Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88

Gomlin Gomlin 16.03.2018, 09:41
Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #48
413V

Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #48

Po stokroć hejka! A nie... jeszcze do setki daleko ale witać się 48 raz to też nie lada wyczyn i osiągnięcie dla mnie! Dlatego z największą przyjemnością zapraszam na kolejne wydanie kulturki!



Zmiany, zmiany

Jak ostatnio informowałem - z kultury odszedł nam filmowy Griffter. Niestety, mimo moich negocjacji nie udało mi się przekonać tego Pana by podsyłał mi teksty będąc poza PPE - no ale takie życie. Nie mam za złe i dziękuję za wszystkie wcześniej wysłane teksty!

Miejsce filmowego maniaka musi jednak być wypełnione i tak witam w naszych skromnych szeregach użytkownika Jackoo! Filmowy spec, który od dziś będzie nam umilał czas swoimi filmowymi polecankami - a już za tydzień oprócz tego wystąpi szerzej jako główny gość cyklu!

A dziś gościnnie user Adamsz uraczy nas kulturą na całego - zatem do czytania!

 



Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:


CZYTADŁO


Kiedy ja dojdę do 3 tomiku ? Druga część Baldura niestety również ciągnie mi się jak flaki z olejem... Nie będę ukrywał - gdyby pozmieniać nazwy bohaterów, krain i ogólnie całego wykreowanego świata tak by nie łączyło go w nazewnictwie nic z wrotami Baldura - to pewnie już dawno odłożyłbym książkę na bok. Ech życie, życie 

 

 


MUZYKA


W moim domu zawsze było powiedziane, że Rock to rozpierducha i trzeba zatykać uszy... wcale nieprawda bo to właśnie spokojniejsze piosenki są magią tego gatunku

Nickelback - How You Remind Me


FILM


 

Polecam serdecznie przyrodniczy film Z nurtem Życia. Według mnie jest to zdecydowanie najlepsza polska produkcja w tym gatunku. Przyznam, że porównując go do dużych dzieł zagranicznych - trochę mu jeszcze brakuje. Zdecydowanie niektóre ujęcia są zbyt krótkie i zbyt szybko przeskakiwane na inne, przez co czasami się gubimy czy film ma nam przedstawiać piękne widoki czy życie poszczególnych gatunków zwierząt. A z tego co widać - film chce  się skupić na obu tych celach przez co jest trochę chaotycznie i dostajemy nieuporządkowaną mieszankę. 

Nie mogę jednak ująć mu pięknych widoków, które zapierają dech w piersiach a zdjęcia przy blasku księżyca - nigdy bym nie powiedział, że w Polsce możemy takich uświadczyć. Jeżeli ktoś lubi obcowanie z przyrodą a filmy przyrodnicze łyka jak pelikan ryby - to jest to pozycja obowiązkowa!

PS: Będę oglądał go tego weekendu drugi raz, a co!



Ode mnie to na tyle tego weekendu i w tej chwili zapraszam do wypocin mojego gościa i 3-groszowiczów ^^




Hej wszystkim. Na wstępie chciałbym podziękować Goblinowi za zaproszenie. Pewnie mało kto mnie kojarzy, rzadko udzielam się na stronie, ale odwiedzam ją regularnie i staram się być na bieżąco z newsami i blogami. Od razu uprzedzam - nie jestem mistrzem w pisaniu. Mimo to mam nadzieję, że kogoś zainteresują moje propozycje na weekend.


 


MUZYKA


Czy są tu jacyś fani Pink Floyd? Angielski zespół - legenda, którego muzyką inspirowali się takie gwiazdy jak David Bowie czy Queen. Zaczynali grając psychodelicznego rocka, lecz ich muzyka ewoluowała w stronę bardziej progresywnych brzmień. Najbardziej znanym albumem Floydów jest The Dark Side of The Moon (1973), którego pod względem sprzedanych egzemplarzy wyprzedził jedynie Thriller Michaela Jacksona. Jednak ja chciałbym polecić inną, wydaną 4 lata pózniej płytę - Animals. Według mnie jest ona niedoceniana, a szkoda. Bo to, co możemy na niej usłyszeć to poezja dla uszu. Już sama okładka jest świetna. Monumentalna elektrownia Battersea w Londynie, a w górze - między kominami - latająca świnia. Bo to właśnie zwierzęta, a dokładniej psy, świnie i owce są motywem przewodnim albumu. Każde z nich odpowiada innemu typowi ludzi. Świnie to osoby na najwyższych szczeblach władzy, za nic mające sobie - bardzo często marny - los innych i chcące jedynie utrzymać się przy korycie. Psy symbolizują ludzi do tej władzy dążących, często za wszelką cenę, po trupach. Zaś owce są na samym końcu łańcucha, starają się przeżyć i nie zostać zagryzione przez psy. Kto czytał Folwark Zwierzęcy (polecam!), ten wie o czym piszę.

