SKLEP

Blog użytkownika Gomlin

Majkelx88
Gomlin Gomlin 07.09.2018, 15:07
Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #62
145V

Kultura na weekend 2.0 [ BEZ GRANIA ] #62

Siemka Wszystkim!
Jak co tydzień zapraszam Was do zapoznania się z kulturą na ppe oraz podzielenia się z innymi swoim komentarzem - a jakże kulturalnym!



WEEKENDOWO - KULTURALNIE

Siemka!

Kultura wita już po wakacjach. Wrzesień to w większości powrót z urlopów oraz mocne baty dla studentów w postaci kampanii wrześniowej. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie by kulturalnie spędzać weekendy czy to z filmem czy książką (do czego serdecznie zapraszam). Dzisiaj w kulturze gości (lub nie bo tekst wciąż nie podesłany...) Iselor

Zapraszam !


Ps. Dzisiejsza kultura później ale czekałem wciąż na tekst od Iselor'a



Tradycyjnie: Ode mnie parę słów na ten weekend:


CZYTADŁO


Ponieważ w tv ponownie leci magiczny Portier to postanowiłem coś klimatycznego przeczytać ale nie kolejny tom Sagi czarodzieja. Wtedy zerknąłem na swoją skromną biblioteczkę i mam :)

Trzy tomy Barrego Trottera idealnie wpasują się w klimacik a przy tym mogą rozśmieszyć ( bardzo dawno już tego nie czytałem), więc chętnie sobie przypomnę :D Jedna z części idealnie by się nadała dla jednego z naszych userów :D ( Mowa tu oczywiście o tomie z podtytułem "Końska Kuracja")


MUZYKA


Billy Talent - Nothing To Lose

 


FILM/SERIAL

ROJST idzie u mnie pełną parą - odcinek po odcinku :) Jeżeli ktoś nie widział a ma możliwość to polecam :)

Z filmów wracam do magii starych filmów Tima Burtona ;) Także rzucę na ekran kogoś do ciachania

 



Ode mnie to na tyle tego weekendu i w tej chwili zapraszam do wypocin mojego gościa i 3-groszowiczów ^^



]


 


Jeśli tekst doleci to się tutaj pojawi :)


 

 

 

 




W zeszły piątek do kin wszedł film „Bez litości 2” na który mam chrapkę się wybrać. W związku z tym uważam za dobry pomysł by przybliżyć niektórym z was powstałą w 2014 roku pierwszą część, z Denzelem Washingtonem w roli głównej. Film wyreżyserował Antoine Fuqua, czyli nie kto inny, jak twórca znakomitego „Dnia próby”.

Bez litości – czyli Denzel kontra wszelkie zło.

Denzel Washington wciela się tym razem w…sprzedawcę w supermarkecie z artykułami budowlanymi – Roberta McCalla. Z początku poznajemy naszego bohatera jako pewnego siebie mężczyznę z czarną przeszłością, która z początku jest owiana tajemnicą, wiodącego nudne i dość monotonne życie, a przy okazji jest mentorem dla opasłego kolegi, który pragnie zostać ochroniarzem. Ale niech was to nie zmyli. W wolnych chwilach nasz bohater lubi udać się wieczorami do pobliskiej knajpy czytać 100 najlepszych tytułów książek, które jak się dowiemy później nie było dane przeczytać jego zmarłej żonie. Tam poznaje Teri (Chloe Grace Moretz), młodą prostytutkę, która wpadła w złe towarzystwo i bardzo by chciała się z niego wyplątać. Po kilku pogawędkach z czasem Robert poczuje sympatię do młodej dziewczyny. Pewnego razu, gdy nasz bohater będąc naocznym świadkiem krzywdy Teri, postanawia sam wymierzyć sprawiedliwość i w pojedynkę skonfrontować się z rosyjską (a jakże!) mafią.

Tym razem trochę nietypowo, ale zacznę od wad. Przyznacie, że scenariusz filmu nie powala na kolana. Historię w podobnym tonie widzieliśmy już ponad dwie dekady temu w „Leonie Zawodowcu”. Nie możemy jednak porównywać tych dwóch filmów. Zapomnijcie tutaj o nagłych zwrotach akcji i twistach scenariuszowych. Wszystko tu jest oczywiste od początku i wiadomo jak to się zakończy. Tu jest właśnie największy minus tego filmu. Na szczęście reżyser Antoine Fuqua to mistrz w swoim fachu i nawet z tak słabego scenariusza stworzył bardzo ciekawą producję. Sceny walki szczególnie są świetnie zrealizowane, oczywiście nie obyło się bez slow motion, na szczęście dawkowane jest w odpowiednich ilościach. Reżyser zaprosił do współpracy Denzela Washingtona (obaj panowie pracowali już razem przy „Dniu próby”). A Denzel jak to Denzel – nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu i bez mrugnięcia okiem zabija kolejnych bandziorów. Nie pamiętam bym oglądał jakiś film z jego słabą rolą. Nadspodziewanie dobrze wypał tutaj Marton Csokas. Gra on postać drugoplanową – Teddiego, czyli jedynego, który jest w stanie powstrzymać Roberta McCall przed wybiciem wszystkich członków mafii i staje się dla niego bardzo wymagającym przeciwnikiem. We dwóch tworzą bardzo ciekawe duo, jeden poluje na drugiego a w finalnej części filmu oczywiście dochodzi do bezpośredniego starcia, które moim zdaniem jest śwetnie zrealizowane. Po obejrzeniu zapewne powiecie, że to są tanie chwyty, ale ja to kupuję i się tego nie wstydzę.

