Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88
Gomlin Gomlin 25.01.2019, 11:03
Kultura na weekend 3.0 [ BEZ GRANIA ] #81
182V

Kultura na weekend 3.0 [ BEZ GRANIA ] #81

Hejka! Witam i zapraszam na łamy kolejnej odsłony kulturowego bloga na weekend!

 

Gomlin

 

 

Hejka!

Dzisiejsza kulturka (prawdopodobnie) musi się obyć bez gościa głównego. Liczyłem dzisiaj na występ Toma (Tom19), niestety nie określił się jednoznacznie odnośnie występu i wyszło jak wyszło. 

Z innych spraw - wciąż poszukuję Książkowego Mola, który by chętnie zastąpił miejsce jakie pozostawił po sobie szanowny ManoWar

No nic, pozostaje mi zaprosić was do zapoznania się z pozostałymi tekstami moich współpracowników! Milej kulturki!

 


  


 

FILM:   Na weekend mam przygotowane 2 pozycje do obejrzenia. 

Pierwsza z nich to polski film komediowy : Juliusz - o filmie słyszałem różne opinie (zarówno pozytywne jak i negatywne). Jak jest naprawdę? Wiadomo, że najlepiej to samemu sprawdzić ;]

Drugą pozycją jest piękna animacja, która swoim stylem graficznym sprawiła, że tuż po pierwszym zwiastunie wpisałem ją na listę oczekiwanych do obejrzenia. Jest to Biały Kieł

KSIĄŻKA: W pierwszej połowie zeszłego roku zacząłem czytać Hariego Portiera. Nim trafiłem do szpitala przebrnąłem przez pierwsze 3 Tomy i liznąłem trochę czwartego. Dzis wracam do ukończenia tych książek - zatem od nowa zabieram się za tom 4 czyli Czara Ognia

 

                  

 

 

Tom19

???

 

???


???


 

???


???


???


 

???


 

Jackoo

 

Na sequel Obcego trzeba było czekać 7 lat. Wziął się za niego sam James Cameron, który miał już za sobą wtedy niemały sukces w postaci pierwszego „Terminatora”. Teraz możemy mu dziękować, że stworzył jeden z najlepszych sequelów w historii kinematografii. Uwaga na spojlery!

Obcy: Decydujące starcie – czyli bigger better faster stronger

Film jest kontynuacją filmu Ridleya Scotta „Obcy – ósmy pasażer Nostromo”. Ellen Ripley (nominacja do Oskara dla Sigourney Weaver) dryfowała w kapsule kosmicznej przez 57 lat, aż wreszcie została odnaleziona. Wysoko postawieni ludzie, dla których do tej pory pracowała próbują dociec dlaczego wysadziła warty miliardy dolarów statek badawczy. Jej opowieści o istocie kosmicznej mającej kwas zamiast krwi nikogo jednak nie przekonuje. Okazuje się również, że na planecie LV-426, na której załoga Nostromo po raz pierwszy zetknęła się z obcym już od dawna zamieszkana jest przez kolonistów. Niedługo później dochodzi do utraty łączności z planetą LV-426, w związku  czym postanowiono wysłać ekipę ratunkową złożoną z oddziału komandosów. O udział w wyprawie zostaje poproszona także Ripley, dla której może być to szansa na odzyskanie dyplomu pilota i powrót do dawnego życia.

