Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88

Gomlin Gomlin 28.09.2018, 13:44
Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #65
186V

Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #65

Heja Piątkowicze! Jak zwykle gorąco zapraszam do weekendowego ukulturzenia się !
 



WEEKENDOWO - KULTURALNIE

Siemka!

Witam wszystkich kulturoznawców w kolejnej odsłonie bloga ! Niezmiernie cieszy mnie fakt, że nie brakuje ludzi, którzy to chętnie przyjmują zaproszenie do kolejnych odsłon cyklu.  Powoli znów myślę nad lekkim odświeżeniem szaty graficznej by blog był jeszcze bardziej przejrzysty i czytelny. To jednak z czasem a póki co zapraszam do zapoznania się z tekstem usera KILLFANBOYS oraz moich stałych współpracowników :)

Zapraszam !



Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:


CZYTADŁO


Rycerz Kielkichów to bdb książka. Ciekawa, wciągająca i klimatyczna. Zwartka akcja, która nieustannie potrafi zaskoczyć - to główne i niejedyne plusy książki Jacka Piekary. Sama budowa historii kojarzy mi się lekko z Zakonem Krańca Świata ( Kossakowskiej ). Główny bohater żyje sobie spokojnie w naszej typowej rzeczywistości. Wszystko to jednak do czasu aż nie spotka pewnej kobiety, która wprowadzi go w świat snów...które to są równie rzeczywiste co świat w którym żyje na co dzień. Zatem elementy fantastyki, czyli coś co lubię są tu jak najbardziej dostępne. Mi osobiście książka bardzo przypadła do gustu i mogę polecić 

A za co biorę się dalej? W swojej kolekcji mam jeszcze coś od Piekary, a dokładniej to dwa tomy Szubienicznika 

 


MUZYKA


Every Time I look For You Blink 182


FILM/SERIAL

Na Tv zagości Robert Więckiewicz w zagranicznym filmie o polskich wydarzeniach oraz Keanu Reeves, który zabierze mnie ze sobą na Syberię. Czy filmy warte uwagi? Przekonam się ale mam nadzieję, że będzie przynajmniej przeciętnie 

 



Ode mnie to na tyle tego weekendu i w tej chwili zapraszam do wypocin mojego gościa i 3-groszowiczów ^^



]


Siemka wszystkim stałym i nie stałym czytelnikom. Na wstępie z góry dziękuje Gomlinowi za zaproszenie do jego topowego cyklu. W ostatnich miesiącach miałem mało czasu na częste udzielanie się w życiu społeczności PPE. Żona wymyśliła generalny remont i jak to na babsko przystało, na każdą moją awersję (szczególnie odchudzenia portfela) wytaczała ciężkie działa. Chcąc nie chcąc trzeba było babę zaspokoić, tym bardziej jak kłapała zębiskami niczym Strzyga. Wokół całej domowej zawieruchy znalazłem trochę czasu na kilka ciekawych pozycji, które zamierzam wam polecić. Nie przedłużając, zapraszam ;)


CZYTADŁO


Jako iż jestem wielkim zwolennikiem fantastyki sci/fi, nie mogło mojej uwadze przejść ostatnie dzieło pana Michała Gołkowskiego. Część z was pewnie zna tego autora chociażby z serii książek osadzonych w uniwersum STALKER. Tym razem wymieniony autor odbiegł jednak od klimatów postapo i przeniósł się w klimaty fantasy.

Książka obfituję w ciekawe zwroty akcji, oraz dobrze wysmakowaną intrygę. Jedynym problemem jest dość przewidywalny tor fabularny, gdzieś tam zabrakło spójności a gdzieś za często odkryto Asa w talii.  Zapewne nie zapadnie wam na długo w pamięć, jest jednak porządnym czytadłem na wieczór.

Ocen 7/10

  

 


MUZYKA


Jestem typem słuchacza radiowego, czyli co wpadnie w ucho to leci. Mam jednak dwa ulubione gatunki jakimi są hip-hop i wszelkiej maści soundtracki (filmowe, growe, itp.). Ostatni miesiąc w aucie kręci się cały czas płyta ZIPERA Meritum.

Samego albumu wypatrywałem od dawna, więc czym prędzej pobiegłem do Empiku po swój egzemplarz. Nie mam pojęcia w ''CO'' ewoluował hip hop w dzisiejszych czasach, ale jak słyszę kawałki Quebonafide, czy innych pseudo raperów którzy dorabiają się platyn to chcę mi się płakać. Siadam wtedy w zaciszu i odpalam klasyki ekip i solistów jak Molesta/WWo/Peja czy Eldo. Sama płytka Meritum to subtelne podsumowanie całej działalności ekipy z Warszawy, mamy zatem tłuste teksty, porządny beat i cholernie klimatyczne podkłady. Sama płyta utrzymana w stylistyce od kawałków śmiesznych, do mocnych z głębokim przekazem. Cholernie porządny kawałek Audio. Polecam.

