Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88

Gomlin Gomlin 19.01.2018, 10:08
Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #40
261V

Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #40

Zaskoczeni ? Ja również ! Ni z gruchy ni z pietruchy - na spontanie - postanowiłem na lekkie odświeżenie kulturowego bloga i podciągnąć go do wersji 2.0! Co w nim nowego? Zapraszam do środka!



Witam w kulturze 2.0! Blog przeszedł lekki lifting graficzny a i sama treść jest wzbogacona o dwóch nowych stałych gości, którzy to idąc śladami Repipa, będą co numer dorzucać swoje trzy grosze na temat polecanego filmu oraz książki. W związku z tym witam na pokładzie Filmowego Speca - Griftera oraz Maniaka Czytadła - ManoWara!

Dzisiaj gościem zaproszonym jest użytkownik @ Valoo 

Zapraszam więc do ukulturalniania się!



Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:


CZYTADŁO


Z Repipem umówiliśmy się i zrobiliśmy dobrego deal'a. On z bólem w sercu sprzedał mi swoją kolekcję Wrót Baldura a ja z radością w sercu ją kupiłem ;) Skoro to były jego (a teraz moje) skarby to chyba się nie obrazi o zapożyczenie fotki z RnG - swoją drogą ciekawskich zapraszam do zapoznania się z opinią (swoją drogą niezbyt zachęcającą :P ) Rep'a o wspomnianej trylogii, za którą na dniach będę się zabierać! Link tutaj



Reszta weekendu obejdzie się kulturalnym smakiem ponieważ mam wyjazd do rodziny a tam z kulturą bywa różnie...

Teraz jednak oddaje głos dla mojego gościa odcinka:




 


Dzięki uprzejmości Gomlin'a zostałem zaproszony do Kultury. Podzielę się z Wami jednym ciekawym filmem oraz miejscem, które ostatnio odwiedziłem.



REKREACJA/WYPAD


W pierwszy weekend stycznia przejazdem zatrzymałem się we Wrocławiu. Poza całkiem ładną starówką, poukrywanymi krasnalami, klimatycznymi kawiarniami i ozdobami świątecznymi miałem przyjemność zwiedzić muzeum. Ale nie takie zwykłe i nudne. Jest to muzeum wody, czyli Hydropolis.

Czemu akurat takie muzeum powstało w mieście nad Odrą? Bowiem woda w historii Wrocławia odgrywa istotną rolę już od jego początków. Cały budynek z przyległościami zlokalizowany jest trochę na uboczu, ale nie trzeba daleko jechać, żeby do niego trafić. Wejście zaczyna się dość niepozornie, po czym znajdujemy się w poczekalni gdzie co około (jak dobrze pamiętam) pół godziny wprowadzana jest kolejna grupa zwiedzających. Wokół rozmieszczono sporo pomysłów podkreślających tematykę miejsca. Wchodzimy do pierwszej sali razem z przewodniczką. Tutaj duże wrażenie robi globus kuli ziemskiej na samym środku basenu z wodą. Po krótkim wprowadzeniu, dalszą część sal możemy zwiedzać w dowolnej kolejności na własną rękę. Co bardzo mnie ucieszyło, bo wolę samodzielnie decydować gdzie i przy czym się zatrzymam dłużej.


Do odwiedzenia czeka nas kilka sal tematycznych. Co by nie zdradzać za wiele wspomnę tylko o sali z modelami okrętów od ogromnych lotniskowców po małe żaglowce. W kolejnym miejscu zaś nad naszymi głowami zawieszono ławicę ryb i wielkiego rekina chyba w skali 1:1. Na każdym kroku natkniemy się na interaktywne mapy, dotykowe ekrany i krótkie filmy dokumentalne. Niestety nie każdy dotykowy ekran działa jak powinien, odczuwa się sporą niedokładność tam gdzie jej się oczekuje. Ale za to twórcy muzeum wykazali się sporą pomysłowością przy ich projektowaniu. Wiele z tych sal i eksponatów przeznaczonych jest dla młodszych i starszych dzieci gdzie mogą wejść do kabiny łodzi podwodnej, dotknąć wszystkiego, sterować łodzią czy obejrzeć szkielety głębinowych stworów. A gdy trochę się znudzimy to można skorzystać ze strefy relaksu. I byłoby dobrze gdyby nie zimne plastikowe leżaki na których nie sposób się odprężyć. Trochę inaczej bym to zaplanował, a na pewno umieściłbym tutaj barek z napojami. Zaś to czego mi na pewno zabrakło to jakiegoś źródełka gdzie można zwyczajnie się napić wody. Toż to muzeum wody! 

