SKLEP

Blog użytkownika krzychu007

krzychu007 krzychu007 04.07.2016, 20:24
„Wspomnień czar” – czyli gry mojego dzieciństwa
1028V

„Wspomnień czar” – czyli gry mojego dzieciństwa

Po prawie trzech miesiącach krwawych bitew na studiach, mogę znów wrzucić coś ciekawego na PPE. Tym razem to nie będzie kolejna edycja Panien z Gier/Mang bądź opis jakiegoś tam anime, lecz spis produkcji, w które bardzo lubiłem grać w okresie szkoły podstawowej (bądź też ciut wcześniej). Zainteresowanych zapraszam do lektury.

Do napisania tejże notki zachęcił mnie pewien tekst na PSSite, w którym użytkownik Placek17 opisał w skrócie gry będące początkiem jego przygody z tym typem rozgrywki. Po jego przeczytaniu pomyślałem sobie, że z czasem coś podobnego powinienem wrzucić na częściej odwiedzany przeze mnie portal, czyli PPE. I tak oto ten dzień właśnie nadszedł.

Podobnie jak w przypadku moich dwóch poprzednich notek („Bohaterowie mojego dzieciństwa” oraz „Przeciwnicy Krzycha”), ten wpis będzie niczym innym jak zestawieniem dziesięciu gier (bądź nawet serii gier), które w pewien tam sposób ukształtowały mnie jako gracza. Przypominam, że to nie jest żadna Topka, więc kolejność nie ma tu żadnego znaczenia. To tyle jeśli chodzi o wstęp, więc czas przejść do właściwej części moich wypocin.

 

 

Little Big Adventure (seria)

Dwu-logia, dzięki której oficjalnie zainteresowałem się grami komputerowymi oraz konsolowymi. Opowiada ona głównie o młodym Quetch’u Twinsenie, którego zadaniem jest chronienie jego ojczystej planety Twinsun przed złowieszczym Doktorem Funfrock’iem.

Rozgrywka w pierwszej części cyklu polega na eksploracji różnych wysp, rozmowach z wszelakimi osobami (pojawiają się tu cztery różne rasy: Quetches, Grobos, Spheros i Rabbibunnies), rozwiązywaniu niezbyt skomplikowanych zagadek, zbieraniu przedmiotów oraz na walce z ludźmi głównego antagonisty, której reguły są dosyć proste. Charakterystyczną cechą produkcji jest przełączanie się między czterema „trybami” bohatera – Normal (możliwość interakcji z otoczeniem), Athletic (bieg oraz możliwość skakania), Aggressive (atakowanie przeciwników) oraz Discreet (skradanie się). Druga część serii ma prawie ten sam gameplay, tylko otrzymujemy ciut więcej możliwości (np. unik czy większa ilość broni), dodatkowe dwie planety do zwiedzenia (Zeelich oraz Księżyc) oraz pewne uproszczenia (czar ochronny, błyskawica pokonująca od razu wszystkich przeciwników na planszy).

O tej mini-serii już się nieraz pisało, więc jeśli by ktoś chciał przeczytać coś więcej o przygodach Twinsena, to zapraszam do poniższych lektur:

 

Pokemon Green/Red/Blue/Yellow/Gold/Silver

Game Boy Color – konsolka, o której nigdy nie zapomnę. Grało się na niej w takie perełki jak Super Mario Land 1-2, The Legend of Zelda: Oracle of Seasons, Oddworld Adventures 2 czy różne wersje Pokemonów. Przy ostatniej wymienionej przeze mnie serii spędziłem chyba najwięcej czasu.

Zbieranie stworków, ich trenowanie, zwiedzanie miast bądź innych miejsc (chociażby słynne Safari Zone), walka z innymi trenerami/liderami/członkami Ligii Pokemon, wizyty w sklepie by kupić jakieś medykamenty czy Pokeballe... Naprawdę wciągająca gra. Do dziś pamiętam, że kilkukrotnie rozpoczynało się od nowa grę innym starterem (raz to był Bulbasaur, raz Charmander, a raz Squirtle) ;)

Może i I Generację Pokemon najmilej wspominam, ale II też była całkiem fajna. Wersje Gold i Silver wprowadziły takie nowości względem poprzedników jak: zmiana pory dnia, hodowla stworków, dwie wyspy (co nam dało więcej liderów do pokonania) czy możliwość umawiania się z pokonanymi przez nas wcześniej trenerami. Jedynie co mnie trochę raziło w tych grach (podobnie jak w Green, Red, Blue i Yellow) to system walki, który wraz z wyższym poziomem doświadczenia naszych podopiecznych sprowadzał się do użycia tylko i wyłącznie jednego ataku ofensywnego.