Ocena 10/10

Z soundtracków wpadła mi ostatnio w ucho nuta z polskiego filmu ''Wściekłość'' (który to z resztą był miłym zaskoczeniem dla mnie- bardzo polecam)- QLHEAD-BREEATHLESS

 


FILM


Nie będę ukrywał, ale ostatnim czasem częściej oglądam seriale niż filmy, jednak udało mi się wyłowić perełkę wartą uwagi. Jeśli lubicie dla odmiany Chińskie filmy z wysokobudżetowymi efektami polecam ''Fala Uderzeniowa''.

Mocne kino sensacyjne w którym przedstawiono pracę policyjnych saperów, jest szybko, wściekle i na przyzwoitym poziomie.

Ocen 9/10

Z seriali polecam Ozark (aktualnie leci drugi sezon), opowiadający losy rodzinki która wplątała się w pranie brudnych pieniędzy kartelu narkotykowego. Przeprowadza się do tytułowego Ozark, gdzie sukcesywnie i po części w zmowie z tutejszymi mieszkańcami pierze szmal na różne, czasem śmieszne sposoby.

Ocena 8/10

 


Na koniec pozdrowienia dla wszystkich czytelników, pozdro dla bywalców shouta (dawno mnie tam nie było, mam nadzieję że czasem wspominacie ciepło), pozdro dla pierwszego usera z portalu którego kiedyś poznałem (Blondi gdzie jesteś? Napisz czasem) i dla wszystkich graczy niezależnie od obozu. 3majcie się!!


 



43 Festiwal Polskich Filmów Fabularnych już za nami. „Zimna Wojna” Pawła Pawlikowskiego raczej bez większego zaskoczenia zgarnęła statuetkę Złotych Lwów w konkursie głównym za najlepszy film. Film zgarnął również nagrody za najlepszy montaż i dźwięk. Na dodatek na początku tygodnia dowiedzieliśmy się, że film będzie polskim kandydatem do Oscara. Kto wie, może reżyserowi uda się powtórzyć sukces „Idy”. Nagrodę specjalną natomiast zajęły ex aequo „7 uczuć” oraz „Kler”. I ja właśnie o tym ostatnim chciałem napisać w tym tygodniu.

Kler – czyli Tak mówi Pan Bóg: Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą! Czyż pasterze nie powinni paść owiec? (Ez 34,2) 

Swego rodzaju analizę wewnętrzną polskiego Kościoła katolickiego (tego pisanego przez duże „K”) dokonujemy poprzez historię trzech księży. Jedno tragiczne wydarzenie z przeszłości połączyło ich losy, w związku z czym co roku spotykają się, by razem uczcić to, że szczęśliwe udało im się ujść z życiem. Trzech duchownych to trzy zgoła różne osobowości, którym różnie się układa w swojej profesji. Pierwszy z nich, ksiądz Trybus (Robert Więckiewicz) – jest proboszczem w małej wiejskiej miejscowości. Uzależniony od alkoholu, życie w celibacie traktuje lekceważąco. Drugi z nich, ksiądz Lisowski (Jacek Braciak) – idący po trupach karierowicz, który zrobi wszystko, aby dostać się na sam szczyt, na którym czeka Watykan. I wreszcie ksiądz Kukuła (Arkadiusz Jakubik) – który najbardziej serio traktuje swoją wiarę, jednak oskarżony o pedofilię traci zaufanie parafian. Nad wszystkim trzyma pieczę arcybiskup Mordowicz (Janusz Gajos), duchowny, który wykorzystuje swoje wszystkie wpływy i rzekomo cały swój majątek przeznacza na budowę nowego sanktuarium.

