mi było znaleźć taki film pasujący do nastroju, aż tu w pewnym momencie zapaliła się przysłowiowa żaróweczka nad głową i postanowiłem się zmierzyć z dość trudnym tematem, bo i mocno kontrowersyjnym filmem. Uwaga, będzie ciężki klimat – biorę na warsztat „Pasję” Mela Gibsona.

 

Pasja – czyli jedne z najbrutalniejszych dwóch godzin w historii kinematografii.

„Pasja”, to film opowiadający o ostatnich 12 godzinach życia Jezusa Chrystusa z Nazaretu, od momentu modlitwy i pojmania w Ogrodzie Oliwnym, poprzez Jego drogę krzyżową, ukrzyżowanie, aż po Zmartwychwstanie. Niby w historii kinematografii pojawiały się już wcześniej tego typu produkcje (chociażby głośny film Martina Scorsese „Ostatnie kuszenie Chrystusa”), jednak nikt przedtem ani nikt później nie pokazał tego w tak sugestywny i dobitny sposób, w jaki zrobił to Gibson. Mowa tu oczywiście o słynnej brutalności i dosadności. Sceny biczowania, czy ukrzyżownia robią pirorunujące wrażenie i trudno jest nie odwrócić wzroku podczas oglądania. Pytanie tylko, czy ta brutalność była faktycznie potrzebna. Moim zdaniem raczej nie. Plan był chyba taki, by wzbudzić u widza jak największe emocje. Problem polega na tym, że poza tym rozlewem krwi i wyrywanych płatów skóry film gubi gdzieś po drodze najważniejszą rzecz, czyli przesłanie, jakie tym niesie. Ja, jako chrześcijanin znam tą historię, wiem czemu Jezus Chrystus umarł, ale zastanawiam się, co by wyniósł z tej opowieści człowiek innego wyznania, który tej historii ma prawo nie znać. Pomijam już fakt, że po filmie oskarżano Gibsona o antysemityzm, no ale cóż, takie są fakty.

Ale są też i dobre strony tego filmu. Zadbano o każdy szczegół przy produkcji, chociażby języki, którymi się posługiwali, aramejski oraz łacina, co nadaje sporo realizmu. Oczywiście trzeba tu wspomnieć o odtwórcy głównej roli, James Caviezel w roli Jezusa zagrał fenomenalnie, choć trzeba zaznaczyć, że po tym filmie jego kariera dość mocno wyhamowała. Na wyróżnienie zasługują również Monica Belucci oraz Maia Morgenstern, które zagrały odpowiednio Marie Magdalene oraz Marie.

Podsumowując, uważam, że film warto obejrzeć, niezależnie od wiary. Wydaje mi się, że różnice mogą się pojawić w kwestii odbioru filmu przez ludzi wierzących od tych niewierzących. Osoba wierząca po seansie może ugruntować swoją wiarę i oceni to jako arcydzieło, natomiast dla niewierzącej będzie to co najwyżej średniej klasy film historyczny z dużą dawką brutalności i patosu.  

Moja ocena: 

7/10




Kulturalnie świąteczne siemano :)

Jako że GoblinGomlin mnie bardzo ciepło prosił żebym na świąteczne wydanie kulturki polecił coś miłego, ciepłego i świątecznego..takoż więc zatem niestety nie polecę Wam następnych epickich , krwawych , mrocznych przygód w świecie fantasy..

Ale polecę Wam lekką i wesołą lekturkę :P

Krótkie, barwnie ilustrowane opowiadania dla dzieci w każdym wieku. Pana Kuleczkę chciałby znać każdy. Zapewnia bezpieczeństwo i dyskretnie towarzyszy zabawie. Jest tolerancyjny, ale uczy poszanowania reguł. Zawsze jednak można liczyć na jego wybaczający uśmiech. Pan Kuleczka to idealny dorosły. Jego podopiecznymi są kaczka Katastrofa, pies Pypeć i mucha Bzyk-Bzyk. Każde z nich, choć bardzo się różnią, ma swoje miejsce w sercu Pana Kuleczki, który umie sobie poradzić z rozbrykaną Katastrofą, wymyślić interesującą zabawę dla spokojnego Pypcia i przyciągnąć uwagę rozlatanej Bzyk-Bzyk. Bo w domu Pana Kuleczki nigdy nie jest nudno.