 

Jeśli chodzi o samą muzykę, Animals to sam miód. Na płycie jest pięć utworów, z czego pierwszy i ostatni trwają łącznie niecałe 3 minuty. Pozostałe utwory to prawdziwe muzyczne potwory, trwające po kilkanaście minut. Jest tu wszystko, piękne gitarowe solówki i ciekawe wykorzystanie syntezatorów (Rick Wright to był mistrz klawiszy, niech spoczywa w pokoju). Mam nadzieję że nie zrazi was długość utworów i dacie Animals szansę, bo naprawdę warto!

 


FILM


Chciałbym każdemu polecić szkocki klasyk, który obejrzałem już niezliczoną ilość razy i z pewnością obejrzę go jeszcze nie raz.  Chodzi o:

 Trainspotting (1996).

Film opowiada o grupie znajomych, którzy większość czasu spędzają dając sobie w żyłę. Główny bohater, Renton, pewnego dnia postanawia zerwać z nałogiem. Jednak jak wiadomo, nie będzie to takie proste :-) Trainspotting jest przepełnione masą świetnych dialogów, wydarzeń zabawnych i dołujących, a do tego posiada najlepszy soundtrack jaki słyszałem w życiu. Serio, sountrack urywa dupę :-) (stoi u mnie dumnie na półce w wersji na vinylu). Do tego film jest zmontowany w świetny sposób, nie da się nawet na moment znudzić. Jest przy tym krótki, trwa tylko półtorej godziny, czyli zaledwie 40 minut dłużej niż odcinek przeciętnego serialu. Warto wspomnieć też o drugiej części (2017), która również jest warta obejrzenia. No i oczywiście nie można zapomnieć o książkach, na których podstawie zostały nakręcone filmy, czyli Trainspotting i Porno. Parę lat temu wyszedł też książkowy prequel, czyli Trainspotting Zero, który według mnie czyta się o wiele lepiej, niż 2 pierwsze części.

 

 


To tyle ode mnie na ten weekend, dzięki za możliwość napisania tych kilku zdań. I miłego, kulturalnego weekendu dla wszystkich!

 


Na początku ślę wielkie podziękowania dla Gomlina, dzięki któremu mogę zadebiutować na łamach jego blogu „Kultura na weekend (bez grania)” w kąciku filmowym i wszystko wskazuje na to, że zagoszczę tu na dłużej. Filmy to moja wielka pasja, chyba nawet większa niż gry, a teraz też nawet będę miał okazję podzielić się nią z innymi. A jeśli przy okazji swoimi krótkimi tekstami uda mi się przekonać lub odradzić jakiś film, to będę niezmiernie usatysfakcjonowany. Na pierwszy ogień idzie obejrzana kilka dni temu „Czerwona Jaskółka”



Czerwona Jaskółka – czyli opowieść jak to słynna gwiazda baletu zostaje rosyjskim szpiegiem.

Dominika Egorova (grana przez Jennifer Lawrance) jest słynną baletnicą, która podczas swojego kolejnego show na oczach widzów i blasku jupiterów rosyjskiego teatru ulega nieszczęśliwemu (czy aby na pewno?) wypadkowi, który sprawia, że nasza bohaterka dość szybko i boleśnie spada z samego szczytu i popada w kłopoty finansowe. Na szczęście z pomocą przychodzi wujaszek Vanya, który szczęśliwym trafem okazuje się wiceszefem rosyjskiego wywiadu i zauważył u bratanicy nie tylko talenty taneczne, ale i szpiegowskie. Obiecując wyjście z kłopotów i pomoc chorej matce, składa Dominice propozycję nie do odrzucenia, która nie mając większego wyboru zgadza się i zaczyna nowe życie.

