Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88

Gomlin Gomlin 14.09.2018, 11:50
Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #63
150V

Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #63

HEJ HEJ!
Już piątek, zatem zapraszam do obcowania z weekendową kulturą!



WEEKENDOWO - KULTURALNIE

Siemka!

Witam serdecznie w 63 odsłonie cyklu. Odstawcie więc wszelkie gierki video na parę chwil i dajcie się porwać dobrej książce lub niech wciągnie Was dobry film/serial - i tym wszystkim proszę podzielcie się w komentarzach! Dzisiejszy odcinek gości usera SuriStrike

Zapraszam !



Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:


CZYTADŁO


Została mi ostatnia część Barrego Trottera - czyta się naprawdę szybko a i sama książka do grubych nie należy. Tak jak myślałem, po latach książka potrafi dalej bawić, choć jej humor jest dość specyficzny. Trzeci tomik też łyknę ale to w tygodniu...

W tygodniu, gdyż na weekend zostawiam sobie świeży nabytek, który ostatnio się u mnie pojawił podczas pobytu w Bydgoszczy, a mowa o:

Mamy tutaj dużo ciekawych pozycji, gdzie chętnie poznam trudy i przeciwności jakie się pojawiały podczas produkcji wspomnianych tytułów. Sam wstęp zachęca, zobaczymy co będzie dalej. Mam tylko nadzieje, że nie będzie powielanych schematów typu praca do późna, terminy, brak kasy, pół kodu gry do kosza... 


MUZYKA


Nirvana: Smells Like Teen Spirit

 


FILM/SERIAL

W ten weekend szansę na obejrzenie otrzymuje jeden nowy tytuł oraz jeden starszy:

 

Z seriali dalej leci ROJST a jako kolejny bardziej śmiechowy poleci 1 sezon Atypowy z Netflixa

 



Ode mnie to na tyle tego weekendu i w tej chwili zapraszam do wypocin mojego gościa i 3-groszowiczów ^^



]


Witam wszystkich. Na początku dziękuję Gomowi za zaproszenie i jest to dla mnie zaszczyt zagościć na łamach tego blogu.


MUZYKA


 

Zakładam, że nie ma osoby która nie zna Marilyn Mansona bądź nie słyszała Sweet Dreams w jego wykonaniu. Współtworzony przez Trenta Reznora i Nine Inch Nails album Smells Like Children potrafi zaskakiwać, a w niektórych momentach wzbudzać niepokój i wywoływać ciarki na plecach. Okej, znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że jest to nic innego jak zbiór remiksów utworów z poprzedniego albumu (Portrait of American Family), zakulisowych eksperymentów z samplami/puszczaniem kwestii od tyłu oraz coverów znanych/mniej znanych utworów. Nie jest to do końca prawda, gdyż dostajemy po intrze świeży (powiedzmy :D) utwór zatytułowany Diary of a Dope Fiend. Jednak jedno trzeba przyznać - sposób ułożenia tracklisty czyni ten krążek znacznie atrakcyjniejszym. Za to covery w wykonaniu pana Mansona powodują, że płyta ma coś w rodzaju... hm, uroku osobistego? Rekomendowane przeze mnie utwory z albumu zamieszczam poniżej. :)

  

  

 


CZYTADŁO


Szczerze mówiąc nie przepadam za czytaniem książek. Fakt, zdarzają się sytuacje, kiedy wrócę ze sklepu z jakimś tytułem i wsiąknę na długie tygodnie. Wojny konsolowe autorstwa Blake'a J. Harrisa są tego doskonałym przykładem i jest to moim zdaniem najlepsza, a zarazem obowiązkowa pozycja dla wszystkich, którzy kochają gry. Każda strona przedstawia nam znane, ale również nowe i zaskakujące fakty z historii Toma Kalinskego - człowieka, który z przemysłu zabawkarskiego przenosi się do świata elektronicznej rozrywki Segi i próbuje schwytać byka za rogi jakim było w tamtych czasach Nintendo. Będziemy również świadkami narodzin słynnego niebieskiego jeża Sonica, debiutu Electronic Arts na konsolowym poletku oraz batalii z władzami USA nt. brutalności gier wideo, do której przyczynił się Mortal Kombat. Bardzo dużym plusem książki jest miszmasz reportażu z opowiadaniem, wzbogaconym w dialogi. Połączenie to sprawia, że książkę czyta się bardzo przyjemnie. Wady? Jest... i to jedna. Dla mnie bardzo szybko się skończyła. No i dość smutno. Nie zamierzam spojlerować, ale osoby znające temat będą wiedzieć co mam na myśli.


