Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88
Gomlin Gomlin 26.04.2019, 12:32
Kultura na weekend 3.0 [ BEZ GRANIA ] #94
413V

Kultura na weekend 3.0 [ BEZ GRANIA ] #94

Witam wszystkich już po świętach! Przed majówkowym weekendem zapraszam do czytania kolejnej kulturki!

 

Gomlin

 

 

Witam,

Święta święta i kulturalnie po świętach :] Mam nadzieję, że każdy miło spędził ten czas. A jeżeli mało wypoczynku...no to tuż za rogiem już długi majowy weekend! Idealna pora na chwycenie książki w ręce i ruszenie w plener bo pogoda ma dopisywać ^^ Dzisiejsza kulturkę zaś wypełni nam znany Mr.Darko a pozostałą część bloga wypełni reszta ekipy! :)

 


  


 

FILM:  Filmową lukę w ten weekend wypełni mi najnowsza część dino-grzmotów czyli Jurassic World: Upadłe Królestwo. Pierwsze części doceniam za kunszt wykonania - w nowych jest już nawalone CGI ale takie czasy, obejrzę z samej sympatii do dinusiów.

CZYTADŁOPiekara póki co odchodzi na urlop w moim grafiku czytelniczym, a na jego miejsce wskakuje nieczytana przeze mnie nigdy wcześniej Achaja pana Ziemiańskiego. To mój pierwszy styk z twórczością tego autora, dlatego też jestem bardzo ciekawy wrażeń jakie mnie czekają w trakcie lektury ;)

SERIAL: Dalej oglądam Our Plantet ( Nasza Planeta ) 

                         

 

 

Mr.Darko

 

Siema. Bez zbędnego wstępu przechodzę z miejsca do rzeczy.


FILMIDŁO


John Wick 2

 

Pierwszy Wick był dla mnie sporym zaskoczeniem. Film pojawił się na moim radarze zupełnym przypadkiem, więc z racji tego nie miałem co do niego wygórowanych oczekiwań, a samego Keanu ciągle widziałem jako nieszczęsnego Neo z Matrixa. Niespecjalnie widziałem go jako bezwzględnego mordercę, otwierającego ogromny rachunek na trupy w sensacyjniaku made in USA. Mylić się jest rzeczą ludzką i krucjata Wicka okazała się naprawdę przyjemnym kawałkiem kina.

Część druga w myśl zasady bigger, better and more badass dostarcza więcej…zgadliście, akcji. Akcji, strzelania, wybuchów itd. Tym razem John rusza na zabójczą wyprawę, bo pewien włoski fagas w garniaku postanowił zaszantażować go wykorzystując pewną starą przysięgę. Przysięgę, która w środowisku cyngli do wynajęcia jest jedną z największych świętości. Oprócz tego wysadza mu calutki dom, a jak nauczyła nas część pierwsza - jeżeli niszczysz coś Wickowi, możesz być pewien, że rachunek zostanie wyrównany. Szczęśliwie tym razem nie ginie żaden pies, jedynie dziesiątki osobników gatunku ludzkiego. Peta nie ma więc powodów do protestowania.

Trup ściele się gęsto, tysiące łusek z wystrzelonych nabojów spadają na ziemię, choreografia walk jak zwykle robi wrażenie. John się w tańcu nie pierdzieli i zabija bandziorów nie rzucając żadnych cheesy one-linerów. Chłodny i wykalkulowany balet śmierci ze spluwami (gun-fu na modłę Equilibrium). Pojawiają się znane i lubiane z poprzedniej części postacie - Winston, ale również te  „nowe” (gość od czerwonej i niebieskiej pigułki). Bardzo odprężające kino z dobrym tempem. Wyłączamy mózg i chłoniemy