Podsumowując, nie łudźcie się, nie jest to kolejny „Dzień próby”, ale to wciąż bardzo solidny film akcji z mieszanką dramatu. Bardzo dobre aktorstwo i świetna realizacja sprawiają, że seans minie szybko i będziecie się przy nim dobrze bawić. 

Moja ocena:

8/10


 

Kulturalne siemano na Croma !

Dziś spontanicznie przypominam sobie i Wam drodzy zwyro..kulturalni czytelnicy i czytelniczki  - cykl "Kane" - autorstwa Karla Edwarda Wagnera.

Pajęczyna Ciemności taki jest tytuł pierwszego tomu który czytałem gdzieś w latach 90.Całość to pięć niezbyt grubych tomów , dziś spokojnie można by to wydać w jednej lub dwóch ładnych "cegłach ":)

Kane to nieśmiertelny czarnoksiężnik i wojownik. Jest potężnie zbudowany, dość wysoki, rudy o zimnych niebieskich oczach (niektórzy mówią, że oczach mordercy). Od zarania dziejów wędruje po świecie od jednej przygody do następnej (często powodowany zwyczajną nudą...). Jest bardzo inteligentny, chętnie się dokształca, a dodatkowo jest potężnym wojownikiem. Jest leworęczny, ale równie dobrze potrafi posługiwać się prawą ręką - często w bitwie włada dwoma mieczami lub toporami.

Przyznam że pierwsze wrażenie może być w stylu że książka jest bazująca na utartych schematach ,ale trzeba pamiętać że Wagner stworzył Kane'a w latach 1970-85 , więc dzisiejszy młodszy czytelnik może książkę odebrać nieco inaczej niż ja prawie 30 lat temu - dla mnie jest to klasyczne i soczyste dark fantasy :)

Charyzmatyczny główny charakter  który nie jest klasycznym typem bohatera , trochę mroczny klimat i ciekawe opowiadania tworzą fajną i spójną całość którą dobrze się czyta .

Chciałbym kiedyś przeczytać raz jeszcze w języku angielskim , a okładki oryginałów były ozdobione obrazami legendarnego Franka Frazzety.

Ja uwielbiam odkrywać starsze książki lub cykle których nie czytałem , więc może ktoś się skusi na stare, dobre i krwiste dark fantasy z rudowłosym , nieśmiertelnym olbrzymem zwanym Kane..:)

Muza robocza:


 



Płyta tygodnia: Linkin Park - Hybrid Theory

Czołem

Do Hybrydy mam stosunek mocno sentymentalny. Była to gwiazdka 2000 roku, miałem 12 lat i po zobaczeniu/usłyszeniu na MTV utworu Points of Authority z zajebistym teledyskiem, wybłagałem kaseciaka pod choinkę. Dziadkowie się trochę naszukali, ale finalnie udało się jedną sztukę dorwać. I w sumie szybko tej decyzji pożałowali, bo odsłuch szedł godzinami z ustawioną na maksimum głośnością. Dla człowieka, który miał do tej pory styczność z kapelami pokroju Nirvany był to spory skok ciężarowy. Od LP zaczęła się moja pasja związana z metalem, która trwała bardzo długo. Linkin sprawnie połączył rap Shinody i czysty śpiew nieodżałowanego Chestera. W ich muzyce nie doświadczymy rozbudowanych kompozycji, bo to raczej proste utwory są, ale cholernie wpadające w ucho. Gdyby scharakteryzować ich dwoma słowami, to opisałbym LP jako mistrzów refrenów. Co kawałek, to fajny refren z dobrze uzupełniającą się mieszanką dwóch wokalistów. Sama strona instrumentalna to mix muzyki gitarowej i elektroniki. Nie uświadczymy w tych utworach solówek, ale zupełnie to nie przeszkadza. Riffy są pierwszej jakości, a gitary i cała reszta to podkład i tło dla historii opowiadanych przez Chestera i Mike’a. Oprócz Points of Authority wyróżniłbym In The End, By Myself, mój ulubiony A Place For My Head, Forgotten, czy czysto elektroniczny i pozbawiony wokalu Cure For The Itch.

Do następnego!




P-chan pozostaje z nami w kulturze ale na chwilę obecną z powodu spraw prywatnych musi odpuścić kilka tekstów [dop. Gom]





Wcześniejsza adaptacja visual novel z serii „Science Adventure”, czyli Chaos Head, a dokładniej: ChäoS;HEAd, bardzo, ale to bardzo mi się nie spodobała i jest to zdecydowanie jedno z najgorszych anime, jakie widziałem w życiu. Szczęśliwie ze Steins;Gate jest lepiej.

