Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88
Gomlin Gomlin 18.01.2019, 10:46
Kultura na weekend 3.0 [ BEZ GRANIA ] #80
170V

Kultura na weekend 3.0 [ BEZ GRANIA ] #80

Gorąco witam w te zimowe dni i zapraszam na kolejną dawkę kulturki !

 

Gomlin

 

 

Hejka!

Witam w kolejnej kulturce. Praca obowiązki ale mam nadzieje, że wśród nich znajdzie się czas na trochę weekendowej kulturki w postaci dobrego filmu, książki czy relaksu przy ulubionym kawałku muzycznym. Kulturkę zagościł w tym odc Damianuss1

Dziś niestety żegnamy się z niezastąpionym znawcą kulturowej fantastyki w literackiej postaci. Podziękowania z wytrwałość i ilość poleconych książek jaka się przewinęła przez kulturkę! 

Kolejny raz zatem wysyłam apel z zapytaniem o zamiennika, który chętnie weźmie na barki pozostawione przez ManoWara miejsce w kulturce :) Proszę o odzew na PW! THX!

 


  


 

KOMIKS:  Zbyt dużo się nie zmieniło - dalej poczytuje sobie Jeża Jerzego ;) 

FILM:   Rozglądałem się po Netflixie za jakimś ciekawym filmem, który niekoniecznie musi należeć do nowości - byle był dobry i wciągnął od początku do końca. I tak natrafiłem na Labirynt. W roli głównej  Wolve... Hugh Jackman, który poszukuje swojej porwanej córki. Pierwsze podejrzenia padają na pewnego cofniętego w rozwoju chłopaka. Akcja trzyma w napięciu a rozwikłanie zagadki chociaż nie jest wielkim zaskoczeniem - jest ciekawie rozegrane. Bardzo podobała mi się końcówka. Film długo bo ponad 2h ale jeżeli lubicie kino trzymające w napięciu to polecam.

 

              

 

 

Damianuss1

Kłaniam się nisko i po raz pierwszy na łamach bloga przedstawiam swoje wypociny. Nie jestem dobry w pisaniu, ale spróbować warto i może Wam się spodoba.

 

MUZYKA


Tede & Sir Mich: Skrrrt


W tą niedzielę 20.01.2019 w moim mieście odbędzie się mini koncert (na który swoją drogą się wybieram) naszego polskiego rapera TEDE wraz z jego ekipą NWJ “NOJItour” gdzie promuje on swoją najnowszą płytę. Jakiś nieokreślony dłuższy czas nie słuchałem naszego polskiego rapu/hip-hopu i z tej okazji postanowiłem obadać jakiś nowszy album i padło zupełnie spontanicznie na “Skrrrt”. Płytka ląduje w samochodowym playerze i już pierwsze paręnaście sekund przy dużym nagłośnieniu sprawia, że odpływam nie patrząc na prędkościomierz. Kolejne bity powoli zaczynają mnie hipnotyzować, zero agresji, a czas zaczyna płynąć wolniej. Nie szukajcie tu jakiegoś głębszego przekazu, całe 13 utworów to niesamowicie spójne i luzackie teksty Pana Jacka, przy których można się zrelaksować. Solidna robota zarówno po stronie nawijającego jak i producenta płytki czyli Pana Michała Kożuchowskiego znanego też jako Sir Michu. Zdecydowanie polecam krążek szczególnie podczas jazdy samochodem.




