SKLEP

Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88
Gomlin Gomlin 23.02.2018, 12:42
Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #45
287V

Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #45

Hej hej hej!
Witam serdecznie i z kulturalnym zacięciem! 45 odsłona cyklu to jest coś czym można się chwalić - a my jedziemy jeszcze dalej ! Jaki jest cel ? 100 odcinków i jeszcze więcej :) Póki co zapraszam do 45 ^^



Niepełna kultura...

Zawsze mówią, że kiedyś musi być ten pierwszy raz... Niestety tym razem nasze doskonałe Sokole Oko nie okiełznało wroga jakim jest czas - a właściwie jego brak i nie udało się podesłać tekstu Takie życie ale jedziemy dalej wyczekując poprawy na przyszłe odcinki! :) Dzisiejszym gościem jest Solitary, któremu dziękuję za występ - jedziemy dalej!



Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:


CZYTADŁO


Już bez obrazka bo pewnie te Tytusy i Romki biją po oczach z odcinka na odcinek. Ja jestem osobiście coraz bliżej sięgnięcia na poważnie Wrót Baldura - a zaraz gdy zakończę ten cykl wezmę się za coś co spadło na mnie jak grom z jasnego nieba...

Taką oto kolekcję sprezentowała mi rodzina podczas odwiedzin w środku tygodnia. Prawda jest taka, że nigdy nie przeczytałem sagi o młodym czarodzieju chociaż filmy widziałem wszystkie. Tyle razy jednak słyszałem, że taki i taki wątek nie jest w ogóle ujęty w filmie, że w sumie nie mam nic przeciwko by to nadrobić. Tylko...kiedy? Bo na pewno nie teraz...może po Świętach Wielkanocnych ?


MUZYKA


Kawałek ten to dla mnie trochę klasyka młodych lat:

Boney M. - Ma Baker (Sopot Festival 1979)


FILM


Wierzcie lub nie ale od ostatniego tygodnia jestem po 4 pierwszych częściach (z tym, że Tokio Drift oglądam jako część 7 zgodnie z eeee fabułą...) szybkich i trzymam się na nogach. Był to jednak wstęp do prawdziwego odmóżdżenia jakie mnie czeka w ten weekend bo jak już wspomniałem poziom absurdu rośnie niemiłosiernie... Nie będę jednak ukrywać, że filmy oglądam z kumplem i mamy niezłą bekę ;)



Ode mnie to na tyle tego weekendu i w tej chwili zapraszam do wypocin mojego gościa i 3-groszowiczów ^^




Na początku pragnę powitać szanowną brać "Kulturoweekendowców", a także podziękować imć Gomlinowi za włączenie mnie
do tego zacnego grona.


 


FILM

 


Ja w weekendy nie potrafię sobie odmówić "celuloidowych maratonów", które uskuteczniam już od kilku ładnych lat. Często bywa tak, że przypominam sobie filmy z różnych okresów mojego życia, ale też i tak że oglądam nowości, filmy amatorskie (bez skojarzeń), albo po prostu chodzę do kina, by na bieżąco być z tematem.

W ten weekend zamierzam przypomnieć sobie Lęk pierwotny w reżyserii Gregory'ego Hoblita z Richardem Gerem, oraz Edwardem Nortonem. Choć powinienem był napisać EDWARDEM NORTONEM, gdyż gość w tym filmie przechodzi samego siebie (coś jak Ledger w "Mrocznym Rycerzu"). Akcja dzieje się w Chicago, gdzie zostaje zamordowany arcybiskup.
Podejrzenie pada na młodego ministranta (w tej roli właśnie genialny Norton), a jego obrony podejmuje się najbardziej arogancki adwokat w mieście. "Lęk pierwotny" to thriller przez duże "T", końcówka wręcz wgniata w fotel i choć niektóre wątki się dłużą, to jednak nie można przejść obok tego filmu obojętnie.

 

 

 

Drugim filmem, który pragnę sobie przypomnieć, jest Stalker Andrieja Tarkowskiego, luźno oparty na powieści "Piknik na skraju drogi" braci Strugackich.

