Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88

Gomlin Gomlin 23.03.2018, 11:44
Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #49
401V

Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #49

Ahoj!
Po raz kolejny nastał czas kultury! Zapraszam marynarze na statek pełen tekstu kulturalnego i rozkoszujcie się każdym słowem, które zapoda nam morze! 



Zmiany wychodzą na dobre!

Ostatnie zmiany przyniosły nam nowego współpracownika Jackoo.  Ponieważ jako gość cyklu nie miał jeszcze okazji wystąpić w kulturze - także dzisiaj możecie przeczytać jego dłuższy występ ! A ja jeszcze nie zdążyłem się zadomowić z myślą naszej dalszej współpracy a już w komentarzach wyskoczyła kolejna propozycja współpracy do polecania Anime-  teraz będę miał trochę więcej czasu, zatem po publikacji tej kulturki już zapewne poszybowała również PW ze szczegółami ;) Im więcej kultury tym lepiej! ;)


 


Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:


CZYTADŁO


Z żalem w sercu stwierdzam, że książki ze świata Forgotten Realms mi nie podeszły... Spiąłem pośladki i poświęciłem kilka wieczorów by przebrnąć do końca i mieć to już za sobą. Nie napiszę by była to męczarnia i katorga ale styl, kreacja bohaterów jakoś do mnie nie przemówiła... Najchętniej bym w to miejsce wstawił Pajęczy Księżyc Knaak'a :P

Ktoś ma na sprzedaż ?

Za co teraz się biorę ? Ponownie wracam do lat młodości i do szkoły Magii i Czarodziejstwa! Być może muszę mieć odskocznię od typowego Fantasy i biorę się za czary mary  w Hogłordzie. 

Kamień Filozoficzny pyknął w jeden wieczór - aż sam się nie spodziewałem, że tak szybko i lekko się czyta Portiera. Z takim tempem Komnata tajemnic również powinna pyknąć jeszcze tego weekendu - zobaczymy.

PS.

Nie zapominajmy o piątkowym Tytusie ^^


MUZYKA


Ostatnio cofam się w czasie. Do tego nieustannie tkwię w latach LO bo zapodaje sobie co rusz to kawałki z tego okresu...

Evanescence - Bring Me To Life


FILM


Jeżeli macie Państwo Netflixa i ochotę obejrzeć film, który czymś się wyróżnia to z pewnością możecie odpalić produkcję pt Gra Geralda.  Musicie się jednak liczyć z tematem gwałtu i sposobu w jaki jest omawiana jego treść. Więcej nie zdradzam. Samo serce filmu to 2 osoby - mąż z żoną. On ją przypina do łóżka po czym schodzi na zawał a ona pozostaje sama i nie może się uwolnić. Zaczyna mieć zwidy (duch męża i jej samej). Więcej nie zdradzam - film dziwny i to go wyróżnia na tle typowych produkcji akcji, horrorów, obyczajówek itp. 

Wielu z Was zapewne zna historię, gdyż jej autorem (a raczej książki na której oparto film) jest sam King. No cóż ja książki nie czytałem...



Ode mnie to na tyle tego weekendu i w tej chwili zapraszam do wypocin mojego gościa i 3-groszowiczów ^^




CZYTADŁO


W tym tygodniu miałem napisać o książce „Lśnienie”. Ale tak sobie pomyślałem,  jaki jest sens pisać o książce, którą chyba każdy szanujący się czytelnik zna. Klasyka wśród horrorów. A reszty nie trzeba wielce przekonywać o zapoznanie się z tą lekturą. W związku z tym, w tym odcinku bloga polecę inny tytuł Stephena Kinga, trochę mniej znany, który do czasu przeczytania „To” był moją ulubioną książką, mianowicie „Carrie”.