James Cameron miał stosunkowo prosty plan na sequel: wjazd z butami w gotycki horror Ridleya Scotta, wywrócić konwencję do góry nogami i skierować serię w nieco inny kierunek. Mimo to duch pierwowzoru został zachowany. To wciąż jest horror sci-fi z tą różnicą, że nafaszerowany został toną ołowiu i prawie dwu i pół godzinną wartką akcją. Nasza wiedza o obcym została poszerzona: okazuje się on bardzo inteligentnym stworzeniem funkcjonującym w stadzie, wykorzystuje człowieka do rozrodu, a jaja składa Matka – Królowa. Sama postać Ripley też ewoluowała. Szkołę przetrwania zaliczyła już na pokładzie Nostromo, teraz bez oporów chwyta za karabin lub miotacz ognia i robi rozwałkę w samym sercu roju. Oczywiście to kultowych przeszły już końcowe sceny jej walki z samą Królową obcych. Po raz pierwszy w tego typu filmie pojawiły się patenty, jak chociażby czujniki ruchu z charakterystycznym dźwiękiem, które świetnie budowały napięcie czy też karabiny pulsacyjne. I mimo upływu lat (film z 1986 roku) to wciąż wciskający w fotel film akcji ze świetnymi efektami specjalnymi, które wcale się nie zestarzały. Genialne wykreowane postaci, jakże charakterystyczne, oprócz samej Ripley, to chociażby szeregowy Hudson (Bill Paxton) czy kapral Hicks (Michael Biehn) oraz kolejna silna postać kobieca – szeregowiec Vasquez. Należy do tego dodać również muzykę Jamesa Hornera idealnie wpasowaną w klimat.

Osobiście nie prowadzę statystyk który film widziałem największą ilość razy, ale wydaje mi się, że Obcy: Decydujące starcie byłby w ścisłej czołówce. Należy on do jednych z moich ulubionych, które nigdy mi się nie znudzą i mógłbym je odtwarzać bez końca. Są dwa obozy: jedni uważają dzieło R. Scotta za ideał, a drudzy, że to Cameron stworzył lepsze kino. Mi jest ciężko wybrać ten lepszy, oba są dla mnie arcydziełem. 

Moja ocena:

9/10.

 

???

 

 

CZEKA NA ZMIENNIKA...

 

 


 

 

Yangus19

 

Yo!

Siemano w te mroźne dni i zapewne w kolejny mroźny weekend w który znowu polecimy dość klasycznie. Od jakiegoś czasu dość mocno w głośniki wskoczył mi jeden z legendarnych duetów prosto z Atlanty - Outkast.

Szczerze powiedziawszy dość długo się zastanawiałem co polecić od nich na ten weekend bo tak naprawdę praktycznie całą dyskografię tu warto polecać, ciężko właściwie wskazać drugich takich u których  pięciu różnych ludzi jako najlepszą płytę może wskazać pięć różnych albumów i żaden nie będzie bluźnił. Co więcej, każda płyta ma charakterystyczny styl i każdy znajdzie którąś dla siebie, słychać z każdym albumem jak zespół ewoluował więc warto zapoznać się z całą twórczością.

Ja z kolei na ten weekend polecę płytę która urzekła mnie najpóźniej z całej dyskografii (w całym wpisie pomijam ich ostatni twór będący soundtrackiem do filmu), a którą przez ostatnie dni i pewnie przez cały weekend katować będę najwięcej.

Outkast - Aquemini

Trzecia płyta Andre 3000 i Big Boia zawsze była u mnie w cieniu pomiędzy genialną drugą ATLiens i świetnie bujającą Stankonią. Wiedziałem, że jest niezła ale jakoś nigdy nie przykuwała mnie na dłużej. Tak czasem po prostu jest. No i nadszedł dzień gdzie doceniłem ten eksperymentalny styl, muzyczny rozwój i drogę jaką przebyli od ostatniej płyty. Efekt jest taki, żę kompletnie zakochałem się w tym albumie.

Album zaczyna się mocno od niezłego „Return of Da Gangsta” będącego odpowiedzą na krytykę dość oryginalnego stylu lidera zespołu Andre 3000 ale dopiero po tym kawałku nadchodzi prawdziwa bomba.

Jak ostatnio robiłem zakupy w znanej sieci supermarketów i wleciało na randomowej playliście „Rosa Parks” to autentycznie miałem ochotę tańczyć w dziale wędlin. Genialny kawałek która chyba idealnie oddaje fenomen Outkastu, świetne połączenie tanecznego beatu, orginalnego stylu, chwytliwego refrenu i tego o czym wielu zapomina w kontekście duetu z Atlanty - mistrzowskiego tekstu. Niewielu potrafiło zrobić typowo bangerowy refren wtapiając w to ważny przekaz.

 

Ah ha, hush that fuss

Everybody move to the back of the bus

Do you wanna bump and slump with us?