Moja ocena 8/10


CZYTADŁO


Baśnie japońskie tom 3


Zasadniczo to polecam wszystkie trzy tomy tych baśni. Nie ma co tu się za bardzo rozpisywać. To przetłumaczone na nasz język najpopularniejsze japońskie legendy i baśnie. Są one na tyle krótkie, że to idealne czytadło np do poczytania w toalecie (średnio jedna legenda to około 7 stron formatu A5). Oprócz suchego tekstu miejscami w książkach znajdziemy też czarno-białe ilustracje do danej legendy. Zaletą w przeciwieństwie do innych wydań jest fakt, że teksty zostały przełożone bezpośrednio z oryginałów, nie ma żadnego problemu z ich zrozumieniem. Fajna rzecz gdzie znaleźć można co nieco o historii, postaciach, które faktycznie istniały, wierzeniach i przede wszystkim o wspaniałej japońskiej kulturze. Końcowa ocena jest za wszystkie trzy tomy, tak moim zdaniem będzie bardziej fair. Niestety oczko niżej za kiepskie według mnie wydanie fizyczne. Polecam i pozdrawiam.

Moja ocena 9/10


 

Jackoo

 

Czas rozpocząć kolejne uniwersum, które jest znane zwolennikom horrorów sci-fi na całym świecie, ale i nie tylko. Tego osobnika mającego kwas zamiast krwi zna chyba każdy, kto się zetknął z jakąkolwiek dziedziną popkultury Czy jest w ogóle na świecie ktoś, kto nie słyszał o Obcym? ( i nie mam tu na myśli lektury z podstawówki). Ostatnio zrobiło się wokół tego trochę więcej szumu za sprawą plotek o kontynuacji gry „Obcy: Izolacja”, na którą osobiście czekam z upragnieniem. Przyjrzyjmy się więc bliżej uniwersum obcego.

Obcy – ósmy pasażer Nostromo – czyli narodziny legendy

Kosmos. Statek kosmiczny Nostromo liczący siedmiu członków załogi jest w drodze powrotnej na Ziemię. W trakcie podróży  komputer pokładowy statku zbacza z kursu, gdyż odebrał sygnał SOS wysłany z nieznanej planety, po czym budzi będących w hibernacji członków załogi w celu jego zbadania.  Kapitan statku, Dallas (Tom Skerritt) decyduje się wylądować na nieznanej planecie i sprawdzić źródło i przyczynę tajemniczego sygnału. W trakcie akcji jeden z członków ekspedycji, Kane (John Hurt) zostaje zaatakowany przez nieznane stworzenie, które przyczepia mu się do twarzy. Załoga zabiera go z powrotem na pokład. Co okazuje się być katastrofalnym w skutkach błędem, gdyż ów organizm okazuje się być śmiertelnie niebezpieczną istotą, która wykorzystuje ludzie ciało do rozrodu. Na statku Nostromo zaczyna się więc walka o przetrwanie z nieznanym wcześniej gatunkiem.  

Sam nie wiem od czego by tu zacząć. Co sprawiło, że pierwszy film o Obcym z 1979 roku stał się prekursorem wśród horrorów sci-fi i jednym z najlepszych w swoim gatunku? Niedoścignionym wzorcem w stopniowym budowaniu napięcia? Może zacznę od podstaw, czyli scenariusz i reżyseria. Ridley Scott jeszcze wtedy nieznany szerszej widowni okazał się odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Doskonale wyczuł konwencję, wykreował świat charakteryzujący się surowością i świeżością w podejściu do tematu i stał się z miejsca specjalistą w tej dziedzinie. Klimat – obłędny, mają na niego wpływ kilka składowych: muzyka, scenografia, efekty specjalne (narodziny xenomorpha! – zasłużony Oskar w 1980 roku) czy gra aktorska. Niewątpliwy sukces był możliwy również dzięki kreacji samego potwora. Jego design stworzył szwajcarski rzeźbiarz H.R. Giger, oczywiście lekko zmodyfikowany na potrzeby filmu. Stwór doskonały, typowy drapieżca, trudny do pokonania, gdyż zamiast krwi krąży w jego ciele żrący kwas jako mechanizm defensywny. Przeraża nie tylko wyglądem, ale i zachowaniem. Akcja filmu w większości odbywa się na pokładzie Nostromo, wąskie, ciemne korytarze i pomieszczenia powodują uczucie klaustrofobii i sami czujemy się mało komfortowo siedząc w fotelach. Oprócz samego obcego, wraz z tym filmem narodziła się kolejna legenda – Sigourney Weaver, czyli aktorka grająca postać Ellen Ripley (co ciekawe, początkowo głównym bohaterem miał być mężczyzna, jednak Ridley Scott się uparł, by była to kobieta – kolejny strzał w dziesiątkę).