I to tyle... Dziękuję jeszcze raz no i pozdrawiam Goma z resztą kulturowiczów! :D


 



W tym tygodniu pora na film o zombie. Spośród wielu ciekawych produkcji postanowiłem wybrać tą najbardziej subtelną i delikatną, jednak wciąż bardzo ciekawą, mianowicie „World War Z” z Bradem Pittem w roli głównej.

World War Z – czyli Zombieland na poważnie.

W początkowych minutach filmu oglądamy naszego bohatera, poznajemy jego rodzinę oraz relacje między nimi. Śniadanie, rozmowy, żarty czyli typowy poranek wśród rodziny idealnej. Poranna podróż samochodem jednak szybko sprowadza wszystkich brutalnie na ziemię. Gigantyczny korek jeszcze nie jest dużym powodem do niepokoju, jednak gdy gdzieś w oddali słyszymy wybuchy dla naszego bohatera, byłego pracownika ONZ to jasny sygnał, że mamy tu do czynienia z sytuacją nietuzinkową. W mieście powoli zaczyna wdawać się panika, policja przestaje panować nad sytuacją, jednak dopiero, gdy widzimy ludzi wściekle i agresywnie napadających na innych przechodniów, w mieście wybucha totalny chaos. Okazje się, że przyczyną tego jest wirus, który szybko rozprzestrzenia się na cały świat. Nasz bohater, pod groźbą braku wsparcia dla swojej rodziny postanawia wziąć udział w trudnej misji zbadania genezy rozwoju wirusa oraz odnalezienia antidotum.

Na początku napisałem, że mamy tu do czynienia z filmem delikatnym nie bez przyczyny. Film dostał kategorię wiekową PG-13 więc za wiele krwi w nim nie ujrzymy. To trochę dziwne, przecież ma to być film o żywych trupach. Gdy dochodzi do sceny, gdy zombie atakuje innych ludzi i zabiera się za wyżerkę ludzkich wnętrzności kamera nagle skupia się na czymś innym, lub zwyczajnie ów mord akurat nie mieści się w kadrze. Ciężko jest więc jednoznacznie przypisać temu filmowi konkretny gatunek, bo horrorem bym go nie nazwał. Trzeba przyznać, że same zombie są ciekawie zrobione. Podobne widzieliśmy już w filmie „28 tygodni później” oraz oczywiście w The Last Of Us, czyli ten gatunek szybko się poruszający. Uważam też, że sam Brad Pitt udźwignął swoją rolę. Nie jest tutaj przedstawiony jako heros, który wybawia cały świat przed zagładą i w pojedynkę staje do walki z wirusem. Na pierwszym miejscu stawia zawsze rodzinę, w filmie jest bardziej tym od myślenia, niż od strzelania. Wraz z naszym głównym bohaterem podczas jego misji wybierzemy się do różnych zakątków świata: Korei, Izraela czy też Wielkiej Brytanii. I to właśnie w Izraelu oglądamy jedną z najlepszych scen, czyli słynne „wdrapywanie się” zombie po wielkim murze odgradzającym Jerozolimę. Ciekawie to było zrobione i brawa dla scenarzystów za pomysł. Na uwagę również zasługuje sam początek filmu, czyli uliczny chaos i rozprzestrzenianie się w szybkim tempie wirusa.

Pomimo wielkich trudności ekipy filmowej podczas kręcenia filmu, przekroczonym wielokrotnie budżecie, co chwilę zmienianym zakończeniu, to suma summarum i tak wyszedł z tego bardzo ciekawy film. Mimo tych wszystkich budżetowych problemów, to najwidoczniej końcowa liczba na koncie u producentów w pełni zadowoliła, bo w planach jest już druga część i ma go kręcić sam David Fincher. Tutaj mamy typowy blockbuster nastawiony na czystą rozrywkę. I tą rozrywkę dostajemy. Polecam! 

Moja ocena:

6/10


 

Kulturalne siemano na Croma :)

Co jakiś czas "przeskakuję z mojego " klimatu fantasy na inne rejony - tym razem wzięło mnie na "Hyperiona" Dana Simmonsa - dopiero co zacząłem więc nie jestem w stanie ocenić całokształtu , ale zapowiada się bardzo intrygująco i ciekawie :)

624 strony pierwszego tomu powinny mnie zachęcić do sprawdzenia pozostałych trzech książek tego cyklu.

