Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88
Gomlin Gomlin 28.12.2018, 12:29
Kultura na weekend 3.0 [ BEZ GRANIA ] #77 [ Aktualizacja Darek79r19 ]
198V

Kultura na weekend 3.0 [ BEZ GRANIA ] #77 [ Aktualizacja Darek79r19 ]

Witam i zapraszam kulturalnych do ostatniego odcinka na ten ROK ;)

 

Gomlin

 

 

Hejka!

Dziś ostatni odcinek kulturki na weekend w tym roku ! 78 odcinek będzie tym pierwszym noworocznym odcinkiem i miejmy nadzieje, że będzie to udany początek. A sam nowy 2019r przyniesie nam lepsze dni niż 2018.  A póki co zapraszam na tekst naszego znanego modelarza KamilossPL i resztę ekipy ( Poza Pchanem i ManoWarem w tym odc.)

Niestety jest jedna smutna wiadomość:

Nasz kulturowy, muzyczny spec odchodzi na emeryturkę. W tym miejscu chciałbym mu podziękować za stałą i długotrwałą współpracę! Oczywiście Dark pojawi się jeszcze w kulturce jako "Gość".

OGŁOSZENIE:

Poszukuję nowego współpracownika, który zająłby się działem muzyki w kulturce!

Proszę o komenty lub PW!

 


  


 

ANIME:  W weekend przedsylwestrowy i być może w samego Sylwka postaram sobie przypomnieć anime, które kiedyś zrobiło na mnie duże wrażenie. Zobaczymy czy po kilku latach będzie tak samo dobrze smakować. Mowa tutaj o Claymore

FILM:  Chociaż nigdy nie udało mi się obejrzeć 33 pozostałych części...to jednak Naga Broń 33 i 1/3 jest niezniszczalna. Humor i gagi wciąż bawią a o to chyba chodzi w dobrej komedii. Niestety dzisiejsze kino poszło w zupełnie inną stronę i nie ma już takich filmów... a szkoda. 

 

         

 

 

KamilossPL

Witajcie w mojej części wpisu. Mam do polecenia trzy książki, które w tym roku przeczytałem, a które wśród kilkudziesięciu pozycji, warte są zapoznania się z nimi.

 

 

CZYTADŁO


Stanisław Lem - Śledztwo


Ta książka trafiła w moje ręce przez przypadek. Na dworcu autobusowym była wystawiona na półce, z której każdy może korzystać ( inicjatywa lokalnej biblioteki, która rozdaje książki). Historia jest napisana w dosyć ciężko sposób, ale ma klimat, który można kroić nożem. Śledztwo dotyczy znikających ciał z kostnic w różnych częściach Anglii. Główny bohater sporo zmaga się z niełatwą łamigłówką. Do tego ciekawą postacią jest Doktor, który ma swoją matematyczną teorię nt. Całej sprawy i komendant policji, który pomaga w sprawie.

John Kent ( lub jak nazwali go Polacy Kentowski) - Polacy są najlepsi. Książka opowiada historię Dywizjonu 303 z punktu widzenia angielskiego dowódcy. Początkowo wkurzony, że musi się użerać się z tymi przeklętymi Polakami, z czasem odkrywa w nich jednych najlepszych lotników na świecie. Fajna relacja kogoś innego niż Polak pokazuje też jego zdanie nt. tego jak potraktowano Polaków po wojnie.


John Kent [lub jak nazwali go Polacy Kentowski] - Polacy są najlepsi. 


Książka opowiada historię Dywizjonu 303 z punktu widzenia angielskiego dowódcy. Początkowo wkurzony, że musi się użerać się z tymi przeklętymi Polakami, z czasem odkrywa w nich jednych najlepszych lotników na świecie. Fajna relacja kogoś innego niż Polak pokazuje też jego zdanie nt. tego jak potraktowano Polaków po wojnie. 