We the type of people make the club get crunk

Ah ha, hush that fuss

Everybody move to the back of the bus

Do you wanna bump and slump with us?

We the type of people make the club get crunk

 

O co chodzi? Rosa Parks to postać historyczna w dziejach walki czarnoskórych amerykanów o swoje prawa, jej sprzeciwienie się kierowcy autobusu w Alabamie nakazu ustąpienia miejsca białemu pasażerowi to jeden z kluczowym momentów i zapalników ruchu o równouprawnienie w latach 50’.

Wysoki poziom albumu polega na tym, że nie mówimy tu o „Rosa Parks” i reszcie zapychaczy tylko o całej płycie która dotrzymuje kroku powyższemu kawałkowi praktycznie do końca trzymając ten sam wysoki poziom. „Aquemini” z jednym z najlepszych wersów Andre, „Synthesizer” z Georgem Clintonem będącym ostrzeżeniem przed wszechobecnym postępem ludzkości, „Da Art Of Storytellin” pokazującym umiejętności obydwóch raperów w opowiadaniu historii (w tym przypadku o relacjach z kobietami) i np. „SpottieOttieDopaliscious” będącym połączeniem funku, reggea i wykładu prowadzonego przez Big Boia i Andre 3000.

Tak na poważnie to mógłbym tak opisać całą płytę ale lepiej żeby każdy sam posłuchał „Aquemini”.

Gorąco polecam, a ja wracam do słuchania dalej się dziwiąc, że mogłem przespać taki majstersztyk.

 


 

P-chan

 

Witam

Japończycy lubują się w łączeniu i przetwarzaniu różnych motywów na swój własny sposób, sięgając wielokrotnie nie tylko do swojej bogatej przeszłości, ale również do innych kultur. W większości z takich prób wychodzą zwycięsko, nie raz zachwycając swoją pomysłowością, i intrygując. Nie inaczej jest z tytułem który chciałbym tym razem przedstawić, szczególnie że zahacza o motywy bliskie naszemu sercu, które powinny nam być dobrze znane bowiem mieliśmy z nimi do czynienia choćby w lekturach szkolnych lub bajkach jakie opowiadały nam babcie.

Trwa II Wojna Swiatowa, niemieckie wojska wdzierają się coraz głębiej na terytorium Związku Radzieckiego. Jedną z desperackich prób zatrzymania naporu Wermachtu jest wysłanie Nadii, młodej pani oficer z misją powołania do wojska samej... Baby Jagi?! Ku zaskoczeniu naszej bohaterki ta nie kwapi się do wyruszenia na wojnę by udzielić wsparcia Armii Czerwonej. Więc zamiast niej na front rusza jej młoda uczennica - wiedźma Wasieńka. Ten nie zwykły duet bohaterek spotka na swojej drodze nie tylko inne wiedzmy walczące po drugiej stronie konfliktu, ale również strzygi i inne słowiańskie straszydła i bożki. A nawet staną do walki ze samą Śmiercią...

Boso na front autorstwa mało znanego w Polsce Rasenjina Hayami, to tak naprawdę lekkostrawna opowieść z elementami fantastyki, którą można potraktować z lekkim przymrożeniem oka. Co ewidentnie podkreślają same rysunki autora, który kreuje prowadzonych przez siebie bohaterów w taki sposób, że nadaje im nie co zdziecinniały wygląd, którzy nasuwa skojarzenia choćby z pierwszymi tomami Dragon Ball'a. Dzięki temu zabiegowi sami bohaterowie wydają się nam bardziej sympatyczni. Choć gdy zachodzi potrzeba to potrafi zrobić się naprawdę poważnie. Musicie bowiem wiedzieć, że Japończycy nie byli by sobą, gdyby nie starali się w opowiadanych przez siebie historiach przemycić również kilka poważnych tematów. I nie inaczej jest i tutaj, gdzie autor potrafi poruszyć takie kwestie jak eksterminacja ludności żydowskiej, grabieże, czy temat partyzantów którzy tak na dobrą sprawę potrafili walczyć sami dla siebie.