CZYTADŁO


Łapy precz od żartów

Książka - wywiad z dwoma przedstawicielami polskiego stand-upu Abelardem Gizą i Jackiem Stramikiem. Kupiłem, bo byłem ciekaw co mogą mieć do przekazania tacy śmieszkowie stenduperzy. Jest dosyć chaotycznie, bo konstrukcja wywiadu budowana była na zasadzie wymiany mailowej. Deadline to teoretycznie 48 godzin, ale chłopakom zdarza się zachlać pałę, wciągnąć za dużo koki, czy co tam jeszcze świat rozrywki ma w zwyczaju robić po godzinach.  Więc zdarza się, że muszą sobie niektóre wątki przypominać. Spektrum poruszanych tematów dosyć bogate, bo poczytamy o rodzicielstwie, odpowiedzialności, religii, Louisie C.K. (jak stracił na całej aferze metoo), tematach tabu w komedii (że takowych być nie powinno), poczuciu humoru Polaków i o rozwoju stand-upu w Polsce itd. Da się przeczytać i nawet skłania do pewnej refleksji na koniec.


SERIAL


Gra o Tron

Tutaj nie będę oryginalny. Chcę po prostu zobaczyć kto przetrwa zimową zawieruchę. Skoro brodaty grubas się opiernicza z pisaniem książek, to pozostaje mi jedynie oglądanie serialu HBO. Znając życie, to na kartkach z papieru i tak się wszystko inaczej potoczy, ale istnieje też szansa, że Pieśń Lodu i Ognia nie zostanie nigdy dokończona. Lepszy więc cyc w garści niż Góra na dachu (czy jakoś tak).


 

Jackoo

 

Już dwa lata po premierze pierwszej części Ojca Chrzestnego, miała miejsce premiera sequela. Reżyserem kolejny raz został Francis Ford Coppola (co wcale nie było takie oczywiste początkowo, bo przymierzany był do tego Martin Scorsese), a scenariusz na spółkę napisali Coppola z Mario Puzo.

Ojciec Chrzestny II – czyli prawdopodobnie najlepszy sequel w dziejach kina.

Film jest podzielony na dwie części. Jedna z nich jest prequelem oryginału nakręconego 2 lata wcześniej. Opowiada ona o losach młodego Vito Corleone, o tym jak trafił do Ameryki z rodzinnej Sycylii na koniec XIX wieku jako kilkuletni chłopiec i jak stopniowo, krok po kroku budował swoje mafijne imperium. Druga część natomiast to kontynuacja losów Michaela Corleone, który przejął schedę po swoim ojcu i jako głowa rodziny Corleone rozbudowuje swój biznes, próbując pogodzić przy tym opiekę nad żoną i dziećmi. W roli Michaela po raz kolejny wcielił się Al Pacino, natomiast w rolę młodego Vito Corleone mamy zaszczyt oglądać Roberta De Niro, który w 1975 roku dostał swoją pierwszą statuetkę Oskara.

Prowadzenie dwóch równoległych wątków okazało się być bardzo dobrym posunięciem. Dzięki temu poznaliśmy powody dlaczego młody Vito musiał wyemigrować ze swojej ojczyzny. Okazało się, że miał bardzo trudne dzieciństwo i szereg zdarzeń spowodował, że nie mógł zostać dłużej na Sycylii. Poznajemy również to, jak młody Corleone zaczyna i rozwija swoją „karierę” mafijną, w jaki sposób udaje mu się zyskać przychylność społeczeństwa. Dzięki tej roli Robert De Niro, jeszcze wtedy mniej znany aktor wzniósł się od razu na sam szczyt i stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów Hollywood. Zasłużenie zgarnął Oskara za najlepszą rolę drugoplanową. Drugim wątkiem natomiast jest historia Michaela Corleone, który po śmierci ojca stał się głową rodziny i stanął na czele mafijnego imperium. Michael od początku stara się iść w ślady ojca, jednak brakuje mu jego charyzmy. On inaczej działa w biznesie. Jest bezwzględny, wyrachowany i nie znosi sprzeciwów. Okazuje się, że stanie na czele mafii nie jest wcale takie proste, konkurencja nie śpi i po późniejszych niepowodzeniach staje się to dla Michaela wręcz obsesją. Cierpi na tym także jego najbliższa rodzina, gdyż liczne porażki i skutki błędnych decyzji doprowadzają go do szaleństwa, które wyładowuje na własnej żonie i dzieciach, co skutkuje rozstaniem. Oglądamy w filmie tragiczny obraz człowieka,  upadającego moralnie mężczyzny, który działa wbrew swoim młodzieńczym ideałom i staje się zwykłym tyranem. Michael staje przed wyborem: które wartości są dla niego ważniejsze, imperium mafijne czy żona i dzieci. Film w 1975 roku zgarnął w sumie aż 6 statuetek Oskara: oprócz wspomnianego wcześniej Roberta De Niro, dostał również za najlepszy film, najlepszą reżyserię, najlepszy scenariusz, scenografię oraz za muzykę.