Cherie Priest - Kościotrzep


Kupiona za dychę w markecie. W ogóle polecam ten sposób kupowania książek, czasem można wyrwać perełki za grosze. Dawno już czytałem i nie pamiętam za bardzo fabuły, ale bardzo zapadła mi w pamięć. Przytoczę info na jej temat od wydawcy: Najnowsze odkrycie steampunku. Ponury świat śmiertelnych gazów, tajemniczych maszyn, piratów w zeppelinach i nieustającej plagi zombie.
W pierwszych latach wojny secesyjnej pogłoski o złocie ściągnęły hordy przybyszów na północno-zachodnie wybrzeże Pacyfiku. Pragnący stanąć do wyścigu Rosjanie zapłacili wynalazcy Leviticusowi Blue za stworzenie machiny, która byłaby zdolna do eksploatacji złóż pod lodami Alaski. W ten sposób na świat przyszła Prześwietna Machina Wydobywcza doktora Blue, zwana także „Kościotrzepem”.
Jednak już podczas pierwszej próby urządzenie to wymknęło się spod kontroli i zniszczyło część Seattle, równocześnie odsłaniając podziemną żyłę śmiercionośnego gazu, który zmieniał każdą żywą istotę w zombie.
Minęło szesnaście lat, stanął mur odgradzający zniszczone i toksyczne miasto. Nastoletni syn doktora Blue, Ezekiel, podejmie próbę sekretnej krucjaty w celu odwrócenia biegu historii. Szalona wyprawa zaprowadzi go pod mury otaczające miasto, do dzielnic, w których roi się od żywych trupów, piratów powietrznych, przestępczych kacyków i dobrze uzbrojonych uciekinierów…

 


 

Jackoo

 

Podczas siedzenia przy świątecznym stole i zajadaniu się sałatką warzywną przyszedł mi do głowy bardzo ciekawy pomysł. Otóż pomyślałem sobie, że za sprawą tych cotygodniowych wpisów postaram się wam przybliżyć filmowe uniwersa, te bardziej mi bliskie i te godne uwagi. Na pierwszy ogień pójdzie uniwersum, które nie tak dawno sobie odświeżyłem, czyli Cloverfield. Przedstawiam wam pierwszy film z tej serii, czyli Projekt: Monster.

Projekt: Monster – czyli Cloverfield

Grupka przyjaciół mieszkających na Manhattanie postanawia urządzić przyjęcie pożegnalne dla jednego z nich, Roba, w związku z jego awansem i wyjazdem do Japonii. Przy okazji Rob ma okazję uporządkować sprawy sercowe z jego dziewczyną. W pewnym momencie jednak zabawę przerywają dziwne wstrząsy i wybuchy dochodzące z głębi miasta. Telewizja podaje w wiadomościach, że doszło do trzęsienia ziemi. Ludzie z ciekawości wybiegają na dach budynku, by zobaczyć ewentualne zniszczenia. Po chwili są świadkami ogromnego wybuchu i wielkiej kuli ognia, następują awarie prądu i są problemy z siecią. W ludziach wdarła się panika i wszyscy zaczynają wybiegać na ulicę. Niedługo potem wszyscy zdają sobie sprawę, że w miasto zostało zaatakowane przez ogromnego potwora. Rob wraz z bratem i grupką przyjaciół starają się wydostać z opanowanego przez monstrum miasta.