Myślę, że nie ma tu za wiele co podsumowywać. Ci, co jeszcze nie widzieli, nie bardzo rozumiem, co wy tu jeszcze robicie i czytacie ten tekst, zabierajcie się zaraz za oglądanie. A ci co widzieli, myślę, że popierają moje zdanie. Kamień milowy – to pojęcie idealnie pasuje do tego filmu. Ridley Scott stworzył wzór, który zmienił pojęcie horroru science-fiction w światowej kinematografii. I jak pokazuje historia, strasznie ciężko jest przebić pierwowzór. 

Moja ocena:

9/10

 

ManoWar74

 

Siemano kulturalne użytniki :D

Dziś czas na śmiech , więc polecę Wam książkę naszego swojskiego autora Jacka Dąbały - książkę którą pożyczył mi znajomy z tajemniczym uśmiechem , dlaczego się uśmiechał - odkryłem już na pierwszej stronie kiedy popłakałem się ze śmiechu i zbudziłem ze snu domowników (czytałem przed samą północą :)

"Telemaniak" Jacka Dąbały jest książką która wyjątkowo  zapada w pamięć , trzeba tylko lubić ten specyficzny zwariowany i rubaszny styl w jakim jest napisana.

Nie chcę psuć Wam niespodzianki , więc zdradzę tylko że główny bohater Derek w wieku 10 lat jest już łysy i ma muskulaturę jak młody Arnold - w dzieciństwie krowy odganiały swoje własne cielaczki żeby nakarmić własną piersią Derka :D

Pamiętam że już na wstępie przywitał mnie tekst - Ojciec tego ranka był pochmurny , zaciął konia batem - matka spadła z wozu i goniła ojca...

Przez 160 stron nie ma ani chwili na nudę i gdyby ktoś nakręcił film na podstawie tej książki - to jest szansa na miejsce na podium w kategorii kultowych polskich komedii :)

Forrest Gump to nudziarz przy pomyślunku i olbrzymiej wyobraźni młodego Derka Gudłaja :P

Na koniec chciałbym podziękować Gomlinowi za możliwość dzielenia się z Wami moimi czytelniczymi propozycjami - niestety doszedłem do miejsca w którym coraz trudniej znaleźć coś o czym chciałbym napisać , czytanie książek zajmuje zdecydowanie więcej czasu niż przesłuchanie konkretnego albumu czy obejrzenie filmu .

A aż tak głęboko w temacie książek nie siedzę , sporo innych zainteresowań pochłania mój czas.

Myślę że dobrym pomysłem będzie możliwość  "zatrudnienia" nowego speca od książek - z nowymi propozycjami , innym gustem literackim i nową energią :)

Pozdrawiam wszystkich użytkowników , współtowarzyszy tworzących kulturkę i do następnego razu , kiedyś i gdzieś tam na Croma :) !

Lodowi giganci już na mnie czekają...

 

 


 

 

Yangus19

 

Cześć wszystkim!

W komentarzach pod ostatnim blogiem pojawił się wątek NWA, więc dalej będzie klasycznie ale wcale nie będzie o NWA. Wątek trochę powiążę bo tym razem będzie o grupie odkrytej przez członka NWA - legendarnego Eazy-E.

Bone Thugs-n-Harmony - E. 1999 Eternal

Grupa złożona z członków mieszkających w zapyziałym Cleveland o którym nawet Eazy-E mówił, że takiej biedy nie widział nawet w słynnym Compton.