Po krótce tylko przypomnę fabułę książki, choć podejrzewam, że wiecie o co chodzi. Tytułowa Carrie White nie ma łatwego dzieciństwa. Jest inna niż reszta dzieci w szkole. Brzydka, każdy się z niej wyśmiewa, dokucza, szydzi, a ona nie za bardzo potrafi się nikomu postawić. Na domiar złego w rodzinnym domu też nie jest najlepiej. Matka – religijna fanatyczka nie potrafi się pogodzić z tym, że córka dorasta, dojrzewa i z byle powodu zamyka biedną Carrie w pomieszczeniu wypełnionym krzyżami i każe się modlić do Boga o wybaczenie. A ojciec zmarł w wypadku tuż przed narodzinami córki. Z czasem jednak dziewczynka odkrywa w sobie dziwną zdolność telekinezy, a w momencie, gdy pada ofiarą głupiego żartu podczas szkolnego balu, postanawia wykorzystać owe zdolności do zemsty na tych wszystkich, którzy do tej pory ją skrzywdzili.

„Carrie” jest pierwszą książką Kinga, która tak naprawdę otworzyła mu drogę do sławy. Całkiem udane wejście do świata pisarstwa muszę przyznać. Wejście z tzw. „buta”. Zaraz po „Carrie” wysłał w świat dwie atomówki w postaci „Miasteczka Salem” i wspomnianego na początku „Lśniena”, po których wskoczył do światowej elity pisarzy literatury grozy i siedzi tam do dzisiaj. A sama książka ma zaledwie bodaj około 130 stron, więc nawet mogła być wydaja w jakimś zbiorze opowiadań. Ale chyba dobrze, że została wydana jako samodzielna nowelka, o ciężkim i gęstym klimacie, dość tragicznej historii, ale gwarantuję, że pochłonie was do ostatnich stron. Polecam!

Dodam jeszcze, że książka została przeniesiona na duży ekran. Warte uwagi są dwie ekranizacje. Pierwszą oczywiście jest film z 1976 roku w reżyserii Briana De Palmy, który mi osobiście nie podszedł za dobrze. Trochę lepiej oceniam ekranizację z 2013 roku, tą z Chloe Grace Moretz jako Carrie White i Julianne Moore jako matka. Ale w obu przypadkach sprawdza się znana reguła: książka lepsza!

 




Destrukcja – czyli nietypowa reakcja na utratę bliskiej osoby

Każdy z nas ma inną osobowość. Każdy z nas może inaczej reagować na różne sytuacje. Taka właśnie nietypowa reakcja  zostaje nam ukazana w filmie „Destrukcja”.

Reżyser Jean-Marc Valle nie zwleka zbyt długo i już na samym początku filmu jestśmy świadkami wypadku samochodowego, w skutek czego nasz główny bohater – Davies (Jake Gallenhaal) traci żonę, a on wychodzi z wypadku bez szwanku. W szpitalu obserwujemy jednak dziwną sytuację,gdyż widzimy Daviesa bardziej safrasowanego niedziałającą maszyną do sprzedaży przekąsek niż tym, że przed chwiką stracił na zawsze ukochaną osobę. Nasz bohater wpada na dziwny pomysł napisania listów z zażaleniem do biura obsługi kliena producenta maszyny, poprzez które poznajemy całe życie naszego bohatera.

Davies bierze sobie głęboko do serca słowa swojego teścia, który zwykł mawiać, że „Naprawa ludzkiego serca jest jak naprawa auta. Czasem trzeba je rozebrać na części”. Davies tak właśnie odreagowuje na głęboki żal i na skrywane w sobie emocje. Zaczyna od rozłożenia na części cieknącej od dawna lodówki, a z czasem skończywszy na totalnej demolce swojego mieszkania. Jest skory nawet zapłacić kilku facetom od firmy budowlanej i pomóc przy rozbiórce budynku mieszkalnego. Jake Gallenhaal po raz kolejny pokazał swój kunszt aktorski. Genialnie zagrał człowieka, który ewidentnie nie radzi sobie z utratą żony. Widzimy to poprzez jego dziwne zachowania w pracy, czy w domu przy rodzinnym stole, mimo, że stara się zachować pozory normalności. Film jest pełen metafor, które każdy sam powinien odczytywać. Na przykład tytuł filmu moźe mieć znaczenie dosłowne jako rozbieranie na części o których pisałem wcześniej, a także przenośne, czyli zburzenie swojej przeszłości i zaczęcie życia od zera.