 

Jak już wiecie o soo chodzi jakby to zostaje tylko..brać i czytać:D

A tak mniej świątecznie i bonusowo polecę jeszcze książkę pt. "Siewca Wiatru " - autorstwa Mai Lidii Kossakowskiej.

Bóg umarł - stwierdził filozof. 
A może odszedł? - zapytała pisarka. 
I postawiła BezPańskie anielskie zastępy w obliczu Armagedonu.

Jej anioły są niepokojąco ludzkie. Palą, piją, piorą się po pyskach, bywają w burdelach, mają niewyparzone gęby, cierpią „na samotność”, są po naszemu pazerne.
A wszystko dlatego, że Pan, stwarzając świat, zapowiedział ostateczną walkę ze Złym. Nikt oprócz Niego nie wie kiedy przyjdzie czas. A Pan odszedł. Archaniołowie utrzymują Jego nieobecność w tajemnicy. Czy nie zniszczy ich władza? Czy zdołają ocalić dzieło Pana i siebie samych przed Antykreatorem? Jak walczyć z Siewcą Wiatru bez Pana, gdy Abbadon, wybrany i wskrzeszony Anioł Zagłady, bez Jego dotknięcia jest bezradny.. Nie ma już wybranych i odrzuconych, Niebios i Otchłani. Jest tylko Dzieło Pana i Antykreator, Siewca Wiatru, nicość i pustka... I cień. Coraz bliżej...

 

Jest to drugi tom cyklu "Zastępy Anielskie"  - pierwszym tomem są Żarna Niebios , następne części to Zbieracz Burz ( 2 tomy) i Bramy Światłości ( 2 tomy) .

Pierwszą moją książką był właśnie Siewca Wiatru i tak mi się spodobał że od razu kupiłem 2 tomy Zbieracza Burz , Żarna Niebios były wtedy trudne do zdobycia , ale w końcu też kupiłem.

Bramu Światłości posiadam tylko pierwszy tom i niestety jeszcze nie miałem czasu przeczytać..

Przyznam że całkiem przyjemnie mi się czytało , bez oznak znużenia i myślę że warto samemu sprawdzić :)

Na koniec życzę kulturalnie Wesołych Świąt , mokrego śmingusa , smacznego jajca i dużo zdrowia :)

Pamiętajcie że święta świętami , ale forma na lato sama się nie zrobi:P





Świąteczne czołem!

Szukałem, szukałem, szukałem i… nie znalazłem. Nie znalazłem niczego w klimacie świątecznym, co mógłbym rekomendować w tym odcinku kącika muzycznego (temat od początku pachniał mi mission impossible). No chyba, że…

Chyba, że pójdziemy po najniższej linii oporu. Komercyjny wymiar świąt, to zajączek, kurczaki. Kurczak, a więc nóżka kurczaka. Tą ścieżką dochodzimy więc do…Chickenfoot! Także ode mnie na święta rekomendacja na pozytywny rock&roll (starałem się Gom, wybacz). Pierwszy album supergrupy, w której skład wchodzą prawdziwi wyjadacze - gitarzysta Joe Satriani, dwóch ex-członków  Van Halen - wokalista Sammy Hagar i basista Michael Anthony and last but not least Chad Smith (RHCP).

Radość z grania to motyw przewodni tej płyty. Panowie są już w takim wieku, że nic nikomu udowadniać nie muszą, swoje miejsce w panteonie rocka już mają. Więc co pozostaje? Dobra zabawa, wylewająca się głośników. Gitarowe popisy Satrianiego pierwsza klasa. Smith za garami również klasa sama w sobie. Wokal Hagara bardzo energetyczny i na wskroś rockowy. Fajnie się tego słucha. Mówiłem wcześniej o radości z grania. Ta radość błyskawicznie przenosi się na słuchającego. Utwory są proste, nie do analizowania tylko do tupania nogą. Singlowy Oh Yeah przykładowo, czysty fun. Panowie nawet sami sobie chórki zrobili. Wyróżnienie dla kawałków: Avenida Revolucion, Sexy Little Thing i Get It Up. Dobra płyta, także do świątecznego odsłuchania.

