Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88

Gomlin Gomlin 21.06.2019, 14:11
Kultura na weekend 3.0 [ BEZ GRANIA ] #102
256V

Kultura na weekend 3.0 [ BEZ GRANIA ] #102

Hejka! Oto kolejny odcinek weekendowej kulturki!
Zapraszam do środka!

 

Gomlin

 

 

Witam,

Upały trochę odpuściły i można spokojnie napisać tekst bez wylewania z siebie hektolitrów potu. W dzisiejszym odcinku swoje kilka groszy przedstawi nam user: RasMass  w towarzystwie stałych bywalców kulturki!

Zapraszam do przeczytania !

 


  


 

FILM:  Kiedyś podczas rozmowy z Repipem, powiedziałem mu, że poza typowymi przyrodniczymi filmami - lubię też kino takie familijne, gdzie zwierzęta mają swoją główną rolę. Wspomniałem wtedy, że chciałbym obejrzeć film Mia i Biały Lew.  Ten ma premierę na DVD już za kilka dni - także czaję się na to kino ;)

MUZYKA:  Jakoś nie mogę się ostatnio oderwać od Linkin Parka, stare dobre kawałki naprawdę dają radę i słucham ich w kółko.

 

        

 

 

 

RasMass

 

 

Witaj Kulturko.

W związku z tym, że Gomlin zaproponował mi napisanie paru zdań do „Kultury na Weekend 3.0 [BEZ GRANIA]”, nie mogłem sobie tej przyjemności odmówić :)

Dziękuję bardzo za zaproszenie do tego zacnego grona i mam nadzieję, że uda mi się skrobnąć dla was czasami coś ciekawego, o ile ktoś będzie chciał to czytać.

Nie przynudzam już jednak więcej i przechodzę do konkretów.

W ten weekend w katowickiej Strefie Kultury odbywa się 14 edycja Festiwalu Tauron Nowa Muzyka, bardzo zasłużonej i nagradzanej imprezy, która jest jedną z perełek polskiej mapy muzycznych imprez.

Wszystko zaczęło się w 2006 jako mała impreza z dwoma niedużymi scenami, na których grali głównie krajowi artyści. Zaczątek wielkości był już jednak wtedy widoczny, gdyż gwiazdą wieczoru był rewelacyjny japoński producent DJ Krush – cała impreza należała do udanych, a koncert headlinera zapadł w pamięci na długo wszystkim zgromadzonym, co mogę potwierdzić, bo też tam byłem :)

W kolejnych latach festiwal bardzo się rozrósł i został laureatem nagrody „European Festival Awards” w latach 2010, 2012 i 2014 zgarniając bardzo prestiżowy tytuł „Najlepszego Małego Europejskiego Festiwalu”, pokonując setki innych festiwali z naszego kontynentu.

Świetna organizacja, wspaniały klimat i przede wszystkim muzyka! Na przestrzeni tych 14 lat na scenach wystąpiły takie tuzy nowo-muzycznych gatunków jak Bonobo, Moderat, Fever Ray, Roots Manuva, Flying Lotus, Autechre, Amon Tobin, The Cinematic Orchestra, Roisin Murphy, Fabio & Groovrider czy Roni Size...

- Skończ pan już te smęty wspominkowo-wikipediowe i dawaj mięsiwo! – słyszę z oddali.

Kończę więc i zapraszam do zapoznania się z paroma artystami, których będzie można zobaczyć i usłyszeć na scenach festiwalu w ten weekend.


FESTIWAL


Headlinerem tegorocznej edycji festiwalu jest zespół Kraftwerk – żywy pomnik, zespół, który tworzył muzykę elektroniczną, kiedy większości z nas nie było jeszcze na świecie :)

Istnieją od 1970 roku i byli pionierami muzyki electro, zafascynowanymi futuryzmem i robotyką, która miała wielki wpływ na ich dokonania. Tworzyli muzykę przyszłości, która do dzisiaj inspiruje kolejne pokolenia muzyków. Zainspirowali takie gwiazdy jak David Bowie, Apex Twin czy Depeche Mode.