Druga część Ojca Chrzestnego jest dziełem idealnym i tak jak napisałem, prawdopodobnie najlepszym sequelem i dziejach kina. Dlaczego więc oceniam go niżej, niż pierwszą część? Marlon Brando. Ten aktor ma w sobie jakiś magnetyzm, który przyciąga widza, w szczególności w kontekście jego roli w Ojcu Chrzestnym i dzięki temu jego postać, a także ten film tworzą dzieło kultowe. Co nie zmienia faktu, że sequel jest znakomitym dziełem, który każdy powinien obejrzeć. 

Moja ocena:

9/10

 

GearHulk

 

Witam wszystkich kulturowiczów ;)

Dzisiaj nie będzie zbyt długo bo i nie ma za bardzo o czym pisać :/

   Książkę która w tym tygodniu weźmiemy na tapetę, będzie komedia kryminalna Jacka Galińskiego pt. „Kółko się Pani urwało”. Zainteresował mnie ten tytuł, ponieważ lubię książki pisane z humorystycznym pazurkiem. Ale również dlatego, że po kilku starszych tytułach chciałem Wam zaprezentować tym razem nowość wydawniczą.

Niestety, szału nie ma. Historia starszej Pani zamieszanej w aferę kryminalno – sensacyjną nie urzeka. Historia jest na swój sposób nawet ciekawa i na czasie, jednak rodzaj humoru na jakim opiera się pomysł nie przypadł mi do gustu. Główna bohaterka przedstawiona jest jako osoba niezwykle zaradna życiowo, sprytna oraz z ciętym językiem. I chociaż mamy tu kilka ciekawych punchlinerów to poza tym niewiele więcej. Staruszka przedstawiona jest czytelnikowi w sposób zbyt przerysowany. Momentami wręcz groteskowy. Postacie z drugiego planu swą budową też dupy nie urywają.

   Jednak by nie było tak negatywnie, opiszę jeden aspekt który choć przekornie jak na książkę mającą się za komedię, opisuje sytuację dość przygnębiającą, czyli realia życia osób starszych w naszym kraju oraz to jak są oni zazwyczaj postrzegani i traktowani przez młodsze pokolenia.

   No nic, tyle na dzisiaj. Sięgnąłem po tę książkę troszkę w ramach eksperymentu mając nadzieję na coś dobrego, czym będę mógł Was zainteresować. Ale cóż, nie udało się. Jednak nie tracę nadziei, może następnym razem będę miał więcej szczęścia.

 Pozdrawiam, GEARHULK



 

 

Yangus19

 

Yo!

W ostatnim wpisie wspominałem o nowych płytach, czyli tych wydanych w 2019, więc na ten weekend bliżej przyjże się jednej z nich.

Yelawolf to białas z wytwórni Eminema. Zasłynął swoimi surowymi mixtape’ami które w bardzo ciekawy sposób oddawały „redneckowy” klimat Alabamy. „Trunk Muzik” wydane nieoficjalnie przed spiknięciem się z Shady Records to kawał dobrej muzyki więc po oficjalnym debiucie Yeli wszyscy spodziewali się dość sporo.

