Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88

Gomlin Gomlin 09.03.2018, 16:14
Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #47
406V

Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #47

Hejka już 47 raz! Kultura się przed Wami kłania do stóp i zaprasza do zapoznania się z treścią bloga na obecny weekend!



Pełna kultura!

Jasny gwint! Dopiero co tworzyłem publikację przed  świętami Bożego Narodzenia a tutaj już w sklepach baranki, zajączki i cała Wielkanocna otoczka. Toż to już za 3 tyg kolejne święta - dobrze, że mam choinkę rozebraną ^^

Ech, jak ten czas leci - a żeby go umilić i ukulturalnić - zapraszam niżej, gdzie zapoznacie się z wypocinami moich stałych gości oraz zaproszonego usera TyskiPL

P.S:

Uwaga - od dzisiejszego nr do ekipy dołącza nowy stały gość, który będzie nam serwować wszelkiej maści komiksy! Witamy na pokładzie P-chan'a

P.S2:

Niestety jednocześnie żegnamy się z Griffterem, który został odcięty od ppe a jednocześnie opuszcza portal pozostawiając go w swoich 4 literach. Cóż takie życie - dziękuję mu za współpracę oraz dzisiejszy pożegnalny tekst do kultury i szukam następcy - filmowego maniaka!



Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:


CZYTADŁO


Panie i Panowie - Wrota Baldura pękły! A przynajmniej pierwsza książeczka i przyznam, że mimo największych chęci nie idzie mi jak po maśle. Dla mnie osobiście cykl Forgotten Realms jest cięższą lekturą. Ale bez obaw dojadę do końca ale sprawozdania z tytuły nie dam, gdyż moja ocena byłaby dość niska... Jestem wytrwały, jadę więc z 2 tomem - a nóż będzie lepszy?

Do tego dochodzi oczywiście (jak co piątunio) wypad do kiosku bo odłożoną już VI księgę Tytusa!

 


MUZYKA


Ostatnio odświeżyłem sobie świetne krótkometrażowe KungFury i oczywiście tylko jeden utwór mógł mi na dłużej zostać w głowie

True Survivor


FILM


To kolejny z tych weekendów, kiedy chce sobie zapuścić czystą naturę dla odprężenia. Lubię filmy przyrodnicze a teraz jest okazja obejrzeć coś z naszego rodzimego podwórka. Film w swojej kategorii zbiera bardzo dobre opinie i oceny, także nie mogło go zabraknąć w mojej kolekcji a jutro zaś zapodam go na wieczór:



Ode mnie to na tyle tego weekendu i w tej chwili zapraszam do wypocin mojego gościa i 3-groszowiczów ^^




Cześć! Ci, którzy czytają moje wypociny w ramach swojego bloga GieeRTe wiedzą, że ja lubię pisać. Los obdarzył mnie lekkim piórem, no i ten… no… Goblin… Go… Gomlin (!) ostatnio do mnie rzekł, żebym tutaj przyszedł i mu zapaskudził sekcję kulturalną – proszę, mówisz i masz!

Jeny, mój pierwszy gościnny występ D: Specjalnie przekopałem się przez wszystkie poprzednie wydania, by przypadkiem nie zdublować czegoś :P

Z mojej strony padnie nieco na temat książek i polecę jeden serial.  Co do muzyki poważnie się wahałem – ostatecznie jednak zamieszczę, nie skupię się jednak na tylko jednym utworze.

Nie przedłużając już - zapraszam!


 


CZYTADŁO


Obecnie to rzadko czytam, bo rzadko jest na to czas – albo w autobusie, gdy mogę usiąść, co w pełnym busie jest raczej trudne, albo raz na ruski rok siądę w kawiarni, okaże się, że jestem wolny od spraw i wiadomości z internetu i czytam. I nie czytam szybko podczas, gdy jeden maj frend pochłania książkę w ciągu 3-6 godz. No dobra, ale co mam obecnie?

 

Obecnie na ruszt wrzucony jest Chrzest Ognia A. Sapkowskiego. Jest to trzecia część fabularnej sagi o Wiedźminie oraz 5. książka opowiadająca o przygodach Geralta. Wiecie, ta książka, co to powstała na bazie tamtej gry ponoć ;P Na pewno polecam, bo będąc fanem Wieśka, warto znać i książki. Ja do dziś mam wstyd wśród znajomych, że oni czytali, a ja nie. Powiem jednak szczerze – o ile opowiadania czytało mi się przyjemnie, tak książki fabularne coraz ciężej i jednak bardziej wolę grę.