 

Kolejnym ważnym artystą podczas TNM będzie Apparat – niemiecki twórca, który swoją pierwszą płytę wydał w 2002 roku. Rozpoczynał od ciężkiego klubowego techno, obecnie jednak skupia się przede wszystkim na melodyjnym ambiencie. Jest też członkiem jednego z najlepszych elektronicznych zespołów XXI wieku, kolektywu Moderat.

Kolejnym bardzo ciekawym zespołem na festiwalu będzie The Mouse Outfit – 9 osobowy ekipa grająca rewelacyjny jazzujący hip-hop ze sporą domieszką reggae i świetną sekcją dętą. Do tańca idealny :)

 

Wyżej wymienieni twórcy to ci na których ja osobiście czekam najbardziej, oczywiście to tylko początek przyjemności, bo na scenach imprezy zobaczymy jeszcze takich twórców jak Jazzanova, Gaika, Amnesia Scanner, GusGus, Skepta, Yves Tumor czy z naszego polskiego podwórka Smolik, Fisz Emade Tworzywo czy Kamp!.

Mógłbym jeszcze długo wymieniać, ale myślę, że każdy zainteresowany sprawdzi sobie co jeszcze ciekawego można na festiwalu usłyszeć.

 

Jak więc widzicie tegoroczna impreza zapowiada się naprawdę grubo, a sam autor tekstu tak podjarał się headlinerem, że w bilety zaopatrzył się już na początku roku.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi te przydługie opowieści i obiecuję, że jeśli jeszcze kiedyś coś do Kulturki napiszę, to będzie to tekst zdecydowanie krótszy ;)

Pozdrawiam,

RasMass

 


 

Jackoo

 

Po tygodniu przerwy spowodowanej obowiązkami wracamy do uniwersum terminatora i przechodzimy już do piątej, i jeszcze przez kilka miesięcy ostatniej części cyklu. Film miał swoją premierę w 2015 roku z budżetem na ok 150 mln dolarów, w Stanach Zjednoczonych nie sprzedał się za dobrze, za to poza USA zarobił swoje.

Terminator: Genisys – czyli „old, but not obsolete”

Piąta już część z serii o Elektronicznym Mordercy zaczyna się dość ciekawe i jest nijako kontynuacją poprzedniej. Widzimy, jak w niedalekiej przyszłości ruch oporu, którego liderem jest oczywiście John Connor (Jason Clarke) dokonuje szturmu na siedzibę Skynetu, co im się połowicznie nawet udaje. Jednak wroga sztuczna inteligencja zanim upadła, zdołała wysłać w przeszłość dwa modele terminatorów: T-800 i T-1000 w celu zabicia matki Johna, Sare Connor (Emilia Clarke). W ślad za terminatorem wysłany zostaje Kyle Reese (Jai Courtney), najlepszy przyjaciel, a jednocześnie ojciec przywódcy rebeliantów. Kyle więc cofa się do 1984 roku z wiadomą misją, jednak na miejscu okazuje się, że Sara nie jest taka, jaką pamiętamy. To już jest twarda babka z karabinem w ręku, a na dodatek towarzyszy jej „tatko”, tylko Terminator T-800 (Arnold Schwarzenegger) jako prywatny ochroniarz. Cytując klasyka: WTF?