 

Clash

Wielu z was wspomina miło (i zapewne wciąż do niej wraca) Heroes of Might & Magic III, którego również i ja bardzo cenię. Jednakże większy sentyment mam do pewnej polskiej strategii turowej, która się trochę wzoruje na wspomnianej wcześniej marce.

Akcja tejże gry dzieje się na fikcyjnej wyspie Karkham, gdzie walczą pomiędzy sobą Chrześcijanie (armie, które chcą przejąć władze nad tym regionem świata) oraz Poganie (mieszkańcy atakowanych ziem). Każda ze stron konfliktu może budować zamki/twierdze/wieżyczki, rozwijać wszelakiej maści jednostki (m.in. Góral, Lekka Jazda, Magicy czy nawet Smoki) bądź odwiedzać świątynie/kaplice, by otrzymać jakiś bonus (np. w postaci złota). Charakterystycznym elementem produkcji jest tzw. współczynnik moralności poszczególnych piechurów – jego niski poziom może spowodować chociażby natychmiastową śmierć. Aby tego uniknąć, należy czasem odpocząć w niedaleko wybudowanej wieży czy chodzić po odpowiednim podłożu (np. Leśnicy bardzo dobrze się czują w lasach).

Poza samą rozgrywką (kampania dla pojedynczego gracza potrafiła dać nieźle w kość), bardzo miło wspominam ścieżkę dźwiękową, której naprawdę się miło słuchało (w szczególności motyw zatytułowany Blue Castle – że ja go nie zaproponowałem w GraczOSTacji...). Kto by pomyślał, że za muzykę w tejże grze odpowiadał Adam Skorupa – twórczość tego człowieka można usłyszeć w takich produkcjach jak Książę i Tchórz, Gorky 17 czy też pierwszy Wiedźmin.

 

Lego Racers (1999)

Większość z was w latach 2000-2001 zapewne grała w Crash Team Racing bądź Mario Kart 64. Ja natomiast ogrywałem na komputerze pewną wyścigówkę z ludzikami Lego, którą często odpalałem zaraz po seansie serialu Dragon Ball na RTL7.

Technicznie gierka może nie dorównuje wspomnianemu wcześniej Crashowi bądź Mario, jednakże miała też swój urok. Możliwość stworzenia własnego kierowcy/pojazdu, kilka ciekawych tras do zaliczenia, radosna muzyczka w tle oraz sama akcja dziejąca się w trakcie wyścigu (wszelakiej maści power-upy: osłony, pułapki, pociski, dopalacze) wystarczyły, abym spędził przy tej grze więcej niż tylko chwilę. Bardzo lubiłem przechodzić Tryb Turnieju, dzięki któremu odblokowywało się kolejne tory wyścigowe oraz części do edytora postaci/pojazdu.

Ciekawym trybem gry był też Time Trial, gdzie ustanawiało się rekord wybranej przez nas trasy, pokonując przy tym Veronicę Voltage (koleżankę organizatora tychże rajdów – Rocket Racera). Po wygraniu z nią wszystkich tego typu wyścigów, otrzymywało się kolejne części do edytora postaci/pojazdu.

 

Worms Armageddon (1999)

Waleczne Robaki – tej serii nie trzeba nikomu przedstawiać (tak przynajmniej mi się wydaje). Moją przygodę z tym cyklem rozpocząłem od tzw. ulepszonej wersji Worms 2, czyli Armageddon.

Najmocniejszą stroną tejże gry jest Tryb Wieloosobowy, gdzie staczało się epickie pojedynki z bratem, znajomymi bądź z komputerem na ustawionych przez nas opcjach (ilość broni/rund, rodzaj Nagłej Śmierci, czas rundy, itp.). Jednakże do Trybu dla Pojedynczego Gracza trzeba było czasem zerknąć, by np. poznać zasadę działania danej broni czy odblokować bonus do multiplayera, przechodząc odpowiednią ilość misji w Kampanii. Bardzo miło wspominam misję treningową polegającą na zebraniu jak największej ilości zasobników za pomocą Super Owcy – zawsze się chciało mieć coraz to lepszy rekord w tymże wyzwaniu.

Jeśli by ktoś chciał przeczytać coś więcej o tej zacnej grze, zapraszam do poniższej lektury:

 

Tomb Raider (1-Chronicles)

Tak, w tym zestawieniu nie mogło zabraknąć pierwszych pięciu przygód pięknej Pani Archeolog, która ukradła serce niejednemu graczowi (w tym też moje, jednakże pierwszą dziewczyną z gier, której się to naprawdę udało zrobić, była Rinoa z Final Fantasy VIII). Pierwsze dwie udało mi się ukończyć z wielką przyjemnością (jednakże nie udało mi się zdobyć wtedy wszystkich sekretów), a trzy pozostałe przerwałem gdzieś w środku. Z czasem powinienem nadrobić te zaległości oraz zapoznać się z późniejszymi epizodami historii Panny Croft.