Na ruszt mam też wrzucony prezent świąteczny od swojej lubej – Witajcie w Rosji D. Glukhovsky’ego to zbiór opowiadań, gdzie elementy rzeczywiste przeplatają się z elementami fantastycznymi, mające ukazać czytelnikowi prawdziwą naturę dzisiejszej Rosji. Jestem dopiero po pierwszym opowiadaniu – oczarowało mnie ono totalnie, ale powstrzymam się z oceną książki do czasu jej ukończenia.


A trochę to potrwa, bo jeszcze czytam podręcznik do JavaScripta:


REKOMENDACJA:

No to czas na rekomendację i tu znów wracamy do rosyjskiego dziennikarza. Futu.re jest thrillerem osadzonym w dalekiej przyszłości, stanowiącym odpowiedź autora na pytanie „Jakby wyglądał świat przyszłości, w którym ludzkość osiągnęła nieśmiertelność?”. Jestem pełen podziwu dla niego, ponieważ książka wciąga, przedstawiając jednocześnie realny scenariusz. Tutaj w porównaniu do książek z serii „Metro”, czy „Witajcie w Rosji” nie ma elementów fantastycznych, mistycznych – autor korzysta po prostu ze wszystkiego co daje mu wykreowany przez niego świat.

Lekki zarys fabuły – ludzkość osiągnęła nieśmiertelność. Brzmi to jak utopia, jednakże dobrze wiemy, że każdy medal ma swoją drugą stronę. Główny bohater jest członkiem organizacji niosącej grozę w społeczeństwie – Falangi, której zadanie jest utrzymywanie demografii pod kontrolą, bowiem aby uniknąć przeludnienia, możliwość posiadania dziecka jest tylko wtedy, gdy jedno z rodziców zdecyduje się na pożegnanie z nieśmiertelnością. Wkrótce bohater ten dostanie misję, która daje mu możliwość awansu, lecz komplikacje w trakcie jej wykonywania sprawią, że bohater zacznie się rozliczać ze swoją trudną przeszłością oraz zmierzy się z dylematem, czy ważniejsze jest wykonanie rozkazów na rzecz systemu, czy może jednak podążenie za ludzkimi instynktami…

Książkę można legalnie przeczytać w jęz. polskim za darmo na stronie internetowej www.futu.re. Warto wówczas puścić sobie w tle dedykowane utwory stworzone przez Nikolaia Krivina oraz mieć na widoku ilustracje do książki stworzone przez Siergieja Kirckiego.

Ja jednak gorąco zachęcam do zakupu własnego egzemplarza.


SERIAL


Z seriali ja Wam zaproponuję “F is for Family”, udostępnione na polskim Netflixie jako “Nie ma jak w rodzinie”.

Animowany serial komediowy dla dorosłych, ukazujący kolory życia w Stanach Zjednoczonych w latach 70., wraz z tamtejszymi problemami i stereotypami. Mamy więc głównego bohatera Franka Murphy’ego, żonę Sue (pragnącej od życia czegoś więcej niż bycia dobrą żoną i gospodynią domową) i jego trójki dzieci – Kevina (marzący o karierze jako muzyk ambitnego rocka, buntownik w rodzinie, lubiący zapalić trawkę, pragnącym czasem bycia lepszym), Maureen (inteligentnej dziewczyny, którą próbuje się na siłę wcisnąć w ramy stereotypowej dziewczyny, utrudniając jej rozwinięcie skrzydeł w kierunku zainteresowań potocznie uznanych za „męskie” jak informatyka, czy astronomia) i Billa (chłopak z kompleksem życiowej ofiary, pragnący sprawiedliwości, zmuszonym do samodzielnego poradzenia sobie z własnymi problemami, w tym z prześladującym go typkiem). Sam Frank zaś jest weteranem wojny w Korei, kierownikiem działu bagażowego na lotnisku, o niespełnionych życiowych marzeniach o zostaniu pilotem. W międzyczasie rodzina jest otoczona m.in. przez przystojnego, sławnego prezentera radiowego, który tylko pozornie wiedzie szczęśliwe życie, pogodnego sąsiada cierpiącym w duchu oraz starszego sąsiada, byłego więźnia obozu koncentracyjnego w II Wojnie Światowej, którego dzieci Franka przez ich niewiedzę na ten temat, boją się.

