Friendly Fire

Recenzje, felietony i takie tam różne.

Friendly Fire Friendly Fire 07.05.2013, 14:04
To je Plejstejszyn Czy, tego nie zonlajnujesz.
510V

To je Plejstejszyn Czy, tego nie zonlajnujesz.

To miał być cudowny wieczór. Bananowy Janek skrzyknął rozentuzjazmowaną gawiedź na swoim facebookowym profilu, obwieszczając ustawkę na kolejną porcję niezobowiązującej rozgrywki w sieci. Wkrótce banda chętnych zapaleńców wylądowała w lobby trzeciej części Uncharted, czekając na rozgrywkę.

 

Zniecierpliwienie wisiało wręcz w powietrzu, a w słuchawkach równomiernie dudnił dźwięk tupiących o podłogę nóżek. Wesoła kompania nie zdawała sobie jednak sprawy, że czekać tak i tupać przyjdzie jej jeszcze bardzo, bardzo długo.

 

Przygodę z wieloosobowym trybem Drake’s Deception rozpoczęliśmy od mozolnego rozsyłania sobie zaproszeń do znajomków, co w zasadzie jest moim punktem programu podczas dowolnych zmagań z trybem multiplayer. W końcu osób, będących ofiarami mojego bezwzględnego stalkingu nigdy za wiele - w szczególności, gdy poprzedni zaproszeni dość szybko poznają się na moich zamiarach i boleśnie zrywają nawiązaną już i kwitnącą więź. Gdy jednak każdy wysłał już to, co wysłać miał, pojawił się pierwszy i główny problem wieczoru – zgromadzenie za żadne ze znalezionych przez Drake’a skarbów nie mogło zbić się w jedną, hałaśliwą bandę, z okrzykiem na ustach i AK-47 w dłoni skacząc sobie do odsłoniętych gardeł. Mówiąc wprost – połączenie się w jednym lobby okazało się dla wielu z nas po prostu niemożliwe.

 

Ponownie więc rozpoczęliśmy maraton rozsyłania do siebie zaproszeń (tym razem spod szyldu „hej, dołącz do mojej poczekalni!”) po cichu trzymając kciuka, że któryś z nas zbierze wreszcie przyzwoitą grupę chętnych do gry. Niestety, z każdym nieudanym połączeniem chęć w duecie z zapałem widocznie malała, a na widowni pojawiły się pierwsze hasła i propozycje przeskoku na inny, mniej kłopotliwy tytuł. Szarpaliśmy się tak z dobrą godzinę, aż w końcu w naszym składzie znalazł się swoisty buffer – osoba, do której połączyć mógł się każdy, bez nużącego już wszystkich „unable to connect”. Co stało się, gdy wspomniany wyżej wybawca ekipy odszedł w końcu w swoją stronę dziękując współgrającym za spędzony razem czas, jest już chyba oczywiste. Samotność we własnym lobby ponownie powitała każdego z osobna, i chociaż ostatnim chętnym do gry udało się jeszcze połączyć w jednej i wspólnej rozgrywce, ja przerzuciłem się na ostatnią część Sly’a.

 

 

Nie będę już nawet wielce rozpisywał się nad faktem, że komunikowaliśmy się za pomocą Skype’a. Powiem tylko, że jest mi przykro – przykro z faktu, iż twórcy naprawdę bliskiej memu sercu rodziny konsol, która po części nawet mnie wychowała, mają ewidentne problemy z ogarnięciem u siebie podstawowych, sieciowych funkcji. To, że moje łącze internetowe do najszybszych nie należy, ukrywać nie mam zamiaru – przy odrobinie szczęścia mogę nawet podziwiać proces pobierania tapety na pulpit. Ale jakim cudem, gdy PlayStation 3 mnoży dla mnie problemy z połączeniem czy nawet logowaniem się do PSN, konkurencyjny Xbox360 raczy bezstresową rozgrywką w kolejnych falach Hordy czy podczas kampanii co-op w Gears of War 3, dorzucając do tego wygodne łączenie się w grupy i podsuwając pod nos zacną opcję komunikacji głosowej? Spoglądając wstecz na problemy, jakie wspólnie natknęliśmy się przy okazji Oszustwa Drake’a zaczynam poważnie zastanawiać się, czy hasło „Never Stop Playing” nie jest w tym przypadku bardziej wyzwaniem, niż  faktyczną zachętą do dalszej zabawy. A może, tak po prawdzie, tekst reklamujący PS Vita zawiera w sobie ukryte rozwiązanie – jeśli uda ci się wreszcie połączyć, nie przestawaj grać. Drugi raz tyle szczęścia możesz już nie mieć.

 

Odwiedź i polub oficjalny fan-page Friendly Fire na Facebooku - z prędkością karabinu maszynowego wyrzucający informacje o najnowszych recenzjach i felietonach!

Tagi:

Oceń notkę
+ 0 -

Oceń profil
+ 0 -
Friendly Fire
Ranking: 7919 Poziom: 20
PD: 1340
REPUTACJA: 2