SKLEP

Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88
Gomlin Gomlin 13.09.2017, 19:58
Retro Game Back #0
202V

Retro Game Back #0

                                                                                     R-G-B
 

GOMLIN


Witam wszystkich w moim nowym blogu. Tym razem na warsztat biorę nasze powroty do retro gier jakich dokonujemy by odpocząć od natłoku wylewającej się grafiki w 8k, 320 fps'ów i innych wodotrysków. Na bok wszelkie dej-łan-pacze, które psują radość z gry i powrócić do zaginionej już wygody pt. "włóż grę i graj"

Na łamach cyklu chciałbym zapraszać gości, którzy będą się z nami dzielić retro grami do których aktualnie wracają lub mają zamiar powrócić. Oczywiście ciężko jest określić tą cieniutką granicę "gdzie się kończy retro", także wybór gier chciałbym ograniczyć do szóstej generacji - włączając w to gry na PC do końcówki 2005 roku. Jeżeli chodzi o handeldy to PSP i DS to ostatnia furtka. Cykl na pewno będzie ewoluował bo sam jeszcze nie mam na niego formuły. Może wypróbuje się kilka wariantów typu: 1 gość - 1 obszernie opisana gra czy może kilku gości i krótkie propozycje? Zobaczymy w praniu jak to będzie. Będę bardzo wdzięczny jeżeli znajdą się ochotnicy, którzy sami się zgłoszą ze swoim tekstem bym nie musiał nieustannie zapraszać na chybił-trafił. Liczą się Wasze wspomnienia, to za co kochacie dany tytuł, jego opis waszym okiem, ciekawostki i historie z nim związane. Nie ma sztywnych zasad piszecie jak lubicie ;) Częstość bloga zależy od ilości chętnych - jeżeli znajdzie się ich odpowiednio dużo to cykl może będzie nawet cotygodniowy. Póki co - dla przykładu - ja przedstawię od siebie grę do której na dniach wracam by odgonić od siebie wszelkiej maści cyferki na rzecz wygody, wspomnień i przyjemności grania ;)


 

Moje młodzieńcze lata to pewien okres miłości do PC-ta. A co wtedy królowało na moim dysku? A no przygodówki point&click. Do dzisiaj pamiętam dzień kiedy z kumplem graliśmy na kompie podczas moich 13 imienin zalewając gardła pysznym Piccolo. W co graliśmy? Nie pamiętam - ale w ten prosto z pracy wraca ojciec, wpada do pokoju składając życzenia a pod pachą prezent - duże pudło box:

 

 

Moja reakcja była pełna radości a mina zazdrosnego kumpla, gdy otwierałem duże pudło - bezcenna. Z resztą sam robiłem identyczną minę, gdy jakiś kumpel dostał nową grę  - magiczne czasy dużych pudełek. Cena 79,90 w tamtych czasach to nie w kij dmuchał. Dzieciaki (w tym ja) godzinami mogli dziękować za taki prezent, heh. Dzisiaj przeciętny nastolatek dostanie bez okazji stówę i nic sobie z tego nie robi...

Grę dostałem jakieś pół roku po premierze. Skąd ojciec wiedział, że miesiąc wcześniej (u innego kumpla) ograłem Hokus Pokus Różowa Pantera ? Do dzisiaj tego nie wiem ale wyczucie było nieziemskie. Niestety człowiek nie doceniał tego co ma w rękach i sam "box" po pół roku wylądował w koszu ze świętym przekonaniem "po co mi karton".

Dzisiaj przetrwała sama płytka w pudełku typowego CD-ka, z okładką - która jednocześnie pełni rolę mini instrukcji:

Na PC teraz nie gram praktycznie wcale. Wszystko kręci się wokół konsol - ale PC jednak przydaje się do powrotu do starych dobrych gier, których na konsoli nie uświadczymy. Miałem obawy czy nie będzie problemu z uruchomieniem ale ta mimo swoich lat na karku zaskoczyła bez najmniejszych problemów. Jedyne co to musiałem uruchomić w zgodności z XP bo coś dźwięk miał dziwne brzęczące echo... Gra uruchamia się w rodziałce 640x480 i rozciąga na całt ekran. O dziwo czas jej nie zaszkodził aż tak bardzo i nawet w tej rozpikselowanej rozdzielczości na 49" Tv prezentuje się całkiem znośnie. Powiem więcej - gdy ją odpaliłem i ponownie się wciągnąłem w jej klimat - grafika w ogóle mi nie przeszkadza.