Serial ten nie idzie na kompromisy i potrafi momentami przywalić mocno. Ja się przy nim śmiałem bardzo, do tego fabuła i akcja mnie wciągnęła tak bardzo, że 2 sezony pochłonąłem bardzo szybko. Uprzedzam jednak – to nie jest ten sam humor, co „Simpsonowie”, albo „Family Guy” – humorem i wulgaryzmami plasuje się pomiędzy nimi, będąc bliżej tych pierwszych.

Serial jest dostępny zarówno w wersji z napisami, jak i z polskim dubbingiem – i powiem Wam szczerze, dubbing moim zdaniem jest tutaj wykonany rewelacyjnie, polecam dać mu szansę.


MUZYKA


Jeśli chodzi o muzykę, to nie zaproponuję konkretnego utworu. Zachęcam do sięgnięcia po całą twórczość zespołu Gorillaz, bowiem każdy w niej da radę znaleźć coś dla siebie i trudno mi uwierzyć, by ktoś z obecnego pokolenia choć raz nie trafił na ich muzykę.

Gorillaz jest to formacja muzyki alternatywnej stworzona przez Damona Albarna i Jamie Hewletta w 1998 r., składająca się z czwórki wykreowanych postaci. Za co cenię ten zespół? Cóż, Gorillaz znam od czasu popularności utworu „Feel Good Inc.” z albumu „Demon Days” i od tego momentu towarzyszyła mi w wielu momentach życia, zarówno tych szczęśliwych, albo w chwilach, gdy potrzebowałem posłuchać czegoś chillowego, jak i w momentach, gdy potrzebowałem sobie poradzić ze smutkiem, zaś jeden konkretny utwór pomagał mi przejść przez jeden z najcięższych okresów w życiu, gdy przyszło mi się zmierzyć z konsekwencjami swoich życiowych wyborów, prowadząc stopniowo do pewnego nawrócenia się. Warto tu zaznaczyć – każdy album jest inny i o ile pierwsze 2 albumy – „Gorillaz” i „Demon Days” są do siebie podobne, tak kolejne już różnią od siebie, stanowiąc różnorodne eksperymenty muzyczne.

Co może przekonać technomaniaków to fakt, że kreatorzy nie boją się sięgać po nowinki technologiczne. Kiedyś postacie były rysowane, obecnie stworzone są ich modele 3D biorące udział nie tylko w teledyskach, ale i w różnych eventach. Raz na przykład Murdoc i 2D w luźny sposób wypowiadali się o wyborach prezydenckich we Francji podczas zapowiadania pogody we frankofońskiej telewizji. Jeden z albumów – „The Fall” był w całości skomponowany z wykorzystaniem tylko iPada. Już teraz niektóre ich koncerty są możliwe do oglądania z widokiem 360*, a w przyszłości chcieliby, żeby móc w tym samym momencie dawać koncerty w różnych punktach świata. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość!


Na tym kończę swoje wypociny! Gomlinowi dziękuję za zaproszenie. Wam mam nadzieję, że się podobało i kto wie, może kiedyś znów zawitam w te progi. Pozdrawiam!

 




"Everyday is a beautiful day"

 

Tak przynajmniej twierdzi Elwood P. Dowd (cudowny James Stewart!). Przystojny, miły, sympatyczny człowiek – materiał na kolegę, męża, członka społeczeństwa. Jest tylko mały problem – chłop twierdzi, że towarzyszy mu dwumetrowy królik, z którym regularnie konwersuje. I pewnego dnia, nawet rodzina, która do tej pory tolerowała jego odmienność, decyduje się, że tak dłużej być nie może i postanawia pozbyć się członka swej rodziny zaprzęgając do tego pewną instytucją, o której Patrick McMurphy nie ma z pewnością dobrej opinii…