„Destrukcja” jest jednym z lepszych filmów, jakie ostatnio widziałem. Bardzo ciekawa i nietuzinkowa historia, która zmusza widza to analizy i myślenia. A Jake Gallenhaal tą rolą tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że jest wybitnym aktorem i jednym z moich ulubionych.

Zastanawialiście się kiedyś jak wy byście zareagowali na utratę kogoś bliskiego? Moja ocena  :

8/10




Kulturalne siemano :)

Dziś polecimy coś naszego , swojskiego i polskiego:)

Od razu się przyznam że nie przeczytałem żadnego tomu "Achai " Andrzeja Ziemiańskiego - znam cykl od dawna tylko ze słyszenia i widzenia w księgarniach , już kilka razy planowałem i miałem w ręku prawie gotowy do zakupu i zawsze znajdowałem coś innego co kupowałem:P

Szybko natomiast dałem szansę innej książce Andrzeja Ziemiańskiego - "Virion " - kupiony w dniu premiery , dzień przed odlotem do UK musiałem "przycisnąć" miłego kolegę w Empiku żeby się postarał i poszukał bo twierdził że mają książkę ,ale jeszcze nie rozpakowali dostawy - postarał się i w powietrznej drodze powrotnej  już czytałem "Viriona" :D

Virion – szermierz natchniony który wraz dwudziestoma innymi straceńcami pokonał legion Moy- raptem tysiąc doświadczonych weteranów. Jak Chłopak z dobrego domu został bezlitosną maszyną do zabijania? Morderstwo, więzienie i ucieczka przed bandą łowców to chyba jeszcze nie powód żeby tak się stoczyć. A może od początku ktoś na górze zaplanował, że jego przeznaczenie to droga miecza i stosy...

 

 

Virion tom 1 pt. Wyrocznia - przyznam że miałem trochę mieszane uczucia , zwłaszcza na początku , ale potem jakoś mnie wciągnęło , bohater mnie zaciekawił i z przyjemnością doczytałem do końca i czekam na drugi tom:)

Może nie ma tu wielkiej epickości , olbrzymich bitew i potężnych mocy - ale jest Virion , sam przeciw wszystkim , trochę zagubiony , zniechęcony , nie znający jeszcze pełni swoich możliwości - ale sam jestem ciekaw jak to dalej się potoczny :)

Nie wiem czy kogoś zachęciłem tym opisem , ale jak przeczytaliście większość znanych i polecanych książek fantasy , to może warto i Virionowi dać szansę , w sumie każdy z nas chciałby aby i jemu w kluczowym momencie ktoś dał szansę..

Virion pochodzi ze świata Achai , przez co zmotywował mnie do szybszego zakupu i poznania przygód tej słynnej księżniczki :)

Pozdrawiam kulturalnie i do następnego razu !





Czołem!

Dzisiaj na słuchawkach mistrzowie thrash metalu, czyli Slayer z albumem God Hates Us All. Szybka i wyjątkowo ciężka to płyta, jak na Slayera (porównując do takiego Reign in Blood albo Seasons in Abyss). Złośliwi twierdzą, że z Zabójcą jest tak, że jak słyszałeś jeden album, to tak jakbyś słyszał wszystkie. Ten album udowadnia, że jest to zwykły bs.