Pomijając kilka mankamentów to fajnie jest się tam wybrać z dzieciakami, ale i dla dorosłych jest to miejsce gdzie można miło spędzić czas wygłupiając się ze znajomymi. Ogólne wrażenie mam dobre chociaż pozostaje pewien niedosyt, że można było pewne elementy zrobić lepiej i ogólnie spodziewałem się czegoś więcej. Warto odwiedzić, ale chyba tylko jeden raz. Może w przyszłości się rozkręcą, bo było kilka miejsc oznaczonych tabliczką "w przygotowaniu".


FILM


Po męczącym i chłodnym dniu we Wrocławiu wieczorem warto się zrelaksować pod ciepłym kocykiem oglądając film. Wybór padł na typowo obyczajowy, historyczny film, pozwalający trochę pożyć cudzymi problemami, ale też i nie szarpiący emocji. Mowa o filmie zatytułowanym Kamerdyner (The Butler) w reżyserii Lee Danielsa. Swoją premierę miał już dawno, bo w roku 2013, ale dobre produkcje nawet te stare zawsze warto obejrzeć.

Przenosimy się do czasów niewolnictwa w Ameryce i związanych z nimi przemianami społecznymi. Ogólnie irytuje mnie amerykańska poprawność polityczna i przewrażliwienie w kwestii rasizmu. Nie popieram oczywiście dyskryminacji ze względu na kolor skóry czy inne odmienne cechy, ale w amerykńskich filmach często aż do przesady i znudzenia wałkują ten temat. Tak więc trochę sceptycznie podszedłem do tego tytułu. Ale na szczęście bardzo umiejętnie zbalansowano wątki życia prywatnego zwykłych ludzi z przeplatającymi się wydarzeniami historycznymi w tle.
Tak naprawdę przez cały film żyjemy prywatnymi troskami głównego bohatera od lat młodości poprzez okres dorastania, wychowywania własnych dzieci aż do starości. Gdzieś tam w tle, a czasem na siłę ruchy antyrasistowskie i przemiany społeczne wplątują go w swoje wpływy i wdzierają się do jego mocno usystematyzowanego życia. Życia pod linijkę, pracowitego, sumiennego, a nawet wręcz chorobliwie pracowitego. Jego podejście do otaczającego świata jest bardzo bierne. W zupełnej opozycji do niego zaś narysowano postacie jego synów czy żony. Nasz bohater Cecil Gaines w którego rolę wciela się Forest Whitaker, wychowuje się na plantacji bawełny jako niewolnik. Tam też na jego oczach ginie jego ojciec. Dalsze życie też nie jest łatwe, ucieka z południa na północ kraju za lepszym życiem, życiem na wolności, ale wpada w niewolę bezdomności i biedy. Szczęśliwym trafem zostaje zatrudniony jako służący. Dalej dzięki swojej pracowitości i oddaniu awansuje aż dostaje propozycję pracy kamerdynera w Białym Domu. 

Pomimo, że film porusza bardzo trudne i drażliwe kwestie to robi to w sposób bardzo delikatny i ze smakiem. Nie oskarza ani nie rozlicza. Pokazano różne strony i podejścia ludzi z tamtych czasów. Białych obywateli nie przedstawiano tylko w złym świetle. Tak samo ukazano różne, czasem błęne postawy czarnoskórej społeczności. Dość powiedzieć, że reżyser podjął się trudnego zadania przybliżenia historii kolorowej spoleczności Ameryki. Bardzo w tym pomagają aktorzy, których gra i kreacja bohaterów jest świetna. Postacie zarysowano wyraźnie i nie rozmywają się w natłoku licznych wydarzeń. Przez całą akcję filmu odczuwamy, że niewolnictwo i dyskryminacja społeczna wisi w powietrzu. Niby nasz bohater ma własny dom i samochód, posłał syna na studia, to jednak cały czas obawia się o swoje bezpieczeństwo. Pomimo to tak naprawdę film tworzą czysto obyczajowe sceny. Owszem konflikty rasowe mogą wywoływać emocje, ale najważniejsze jest życie naszego bohatera. To jak w tym powiedzeniu, że gdy giną miliony to tylko statystyka, a gdy ginie jednostka to jest to  tragedia. Tak samo jest tutaj. Problemy rodzinne, kłutnie z żoną, wychowanie dzieci, problemy w pracy. To wszystko tworzy film i chwyta za serce. Reszta jest tłem. Pretekstem do kreowania wydarzeń i prowadzenia bohatera przez kolejne wyboje życiowe.

Film bardzo przyjemny, świetna naturalna gra aktorska, tematyka bez nadęcia gdzieś tam przemycana w tle. Typowo obyczajowy film na wieczór, ale z drugim dnem. Polecam.




Na kolana chamy, śpiewa Lucjan Pavarotti! Wpadłem tu was odchamić, a w zasadzie ukulturalniać w obrębie kina i seriali. Będę pisać co ostatnio przewinęło się na moim TV, dając wam znać co warto, a czego nie warto obejrzeć. No to lecimy...