Niestety „Radioactive” to był dość nieudany atak odbiorniki radiowe i poza kilkoma fajnymi utworami płyta była raczej zawodem niż sukcesem.

Z kolejnymi wydawnictwami Yelawolf dość mocno odpłynął w łączenie muzyki country z rapem, czasem faktycznie wychodziły z tego ciekawe utwory ale na dłuższą metę było to niestety męczące.

Gdy nadszedł moment wydania ostatniego albumu w ramach kontraktu z Shady Yela zapowiadał powrót do korzeni. Hype na nową płytkę był dość skutecznie nakręcony poprzez liczne freestyle które zapowiadały mocny rap reprezentanta Alabamy.

Yelawolf - Trunk Muzik 3

W końcu z początkiem tego roku wszyscy fani Yelawolfa dostali nową część Trunk Muzik która już samą nazwą nawiązuje do tego co raper przez całą karierę robił najlepiej.

Przyznam, że ja też na tę płytę czekałem mocno i kiedy usłyszałem otwierający utwór „TM3” wiedziałem, że to jest to na co czekałem.

Pierwsze dwa utwory, czyli wspomniany otwierający oraz „Catfish Billy 2” to przede wszystkim kombinacja świetnych bitów Williama Washingtona będącego jednym z głównych producentów płyty oraz świetne flow gospodarza. Bez eksperymentów z refrenami i skokami w bok country. Mocny mięsisty rap.

Tempo nie zwalnia z kolejnym utworem, tym razem wyprodukowanym przez reprezentanta Three 6 Mafii - DJ Paula. W „Rowdy” dodatkowo ciekawym aspektem jest obecność MGK z którym jak wiadomo Eminem miał głośny beef. Pstryczek w nos swojego szefa który dodatkowo jest nieobecny na albumie? Kto wie.

Tak czy owak „Rowdy” to banger przywodzący na myśl najlepsze czasy wspomnianej ekipy z Memphis.

Mocne tempo jest fajnie spowolnione przez dwa kolejne utwory w których wraca odrobinę klimat country ale tym razem jest to zrobione z wyczuciem, w szczególności podoba mi się „Special Kind of Bad” w którym mieszania szybszego tempa i spokojnego refrenu brzmi jak pomost łączący wcześniejsze „Rowdy” oraz późniejsze „Like I Love You”.

Jednym z mocniejszych punktów „Trunk Muzik 3” jest utwór „Drugs” w którym raper przedstawia swoje początki z narkotykami oraz konsekwencje. W podobnym tonie mamy równie świetne „Addiction”. Jedynym faktycznie pomijanym przeze mnie utworem na płycie jest nijakie „No Such Thing As Free” w którym nawet sam Yela ma niewielki udział. W takim „We Slum” i „Box Chevy 6” też dostajemy sporoą ilość gości ale w obydwóch utworach dają radę nie ustępując kroku gospodarzowi.

Podsumowując i pisząc oczami fana wariata z południa stwierdzam, że jest to najlepsza płyta w dorobku Yeli i szczerze polecam.

Póki co jedna z lepszych płyt w tym roku więc warto sprawdzać.

 

P-chan

 

Witam,

Zawsze dobierając kolejne komiksy jakie chcę przedstawić i polecić, w kolejnych odcinkach kultury biorę na warsztat te tytuły, które aktualnie chciałem przeczytać, i przeczytałem w swoim wolnym czasie. Tym razem jednak główną zachętą po sięgnięcie po ten konkretny komiks, jest planowany od dłuższego czasu seans w kinie. Gdzie już w sobotę zobaczę kolejny film o Avengersach, na który czekałem cały rok. 

Jak już pewnie się domyślacie chodzi tu o komiksowy pierwowzór całego zajścia z Thanos'em, który jakiś czas temu postanowił wydać na naszym rynku niezawodny Egmont.