Przeczytajcie sami ten krótki opis:

W obliczu zbliżającej się nieuchronnie międzygalaktycznej wojny na planetę Hyperion przybywa siedmioro pielgrzymów: Kapłan, Żołnierz, Uczony, Poeta, Kapitan, Detektyw i Konsul. Mają za zadanie dotrzeć do mitycznych grobowców, by znaleźć w nich budzącą grozę istotę. Zna ona być może metodę, która pozwoli zapobiec zagładzie całej ludzkości. Każdy z pielgrzymów może przedstawić jej swoją prośbę, lecz wysłuchany zostanie tylko jeden. Pozostali będą musieli zginąć.

Wierzę że należy mieć otwarty umysł i zaglądać w różne wymiary , czasem na pozór nie w naszym stylu czy klimacie - można się bardzo mile zaskoczyć i poznać coś wartościowego.

Fascynująca przyszłość , tajemnicze grobowce , ciekawe postacie i przerażająca istota - cóż..miecz odwieszony ,smoki poczekają - a ja lecę drzewostatkiem na Hyperiona , konstelacje mrugają obiecująco , a zimny kosmos patrzy w nas  obojętnym wzrokiem..tajemnico przybywaj :)

 

 

Prywata po pachy - pozdrawiam moich towarzyszy broni : Anetkę i Wojtka - światło z Wami :D

Miłego i kulturalnego weekendu wszystkim :)


 



Czołem,

W tym tygodniu na tapecie doomowo-depresyjne smutasy z Paradise Lost. Tragic Idol to album idealny na długie jesienne wieczory, żeby już parszywy nastrój, sparszywiał do reszty. Oczywiście, żartuję. Choć pewnie znajdą się i tacy, u których płyta faktycznie może wywołać takie stany. Wracając do samego Tragicznego Bożka, to trzeba przyznać, że to kawał solidnej muzy z bardzo dobrym wokalem Holmesa i powrotem doomowego ciężaru. Cieszy mnie fakt, że chłopaki przestali dryfować w stronę pop-rocka dla emo-dzieciaków i wrócili na metalowe poletko. Album mroczny, teksty poruszające okrucieństwa życia, gasnącej albo i całkowicie wygasłej wiary w boga itd. Klimatu rezygnacji i beznadziei dopełniają ciężko brzmiące gitary i wprowadzające element melancholii klawisze. Już sam początek w apokaliptycznym kawałku Solitary One zwiastuje, że będzie ostrzej i dosadniej niż na poprzednich krążkach. Holmes skacze sobie od głębokiego, wkurwionego na zło tego świata głosu, do łagodniejszych partii wokalnych, dając słuchaczowi chwilę wytchnienia. Z wyróżniających się kawałków wymienię Theories From Another World z świetnym, blackmetalowym zwolnieniem pod koniec, utwór tytułowy z łagodnym wstępem i następującą zaraz po nim świetną solówką i wreszcie przedostatni na płycie Worth Fighting For. Dobry album, wart przesłuchania.

Do następnego!




P-chan pozostaje z nami w kulturze ale na chwilę obecną z powodu spraw prywatnych musi odpuścić kilka tekstów [dop. Gom]





Wyobraź sobie długi, ale taki naprawdę długi cykl powieści fantasy. „Koło Czasu” Roberta Jordana”? „Malazańska Księga Poległych” Eriksona ze swoimi opasłymi dziesięcioma tomami i licznymi spin-offami? A guzik – japońska pisarka Kaoru Kurimoto przez trzydzieści lat natrzaskała 130 książek z cyklu Guin Saga i musisz się z tym pogodzić. Trudno mi się wypowiedzieć na temat długości czy jakości tych książek, ale fakt pozostaje faktem – nawet po śmierci autorki w 2009 roku seria jest kontynuowana przez następnych autorów i ludzie to kupują, choć może niekoniecznie poza Japonią. Adaptacja na mangę i anime prędzej czy później musiała powstać i w 2009 roku...

Mocarny koleś odzyskuje przytomność i uświadamia sobie, że nic nie pamięta. „Guin” to prawdopodobnie jego imię, ale nawet tego nie jest stuprocentowo pewien. Jakby mało było nieszczęść, odkrywa, jego głowa zmieniła się w taką lamparcią – nie jest to maska i na pewno nie da się jej zdjąć, co może sprawić mnóstwo kłopotów w komunikacji międzyludzkiej.