Brzmi zachęcająco? Z początku może i tak, ale im dalej w intrygę, tym więcej absurdu. Chociażby słynne szkolenie, którą każda przyszła jaskółka czy też kruk (agent płci męskiej) musi przejść. Serio, jeśli tak wygląda każda tego typu szkoła w Rosji, to śpijmy spokojnie, nie ma się czego obawiać. Zapomnijcie o ostrych treningach sprawnościowych, czy też obsługi broni. Tutaj zaliczenie przedmiotu sprowadza się właśnie do „zaliczenia” partnera/partnerki z ławki na oczach całej klasy i ukrytych kamerach. Dobrze, że chociaż Charlotte Rampling sprawdza się dość dobrze jako nauczycielka pozbawiona skrupułów i zahamowań we wdrażaniu tych dziwnych metod nauczania. Problem też leży w tym, że z początku dość ciekawa intryga rozwija się ślamazarnie, co w połączeniu z płytkimi postaciami drugoplanowymi sprawiało, że często rzucałem okiem na zegarek.

Czy jednak warto wybrać się do kina? Myślę, że tak, chociażby dla Jennifer Lawrence, którą zawsze warto oglądać. Czytałem opinie, że jest to jej najlepsza rola, z czym akurat nie mogę się do końca zgodzić. Pojedyncze solidne sceny (np. ta z przesłuchaniem) pozostają w głowie jeszcze na długo po seansie. Film szpiegowski musi charakteryzować się solidną, gęstą fabułą z obowiązkowym twistem, tutaj za gęsto jednak nie było, a każdy, kto uważnie oglądał ten ponad dwugodzinny seans jest w stanie przewidzieć, czyja twarz kryje się pod czarnym workiem. Moja ocena – 6/10





Siemano kultura :)

Jako że zima jeszcze się nie poddaje i atakuje , polecam dziś w celu lepszej immersji - książkę pt. "Zimowe Gody" Briana Ruckleya .

W świecie bez Bogów między thanami Czystych Rodów i starożytnymi rasami panuje kruchy pokój. Ale zbliża się właśnie kolejna zima i armie Czarnej Drogi podejmują marsz na południe, a ich powrót z wygnania zwiastuje nowy wiek chaosu i wojen. Dla jednych nadchodzące czasy oznaczać będą szybką, straszliwą śmierć. Inni, zbyt zajęci zaspokajaniem własnych ambicji, nawet nie usłyszą szczęku oręża i nie zobaczą trupów, które zaścielą pola bitew. W tle kryje się człowiek, którego żądzę władzy zaspokoić może tylko osiągnięcie ostatecznego celu- nieśmiertelności.

610 stron dobrego czytania ,  lekko może podobnego klimatem do Gry o Tron .

 Niestety jest jeden mankament. Pan Ruckley już dwa lata temu zakończył całą trylogię o świecie bez bogów, a polskie tłumaczenie mamy niestety tylko do pierwszej części...jednak książka tania i warta sprawdzenia.

Może za jakiś czas ktoś doceni trylogię i wyda całość na polskim rynku.

Kulturalne narazicho :)



 



Czołem!

Lubię sobie powrócić do albumów, które miały duży udział w kształtowaniu mojego gustu muzycznego. MassiveAttack i ich opus magnum, czyli Mezzanine to jeden z moich ulubionych. Gdybym tworzył top 10 to z pewnością zająłby miejsce na podium.

Co dostajemy na płycie? Trip hop najwyższej jakości. Transowe, hipnotyzujące  beaty, które mają bardzo odprężające działanie, mocne i zapadające w pamięć ścieżki basu, a wszystko to dopełnione świetnymi wokalistami płci obojga. W utworach sporo się dzieje. Z zamroczenia spokojnym rytmem potrafi wyrwać np. nagła zmiana tempa, wprowadzenie gitary elektrycznej, czy cudownie chaotyczny elektroniczny zgiełk.