Klejnoty Nieskończoności dają swojemu właścicielowi absolutną kontrolę nad czasem, przestrzenią, rzeczywistością umysłem oraz duszą. Thanos od dłuższego czasu pragnie je ponad wszystko. Jeśli je zdobędzie wszechświat pogrąży się w koszmarze. Ziemscy superbohaterowie prowadzeni przez tajemniczego Adama Warlocka, mają zadanie powstrzymać szalonego boga zanim doprowadzi on galaktykę na skraj zagłady. Jeśli zawiodą do walki dołączą gwiezdni bogowie wszechświata. Lecz czy ze starcia tak potężnych sił ktokolwiek może wyjść zwycięsko? Czy ktokolwiek może przeżyć?

Rękawica Nieskonczoności, bo o ten komiks tu chodzi, to dla Marvela tytuł przełomowy nie tylko z powodu rozbudowania kosmicznego uniwersum, i tego że w swoim czasie komiks ów namieszał dość sporo na rynku amerykańskim. Ale również to właśnie temu dziełu tak naprawdę zawdzięczamy to czym obecnie jest MCU.

Jim'owi Starlingowi udało się stworzyć tytuł, który mimo swoich ponad 27 lat na karku, nie zestarzał się nic a nic. A to dzięki płynnemu i logicznemu scenariuszowi, którego bodajże najjaśniejszym punktem jest to jak autorowi udaje się kreować atmosferę zagrożenia. A co najważniejsze przy tym nie zapomina o zgłębianiu psychiki najważniejszych postaci. Gdzie na pierwszy plan wysuwa się oczywiści sam Thanos, który intryguje samego czytelnika od początku do końca. Pokazując szalonego tytana od całkowicie innej strony, niż można było go ujrzeć w kinowym hicie z zeszłego roku.

Co również zaskakuje, to oczywiście warstwa graficzna która być może ma już swoje lata, ale powinna przypaść również osobom przyzwyczajonym do współczesnych komiksów. Tworzyli ją Ron Lim i George Perez, którego polscy czytelnicy powinni kojarzyć choćby z Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach. Obaj z wielką dokładnością i konsekwencja dokładają swoje trzy grosze do historii kreowanej przez Starlinga. Więc ujrzymy tu szerokie panoramy, zmiany perspektyw i choćby przeskalowywanie postaci. Choć największe wrażenie robią ilustracje, które przedzielone są na kilka mniejszych kadrów, tylko po to by oddać zmieniającą się mimikę twarzy bohaterów. Wyszło to po prostu rewelacyjnie.

Czy warto sięgnąć po Rękawicę Nieskończoności ? Oczywiście, i to nie tylko dlatego że to jeden z najlepszych komiksów Marvel'a, z którym warto się zapoznać, mimo tego że to dopiero początek, a Egmont wydać ma pozostałe dwa tomy. Ale to też niebywała okazja, by poznać pierwowzór historii na punkcie której w tamtym roku oszalał cały świat. A tym samym niezła zabawa w wyłapywanie różnic miedzy komiksem i filmem. Tradycyjnie polecam.

Pozdrawiam.


 

MSaint

 

Transformery zna chyba każdy, jednak produkcji o super robotach zmieniających swój kształt, wraz z towarzyszącą im linią zabawek, jest więcej… dużo, dużo więcej. Jedną z nich, według mnie niekoniecznie znaną poza kręgami fanów mecha, a zasługującą na zainteresowanie, jest The King of Braves GaoGaiGar.

Na Ziemi wylądowało złe. Dzięki poznanej nowoczesnej technologii stworzono cyborga Guya oraz parę robotów, których zadaniem jest chronić ludzkość przed kolejnymi przejawami wrogiej aktywności kosmitów, którzy gdzieś się zaszyli i tylko nasyłają kolejne potwory, by zaatakowały miasto.

Zazwyczaj odcinek to walka z danym wrogiem – wszystko dzieje się w klasyczny sposób, z czasem pojawiają się nowe roboty i urządzenia dla Guya, którymi może sterować. Przeważnie w każdym epizodzie jest animacja Final Fusion: transformacji w już tego potężnego mecha. Później dochodzi też animacja Goldion Hammer. Użyczający głosu Guyowi aktor Nobuyuki Hiyama (między innymi starszy Link z Ocarina of Time!) daje z siebie wszystko, aby było maksymalnie bohatersko i epicko.