E. 1999 Eternal to debiut wydany w 1995 roku który praktycznie katuje co weekend. To co charakteryzuje 5-osobowy zespół oprócz ksywek kończonych słowem „Bone” to melodyjne i szybkie flow które raczej momentami przypomina typowy boysband swoimi śpiewnymi wstawkami niż hardcorowców z getta.

Tak naprawdę to co najbardziej do nich przyciąga to właśnie spójny sposób rapowania przy czym teksty to typowa tematyka, marihuany, biedy, reprezentowania swoich dzielnic itd.

Produkcja w całości wykonana przez raczej anonimowego U-Neek raczej nie powala niczym specjalnym ale wprowadza raczej małostkowy i lekko mroczny styl który bardzo fajnie kontrastuje z ekspresyjnym (i ekspresowym momentami) nawijaniem Bone’ów. Produkcja nie przeszkadza ale też nie imponuje tylko, że jak wspomniałem to nie o to tu chodzi.

Bez żadnych gości z samodzielnie wykonanymi refrenami co naprawdę momentami imponuje biorąc pod uwagę w jaki sposób radzą sobie z tymi beatami.

Już przy pierwszym pełnym kawałku East 1999 chłopaki wjeżdżają z pełną mocą bez żadnego refrenu ciągnąc kawałek do końca ale dopiero w kolejnym Eternal widzimy pełne spectrum z zmianą tempą, płynnymi przejściami pomiędzy kolejnymi członkami zespołu oraz ciekawie wykonanym refrenem. Kilka słabszych kawałków oczywiście się zdarza, nie będę ich opisywał jeden po drugim ale nie da się nie wspomnieć o The Crossroads.

Zdecydowanie najlepszy i najpopularniejszy kawałek na płycie, już nawet najistotniejsze nie jest to, że wygrał nagrodę Grammy dla najlepszego utworu, a ważniejsza jest tematyka samego kawałka. Crossroads jest poświęcony zmarłemu Eazyemu podobnie zresztą jak cała płyta która nawiązuje do niego nazwą.

Otóż Eric Wright czyli wspomniany odkrywca zespołu pomimo nagrania z nimi jednego utworu na pierwszą epkę nie doczekał wydania płyty przez swoją tragiczną śmierć spowodowaną AIDS.

Ciekawostką jest to, że w filmie poświęconym NWA „Straight Outta Compton” pod koniec filmu w scenie w której Eazy-E leży już umierający w szpitalu pojawia się wątek Bone Thugs-n-Harmony których opisywaną właśnie płytę Eric dostaje na łożu śmierci.

Film swoją drogą też polecam, a tymczasem zostawiam was z wspomnianym utworem.

Miłego i muzycznego weekendu!


 

P-chan

 
Witam!
 
Kiedyś przy którejś okazji wspominałem w kulturze, że bardzo polubiłem pewną inicjatywę wydawnictwa Waneko, które raczy nas od kilku lat wydawanymi przez siebie "jednotomówkami". Gdzie dostajemy jak sama nazwa wskazuje w pełni zamkniętą historię, wydaną w pojedynczym tomiku. Dzięki temu do polskich czytelników trafiło naprawdę sporo ciekawych tytułów, a nawet perełek które potrafiły mnie niejednokrotnie zaskoczyć. Właśnie jeden z takich tytułów chciałbym przedstawić w dzisiejszym odcinku kultury.
 
Ryou Aihara to nieśmiała niczym nie wyróżniającą się licealistka, która ma problem z nawiązywaniem znajomości i rozmowy z drugim człowiekiem. Brak telefonu komórkowego, który nie oszukujmy się stał się codziennym elementem życia młodzieży, tylko potęguje jej uczucia. Osamotniona, wyobcowana i niezwierzająca się nikomu dziewczyna ucieka w swoją wyobraźnię. Gdzie zaczyna marzyć o idealnym dla siebie telefonie, widząc jego kształt, kolor, a nawet dobiera w nim dzwonki,  przez który mogłaby prowadzić rozmowy. Któregoś dnia jej wizja opuszcza sferę wyobraźni, Ryou słyszy sygnał połączenia i dźwięk dzwonka. Okazuje się, że po drugiej stronie znajduje się ktoś kto chciałby bardzo z nią porozmawiać.
 