Do następnego

 


 




Witam

Tym razem, że względu na zbliżające się Święta i prośbę Gomlina by nawiązać jakimś luźnym akcentem do tego wydarzenia postanowiłem przedstawić Wam komiks o pewnym kaczorze. A że Święta Wielkanocne kojarzą mi się również z pieczoną kaczką z jabłkami na stole, to padło na komiks o Sknerusie McKwaczu, wznowionym nie tak dawno przez Egmont.

Życie i czasy Sknerusa McKwacza to opowieść o tym jak tytułowy bohater za młodu musi opuścić swój rodzimy kraj by móc utrzymać swoją biedną rodzinę. Przekonując się, że zarabianie pieniędzy to nie taka całkiem prosta sprawa. Zostaje kowbojem w Ameryce, poszukuje złota w Afryce, a nawet trafia do Australii. Stawiając czoła różnym przeciwnościom losu, jakie stają na jego drodze.

Sam komiks to nie jest typowa opowiastka dla najmłodszych do jakich przyzwyczaił nas sam Disney. Bowiem nie tylko ukazuje nam na tle wydarzeń historycznych i przemian jakie zaszły w Stanach Zjednoczonych, spełnienie Amerykańskiego Snu. Ale również przemianę samego Sknerusa, - młodego radosnego chłopca, pełnego nadziei w zgorzkniałego, samotnego starca.

Donowi Rosie udało się stworzyć komiks ponadczasowy, który mimo że przecież zaliczany do komiksów humorystycznych, potrafił złamać pewne tematy tabu, które nie były wcześniej spotykane w produkcjach sygnowanych nazwiskiem ojca Myszki Miki. Jak choćby ukazanie bardziej realistycznej śmierci, która owszem w produkcjach Disney'a występuje, ale chyba nigdy wcześniej nie potrafiła przekazać tak dużego ładunku emocjonalnego. Czy choćby wierność historyczna, może i podszyta pewną dozą filmowości, zakłamując pewne fakty na rzecz naleciałości popkulturowych. Ale nadal wywołującą w czytelniku pewną fascynację w wyłapywaniu pewnych różnic między prawdą, a fikcją. Zapewniają mu przy tym dobrą zabawę. Komiks jak najbardziej warty przeczytania.

Pozdrawiam.



 


Tak wiele serii anime jest adresowane do dzieci i/lub odrzutków społecznych płci męskiej, a Violet Evergarden już niekoniecznie i długo wahałem się, czy zacząć w ogóle oglądać.

Najpierw jednak pragnę podziękować koledze Gomlinowi za możliwość zamieszczania swoich tekstów w tym zacnym cyklu blogowym. Do oglądania anime wróciłem po paru ładnych latach przerwy, jednak swego czasu nurzałem się w odmętach anime dość głęboko, efektem czego mam o czym pisać. Zamierzam przedstawiać serie zarówno bardzo znane i popularne, jak i takie, o których (według mnie niestety) zapomniano.

 

Fullmetal Saber reporting in!

 

Jako pierwszą chcę przedstawić serię, o której wszyscy powinni słyszeć, bo po pierwsze jest na Netflix, a po drugie jest wyśmienita. Mowa o Violet Evergarden, adaptacji anime serii light novels (po polsku to będą chyba „mikropowieści”?), którą nam pięknie przedstawiło słynne studio KyoAni. Do kogo jednak adresowane jest to anime? Złośliwie można powiedzieć, że do starych panien, ale co z tego, skoro anime jest warte obejrzenia przez każdego. No bo mamy Violet – dziewczynę, która służyła w wojsku. Właściwie to mało powiedziane – ona była praktycznie bronią, maszyną do wykonywania rozkazów, nie znającą życia poza walką. Słucha rozkazów majora Gilberta, jedynej osoby, która traktuje ją jak człowieka. Gdy podczas akcji wpadli w pułapkę i Violet wybuch urwał obydwie ręce, to próbowała wyciągać rannego Gilberta zębami. Ten rozkazał jej iść i powiedział coś, czego Violet nie zrozumiała: „kocham cię”.

Półtora roku później, wyposażona w nowe, mechaniczne ręce, Violet zostaje wyciągnięta ze szpitala przez przyjaciela majora Gilberta i próbuje się odnaleźć w świecie, gdzie wojna już się skończyła i chce poznać znaczenie tych ostatnich słów, które usłyszała od majora.