W zasadzie należałoby rzec, że wspólne elementy obu tych dzieł to tylko Zona, rzucanie przedmiotami dla sprawdzenia czy nie ma w pobliżu anomalii, oraz samo słowo "stalker", oznaczające kogoś w rodzaju poszukiwacza, przewodnika. Znakomite zdjęcia, wspaniała atmosfera - to właśnie zapamiętałem z mojego pierwszego seansu. Jak będzie tym razem? Zobaczymy.

 


MUZYKA


I na zakończenie - muzyka. Polska. Taką uwielbiam. Znamienne, że frontman zespołu przed koncertem w małej miejscowości leżącej zaraz obok mojej został w ogóle niezauważony, gdy przechadzał się luźno przed sceną... Znak czasu, ot co.


Pozdrawiam wszystkich czytelników, oraz współredaktorów tego wspaniałego cyklu;)! Trzymajcie się gorąco!




Miałem w tym tygodniu jeden dzień urlopu (w związku z chorobą) i przez tę anomalię nie tylko nie obejrzałem tego, czego chciałem, ale nawet zapomniałem, że dziś mija deadline na ten tekst. Cofnę się więc do filmu, który widziałem już zeszłym tygodniu, ale myślę, że warto, gdyż to bezsprzecznie jeden z najbardziej wartościowych obrazów jaki widziałem w tym roku i czołówka lat ostatnich (ocenę 9/10 wystawiłem w ostatnich kilku latach niewielu filmom). Przed państwem – „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”.

Zapewne doskonale wiecie o co chodzi. Matka nie może doczekać się wyjaśnienia sprawy gwałtu i zabójstwa swej córki, więc stawia billbordy, na których oskarża policję o zaniechania. To początek lawiny, która będzie mieć wpływ na resztę bohaterów tej opowieści. Nie myślcie jednak, że Mc Donaugha interesuje standardowy i banalny kryminał w stylu – „kto zabił?”. Jego zawsze interesują tylko postaci o których opowiada…

Najpierw był świetny ‘In Bruges’ (u nas niefortunnie przetłumaczony z plakatowego tagline’u jako „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj”), później znacznie mniej udany „7 psychopats” – o ile jednak można je potraktować jako solidną zgrywę i kanonadę świetnych dialogów (gość pracował nad sztukami teatralnymi, a jak wiadomo, tam słowo pisane jest bardzo ważne), tak tym razem zaserwował nie tyko czarną komedię, jak to ma w zwyczaju, ale też naprawdę przejmujący dramat, kino społeczne (skojarzył mi się Mike Leigh) oraz portret południowych rednecków, ze wszystkimi swymi fobiami i uprzedzeniami. Wyszła mieszanka wybuchowa, petarda…

Zaręczam, że dawno w kinie nie widziałem tak świetnie nakreślonych postaci, gdzie każdy budzi w nas ambiwalentne uczucia. Tu nawet nie potrafimy stanąć po stronie cierpiącej matki, bo zachowuje się jak zołza i rasowa psychopatka. Nie skreślimy też nieudacznika i rasisty, bo okaże się, że pod płaszczykiem gniewu i nienawiści do innych, skrywa się zwykłe dziecko, pełne niepewności i wrażliwości. Duża oczywiście w tym zasługa aktorów – tutaj, oklaski na stojąco dla każdego aktora z każdego planu (nawet trzecioplanowa, prześliczna Samara Weaving, zabija sceną w restauracji), ale Martin wepchnął w ich usta tak cudne dialogi, że nie dało się tego spieprzyć.

Wielki film, z cudownym morałem - "Możesz się buntować, możesz być zły na cały świat, ale kiedyś, pewnego dnia nadejdzie ten czas, że będziesz musiał...odpuścić". Prawda, którą zawarł McDonaugh w swym filmie, to jedna z najbardziej wartościowych rzeczy jaką kino zaskoczyło mnie od dawna. Wstyd się nie zachwycić.





Siemano kulturalne !