Utwory zawierają w sobie mieszankę niebezpieczeństwa i pokusy. Coś w stylu mrocznego zauroczenia. Przywodzi to na myśl femme fatale z filmów Noir. I w takim klimacie właśnie utrzymany jest cały album, klimacie Noir. Kawał niezwykle relaksującej muzyki. Czwórka moich faworytów? Group Four (polecam obadać również wersję live), Risingson, Black Milk i Dissolved Girl. Ten album nie ma słabych elementów. Dzieło kompletne.


 




Ostatnio padło na klasykę amerykańskiego komiksu, więc tym razem postanowiłem przedstawić coś z komiksu japońskiego. I sięgnąłem po tytuł, o wydanie którego wydawnictwo Waneko walczyło praktycznie od samego swojego powstania.

Do Adolfów to jeden z najlepszych komiksów stworzonych przez Osamu Tezukę, poruszających tematykę II wojny światowej. Cała opowieść zaczyna się w roku 1936 na letnich igrzyskach olimpijskich w Berlinie. Gdzie dochodzi do pewnego wydarzenia, które połączy losy trzech różnych od siebie osób. Syna Żydowskiego piekarza mieszkającego w Japonii; przyjaźniącego się z nim jedynego potomka niemieckiego konsula; przywódcy państwa szykującego się do rozpętania największego konfliktu w historii ludzkości. Dzieli ich praktycznie wszystko, łączy zaś imię, które brzmi: Adolf.

Tak rozpoczyna się historia napisana przez „boga mangi”, jak nie raz określa się Tezukę, która ukazuje dojście do władzy nazistów, rozpętanie przez nich wojny i prześladowania Żydów, oraz współpracę Japonii z niemiecką machiną terroru. Tym samym pokazując dramat ludzkich jednostek. Próbując odpowiedzieć na pytanie jak w ogóle mogło do tego dojść. Choć nie dając jednoznacznej odpowiedzi. 

Do tego dochodzi dość charakterystyczna kreska Tezuki tym razem bardziej realistyczna, niż to do czego przyzwyczaił swoich czytelników wcześniej twórca „Astro Boy'a”. Choć niezatracająca tego bajkowo-disnejowskiego charakteru. W połączeniu z ukazywanym okrucieństwem tamtego okresu, na czytelniku robi piorunujące wrażenie. Sprawiając, że opowiadaną historię pochłania się jednym tchem.

Samo wydanie również zasługuje na pochwały, bo nie dość że całą historię dostaliśmy w dwóch tomach (oryginalnie manga była wydania w pięciu), liczących ponad 600 stron. To wszystko zostało okraszone twardą oprawą, która być może dla przeciętnego czytelnika komiksów nie wygląda nazbyt atrakcyjnie. Ale przywodzi na myśl książki poświęcone tematyce II wojny światowej, i spełnia swoje zadanie wyśmienicie.

Jeśli jesteście zmęczeni tymi wszystkimi komiksami o superbohaterach, jakie serwowane są nam na okrągło, i szukacie w komiksie czegoś co da wam do myślenia. To polecam sięgnąć po mangę Tezuki, nawet jeśli nie trawicie zbytnio japońskiego komiksu. Gwarantuję, że na tym arcydziele się nie zawiedziecie.

 

Pozdrawiam.


 




Achuj !

Krótka notka w pośpiechu – wiosna idzie powoli, ale skutecznie! Dawno nie odwiedziałem swojego profilu na dA, a tam prawie 1,700 nowych fotografii do przejrzenia! Pierwsze w oko wpadło The Golden Hour




Jak widać zmiany wychodzą na dobre! Nie ukrywam jednak, że obecna ekipa bardzo mi odpowiada i nie chciałbym ciągłych rotacji ;) Mam nadzieję, że w takim składzie będziemy dalej tworzyć kulturalne weekendy na PPE!

Pod koniec odcinka dziękuję całemu kulturalnemu zespołowi za wkład w kulturę i chęć tworzenia jej każdego tygodnia !

THX również dla stałych odwiedzających i komentujących bo to dzięki Wam kultura się coraz bardziej poszerza !

Pozdr, Gom




 

Tagi:

Oceń notkę
+ +20 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +147 -
Gomlin
Ranking: 26 Poziom: 78
PD: 60047
REPUTACJA: 36043