Film jest z gatunku found footage, czyli stylizowane na amatorskie nagranie, w którym to osoba trzymająca kamerę jest również bohaterem filmu. Za produkcję odpowiedzialny jest między innymi J.J. Abrams, więc nie byle kto w świecie kina i to widać gołym okiem. Film jest doskonale zrealizowany. Walące się mosty i budynki Nowego Jorku, walki wojska stanów zjednoczonych ze stworem (bardzo odpornego na ostrzał z RPG, czołgów i bomb samolotowych – przyp. Jackoo), tłumy ludzi biegających w panice po ulicach miasta uchwycone kamerą bądź co bądź jednego ze uczestników wydarzenia robią niesamowite wrażenie i dodają całości dramaturgii i wiele zyskuje na wartości. Myślę, że to jest największą zaletą tego filmu. Dobrze, że dobierając obsadę twórcy zdecydowali zaangażować w projekt mało znanych aktorów, dzięki czemu faktycznie możemy identyfikować ich jako przypadkowych  świadków. Co jednak ma i słabe strony, bo aktorsko wypadli bardzo przeciętnie i mało przekonująco moim zdaniem. Cały film jest ogólnie mieszanką „Godzilli”, „Blair Witch Project”, a nawet „Obcego”, więc generalnie prochu nie wymyślono i oglądając film odnosimy takie wrażenie, że gdzieś już to kiedyś widzieliśmy…

Podsumowując, obraz Matta Reevesa ogląda się bardzo przyjemnie, zdjęcia robione „z ręki” dodają dużo dramaturgii do widowiska. Scenariusz trochę kuleje, ale mimo wszystko trzyma się kupy. Mimo bardzo skromnego budżetu jak na realia Hollywood wyszedł z tego bardzo dobry film a zyski przekroczyły budżet wielokrotnie, co dało początek ciekawego uniwersum. A jak się ono rozwinęło? O tym za tydzień. 

Moja ocena: 

7/10

 

ManoWar74

 

Mano poszedł w Tango... 

A tak poważniej to brak czasu :) [ dop. Gom ]
 

 


 

 

Darkest

 

Czołem,

Dzisiaj troszeczkę inaczej, bo wrzucam Top 5 albumów, które warto przesłuchać/odświeżyć w 2019 (niestety top 10 mi się źle kojarzy). No to jedziemy!

 Motorhead - Ace of Spades. Tak było już o tym w Kulturze, ale nic nie poradzę, że to moja najulubieńsza płyta Lemmy'ego i ekipy. Motorhead jak stare, dobre whisky - zawsze wchodzi bez popity.

 

 

 

 

Miami Nights 1984 - Turbulence. Synthwave jest dobry na każdą pogodę i o każdej porze roku. Tutaj mamy prawdziwych wymiataczy i weteranów brzmień lat 80, więc słabizny nie będzie.

 

 

 

Alice In Chains - Jar Of Flies. Uwielbiam tą EP-kę. Prawdziwy masterpiece Alicji. Rotten Apples, czy Nutshell do dzisiaj wywołują u mnie równie mocne ciarki, co w dniu, gdy usłyszałem je pierwszy raz.

 

 

 

 

Mastodon - Blood Mountain. Nie wiem do jakiego gatunku zakwalifikować ten zespół, więc nawet nie będę próbował. Grają mocno i ostro, ale też bardzo melodyjnie, a konstrukcja utworów potrafi przyprawić o zawroty głowy. Mają jednego z najlepszych perkusistów na świecie, a tym krążkiem zapoczątkowali podróż w naprawdę ciekawe i niezbadane rejony muzyczne.

 

System Of A Down - Toxicity. Energia i brutalność Slayera w połączeniu z nieszablonowymi wokalami Serja i Darona oraz folkowo/jarmarcznymi wstawkami. Na kolejnych albumach chłopaki złagodnieli i wygładzili brzmienie. Nie było już w tym dla mnie takiego efektu wow.