Zanim mi się skończą pomysły to chcę jeszcze polecić bardzo ciekawy cykl Terrego Goodkinda pt. "Miecz Prawdy" - zacznijmy od pierwszego tomu czyli "Pierwsze Prawo Magii" - przez jakiś czas była to moja ulubiona seria , autor naprawdę miał sporo fajnych pomysłów które umieścił w swoim cyklu - przyznam że nie wszystkie tomy trzymały równie wysoki poziom co dwa pierwsze tomy , ale czytało mi się to bardzo dobrze i jeśli ktoś nie ma uczulenia na magię i miłość, trochę życiowych prawd , to może przeżyć bardzo ciekawe przygody , Przygody w których występuje ból, gniew, zemsta , władza , miłość , honor , wolność i szlachetność. Przyznać trzeba, że tutaj dobro jest dobrem, a zło jest złem, a granica między jednym a drugim jest niebezpiecznie śliska, niemal nieuchwytna.

Główny bohater to Richard Cypher który jest skromnym przewodnikiem leśnym a który w wyniku różnych wydarzeń zostaje Poszukiwaczem Prawdy ..

 

"Ludzie są głupi, uwierzą w kłamstwo, albo dlatego, że chcą, by to była prawda, albo też dlatego, że boją się, iż to może być prawda."

Czasem jest może trochę naiwnie ale ogólnie warto to sprawdzić jeśli jest się fanem fantasy.

Na dzień dzisiejszy to cykl liczy 17 części plus ostatnia książka której akcja dzieje się w tym samym uniwersum.

Powstał nawet serial którego fabuła bardzo luźno opiera się na wydarzeniach książki - przyznam że jakoś mnie nie porwał i obejrzałem tylko kilka odcinków..

 

Pozdrawiam i do następnego kulturalnego spotkania:)



 



Czołem!

Czasem człowieka dopada chęć posłuchania czegoś prostego, nieskomplikowanego. Nie da się żyć wyłącznie technicznym metalem (na całe szczęście) i zdarza się tak, że trzeba odpalić sobie coś do zwykłego potupania nogą. Mnie taki stan dopadł, dlatego włączyłem album AC/DC - Back in Black.

Co ciekawego na płycie? Masa energetycznych utworów, gdzie nie trzeba niczego analizować, a wystarczy tylko cieszyć się prostym i przyjemnym rock & rollem. Riffy, które zapadają momentalnie w pamięć i które od razu pozwalają zidentyfikować z kim mamy do czynienia. Solówki Angusa bezbłędne. Rozkrzyczany wokal Johnsona. Wszystko na swoim miejscu.

Zawsze kiedy słucham tego albumu czuję jakbym siedział za kierownicą starej Impali, sunąc po bezdrożach, mijając w oddali jakieś zapadłe, amerykańskie dziury. Dla dopełnienia obrazu można dodać jeszcze szeryfa-wsioka, próbującego pojazd zatrzymać :)

Ciężko mi tutaj wyszczególnić najlepsze utwory, bo całą płytę uwielbiam, ale do top 3 wrzuciłbym Back in Black, Givin the Dog a Bone i Rock and Roll Ain’t Noise Pollution.

Gorąco polecam i do następnego!


 




Achuj REPIP!

Wracaj szybko z sokolim okiem! [dop. Gom]


 




I tak ponownie dojechaliśmy do zakończenia odcinka o kulturze. Niestety odcinek dużo traci bez naszego Sir Daniela. Nie ma jednak co rozpaczać i pozostaje wypatrywać kolejnych widoczków w następnych odcinkach. Dziękuję moim pozostałym stałym bywalcom w kulturowym blogu jak i użytkownikowi Solarity :) 

Właśnie w taki sposób wspólnymi siłami buduje się ten super cykl! Dziękówki lecą również tradycyjnie dla stałych (nowych również ^^) czytelników i komentatorów!

Pozdr, Gom




 

Tagi:

Oceń notkę
+ +22 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +133 -
Gomlin
Ranking: 24 Poziom: 73
PD: 49997
REPUTACJA: 29522
Miesięcznik PSX Extreme