Pomysł na ‘Hitman’s Bodyguard’ być może prezentował się nieźle – zróbmy pastisz Bodyguarda i tego typu kina o ochroniarzu, jego kliencie, i złych dybiących na ich życie. Wrzućmy tam Samuela L. Jacksona, któremu każemy zaintonować słowo „motherfucker” na 100 różnych sposobów. Dorzucimy trochę strzelanin i pościgów. I będzie fajnie. Nawet trailer zapowiadał niegłupią zabawę. Ale fajnie nie jest. Życie jak zwykle zweryfikowało plany…

Scenarzysta, którego dotychczasowy dorobek ogranicza się do napisania telewizyjnego, sensacyjnego gniota, nie wiedział czy pisze komedię, czy dramat. I tak radosne „pośmiechujki” i kanonada rzucanych "kuref" (także licznych w wersji hiszpańskiej) kontrastuje ze scenami typu mordowanie kobiety z dzieckiem i fabułą o ludobójstwie. No i rozumiem indolencję Amerykanów w stosunku do reszty świata, ale co powiecie na fabułę, w której prezydent Białorusi (wymęczony Gary Oldman, który nawet nie udaje, że chodzi mu wyłącznie o czek) własnoręcznie morduje ludzi (sic!), odpowiada za ludobójstwa, a do dyspozycji ma setkę najemników mówiących po rosyjsku (a kto by się tam przejmował, że to inne języki?), którzy w dwudziestu potrafią nagle wyskoczyć w środku europejskiego miasta i zrobić burdę. Ciężko ogląda się te głupoty. Od słuchania również robi się z czasem słabo, bo po tym jak bohaterowie rzucą kilkoma sucharami i przekleństwami zaczynają opowiadać, jakie życie jest okrutne, jakie mieli traumatyczne dzieciństwo (Jackson), czy że główny bohater stracił miłość swego życia i chciałby ją odzyskać…uszy więdną.

Samuel L. Jackson wciąż ma nielichą zabawę z takich ról, ale jeśli już naprawdę chcecie posłuchać uroczych fucków wychodzących z jego ust obejrzyjcie jeszcze raz dowolny film Tarantino. „Hitman’s Bodyguard” zwyczajnie odpuście.





Kulturalne siemano !

Twórca tego kulturalnego cyklu blogów , słynny Gob..tfu Gomlin namówił mnie do ścisłej współpracy w celu odchamiania społeczeństwa (czytaj społeczności PPE:)  - żebyście na starość mogli i wiedzieli jakie bajki i jakie opowieści warto przekazać Waszym wnukom - jeśli chcecie wiedzieć o czym rozmawiają barbarzyńcy wieczorem przy ognisku pod gwiazdami - to zapraszam do lektury:)

Dziś zachęcam do zapoznania się z pierwszym tomem cyklu "Pamięć ,Smutek i Cierń" którego autorem jest amerykański pisarz Tad Williams - "Smoczy Tron" - taki tytuł nosi pierwszy tom , ponad 800 stron niezwykle ciekawej historii , piękna i fascynująca kraina Osten Ard wraz magicznymi mieczami , elfami,starym zapomnianym bohaterem , młodym i niezdarnym Simonem , czary, magia, tajemnice , miłość,intrygi i wojna - znajdziecie tutaj to wszystko , a nawet dużo więcej..stare, dobre, klasyczne fantasy w najlepszym wydaniu.Książka spora, ale czyta się przyjemnie i szybko .

Lubicie przygody ?

Osten Ard czeka - wystarczy tylko zrobić pierwszy krok i wyjść za próg...nie zapomnijcie tylko zabrać ze sobą solidnego miecza i odrobiny odwagi:)

Dziękuję za uwagę i do następnej opowieści :)





Achuj!

Gomlin informuje poprzez gołębie pocztowe, że rusza w 2.0 z kulturą i że ogólnie tłoczno tu teraz będzie. No nic, idzie nowe a ja Wam po staremu posmęcę o tym o mi w oko wpadło. Małe podsumowanie wypraw z minionego roku, czyli Beskid Mały o zachodzie słońca po ulewnym deszczu - klimat jednorazowy!





I tak oto dojechaliśmy do końca odświeżonej kulturki. Mam nadzieję, że podobają Wam się zmiany  w odsłonie 2.0 - zarówno od strony graficznej jak i "gościnnej" Dziękuję Grifterowi i ManoWarowi za pomoc i podjęcie współpracy, Repipowi, który nieustannie podsyła teksty od początku serii oraz ukłon dla @ Valoo za udział w roli gościa głównego.

Do tego łapka w górę niczym na fejsiku dla każdego wiernego czytelnika i komentatora tego cyklu!

To na tyle. Jeżeli są jakieś sugestie, porady itp w sprawie kultury 2.0 to chętnie przeczytam!

Pozdr, Gom

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +16 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +147 -
Gomlin
Ranking: 25 Poziom: 78
PD: 58862
REPUTACJA: 35418