 

 

I tym sposobem dotarłem do końca mojej przygody z Kulturą. Chciałbym serdecznie podziękować Gomlinowi za możliwość zamieszczania swoich wypocin na łamach cyklu i reszcie chłopaków za współpracę w doborowej obsadzie. Dziękuję też wszystkim czytelnikom, którym moja muzyczna piguła się spodobała. Pewnie jeszcze w przyszłości powrócę jako gość odcinka. Tak więc - do zobaczenia :)

 

 


 

P-chan

 

Nie dało rady się wyrobić [ dop.  Gom ]


 

MSaint

 

Ganta Igarashi miał wielu kolegów i koleżanki w swojej klasie, niestety zginęli zaraz na początku anime. A właściwie to zostali rozpruci jak szmaciane lalki przez tajemniczego „Czerwonego Człowieka” - ocalał tylko Ganta, którego wygodnie wszyscy uznają sprawcą masakry i zamykają w Deadman Wonderland – przedziwnym więzieniu zmienionym w park rozrywki.

Trafiają tam więźniowie skazani na śmierć – i muszą brać udział w groteskowych zawodach, za które dostają punkty, których używają do kupna różnych rarytasów. Ale pierwsze, co muszą ciągle kupować, to „cukierek”, a tak naprawdę antidotum, bez którego wstrzyknięta im trucizna ich zabije. Punkty uzyskują za udział w różnych „zawodach” ku uciesze gości lunaparku, która albo nie wie, albo nie chce wiedzieć, że obrażenia i zgony więźniów w trakcie „zawodów” są prawdziwe. Ganta zginąłby marnie już na początku, gdyby nie pomoc Shiro – nasza „białaska” to niezwykle sprawna fizycznie (ale umiarkowanie umysłowo) dziewczyna, która porusza się po całym lunaparku ze zwinnością i swobodą kota i mało kto już zwraca na nią uwagę. Traktuje ona Gantę jako przyjaciela i chroni go, jak może.

Fabuła jednak szybko idzie głębiej – Ganta okazuje się być „nosicielem” tajemniczych zdolności, a w podziemiach Deadman Wonderland potajemnie organizowane są walki takich ludzi, ku uciesze gawiedzi znacznie zamożniejszej i pod czujnym okiem samego dyrektora więzienia. Ganta spotyka tam inne, bardzo oryginalne jednostki i poznaje ich historię, jak również pomału angażuje się w plan ucieczki...

Zdaniem wielu widzów seria przegięła z bezsensownym gore, a fabuła nie jest – delikatnie mówiąc – na tyle dobra, by pociągnąć całość dalej. Nie podzielam tej opinii – groteskowa i mocno niewesoła opowieść trafiła do mnie, potrafiłem się przejąć nieszczęściem postaci i nic na to nie poradzę. Anime zdążyło się też skończyć dostatecznie szybko – niestety podjąłem decyzję o kupowaniu mangi, która cała ukazała się w Polsce, i szczerze mówiąc żałuję tego, bo jakość opowieści według mnie poleciała tam na łeb, na szyję i nawet nie pamiętam, jak to się wszystko skończyło.

Natomiast moim ulubionym aspektem serii anime jest... piosenka końcowa i towarzysząca jej animacja. Za piosenkę odpowiada zespół Nirgilis, autor między innymi czwartego openingu do Eureka Seven (ciekawostka: autor mangowej adaptacji Eureka Seven później stworzył mangę Deadman Wonderland), a obrazki w tle przedstawiają bohaterów z czasów przed trafieniem do Deadman Wonderland i jest tam uchwycony moment codziennej sytuacji, w której są szczęśliwi – choć w serii cierpią, są mordowani lub sami mordują. W rzeczywistości ludzie nie są jednostronni i ten jeden prosty opening jakimś cudem tę prawdę uchwycił.

You should probably listen to this:

 

 

 

Repip

 

Achuj!

W nowy rok wjeżdżamy z klasą, Skyline by MaaniDieMon


 

Darek79r19

 

Heja heja!

Dziś krótkie kulturalne podsumowanie roku w filmach, serialach i sprzęcie. Nie jest to żadne TOP, a raczej podsumowanie fajnych rzeczy, które zapadły w pamięć po całym roku masy obejrzanych filmów, seriali, bzdur, dzieł i 365 dni doświadczeń z tym związanych.