Na osobną uwagę zasługuje też obeznanie autora z tematem słowiańszczyzny, gdzie jak mogło by się wydawać temat mimo że dla Japończyków dość chwytliwy to mógł zostać potraktowany po macoszemu. Widać, że rysownik przyłożył się do swojej pracy i zgłębił wiedzę o rosyjskich gusłach. A także poświęcił sporo uwagi na zgłębienie wiedzy historycznej dotyczącej różnej maści demoludów.

Samemu wydawnictwu Okami, które tak naprawdę od niedawna zaistniało na naszym rynku należą się brawa za odwagę, bo tak naprawdę sięgnęli po mało znany tytuł który pewnie zaginie w zalewie bardziej popularnych tytułów wydawanych na naszym rynku. Jeśli jednak miałbym polecić komuś ten tytuł, to przede wszystkim osobom, które zmęczone są oklepanymi do bólu historyjkami, i oczekują pewnego powiewu świeżości. A tym samym potrafią dać szansę mało znanym i popularnym tytułom, które w zalewie tych najbardziej głośnych i reklamowanych łatwo przeoczyć.

Pozdrawiam.


 

MSaint

 

Pamiętam, gdy pierwsze rozdziały tej mangi zaczęły zdobywać popularność: przytłaczająca opowieść, która nie epatowała gore, ale i bez tego była dostatecznie straszna; wyraziści bohaterowie z jasnymi motywacjami; groteskowy i natychmiast rozpoznawalny styl graficzny, jakby autor rysował całość na kolanie, bo zaraz musi uciekać; intryga z ciągłymi zwrotami akcji, co chwila stawiającymi wszystko, co wiemy, na głowie... A potem przyszła pierwsza seria adaptacji anime, która zbombardowała widzów już od samego openingu. Tak, mowa oczywiście o Shingeki no Kyojin, czyli Attack on Titan.

Za piosenkę do wspomnianego openingu (i kolejnych) odpowiada oczywiście Revo, który również popełnił muzykę do gry Bravely Default, więc na pewno nie jest to byle kto. Muzykę, która gra nam w samym anime komponował... Hiroyuki Sawano, bardzo słynny (i wzbudzający... różne emocje) kompozytor do anime, któremu również zdarzyło się skomponować soundtrack do gry Xenoblade Chronicles X.

Co do samej fabuły – chyba wszyscy znają, ale na wszelki wypadek streszczę: świat opanowali tytani, czyli bardzo mało rozumne giganty, które szczególną przyjemność znajdują w zjadaniu żywcem ludzi. Żadna broń ich się nie ima, wszystkie rany regenerują im się błyskawicznie, ich jedyny słaby punkt znajduje się na karku i potrzeba nie lada śmiałka, który by tam sięgnął. Wobec takiej siły i liczebności wroga to, co pozostało z ludzkości, schroniło się za potężnymi murami i mało kto czuje potrzebę wychodzenia poza nie. Mury są dużo wyższe od jakiegokolwiek tytana... do czasu, aż pojawiła się 50-metrowa, piekielnie szybka i sprawna, oraz bardzo sprytna bestia, która zrobiła w murach wyłom dla swoich mniejszych pobratymców. Młody i równie gniewny koleżka imieniem Eren poprzysiągł im zemstę i wraz z przyrodnią siostrą Mikasą (bez ochrony której dawno kopnąłby w kalendarz) i słabym, acz wybitnie inteligentnym kolegą Arminem wstępują do wojska z zamiarem dołączenia do oddziału Zwiadowców – jedynych, którzy otwarcie stawiają czoła tytanom za pomocą sprzętu manewrowego, dzięki któremu są w stanie fruwać ze sprawnością godną Spidermana. Ten względnie prosty zaczątek fabuły szybko staje się czymś kompletnie niespodziewanym: zgon pewnej postaci wcale nie jest zgonem, tytani okazują się nie być bezrozumnymi bestiami, ostatni bastion ludzkości okazuje się nie być takim ostatnim i nawet mury nie są murami (nie żartuję).