Film zaczął wzbudzać kontrowersje już przy samej fazie powstawania. I nie ma co się dziwić, wszak porusza temat dość trudny, który zawsze dzielił społeczeństwa w naszym kraju ale i nie tylko. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdzie rządy w Polsce sprawuje taka a nie inna władza i religia chyba jak nigdy wcześniej mocno wiąże się z polityką. „Kler” jest filmem krytycznym, to oczywista oczywistość. Ale czy aby na pewno chodzi tutaj o zmieszanie z błotem całego Kościoła Powszechnego? Ja dzieło Smarzowskiego bardziej odbieram jako krytycyzm w stosunku do zbutwiałej, zepsutej do cna ludzkiej natury, nastawionej na chciwość, pazerność, chęci sięgnięcia po władzę i sprawowania jej nad drugim człowiekiem. Ciężko tutaj jakkolwiek usprawiedliwiać czyny głównych bohaterów, jednak poniekąd można je zrozumieć, gdyż za pomocą filmowych przebitek wracamy do przeszłości, do czasów dzieciństwa bohaterów i dowiadujemy się jak bardzo zostali poharatani przez los, co sprawia, że postaciom zaczynamy zwyczajnie…współczuć. Wątek molestowania wśród księży został już poruszony nie tak dawno za sprawą filmu „Spotlight”, w którym temat ten zostaję ujęty z perspektywy dziennikarzy prasowych prowadzących śledztwo w tej sprawie. W „Klerze” problem pedofilii nie mógł zostać pominięty. Jest ukazany w dość brutalnym, rzekłbym w „Smarzowskim” stylu, czyli bez skrupułów, bez mydlenia oczu, czarno na białym, co z resztą jest znakiem rozpoznawczym reżysera. Tutaj nie ma taryfy ulgowej, film jasno sprzeciwia się takiemu zachowaniu i już najwyższy czas, by Kościół przestał w tak bezczelny sposób zamiatać te sprawy pod dywan. Co do obsady, to wraca czołówka polskiego kina. Najlepiej moim zdaniem wypadli Gajos i Jakubik (świetny, wzruszający monolog w końcowych fragmentach filmu). Trochę słabiej Więckiewicz, jego zapijaczoną twarz już oglądaliśmy w „Pod mocnym aniołem”. Słowa pochwały jeszcze za muzykę, choć minimalistyczna, to chociażby podczas ostatniej sceny filmu, mimo, że to zwykłe pojedyncze dźwięki, to dodaje jej dramaturgii.

 Nie mogę powiedzieć, że zawiodłem się na tym filmie, bo był naprawdę dobry, ale też i liczyłem na coś więcej. Za pomocą tego obrazu mamy okazję zobaczyć od kuchni jak wygląda życie w Kurii, z tym, że ja poniekąd zdawałem sobie sprawę, że tak jest, więc wielce mnie to nie urzekło i nie zaskoczyło. Oczywiście niektóre sprawy w filmie są dość mocno podkoloryzowane i przesadzone, ale chyba nie tylko ja widziałem w osobie arcybiskupa Mordowicza pewnego słynnego księdza z Torunia, który rzekomo dostał Bentleya w prezencie od bezdomnego. W każdym razie uważam, że warto wybrać się na seans, bez względu na to, czy co piątek odprawiasz modlitwę różańcową i spowiadasz się co tydzień księdzu ze wszystkich swoich grzechów, czy też omijasz kościoły szerokim łukiem. 

Moja ocena:

7/10

Na koniec jeszcze taka mała uwaga. Złoty Klakier – czyli nagroda przyznawana przez Radio Gdańsk dla najdłużej oklaskiwanego filmu na festiwalu filmowym, wręczana co roku. Tym razem nie została przyznana, ponieważ miał ją dostać film „Kler”, który ponoć został oklaskiwany przez publiczność przez 11 minut. Radio Gdańsk uzasadniało to…niemożnością obiektywnego zmierzenia długości oklasków. Wnioski zostawiam dla was.  

 

Kulturalne siemano :)

Podczas krótkiego urlopu w na ojczystej ziemi,  upolowałem najnowszą książkę Andrzeja Ziemiańskiego pt. Viron .Obława

Oczywiście na jednej książce nie poprzestałem ,ale to już temat na następny raz :)

Pierwsza część czyli Virion. Wyrocznia była na tyle dobra że nabrałem ochoty na więcej , oczywiście nie jest to rozmach i poziom Drogi Królów B. Sandersona , ale i tak całkiem przyjemnie się czytało.

Gdzieś na krańcu imperium Virion znajduje osadę zamieszkałą przez wyrzutków, łotrów i uciekinierów takich samych, jak on.

W miejscu, gdzie nikt nikogo nie pyta o przeszłość mógłby znaleźć cichy kąt dla siebie i swojej niezwykłej żony. Chociaż na chwilę, zanim podejmie decyzję, gdzie ruszać dalej. Widmo wielkiej obławy zmusza go jednak do pośpiechu i uświadamia, że tak naprawdę...nie ma już gdzie uciekać. Poza granicami imperium ma do wyboru przeprawę przez szalejące morze, bezlitosną pustynię albo pogrążone w wojnie Królestwa, gdzie luańczyków witają naostrzonym palem. Może też usiąść na progu swojej chaty i modlić się, aby naganiacze z obławy go nie zauważyli. I byłoby to wyjście tak samo dobre, jak wszystkie inne, które Virion ma do wyboru, gdyby nie jeden mały szczegół. Za sprawą prefekt Taidy jego śladem rusza nie kolejny oddział zbrojnych, ale wyjątkowo zdolna czarownica.

Ambitna, zawzięta i wyspecjalizowana w znajdowaniu ludzi. Oraz wredna na tyle, że za odpowiednią opłatą zadba o to, by znaleziony trafił w ręce zleceniodawcy żywy.