Guin ma niesamowitą parę w łapach, ale nie jest idiotą – ma talent strategiczny i jest w stanie poprowadzić całe armie do zwycięstwa. Oczywiście szybko wplątuje się w intrygę polityczną, spotykając parę bliźniaków: księżniczkę i królewicza uciekających z własnego kraju i decyduje się na wspólną podróż z nimi. Intryga rozwija się dalej i zatacza coraz szersze kręgi, na scenie pojawia się coraz więcej postaci, polityka i wojna – wszystko, czego można oczekiwać po opowieści fantasy.

[ spotkanie na szczycie ]

Nawet jeśli fabuła zaczyna przynudzać swoimi ogranymi rozwiązaniami, to zawsze jest jeden jasny punkt: walki. Guin przez sporą część serii walczy własnymi „ręcami” i idzie na solo z naprawdę potężnymi przeciwnikami, spuszczając im solidny łomot i oglądanie tego sprawiało mi dużą satysfakcję. Szczególnie, że przygrywa nam przy tym muzyka kompozytora znanego z Final Fantasy: Nobuo Uematsu.

Tak – takie znane nazwisko się tu pojawia i moja hipoteza jest taka, że trochę przy produkcji tego anime się przeliczono i przeinwestowano – poza Japonią mało kto o Guin Saga w ogóle słyszał, tak więc wielkiego szału nie zrobiło, a zapowiedzi kontynuacji opowieści brak, choć minęło już prawie dziesięć lat, tak więc ta adaptacja chyba jest skazana na pozostanie krótkim, acz intrygującym kuriozum.

A trochę szkoda – podobno Berserk był po części inspirowany Guin Saga (pierwsze tomy ukazały się w 1979 roku), jak i pewnie parę innych popularnych dzieł. Z drugiej strony pani pisarka lubiła się bawić, według doniesień, we wplatanie motywów yaoi i shonen-ai, zresztą pamiętam, że było to dość mocno akcentowane w starej wersji artykułu na Wikipedii, gdzie każdy udał się w pierwszej kolejności, by dowiedzieć się, co to w ogóle jest ta Guin Saga. Obawiano się, że te motywy trafią również do anime, ale zaniepokojonych uspokajam – w anime takich motywów nie uświadczymy.

Polecam choćby spróbować – jest to względnie klasyczna opowiastka fantasy, ale ja oglądałem z przyjemnością i miałem radochę z oglądania, jak Guin bije ludzi i potwory, czego również i innym oglądającym życzę.


A w kolejnej odsłonie... INAZUMA KIIIIIIIIIIIIIIIIIIIICK!!!




Achuj!

W ostatni weekend w końcu była pogoda to i zameldowałem się na szlaku. Na ten szczyt nie prowadzi bezpośrednio żaden szlakowskaz, a że widoki z niego w necie wyglądały fenomenalnie to postanowiłem za wszelką cenę tam dotrzeć. Okazuje się, że na szczyt prowadzą dwie nieoznakowane ścieżki z czego jedna to taka trochę „na czuja”. Ja o tym nie wiedziałem i znalazłem trzecią – nieco wyboistą i zarośniętą, ale dotarłem do celu! Widok na Beskid Śląski w którym dominuje pasmo Baraniej Góry.


Jak widać panoramka jest bardzo pokaźna! Poniżej jako combo dołączę zbliżenie na jeden fragment. Pogoda i widoczność były fenomenalne, kolejne pasma górskie prężyły swe grzbiety. Dominuje Beskid Ślaski, w oddali majaczy Beskid Żywiecki, ale tego dnia było widać coś więcej, i to gołym okiem przez co mi serce szybciej biło. Te korony całkiem z tyłu to Mała Fatra, moje póki co niespełnione marzenie górołaza. Po prawej w wkomponowany w górę widnieje też niepozorny domek – to wedle mojej wiedzy Zamek Prezydenta RP w Wiśle podarowany przez Śląsk Ignacemu Mościckiemu.



No i tymi dwoma zapierającymi dech w piersiach widoczkami kończymy dzisiejszą kulturkę. Jak zwykle zachęcam do dzielenia się w komentarzach swoimi kulturowymi zajęciami ! 

Na koniec oczywiście podziękowania dla wszystkich moich gości oraz Wam za wsparcie tego bloga! THX

Pozdr, Gom




 

Tagi:

Oceń notkę
+ +24 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +146 -
Gomlin
Ranking: 25 Poziom: 78
PD: 59664
REPUTACJA: 35659