Tak pokrótce zaczyna się manga Słyszę twój głos, która powstała na podstawie opowiadania pisarza ukrywającego się pod pseudonimem Otsuichi. Natomiast same rysunki autorstwa Hiro Kiyohary, który powinien być znany polskim czytelnikom choćby z mangi Aonther wydanej przez wydawnictwo JPF, mimo że proste nadają opowiadanej historii głębi. 
Gdzie wbrew pozorom, nie mamy tu odczynienia jak może się to wydawać na początku z prostą fabułą, bowiem jest to opowieść o samotności młodych ludzi zagubionych w społeczeństwie. Szukających rozmowy i akceptacji. Jest to dość klimatyczna historia, opowiedziana nie co melancholijnie, zahaczająca nie co o melodramat. Jednocześnie niesie ze sobą spory pokład pozytywnych emocji. Ukazując nam jak można przezwyciężyć przeciwności losu, i nawzajem sobie pomóc. W końcu wystarczy tak nie wiele, by pomóc drugiemu człowiekowi.
 
Słyszę twój głos to tytuł skierowany dla czytelników, którzy lubią historie z pozytywnym przesłaniem, nie stroniącym od lekkiego dramatyzmu. Przy którym można się zatrzymać i zastanowić nad tym czym dla każdego z nas jest bliskość drugiego człowieka, i czy tak naprawdę nie raz sami nie czuliśmy się wyobcowani i samotni. Jak zwykle polecam.
 
Pozdrawiam.


 

MSaint

 

Choć często publika jest raczona kompletnie niepotrzebnymi remake'ami czy rebootami, w niektórych przypadkach nowocześnie wyglądająca, dobrze zrobiona odświeżona wersja może być całkiem ciekawa. Co to za „niektóre przypadki”? Battlestar Galactica na przykład. Albo Uchuu Senkan Yamato 2199.

Japoński nacjonalizm to temat śliski, paskudny i nie zamierzam się weń zagłębiać (i nie, jeśli lubisz mangę i anime, to nie musi to automatycznie oznaczać, że popierasz to, co stało się w Nankin), dlatego poprzestańmy na tym, że najpotężniejszy statek ziemskiej floty nazywa się Yamato. W serii anime z połowy lat siedemdziesiątych podróż tego kosmolotu była niezwykle popularna i trafiła również poza Japonię, gdzie ponoć też zdobyła sympatyków. Nie wiem na pewno, nie było mnie wtedy na świecie i nawet tego oryginału nie oglądałem.

Kilkadziesiąt lat później natomiast stworzono remake – w którym campy sci-fi starano się podciągnąć pod współczesne gusta. Według mnie eksperyment okazał się udany – przede wszystkim seria ukazywała się jako OVA, a nie seria TV, co już na starcie dobrze wróży jakości produkcji, patrz: Legend of the Galactic Heroes. Scenarzysta starał się upakować jakąś konkretną treść w każdy odcinek i według mnie bardzo mało jest tu bulszitu, wypełniaczy i bzdurnych gagów. A fabuła zaczyna się ostro: Ziemia jest bombardowana meteorami przez niejakich Gamilas i niemal cała zmieniła się w wyjałowioną skorupę. Ludzie schronili się w bunkrach, ale ich szanse na przetrwanie maleją z każdym dniem. Jedyną szansą jest Yamato – statek kosmiczny, wyposażony w cudowny silnik i uzbrojenie przez przedstawicielkę jakiejś tyleż szczodrej, co tajemniczej rasy. Załoga musi się udać na planetę, skąd pochodzi tajemnicza panna, aby mieć szansę na ocalenie rodzaju ludzkiego. Imperium Gamilas, choćby z punktu widzenia prestiżu, nie zamierza do tego dopuścić.