Na pierwszy ogień lecą filmy, wybrane tak, aby dla każdego znalazło się coś miłego:

- Ciche miejsce

- Plagi Breslau

- Deathpool 2

- Antman i Osa

Dlaczego tak a nie inaczej ? Bo tak :) Kto nie widział będzie wiedział, co nadrobić. Kto ma inne zdanie, darujcie sobie hejt i szykujcie się do sylwestra.

Na drugi ogień seriale. Wiadomo, że tych była cała masa, ale ja polecam dwa:

- Ślepnąc od świateł

- Rezydenci

 

Na trzeci ogień coś z hardwaru. Tutaj subiektywnie i z narażeniem na hejt polecam dwie rzeczy od serca:

- iPad..... Tak, wiem, Apple to syf, itd itp. A tak na poważnie, to jest to urządzenie dla ludzi, którzy mają przynajmniej dwa zwoje w mózgu więcej od kury lub przysłowiowego Janusza/ Seby (niepotrzebne skreślić). Jakieś argumenty? Proszę bardzo: statystycznie ludzie spędzają więcej czasu gapiąc się w telefon, niż w ekran komputera i psują sobie wzrok. Rozwiązaniem jest tablet. Jest mobilny, odpalimy na nim prawie wszystko, bateria trzyma dłużej niż większość laptopów, jest lekki, uniwersalny i świetnie zastępuje komputer w większości zadań, nie mówiąc o oszczędności prądu. Mój czas przed komputerem ogranicz się dziś do 20% tego, co było kiedyś. A na dokładkę przyznaj się, że przez wiele lat uważałem tablet za jeden z najgłupszych gadżetów na rynku. Dziś wstydzę się, że byłem taką zakutą pałą. A dlaczego iPad ? W moim przypadku dlatego, że pracuje na innych urządzeniach Apple. 

- Automatyczna skrzynia biegów ;) Już widzę na waszych twarzach konsternację, ale pozwólcie wyjaśnić. Mieszkam w Berlinie, kultura jazdy w dużym mieście to trudne zagadnienie. Każdy, kto jeździ automatem w korkach wie, o ile można zredukować zmęczenie i poprawić kulturę jazdy. Dziwnym i niezrozumiałym zagadnieniem dla mnie jest utrzymujący się w naszym społeczeństwie kult skrzyni manualnej. A nawiązuje do tego, bo tak samo, jak wygoda użytkowania tabletu otwarła mi oczy na nowe technologie, tak samo automatyczna skrzynia nie powinna być czym, co piętnuje się przez regionalne przesady i zabobony.

 

To na tyle w moim podsumowaniu. Jeszcze raz powtarzam: to nie ma być żadne TOP, tylko ciekawe rzeczy, niekoniecznie najlepsze, ale zdecydowanie dające do myślenia. 

A na koniec chciałbym życzyć wszystkim szampańskiej zabawy sylwestrowej, szczęśliwego Nowego Roku i uważajcie z fajerwerkami. Do zobaczenia w 2019 :)

 

 

 

Gomlin

 

I tak oto już kończymy kulturalne weekendy na ten rok. Dziękuję, że byliście z nami przez wszystkie odcinki! Oby następny rok był również owocny w kulturę!

Dziękuję za wytrwałe wsparcie moim redaktorom!

Dziękuję Wam za to, że jesteście i komentujecie!

A przy okazji mojego ostatniego wpisu na ten rok to chciałbym życzyć Wam jak zwykle dużo zdrowia na kolejne 365 dni i Kulturalnego Wskoku do Nowego Roku!

Wszystkiego dobrego i oby 2019 przyniósł nam dużo pomyślności!

A w samego Sylwka oczywiście Szampańskiej zabawy do samego rana!

Pozdr, Gom

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +18 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +147 -
Gomlin
Ranking: 26 Poziom: 77
PD: 58075
REPUTACJA: 34951