 

464 strony  dają nadzieję że Virion nieco się "rozpędzi" i nabierze rozmachu , jeżeli ktoś złapał smaka to kupować i smakować :P

Miłego i kulturalnego weekendu wszystkim :)

 


 



Kolega Dark się kuruje, więc nie męczyłem chłopaka i zaleciłem odpoczynek        [dop. Gom]




P-chan pozostaje z nami w kulturze ale na chwilę obecną z powodu spraw prywatnych musi odpuścić kilka tekstów [dop. Gom]





Czy wiecie, jak się gra w madżonga? Ja do tej pory nie wiem, choć ładnych parę anime traktujących o tej grze już widziałem. Jednak brak tej wiedzy niespecjalnie przeszkadza w czerpaniu przyjemności z oglądania wyjątkowego anime, jakim jest Akagi.

Wypada wiedzieć kim jest Nobuyuki Fukumoto. To autor mang słynących z umiejętnego budowania napięcia, wnikania w psychikę postaci i, hm, unikalnego stylu rysowania, który osobiście nazywam „szkaradnym”. Często akcja kręci się wokół różnych gier, ryzyka i motywacji bohaterów. Jego manga o madżongu pod tytułem „Ten” (od imienia głównego bohatera) przedstawiała między innymi Akagiego, niepokonaną legendę w środowisku graczy. Manga „Akagi” opowiada o początkach tej legendy i stała się na tyle popularna, że doczekała się nie tylko adaptacji anime, ale też serii live action, książek, poradników i tak dalej.

Postacie w anime są narysowane lepiej niż mandze, rzecz jasna, ale dalej zachowują ten unikalny styl, którego nie ma nigdzie indziej. Bardzo grube kontury i przede wszystkim charakterystyczne mordy to coś, czego nie ma nigdzie indziej, szczęśliwie w Akagim są tylko postacie męskie, bo te żeńskie u Fukumoto to nie jest widok, który polecałbym każdemu.

W każdym razie: 13-letni Akagi wychodzi z wody, w której się znalazł po grze „w tchórza”, czyli „który samochód jako pierwszy zjedzie drugiemu z drogi”. Umysł Akagiego można przyrównać do wystrzelonego pocisku, którego nic nie może zatrzymać i nawet gdy chwilę potem trafia na zaprawionych w grze członków yakuzy, wygrywa z nimi, choć większego pojęcia o madżongu jeszcze nie ma. Ale rywale w grze nie są w stanie go rozpracować, choć ten przecież jeszcze dzieciak czyta w nich jak w otwartej książce. Kolejne zwycięstwa już wtedy czynią z Akagiego legendę, aż w końcu rozpykał profesjonalnego gracza w madżonga, Urabe. Młody Akagi jednak zachowuje się miejscami wręcz jak psychopata, a w mandze „Ten” to raczej pogodny staruszek...? Co doprowadziło do tej zmiany? Ano opus magnum anime i przede wszystkim mangi, czyli pojedynek z Washizu – niezwykle ważną postacią w światku przestępczym Japonii, który zbił fortunę na szemranych interesach tuż po drugiej wojnie światowej. Dość powiedzieć, że w końcu stawką będzie gra na upuszczane litry krwi...

Zalety anime to przede wszystkim jego wyjątkowość: tematyka, styl graficzny, psychologiczne podejście mniej więcej na poważnie. Za gigantyczną wadę uważam to, że pojedynek z Washizu nie znajduje swojej konkluzji w serii – zresztą manga ukazywała się w najlepsze jeszcze przez kolejnych kilkanaście lat i skończyła się dopiero gdzieś na początku tego roku. Mangi nie czytałem, ale ostrożnie podejrzewam, że autor ciągnął wątek gry w posiadłości Washizu przez co najmniej dekadę...


A w kolejnym odcinku: he fell silently!!!




Achuj!

 

Lato nieubłaganie mija i pozostają jedynie wspomnienia i oczekiwanie. Na dziś fotografia Aura-2 z okolic Łomży, pięknie i sielsko.

W Ramach Repipowej Kultury zapraszam do recki czytadła o Sadze Cormyru na RnG! [ dop Gom.]

http://www.retro(...)cormyru/


 



To już wszystko na dziś! Jak zwykle odcinek wypełniony ciekawymi propozycjami, jednak mam nadzieję, że nie zabraknie również wWaszych w komentarzach ! 

Podziękowania za występ dla użytkownika KILLFANBOYS oraz współtworzących kulturę!  THX dla wszystkich komentujących, plusujących i minusujących !

Do następnego!

Pozdr, Gom




 

Tagi:

Oceń notkę
+ +18 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +146 -
Gomlin
Ranking: 25 Poziom: 78
PD: 59597
REPUTACJA: 35587