Gra prezentuje się tak jak ją zapamiętałem i sprawia tyle samo przyjemności co przy pierwszym uruchomieniu. Wraca magia gier point&click - lekkie, z poczuciem humoru gry jakich teraz na rynku próżno szukać. Gra jak wiele innych z tego gatunku w tamtych latach dostała świetny polski dubbing - i wcale nie przeszkadza brak zgodności między ruchem ust a wymawianymi kwestiami. Pazura odwalił kawał świetnej roboty wcielając się w różowego bohatera - a cała reszta postaci dotrzymywała mu kroku.

Nie ma zbytnio co rozpisywać się o rozgrywce, bo ta jest uproszczona do minimum i w sumie bdb. Mamy kursora i z zaciekłą ciekawością klikamy na wszystko co możliwe by usłyszeć jakiś dialog lub popchnąć akcję do przodu.

Czy gra dla dzieci była trudna do przejścia ? No pytanie - bez solucji nie podchodź! Takie było motto tamtych lat w tego typu grach - nie raz i nie dwa sięgało się po jakieś wskazówki, porady czy pełne solucje w Komputer Świat Gry czy innych czasopismach - nie mylić z internetem. W internecie to się szukało gołych pań...a potem męczyło z wirusami...

 

Z perspektywy czasu zagadki sprawiające kiedyś problemy teraz są raczej oczywiste (poza sytuacjami "klikaj wszystkim na wszystko"). Te jednak po latach trzymają się całkiem dobrze - chociaż mało co pamiętam a póki co jestem po godzince luźnej gry. Samą grę zapewne idzie przeskoczyć w ok 3-4h a może i nawet w 1-2 jak ktoś wie co i jak i będzie leciał niczym struś pędziwiatr do zakończenia.

To co mi się podobało w grze to występowanie w niej tzw. CAP'a ( Cyfrowy Asystent Pantery) będący taką małą encyklopedią z informacjami o odwiedzanych krajach - ich kultura, nawyki itp. Jako dzieciak wtedy to naprawdę się doceniało - przyjemna gra z pożytecznymi informacjami - które łatwo same wpajały się do głowy. Idę o zakład, że nawet teraz stare byki mogliby z niej co nieco wynieść, heh.

Fajną opcją był też wybór piosenek do dowolnego odsłuchania. Tych w grze było kilka powiązanych tematycznie z fabułą i odwiedzanymi krajami. Dziś nie słucha się ich już z takim zaangażowaniem jak kiedyś. Na pewno jednak mogę powiedzieć, że kiedyś się podobały a dziś wykonanie uważam za dobre, które bez problemu mogą młodszym wpaść w ucho. Będąc jednak szczerym...jedna z piosenek była w mojej głowie do dziś, heh. Nawet nie kojarzyłem, że to właśnie jej melodie sobie potrafiłem raz na ruski rok zanucić...

Co by tu więcej dodać? Z całą pewnością mogę ją polecić każdemu kto zagrywał się w point&click'i w tamtych latach - chociaż taka osoba na pewno grała już w obie części różowego detektywa i im polecać gry raczej nie trzeba. Zatem każdemu kto nie grał polecam - warto odstawić pogoń za $ w dzisiejszych grach i na rozluźniające (zwłaszcza jesienne) wieczory - gra jest jak znalazł.

The Pink Panther: Passport to Peril (PC)
Producent: Wanderlust Interactive
Wydawca: Simon & Schuster Inc.
Wydawca w Polsce: CD Projekt
Data premiery: 15 sierpnia 2000
Data premiery w Polsce: 26 kwietnia 2001
Wersja PL: Pełna
Gatunek: Detektywistyczna
Nośnik: 1 CD

 


A jak tam u Was? Wracacie do gier z dzieciństwa? Ogrywacie ulubione klasyki by oderwać się od dzisiejszego zapędu?

Osoby, które mają czasem dość dzisiejszych gier i zatapiają się w nostalgicznych wspomnieniach z tytułami sprzed lat - zapraszam na pw by podzieliły się swoimi powrotami do retro szpili - bez względu na platformę byleby trzymać się mniej więcej podanych przeze mnie wytycznych. To od Was zależy czy ten blog ma dalszą rację bytu - czy chcecie czytać o growych wspomnieniach i czy macie chęci sami się nimi podzielić ;)

Zapraszam do komentowania,

Pozdr, Gom.


 

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +30 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +93 -
Gomlin
Ranking: 32 Poziom: 69
PD: 41513
REPUTACJA: 22418
Miesięcznik PSX Extreme