Początek... nie zwiastuje niczego wyjątkowo dobrego, ani nawet koherentnego. Pierwszy odcinek w skrócie można opisać jako „chudy wariat oprowadza opóźnioną umysłowo dziewczynę po mieście i przeszkadza ludziom”. Ale nie należy się tym przejmować: fabuła mniej więcej wie, co robi i nawet jeśli zapomnisz o paru szczegółach z pierwszego epizodu, to zostaną ci one później przypomniane, ze wszystkimi konsekwencjami.

O co biega: jest sobie mocno ekscentryczny koleżka, Rintaro Okabe, który wraz z opasłym otaku (redundand enough?) Itaru Hashidą, przez praktycznie wszystkich zwanym Daru, w swoim malutkim „laboratorium” (mieszkaniem w dzielnicy Akihabara, wynajmowanym od oddanego swej pracy naprawiacza telewizorów kineskopowych) kombinuje różne wynalazki. Na przykład połączył kuchenkę mikrofalową z telefonem i wyszła mu maszyna czasu, która na razie potrafi tylko przesyłać banany, zamieniając je przy okazji w zielony żel. Przy laboratorium kręci się również nieco oderwana od rzeczywistości Mayuri, na której Okabe mocno zależy, krótko potem przyplątuje się również Kurisu – dziewczyna o inteligencji na poziomie geniusza, a przy okazji cokolwiek samotna i okazjonalnie też nieco ekscentryczna, co Okabe natychmiast podchwytuje i przekomarzają się niemal co chwilę.

[ szacun dla ludzi ulicy mordziaki ]

No właśnie: dialogi to według mnie wielka zaleta tego anime. Nawet jeśli nie są istotne dla fabuły, to najzwyczajniej w świecie są żywe: postacie sypią znanymi z internetu memami (zakładając, że angielski tłumacz postarał się znaleźć anglojęzyczne odpowiedniki tych japońskich), odnoszą się do popkultury, Okabe i Kurisu dogryzają sobie, a gdy Daru tylko dostrzeże jakąś okazję, by wrzucić niestosowną odzywkę, bo mu się coś sprośnego właśnie skojarzyło, to robi to bez wahania... Do laboratorium również zawitają inne postacie, które tylko wzbogacają koloryt sympatycznej sielanki, która ma miejsce w pierwszej połowie serii, aż jakoś w połowie zaczyna się dziać, i to dość mocno. Krótko mówiąc: ma miejsce nieszczęście i za pomocą przenoszenia się w czasie nasz „szalony” naukowiec desperacko próbuje temu zapobiec, z mizernym skutkiem – ale przy okazji rozplątuje historie wielu postaci i lepiej je poznaje, zdobywając potrzebną wiedzę, aby ruszyć dalej. Porównania z „Dniem świstaka” są nieuniknione, ale tutaj podróże w czasie są (pseudo)naukowo wyjaśnione, po drugie metody podróży są aż trzy.

Fabuła miejscami mnie drażniła, bo dramatyczny moment był ciągle powtarzany, przez co stracił na znaczeniu i obawiałem się, że tak już będzie do końca serii. Ale szczęśliwie dano sobie z nim spokój i wprowadzono coś zupełnie nowego: nasz bohater musi odplątać wszystkie zmiany, których dopuścił się do tej pory... Również tą z pierwszego odcinka, co stanowi bodaj najtrudniejszą decyzję dla głównego bohatera w całej opowieści do tej pory.

Anime jest bardzo popularne i stało się już „lekturą obowiązkową”, dlatego jak ktoś jeszcze nie zna, to zdecydowanie polecam je nadrobić. Tak, pierwsze odcinki są raczej niejasne i umiarkowanie dynamiczne, ale ostatecznie fabuła zaczyna dostarczać i kryje w zanadrzu sporo niespodzianek i dramatycznych decyzji do podjęcia przez bohaterów. Warto.


A w kolejnej odsłonie... King z Tekkena bije ludzi w świecie fantasy




Achuj!

W końcu po dwóch tygodniach jest szansa na bezdeszczowy weekend w moim regionie, może uda się gdzieś wyskoczyć bo przez ostatnie 2 weekendy na planach się kończyło. Nie wiem dlaczego, ale jak nigdy wyczekuję późnej jesieni, może to zmęczenie upałem? Chodzi mi o klimat jak z Forest Call od WillTC




Niestety dzisiejsza kulturka (póki co) uszczuplona jest o głównego gościa. Na chwilę obecną nie dostałem ani tekstu ani też żadnej wiadomości od Iselora. Na szczęście nie zawodzą stali bywalcy! Także jeżeli blog wypada dziś ubogo - to sami dodajcie w komentarzach nad czym można się w ten weekend skupić ;) 

Dzięki za komentarze i polecanki! 

Pozdr, Gom




 

Tagi:

Oceń notkę
+ +24 -

Należę do rasy starożytnych smoków
Oceń profil
+ +133 -
Gomlin
Ranking: 24 Poziom: 73
PD: 50013
REPUTACJA: 29542
Miesięcznik PSX Extreme