GaoGaiGar to bardzo klasyczne anime – dobrzy są dobrzy, źli są źli i koniec, wielkich zwrotów fabularnych nie ma. Jeśli jednak tęsknisz za czasami młodości, gdy oglądałeś serial z transformerami, to może to być właśnie coś takiego. Bohaterowie mają takie stężenie bohaterstwa na metr sześcienny, że sam ten fakt czyni tę serię godną uwagi.

Później jeszcze stworzono kilkuodcinkową serię OVA GaoGaiGar Final, która jednak wprowadziła po pierwsze tony fanserwisu, po drugie jakieś grimdark elementy oraz postacie, których w głównej serii nie pokazano, a pojawiły się tylko w opowieściach pobocznych, efektem czego nie zapamiętałem tej OVA najlepiej.

 

Jeśli masz ochotę na prostą, ale epicką zabawę: warto spróbować.

 

You should probably watch this:

 

 

Repip

 

Achuj!

Dziś urban klimaty ~ Nasty by Nature ~by SCIFIJACKRABBIT


 

Darek79r19

 

Heja, heja!

W temacie stand up'u lawirowałem ostatnio tylko w obrębie naszych rodzimych komików, głównie z racji tego, że świetnie nadają się do słuchania w aucie w drodze do i z pracy. No ale pokłady You Tube'a niestety szybko się kończą, więc sięgnąłem po Ricky Gervais: Humanity (już nie na YT a na Netflix). Niczego się nie spodziewałem po jego występie, a dostałem jeden z najlepszych stand up'ów 2018 roku. Niesamowite zaskoczenie, lekki żart, celne puenty, ogromny dystans do bólodupców, obnażanie głupoty poprawności politycznej.... czego więcej chcieć?! Kto nie widział, musi nadrobić. Nie dane mi było zobaczyć w moim życiu bardziej i celniej wyśmianych idiotyzmów współczesnych czasów i głupoty ludzi je forsujących. Kolo pozamiatał, a jego występ powinien być pokazywany sympatykom zbiorowego zidiocenia, jaki opanowuje świat. Dla mnie mistrz, oglądałem już dwa razy i jeszcze raz zobaczę z dziewczyną.

Występ Ricky'ego tak mi się spodobał, że z miejsca odpaliłem nowy serial z nim w roli głównej: After Life. Serial nie jest komedią, raczej pokazuje, jak człowiek (nie)radzi sobie ze śmiercią najbliższej osoby. Elementy komediowe (czarny humor - nie każdy lubi) przeplatają się tutaj z dramaturgią sytuacji, a w samym środku on. Pewnie, gdyby tutaj grał inny aktor, olał bym to, ale warto obejrzeć dla niego. To film o tragedii, ale i o nadziei, czyli jak się zebrać do kupy, kiedy nie widzimy przed sobą przyszłości - w sposób niekonwencjonalny. Nie każdemu się spodoba, ale to produkcja bardzo refleksyjna i warto, jeśli zmierzyliście się kiedykolwiek z depresją.

 

Coś dla ucha:

Coś dla oka:

 

 

 

Gomlin

 

Jak widać po dzisiejszej kulturce - święta ( a w tym wyżerka) nie wymęczyły naszej redakcyjej ekipy kulturki ^^ ( a tu jeszcze tyranie w robocie). No nic, kulturka jedzie dalej! Dziękuję wszystkim za współpracę - dzięki Wam blog wciąż żyje i ma się dobrze ;) Dzięki również za wsparcie stałych czytelników i komentatorów! Do następnego weekendu!) 

PS. Życzę miłej i grillowej majówki! 

Pozdr, Gom

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +17 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +147 -
Gomlin
Ranking: 26 Poziom: 77
PD: 58041
REPUTACJA: 34944