Załoga Yamato, oprócz radzenia sobie z nieznanym, rozwiązywania wewnętrznych sporów oraz problemów zdrowotnych natury wszelakiej załogantów, musi przede wszystkim zmagać się z wrogiem. Walki toczone są na modłę bitew morskich, więc na przykład rzucane są przeciw nim „łodzie podwodne”, czyli statki „zanurzające się” w podprzestrzeni. Podróż jest epicka i obfituje w wiele niespodzianek i najzwyczajniej w świecie wciąga i ogląda się to wszystko bardzo przyjemnie. Jeśli szukasz sensownego anime o kosmicznej podróży, a Legend of the Galactic Heroes i Gunbustera już przerobiłeś, to łap śmiało za Yamato.

You should probably watch this:

 

 

 

Repip

 

Achuj!

W oko wpadł mi piękny Dunaj "Morning at the Danube" od midnightlife

 


 

Darek79r19

 

Heja, heja!

W tym tygodniu może być kilka pokrywających się recenzji serialu Titans. Na szczęście ja nie piszę recenzji ;)

Ale żarty na bok. Serial jest tym, co może podnieść DC z kolan. Filmy idą w dobrą stronę, a teraz mamy całkiem niezły serial. Czekałem na niego, niby wiedziałem, czego się spodziewać, ale i tak z każdym odcinkiem jestem czymś zaskoczony. Dla mnie zdecydowanie wart polecenia, obejrzenia i napawanie się zupełnie innym klimatem, niż seriale Marvela.

W zeszłym tygodniu z braku czasu zapomniałem wspomnieć, że możemy cieszyć się już drugim sezonem serialu The Resident. Jeśli ktoś nie słyszał, to odsyłam do mojego rzutu okiem tutaj. Drugi sezon trzyma poziom, oczywiście polecam :)

Z innej beczki pochwalę się, że nadrobiłem już prawie wszystkie siedem sezonów Star Trek: Następne Pokolenie. Od szkoły podstawowej zawsze byłem załamany tym, że polska TV nigdy nie potrafiła wyemitować serialu od początku do końca. Na jednym kanale puścili pierwszy sezon, na następnym rok później trzeci, gdzieś tam na drugim końcu Polski w TV regionalnej znowu jakiś... I szczęśliwy jestem, jak małe dziecko, że dożyłem czasów, w których mogę odpalić Netflix i spokojnie sobie nadrobić cały serial. Kolejna pozycja z "listy rzeczy do zrobienia" odhaczona :)

Na koniec dla połaskotania ucha wrzucam theme z jednego z najlepszych filmów ostatniego roku.

Pozdrawiam i do następnego tygodnia, jak Gomlin pozwoli :)

 

 

Gomlin

 

I tak kończymy dzisiejszą kulturkę. Przy dobrych wiatrach to w okolicach czerwca będziemy obchodzić 100 wydanie (uffff) Czas leci - a dzięki Wam kulturka pnie się do pięknej trzycyfrowej liczby wydań ^^

Z tego miejsca chciałbym jeszcze raz podziękować ManoWarowi za pięknie układającą się współpracę! Za wysiłek, trud i chęci włożone w ten cykl!

THX również Dla mojego dzisiejszego gościa - Damianuss1, który dosłownie wczoraj wieczorem zabrał się za tekst a dziś rano był gotowy !

Podziękowania dla Współpracowników, którzy dzielnie wytrzymują moje częste poganianie i sępienie tekstu :D Oraz oczywiście dla wszystkich czytających i komentujących blog! :)

PS. Jeżeli ktokolwiek oddał głos na Kulture w PPE'owym plebiscycie - to również serdecznie dziękuję ;) Nie liczę na żadną wygraną ale każdy głos sprawia, że aż miło! THX i do następnego!

Pozdr, Gom

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +21 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +147 -
Gomlin
Ranking: 26 Poziom: 77
PD: 58075
REPUTACJA: 34951