Z płyty bije ogromna energia i agresja. Araya z podziwu godną wściekłością wykrzykuje swoje standardowe litanie bluźnierstw, jego gardło jest nie do zdarcia. King i Hanneman łoją niemiłosierne gitarami, często zmieniając tempo, a ich paluchy wygrywają piekielne solówki. Bostaph za perkusją godnie zastępuje Lombardo. O ile wcześniejsze albumy z jego udziałem mnie nie przekonały, tak tutaj chłopak daje czadu i mogę tylko powiedzieć - czapki z głów.

God Hates Us All bardzo często zahacza brzmieniowo o death metal. Ciężar gniecie czachę i resztę kości w ciele. Wrażenie robią zwłaszcza zwolnienia w takich kawałkach jak DiscipleBloodlineDeviance, czy God Send Death(osobiście mój faworyt, muzyka i apokaliptyczny tekst świetnie współgrają). Muza w sam raz na rozładowanie gromadzącego się przez cały dzień w...nerwa :)

Do następnego!


 




Zastanawialiście się kiedyś jak zwykły człowiek może postrzegać superbohaterów i ich moce, i jak wpływa to na ich życie? Scenarzysta Kurt Busiek, wraz z rysownikiem Alex'em Ross'em postarali się odpowiedzieć na to pytanie.

Marvels, bo o tym komiksie będzie tu mowa, to właśnie taka próba odpowiedzenia na to pytanie, i pokazanie życia zwykłego człowieka, dla którego tłem są walki i historie o bohaterach.

Tym człowiekiem jest Phil Sheldon, fotoreporter parający się robieniem zdjęć superbohaterom. Wraz z nim przeżywamy pojawienie się pierwszych herosów, jak również II Wojnę Światową i debiut Kapitana Ameryki, a nawet najazd samego Galactusa.

Sam komiks ma formę tzw. reportażu lub pamiętnika, bowiem nie uświadczymy tu wielu pojedynków i wartkiej akcji. Za to mamy tu bardzo ciekawie ujętą psychikę zwykłego człowieka, który żyje w świecie istot o nadprzyrodzonych mocach. Próbującego odpowiedzieć na pytanie, czy mamy im ufać, czy też wręcz przeciwnie się ich bać? Czy Namor to bohater, czy też zagrożenie dla USA? Natomiast mutanci to następcy ludzi, którzy powstali tylko po to by ich zniszczyć?

Tym samym czytelnik dzięki temu wydawnictwu, poznaje w pewnym stopniu historię samego Marvel Comics, i kształtowania się całego Uniwersum Marvel'a od lat 30-tych ubiegłego wieku.

Na osobną uwagę zasługują również genialne rysunki Alex'a Ross'a, bez którego ten komiks całkowicie inaczej by się odbierało, i nie robił by tak ogromnego wrażenia na odbiorcy. Takie sceny, jak choćby idący Ant-Man po prostu zapadają w pamięci.

Marvels to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy komiks jaki wyszedł spod łap wydawniczych Marvel'a. I to w czasie gdy ten wydawca był w ogromnym kryzysie, który doprowadził firmę do bankructwa. Zaskoczeni? Komiks, którego nie można pominąć.

Pozdrawiam.


 




Achuj !

Skończyłem czytać pierwszą część Zaprzysiężonych, czyli "Skarb Attyli" i wciągłem się w wikińskie tematy, by jednak było różnorodnie zacząłem kolejny raz czytać Dzieci Hurina prosto od mistrza Tolkiena. By być w klimacie zapodaje Dragon Peak od JJcanvas.

 




I tak oto kolejny raz dojechaliśmy do końca ;) A już za tydzień 50 wydanie to już półmetek do setki! A swoją drogą pół litra na głowę to już coś prawda ? :D

Dziękuję moim współpracownikom oraz wszystkim odwiedzającym i komentatorom za utrzymywanie cotygodniowej kultury na portalu :) 

Do następnego!

Pozdr, Gom




 

Tagi:

Oceń notkę
+ +17 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +147 -
Gomlin
Ranking: 27 Poziom: 78
PD: 60122
REPUTACJA: 36102