Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88

Gomlin Gomlin 28.07.2017, 13:13
Kultura na weekend [ BEZ GRANIA ] #15
294V

Kultura na weekend [ BEZ GRANIA ] #15

    5,10,15 ! To już piętnasta odsłona kulturowego cyklu! Kolejny piątek, kolejny weekend i jak zwykle zapraszam na kulturalną blogową dawkę tekstu ! 

     Wakacje pełną parą - choć właściwie to już półmetek. Chciałbym powiedzieć, że obecnie wygrzewam swoje 4 litery na plaży rozglądając się dookoła podziwiając górki i pagórki przykryte skąpymi strojami kąpielowymi... Niestety polskie lato daje w kość i ostatnie 3 dni padało.. Dziś jednak pogoda się klaruje a ja jeszcze mam tydzień przed sobą - także mam nadzieję, że jeszcze jakoś to sobie odbiję ;) 


 

Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:

Książka:

Tak jak wspominałem - nic się nie zmienia :) Diablo i Pan Lodowego ogrodu umilają mi te paskudne deszczowe dni :)

Film:

Z filmów, które zabrałem ze sobą został mi już tylko Jestem na Tak. Co będę dalej oglądać? Na szczęście nie jestem skazany tylko na tv. Jak to nad morzem bywa - masa budek z różnościami, a w tym kiermasz gazet,czasopism i dodatków do nich. Po 4-5 zł mam od groma dvd do wyboru także teraz poleci La La Land i Pacific Rim 

Rekreacja:

Chociaż z pogodą nie jest najpiękniej to i tak sam sobie zadaje kopa i wypuszczam się na spacery po plaży. Morze to moje ulubione miejsce do wypoczynku. Mogę zabrać ze sobą leżak wieczorną porą, usiąść i godzinami patrzeć i wsłuchiwać się w szum fal - zajebiście odprężające. Niebo zachmurzone i gwiazd nie pooglądałem ale miło jest wypatrywać statku na morzu.

 

 


A teraz głos dla użytkownika Mashi1986:


 

Cześć Wam!

Dzięki Gomlin za zaproszenie, choć po „emisji” tego odcinka pewnie stwierdzisz że to Twój największy portalowy błąd (śmiech).

Z kulturą u mnie ostatnio nie jest za bogato, wszak wykańcza mnie (dosłownie) efekt „poprzeprowadzkowy”. Nie wiem jak to jest, ale człowiek chyba nigdy nie skończy budowy własnego domu. Zawsze jest coś do zrobienia i kiedy wydaje Ci się, że dobiłeś do 100% to nieoczekiwanie pojawia się jakaś rzecz, która…a cholera – nawet nie chce mi się już o tym myśleć.

Także biorąc pod uwagę powyższe – tekst do „Kultury” piszę z ogrodu, nijako z doskoku pomiędzy rozwożeniem kolejnych taczek z ziemią po terenie działki. Jest błogo (i błoto), więc jedźmy!

 


FILM


Mimo mojego pozornego „zaawansowania” technicznego (tak mi się przynajmniej wydawało), jestem całkowicie na bakier z aplikacjami filmowymi. Dopiero poznaje ich uroki, wady i zalety. Idąc drogą stopniowego poznawania nowego, nie rzuciłem się na głęboka wodę (Netflix), a postanowiłem jedynie zamoczyć się do kostek. I tak na moim telewizorze (i 4 innych urządzeniach) wylądował Showmax (dzięki temu, że mam telefon w Play to usługa jest bezpłatna przez rok). No i się zaczęło…

 

Osaczona

Naomi Watts, wciela się w rolę młodej Pani psycholog, wiodącej dość spokojne i zwyczajne życie, które w jednej chwili zamienia się w koszmar. W wypadku samochodowym ginie jej życiowy partner, a poważnie ranny syn staje się praktycznie warzywem, dla którego od tej chwili główna bohaterka poświęca całe swoje życie. Karmi go, przebiera, myje – wykonuje praktycznie każdą czynność. Jest u kresu swych sił, dopadają ją nocne koszmary. Kobieta przez lata mieszka sama na odludziu, gdzie prowadzi własny gabinet dla małych pacjentów. Dziwne…

Pewnej nocy w jej domu (ciekawe skąd?) zjawia się jeden z jej małych podopiecznych i tak to wszystko zaczyna się kręcić. Watts niemal do końca filmu próbuje walczyć sama ze sobą. Odchodzi od zmysłów – nie wie, czy to co się dzieje to jej paranoja, czy rzeczywiście doświadczyła jakiejś nadprzyrodzonej obecności. Napięcie, które na początku filmu fajnie zaczęło się budować, w pewnej chwili rozpada się i przechodzi do historii…

Zwrot akcji – bo ten musi się pojawić w tego typu ekranizacjach – dla doświadczonego widza jest wyczuwalny z kilometra i łatwo się domyślić co może się wydarzyć. Szkoda, bo wydawać by się mogło że coś z tego będzie. Niestety – film do zapomnienia, choć jeżeli ktoś lubi takie zimowe, nieco psychologiczne klimaty może dać mu szanse. Dla mnie KLAPA.