Czytając wiele komentarzy czy też recenzji tego filmu dużo zarzuca się fabule. Jednak moim zdaniem, mimo, że jest cholernie pogmatwana i mocno naciągana, to jak już poznamy ją w całości, to całkiem dobrze trzyma się kupy. Mam jedynie wielki zarzut, że twórcy bazując na dwóch pierwszych częściach cyklu, tak bezceremonialnie się z nimi obchodzą. Nie mówiąc już o samych wydarzeniach, ale również na kultowych postaciach, chociażby samego T-800, który tutaj schodzi na dalszy plan i nie jest już bohaterem pierwszoplanowym. Mało tego, z zawsze poważnego, bezdusznego cyborga, staje się komediantem (!!!), co samemu filmowi nawet dobrze pasuje, ale patrząc przez pryzmat całego uniwersum, jest wręcz grzechem nie do przebaczenia. „Stary, ale nie przestarzały”, jak często mawiał T-800, może tyczyć się Terminatora, ale pewnie i samego Arnolda. Bo co by nie mówić, mimo, że jego rola tym razem była nieco inna oraz nie ujmując mu wieku, to znowu wyróżniał się na tle innych aktorów i swoimi sucharami trafionymi w punkt, kradł całe show. A poza tym to film jest ciągle świetnym kinem akcji z tonami wypalonego trotylu, tysiącem wystrzelonych łusek i setkami zgniecionych samochodów. Jako kino akcji i sci-fi broni się świetnie. Szczególnie scena na moście i z autobusem szkolnym (mimo, że mocno zalatuje „Mrocznym Rycerzem” Nolana) szczególnie zapada w pamięć. Reżyserem tym razem jest Alan Taylor, pracujący bardziej dla HBO przy takich serialach, jak chociażby Rodzina Soprano, czy Gra o Tron.

Mamy akurat czas wakacji, lato, więc taki film, jak Terminator: Genisys wydaje się być idealnym seansem. Nasze zwoje mózgowe nie będą narażone na jakiś wielki wysiłek w tym czasie. W listopadzie tego roku będzie premiera kolejnej części terminatora, tym razem o podtytule „Mroczne Przeznaczenie”, w którym wraca sama Linda Hamilton, a nad produkcją czuwał sam twórca, czyli James Cameron, więc zapowiada się bardzo interesująco. Ja osobiście bardzo czekam. 

Moja ocena:

7/10

 

GearHulk

 

Zaspał :D



 

 

Yangus19

 

Pyza chyba pękła podczas gotowania

 

P-chan

 

Witam,

Od kiedy pamiętam to nigdy zbytnio nie przepadałem za postacią Kapitana Ameryki, który zawsze jawił mi się jako taki czysto amerykański bohater. I nie wiem czemu nigdy nie uważałem go za ciekawa postać. Tym bardziej że ubrany został w amerykańską flagę, co sprawiało ze nie był on traktowany przeze mnie  zbytnio poważnie. Jednak lata mijały, człowiek z wiekiem mądrzał i dowiadywał się  więcej. Mając co raz większy dostęp do komiksów, niż mógł mu zaoferować raczkujący wówczas rynek komiksowy w Polsce. Co oznaczało ze w moje spocone ręce miało okazje trafić o wiele więcej ciekawszych tytułów, niż oferowało je swego czasu Tm-semic. Traf tak chciał, ze dzięki jednemu z takich komiksów, polubiłem postać Kapa na tyle mocno, że stał się jednym z moich ulubionych bohaterów Marvel'a. A to wszystko za sprawą scenarzysty, którego polski czytelnik powinien kojarzyć choćby z wydanego przez Egmont Dardevil'a.

Najstarszy wróg Kapitana Ameryki, Red Skull, został zamordowany. Steve Rogers nie zdaje sobie jednak sprawy że te zabójstwo jest tylko częścią znacznie większego i mroczniejszego planu, w który może być wmieszany tajemniczy Zimowy Żołnierz. Radziecki agent, który sieje strach wśród amerykańskiego wywiadu. Jedni mówią że to superżołnierz, inni wkładają całą historię miedzy bajki. Jednak gdy całą sprawą zaczyna się interesować Kapitan Ameryka, odkrywa on z przerażeniem że być może jest nim jego nastoletni przyjaciel Bucky. Problemem jest jednak to, że według powszechnej wiedzy, powinien on nie żyć od dobrych sześćdziesięciu lat. W dodatku zaczynają go nawiedzać wizje nieistniejącej przeszłości, i musi on odzyskać pewien potężny artefakt który może doprowadzić do zniszczenia ludzkości.

Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz, to komiks który potrafi trzymać w napięciu, a to dzięki scenarzyście Ed'owi Brubaker'owi, który stopniowo zagęszcza klimat i odkrywa odpowiedzi na nurtujące pytania. Gdzie postanowił nie tylko przedstawić nam ciekawą historię w formie filmów szpiegowskich i pewnego kryminału, ale również nie bał się pewnych kontrowersji. Jakie mogło przynieść w życiu Steve'a wskrzeszenie samego Bucky'ego. Przedstawiając go czytelnikom w licznych retrospekcjach, starając się przedstawić jego historię i relacje z Kapitanem. To właśnie wspomniane relacje są głównym atutem tego komiksu, co widać po samym Kapitanie, który dzięki temu staje się autentyczny, gubiąc gdzieś po drodze swoją doskonałość i niezniszczalność. Stając się bardziej człowiekiem z problemami, gdzie scenarzyście za pomocą jednej sceny udaje się skruszyć posąg superżołnierza. Jedynie co może rozczarowywać w tej historii, to same zakończenie które niczym nie zaskakuje i jest do bólu sztampowe.

Same rysunki Steve'a Epting'a mogą się podobać, i pasują jak najbardziej do opowiadanej tu historii, która nie kładzie swojego nacisku na ciągłą walkę, tylko pogłębienie historii miedzy bohaterami. A sam Red Skull w jego wykonaniu naprawdę wygląda przerażająco, co na dobrą sprawę może zaboleć, biorąc pod uwagę jego krótki występ.

Czy warto sięgnąć po ten komiks, jeśli zna się jego filmową adaptację? Myślę że tak, tym bardziej że przedstawiona tu opowieść różni się dość mocno od filmu. Mamy tu ciekawą historię z ciekawymi wątkami, mimo nie najlepszego zakończenia. A samo przedstawienie głównego bohatera, który jawił nam się dotychczas jako nieskazitelny bohater, może się podobać. Tym bardziej, że to ten komiks potrafił mnie przekonać do tej postaci, i sprawił że autentycznie go polubiłem. Polecam. 

Pozdrawiam


 

Wielbiciel Anime POSZUKIWANY!

 

 

 

 

Repip

 

Achuj!

W ten upalny czas postanowiłem szukać orzeźwienia w fotkach, w oko wpadł Wide See Reflections od MarvinDiehl .Od razu lepiej, pakuje się i nad jezioro!

 

 


 

Darek79r19

 

Heja, heja!

W tym tygodniu polecam świeżynkę z Netflix pod tytułem I AM MOTHER. Netflix nie jest platformą produkującą jakieś wybitne pozycje, ale raz na jakiś czas pojawiają się ciekawsze treści. I właśnie jedną z nich jest w/w film. Jeśli lubicie klimaty fantastyki naukowej, wizje przyszłości i dające do myślenia zakończenia, to jest film dla Was.

 

Coś dla ucha:

Coś dla oka:

Pozdrawiam i do następnego.

 

 

 

Gomlin

 

Tak oto kończymy kolejny odc kulturki ;) Wciąż poszukuję speca od ANIMCÓW!

Podziękowania dla gościa głównego za chęć występu! I oczywiście pozostałym współpracownikom. Liczę na wydłużenie bloga dzięki Waszym komentarzom!

Pozdr, Gom.

PS:

Przy okazji, wszystkich spragnionych tekstów o grach  w ciągu tygodnia

( w weekend tylko kulturka!)  zapraszam na nasz nowy projekt:

www.crossplay.pl

 

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +11 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +146 -
Gomlin
Ranking: 26 Poziom: 78
PD: 60614
REPUTACJA: 36419