Przyjaciel Gilberta, Hodgins, ma teraz firmę pocztowo-pisarską gdzie zatrudnia Violet i próbuje jej znaleźć jakieś zajęcie, gdzie jej – powiedzmy sobie szczerze – odczłowieczenie nie będzie przeszkadzać. Z uwagi na jej zachowanie i mechaniczne ręce przez połowę serii zastanawiałem się, czy faktycznie Violet nie jest jakimś robotem, szczególnie, że podejmuje pracę Samozapamiętującej Lalki – bo tak określa się w realiach serii osoby, które piszą listy na podstawie opowieści ludzi. Najwyraźniej telefonów jeszcze tam nie wynaleziono, choć samochody, małe samoloty czy pieprzone mechaniczne protezy rąk, dzięki którym można bezproblemowo pisać na maszynie, już są. Sztuka pisania też nie jest jakoś rozpowszechniona, a może po prostu jest taki zwyczaj, że list musi być napisany przez profesjonalistkę...? Violet powoli uczy się odczytywać ludzkie emocje, z czym na początku ma gigantyczne problemy, ale wraz z progresem serii idzie jej to coraz lepiej i kształtuje ona swoje człowieczeństwo, a przy okazji zaczyna rozumieć i być w stanie nazwać swoje własne emocje, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

 

Nie chcę zdradzać za wiele z fabuły, która – rzecz jasna – do jednych trafi, do innych w ogóle. Do mnie przemówiła na tyle mocno, że ocena 10/10 na MAL ode mnie jest pewna, chyba że coś pójdzie bardzo źle w ostatnich trzech odcinkach, które pozostały do końca (nowy epizod w każdy czwartek). Ale sposób jej przedstawienia trzeba docenić: wielu drażniących klisz z anime tu po prostu nie ma (samochody jeżdżą prawą stroną jezdni! Postacie nie wydają dźwięku „am!” gdy coś jedzą! Choć tradycyjne japońskie ukłony zostały), nie ma zbędnego gadania, spora część historii jest opowiadana tak, jak to powinno mieć miejsce w medium wizualnym: za pomocą obrazu. Całości dopełnia muzyka, skomponowana przez amerykańskiego kompozytora, Evana Calla, która – może błędnie – kojarzyła mi się miejscami z tym, czego jest w stanie dokonać Jeremy Soule.

Nie jest to anime bez wad, bo żadne nie jest: mega drętwe zachowanie Violet nie każdemu przypadnie do gustu, sceny z wojskiem są według mnie słabe, a niektórzy wojskowi wypadają jak kiepskie karykatury; w odcinku jedenastym jest idiotyczna scena akcji (ten skok z samolotu...); odcinek dziewiąty stanowi według mnie kulminację opowieści, ale potem mamy ich jeszcze pięć, jeszcze do końca nie wiem po co. Mimo to serdecznie polecam oglądanie Violet Evergarden – serii, dzięki której odzyskałem po wielu latach entuzjazm do oglądania anime.

Ja i Ui Inaba z Killing Bites chcemy też życzyć wszystkim wesołej Wielkanocy, tylko uważajcie na jajka! (i na samo anime Killing Bites, które – delikatnie mówiąc – nie jest zbyt dobre...)

 




Achuj !

Ode mnie świąteczny klasyk:

 




I w ten oto sposób dojechaliśmy do końca nie tylko świątecznego wydania kulturki ale i jej 50 odcinka - Brawo Wy, Bravo Moi Goście i może trochę Bravo Ja !

To już półmetek setki - ogromny sukces za co wszystkim Wam dziękuję!

Wiadomo, że portal zrzesza ludzi, którzy mają różne podejścia do świąt, także daruję sobie gadkę o tym by je duchowo przeżyć itp. Mimo to  [ kto i w co by wierzył lub nie wierzył ]  - Życzę wszystkim Wesołych Świąt Wielkanocnych! Oby te kilka dni były spędzone w miłej, ciepłej i rodzinnej atmosferze. By nikt w tym czasie nie był sam a same święta  były dla Nas wszystkich Radosne...ale przede wszystkim Zdrowe!

Kulturalnego Jajka!

Pozdr, Gom




 

Tagi:

Oceń notkę
+ +22 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +147 -
Gomlin
Ranking: 27 Poziom: 78
PD: 60089
REPUTACJA: 36077