 


CZYTADŁO


Kiedy ja coś czytałem? Z pół roku temu? Może więcej. Lektura to kolejna ofiara mojego ciągłego braku czasu. Kiedy jednak autor cyklu poprosił mnie o napisanie kilku zdań, jakoś się zawziąłem. Nalałem szklaneczkę, przyciemniłem wszystkie światła poza nocną lampką i wsiąkłem…

 

EGZEKUTOR 

Polubiłem Chrisa Cartera za „Kurucyfiks”. Lubię takie klimaty. Doświadczony, zmęczony życiem glina i seryjny morderca, który wykańcza swoje ofiary w sposób niezwykle brutalny. W tych opowieściach śmierć nie jest nagła. Ma trwać jak najdłużej i sprawiać niewyobrażalny ból…

Robert Hunter to stary wyga z L.A. Od małego smyka cierpi na bezsenność. W wieku siedmiu lat zmarła jego matka, więc nigdy nie miał lekko. Jednak zaakceptował stan rzeczy i do funkcjonowania na jako takim poziomie wystarczą mu 3, 4 godziny snu. Dla normalnego człowieka to niebywałe, dla doświadczonego gliniarza – normalka.

Jeżeli, ktoś z Was czytał wspomniany wyżej „Krucyfiks” od razu poczuje ten sam klimat. Kolejne części książki chłoniemy niemal jedną za drugą i jak to zwykle w takich sytuacjach bywa – pojawia się syndrom „jeszcze jednego rozdziału”. Akcja zaczyna się kiedy Hunter pojawia się na kolejnym miejscu zbrodni, w okolicznym kościele. Żółte taśmy, policjanci, technicy, gapie i Ci wścibscy dziennikarze – to codzienność w wydziale zabójstw. Pierwsi funkcjonariusze, którzy dotarli na miejsce nie wytrzymali tam dłużej niż kilka chwil. Widok był makabryczny. Wszędzie krew, smród i ciało księdza pozbawione głowy, której miejsce zajęła morda jakiegoś osiedlowego psa… Tego nie mógł zrobić normalny człowiek i Hunter to dobrze wiedział…

Tak właśnie zaczyna się ta książka która już po kilku stronach zwiastuje klimatyczną, wciągającą i brutalną lekturę. Pogoda za oknami nie zachęca do spacerów, więc taka szaruga to idealny czas na zatracenie się w dobrym kryminale. Polecam.


MUZYKA


Wspominałem na początku, że Gomlin będzie żałował… Ja, jako posiadacz najbardziej zjeb@nego gustu muzycznego na świecie kompletnie nie znam się na muzyce i słucham jej po prostu pod wpływem chwili, czy emocji. Może to być cokolwiek poczynając od komercyjnego szitu, a kończąc na jakimś poważnym kawałku. Ostatnio słuchałem soundtracku z…”Listów do M.”…ja pierd@le – no wzięło mnie tak…

 

Kawałek "Somewhere over the rainbow" usiadł mi tak w głowie, że w pewnej chwili zacząłem się zastanawiać nad nauką gry na gitarze, czy innym ukulele żeby wieczorem pogrywać żonie tą melodię do snu (śmiech).

        

Pozostałe kawałki też trzymają poziom i jeśli ktoś lubuje się w takich tanich romansidłach to będzie w niebo wzięty. Ja tam POLECAM, ale co złego to nie ja…


To tyle ode mnie. Mam nadzieję, że moje propozycje się spodobały i nikomu nie wyrządziły szkody na umyśle. Poza tym jest piątek, więc wszystko można potraktować z przymrużeniem oka. Udanego weekendu Panie i Panowie. Niech Wam się „ściele”.

Cześć.


 

A teraz 3 Grosze od Ojca....

znaczy od Repipa czyli:

 

Co wpadło w oko Sir Daniela

Achuj! Gdy to czytacie ja pewnie wciąż urlopuje się na Słowacji pomiędzy jednymi, a dugimi Tatrami które widzę z okna. Nie omieszkam zajrzeć do Oravy i miejscowego zamku, stąd zapodaję - Orava jewel II -

 

 


Tym pięknym widoczkiem kończymy kolejny odc kultury :) Mashi groził, że będę żałował no i ... żałuję, że nie dał więcej tekstu bo jest bdb ! :) Oczywiście podziękowania dla niego i dla Repipa. A Wy czytajcie, komentujcie i się ukulturawiajcie :P Życzę wszystkim udanego weekendu i do przyszłego tygodnia! :)

Pozdr, Gom.

 

 

 

 

 


Tagi:

Oceń notkę
+ +16 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +147 -
Gomlin
Ranking: 26 Poziom: 77
PD: 58385
REPUTACJA: 35175