„Harvey” to przykład klasycznego kina amerykańskiego, gdzie wciąż chcemy wierzyć w człowieka. Jego naiwność, ale jednocześnie dobroć i empatię w stosunku do nas. Oczywiście twarz Stuarta, który jest przedstawicielem najszlachetniejszego kina tamtych lat („Pan Smith jedzie do Waszyngtonu”, czy arcygenialna niezapomniana świąteczna perełka „To wspaniałe życie”) pomaga w zmierzeniu się z faktem, że mamy do czynienia z niegroźnym człowiekiem o „wariackich papierach”. Czasem okaże się jednak, że ten „niegroźny wariat” ma niezwykle pozytywny wpływ na otaczających go ludzi…

 

No i tek królik. Jest? Czy go może nie ma? To już osądźcie sami. Mnie też już tu nie ma. Byłem. Zniknąłem. Ten tekst niech będzie okazją, bym pożegnał się z wami. Dziękuję, że byliście, że mnie lubiliście, bądź nienawidziliście. Pamiętajcie jednak, że tak łatwo się pozbyć mnie nie da. Ilekroć będziecie rozważali tu nad wartościowym kinem będę tu w postaci wielkiego Królika. Będę wam szeptał do ucha, że macie rację, albo się w cholerę mylicie. Bo co, wy o kinie wiecie? Wielki królik Grifter będzie wam szeptał do ucha na który seans iść. Więc jeśli pewnego, pięknego dnia, skierujecie swe kroki na wartościowe kino to wiedzcie, że wielki GrifKrólik was do tego namówił. „Harvey” to opowieść o tym, że warto być miłym dla ludzi. Więc bądźcie takimi. Trzymajcie się. Do zobaczenia na dobrym kinie. 


Dziękuję za uwagę. Dziękuję, że czytaliście moje teksty na PPE i byliście moimi znajomymi. Nigdy nie będę tego żałował. Dzięki koledzy! I pamiętajcie by być gomlinowo-kulturalni. No i oglądac tylko dobre kino.

Na wujowe szkoda czasu :)

 

„Pamiętajcie wy o mnie co sił! Co sił!

Choć przemknąłem przed wami jak cień!”

 

A jeśli lubicie Palahniuka rzucę wam inny tekst – “Grifter’s not here. Grifter went away. Grifter's gone.”

 

Dziękuję za wszystkie chwile, przy których mogłem spędzić przy was chwile na PPE. Jesteście super. I pamiętajcie – grajcie tyle aż wam kutas spuchnie. Do końca świata i o jeden dzień dłużej. Ja będę :)





Siemano kulturka :)

Wiem że i tak nie czytacie , zaoszczędzę Wam czasu i napiszę od razu :P

Dziś w propozycjach książkowych pojawiają się "Miecze Cesarza" jako pierwszy z trzech tomów Kroniki Nieciosanego Tronu których autorem jest Brian Staveley.

Historia trójki rodzeństwa - dzieci skrytobójczo zamordowanego cesarza.Ginie Cesarz Annuru, nie wiadomo kto jest mordercą. Jego dzieci, córka Adare, oraz dwaj synowie - Kaden i Valyn rozrzuceni są po świecie.  Adare po śmierci ojca zostaje ministrem finansów, na wyłączne życzenie ojca.

Kaden, który jest dziedzicem Nieciosanego Tronu pobiera od ośmiu lat nauki od mnichów w górskim klasztorze.  Valyn przebywa w elitarnej jednostce, w Ketralu, gdzie odbywa trudny trening a przed nim ostatnia, niebezpieczna Próba Hulla.  Każde z niech idzie własną drogą i próbuje dowiedzieć się kto zamordował ich ojca .

Ponad sześćset stron ciekawych przygód , wypełnionych intrygami, tajemnicami , zagrożeniami..

W powieści zapoznajemy się z bogactwem najróżniejszych ras, plemion, postaci, zwierząt, kreatur i bóstw.

Porcja naprawdę porządnej, wciągającej i przyjemnej lektury, dla wszystkich miłośników fantasy. 

Jak zaczną mi się kończyć propozycje fantasy , to albo zmienimy klimat , albo Gomlin zaprosi do współpracy kogoś kto czyta ciekawe romanse , sensację czy jakieś wojenne klimaty:P

Kulturalnie żegnam i życzę miłego  i kulturalnego weekendu :)



 



Czołem!