Choć oglądałem tylko pierwszy sezon, tak z wydawaną w Polsce mangą jestem na bieżąco. Choć uznałem, że historia (ha!) mocno podupadła podczas fragmentu z Historią (podwójne ha!) i jest nie do odratowania, tak zostałem ponownie zaskoczony w momencie szarży Erwina na Zeke'a i wciągnęło mnie na nowo. I pod koniec dwudziestego pierwszego tomu mangi w końcu dowiadujemy się, co jest w piwnicy Erena i ku mojemu dalszemu zaskoczeniu ten wątek wciągnął mnie jeszcze mocniej, choć już postawiłem na serii kreskę.

Adaptacja anime jest szybka, efektowna, bombarduje widza oprawą audio i wideo. I wszystko fajnie, niestety gubi ten dziwaczny, niechlujny i groteskowy klimat mangi, no ale coś za coś. Czy polecam do oglądania? Na pewno warto spróbować przynajmniej pierwszą serię.

 

You should probably watch this:

 

 

 

Repip

 

Achuj!

Sroga zima po wielu latach pluchy nastała, czy to Fimbulvintr? Dziś Odin vs Ymir by Biram-Ba

 


 

Darek79r19

 

Heja, heja!

Raz na jakiś czas trafia na nasze ekrany animacja, która jest kamieniem milowym dla naszych zmysłów. Nie koniecznie jej największą zaletą jest kreska, czy użycie wypasionych technik komputerowych. Czasem zwyczajnie jest nią historia, której nie dało by się pokazać, kręcąc film z aktorami. Dzięki temu produkcja jest na tyle tania, że możemy takie rzeczy obejrzeć nawet na Netflix.

W tym tygodniu polecam Wam animowaną Godzillę. Jest to nie jedna, ale aż trzy animacje, które tworzą spójną całość i zamkniętą historię. Pozycja ta jest przemyślana od początku do końca i miała powstać, jako trylogia, wiec nie ma mowy o odcinaniu kuponów. Również zrozumienie i odbiór całości najlepszy jest po zobaczeniu wszystkich części. Czy jest to animacja tylko o Godzilli? Zdecydowanie nie. Jest to opowieść o ludzkiej naturze, jej sile i słabościach, zwłaszcza w konfrontacji z rzeczami przerastającym ludzkie możliwości. Postawienie człowieka w sytuacji, w której przyroda jest od niego silniejsza, kiedy osiągnięcia techniki nie wystarczają, aby czuć się bezpiecznie, w końcu, kiedy słabość pcha nas w desperacką wiarę w To, że siła wyższa wyręczy nas i rozwiąże problemu za nas, a w rzeczywistości ..... Zdecydowanie polecam trylogie Godzilli, nawet, jeśli nie do takiej Godzilli jesteście przyzwyczajeni. Całość jest bardzo dojrzała, wymagająca i niejednoznaczna. Sporo tu dialogów, ale budują one historie i mają znaczenie dla całości. Historia wciąga coraz bardziej i trzyma poziom do końca. Zdecydowanie warto.

 

Poza tym z ciekawych rzeczy w tym tygodniu:

- ruszył drugi sezon znienawidzonego przez wielu Star Trek Discovery

- swoją premierę miał drugi sezon Punisher'a

- ruszył trzeci sezon The Grand Tour

- zadebiutował serial Sex Education

I pewnie wiele innych rzeczy, ale ciężko nadążyć. Zapraszam innych do podzielenia się swoimi pozycjami z tego tygodnia, pozdro :)

 

 

 

Gomlin

 

Czasami tak bywa, że gościa w kulturze brakuje (lub ten nie zdąży z tekstem na czas - chociaż mam nadzieję, że tutaj Tom się zmobilizuje i wystąpi najwyżej w następnej odsłonie :D ). Dlatego właśnie cieszę się, że blog posiada stałych współpracowników, którzy zawsze od siebie coś dodadzą - dzięki czemu kultura mimo wszystko serwuje kilka ciekawych propozycji na dany weekend ;)

Na dzisiaj kończymy odcinek - tym samym żegnam się z Wami, nie zapominając przy tym podziękować za odwiedziny oraz komentarze!

Tworzącym wraz ze mną bloga również THX i do następnego odcinka!

Pozdr, Gom

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +24 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +147 -
Gomlin
Ranking: 26 Poziom: 77
PD: 58053
REPUTACJA: 34949