Dzisiaj na tapecie szaleni Norwegowie z Turbonegro i ich album Apocalypse Dudes. Pierwszy raz styczność z ich twórczością miałem przy okazji jackassowego spin offa - WildBoyz, gdzie jeden z kawałków został użyty jako motyw przewodni programu. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że utwór wcale nie jest o robieniu sobie jaj w dżungli, a o pizzerii i pizzy. I tak w sumie wygląda większość tekstów, bo Turbo się nie bawi w ambitne liryki, ma być śmiesznie, często obrzydliwie i generalnie niepoprawnie politycznie. Zresztą sprawdźcie sobie tytuły z tego jak i innych albumów. Tak zatytułowane utwory nie mają prawa być poważne.

Sama muzyka jest bardzo energiczna z punkowym zadziorem i przybrudzonym brzmieniem. Chłopaki umieją zagrać kawałki wpadające w ucho i zapadające w pamięć. Solówki soczyste i wywołujące ciarki na plecach. Bardzo bezpośrednia muzyka. Czuć ducha Motorhead.

Na wyróżnienie zasługują takie kawałki jak The Age of Pamparius (wcześniej wspomniany kawałek o pizzy), Prince of The Rodeo, Are You Ready, czy Humiliation Street.

Do następnego


 




Simon Bisley to jeden z tych rysowników, których się uwielbia lub wręcz nienawidzi. Jednak bez jego wkładu największy antybohater uniwersum DC nie zdobył by takiej popularności na świecie, a w Polsce nie stałby się wręcz postacią kultową.

Lobo: Portret Bękarta to komiks, który zbiera trzy najbardziej cenione historie o Lobo, które dały mu status legendy. Mowa tu oczywiście o: Lobo: Ostatni CzarnianinLobo powraca i Lobo: Paramilitarne Święta Specjalne.

W pierwszej opowieści Lobo otrzymuje zadanie eskortowania starej , zrzędliwej nauczycielki, która w trakcie długiej wędrówki zatruwa mu życie. W drugiej nasz antybohater ma za zadanie zlikwidować najniebezpieczniejszego zabójcę, lecz sam zostaje podstępnie zabity. Jednak po śmierci niebo nie chce go przyjąć, a w samym piekle mają go po prostu dosyć. Co doprowadza choćby do tego że w wyniku reinkarnacji staje się kobietą. Natomiast w trzeciej historii Lobo dostaje zlecenie na zabicie Świętego Mikołaja, co doprowadza do wielu absurdalnych sytuacji.

Sam komiks nomen omen świetnie wydany do czego zdążył przyzwyczaić już nasz wydawca, pochłania się za jednym posiedzeniem. Rysunki Bisley'a tylko podkreślają absurdalność zawartego w komiksie czarnego humoru, podszytego odpowiednią dawką brutalności. Dzięki czemu niejednokrotnie rechotałem na głoś śmiejąc się na widok tego co można ujrzeć na kartkach tych kultowych opowieści.  Tym samym potwierdzając, że te historie mimo swoich lat na karku, nie zestarzały się wcale i potrafią do dzisiaj bawić tak samo, jak wówczas gdy po raz pierwszy na naszym rynku wydawał je choćby TM-Semic.

Komiks jak najbardziej warty polecenia.


 




Achuj !

 U mnie wikińskie tematy za sprawą sagi "Zaprzysiężonych", na początek idzie "Skarb Attyli, a dla Was widoczek w tym klimacie Epic Fantasy Landscape Concept





I to już wszystko na dziś! Mam nadzieję, że się kulturalnie odprężyliście ;) Dziękuję moim wszystkim gościom, którzy dołożyli dziś rękę do ukształtowania publikacji i oby dobra passa kulturalnych polecanek na ppe nie miała końca!

Jeszcze raz dziękuję Grifterowi za współpracę oraz P-chan'owi  za jej podjęcie. Tyskiemu za przyjęcie zapro a Groszowiczom za nieustanny udział w tworzeniu kultury!

I oczywiście THX dla stałych czytelników i komentatorów, niech kultura będzie z Wami!

Pozdr, Gom




 

Tagi:

Oceń notkę
+ +24 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +147 -
Gomlin
Ranking: 26 Poziom: 78
PD: 60039
REPUTACJA: 36033