Pierwszy Tomb zaintrygował mnie odwiedzanymi lokacjami (m.in. Świątynia Midasa), elementami zręcznościowymi oraz walkami z Cat Mummies i Crawling Atlanteans (do dziś budzą we mnie lekkie poczucie strachu). „Dwójka” natomiast zachwyciła mnie łądniejszą grafiką, pewnymi innowacjami w rozgrywce względem poprzednika (chociażby możliwość sterowania skuterem śnieżnym), większą swobodą poruszania się po posiadłości Panny Croft, głównym antagonistą oraz ostatnim poziomem, gdzie... A, nie będę spoilerował osobom, które z jakiś tam przyczyn nie miały okazji się zapoznać z tą częścią serii ;P

 

Jazz Jackrabbit (seria) / Croc (seria)

Dwie mini-serie platformówek, w które bardzo lubiłem grać. Szkoda, że ostatecznie nie doczekały się kolejnych części.

Pierwsza z nich, opowiadająca o zielonym zającu walczącym z żółwim naukowcem, charakteryzuje się dość dynamiczną rozgrywką, kolorowymi poziomami w 2D oraz żywą muzyką. Druga część w odróżnieniu od poprzednika ma jeszcze dodatkowo Tryb Wieloosobowy, przy którym spędziło się sporo czasu z bratem bądź ze znajomymi na ostatnich zajęciach z informatyki (w szczególności tryb Wyścig oraz Deathmatch).

Druga natomiast opowiada o przygodach sympatycznego krokodyla, ratującego małe stworzonka Gobbo przed przerażającym Baronem Dante. Rozgrywka jest znacznie spokojniejsza niż w serii Jackrabbit, jednakże odwiedzane przez nas poziomy są wykonane w pełnym 3D. Poza unikaniem przeszkód należało zbierać kolorowe kryształy, by otworzyć drzwi do ukrytej planszy, gdzie na nas czekał jeden brązowy futrzak (uratowanie odpowiedniej ich ilości odblokowywało nam dodatkowy poziom). Dwójka mimo że wydaje się być tą ładniejszą grą, nie zrobiła już na mnie aż tak wielkiego wrażenia jak pierwowzór.

           

Strzelanki “Doom’o Podobne”

Ogólnie to ja zbytnio nie przepadam za grami FPP (stąd też moje obawy co do Resident Evil VII), jednakże do pewnych tytułów z tegoż gatunku mam pewnego rodzaju sentyment. Głównie mam tu na myśli pierwszego Dooma oraz jego „klony”: Heretic, Hexen, Blake Stone czy Wolfenstein 3D (w tym przypadku jednak mamy do czynienia z prekursorem tego typu produkcji).

Z wymienionych wyżej strzelanek najbardziej wspominam rzecz jasna pierwszego Dooma, który ok. 20 lat temu budził we mnie strach wyglądem przeciwników (w szczególności Cyberdemon) oraz samymi lokacjami. Wolfenstein 3D też mi zapadł głęboko w pamięć, bo grało się w go dosyć często zarówno u siebie w domu, jak i u kolegi.

 

PlayStation u kolegi

Zawsze w piątki po lekcjach szedłem z bratem do kolegi mieszkającego niedaleko mnie, by pooglądać razem jakieś bajki na Cartoon Network, stoczyć kilka pojedynków Dunkin Shockys bądź też pograć na całkiem fajnej konsoli, zwanej PlayStation (w skrócie PSX). To dzięki tym wizytom poznało się takie produkcje jak Crash Bandicoot, Tekken 3, Quake II, Cardinal Syn, Oddworld: Abe Exoddus czy Medal of Honor: Underground. Muszę przyznać, że trochę lamiłem w niektórych tytułach (Tekken 3), jednakże z czasem nabierałem w nich wprawy.

Czas szedł do przodu, więc w moim domu zagościł PlayStation 2, na którym można było grać zarówno w gry z czarnuli, jak i z poczciwego szaraczka. Jednakże wciąż się szło do dobrego kolegi na kilkugodzinne sesyjki, który trochę czasu później też dostał swoją czarnulkę.

 

Konsola Pegasus

Sprzęt legenda. Takie perełki jak Super Mario Bros., Battle City, Duck Hunt, The Lion King, Jungle Book, Power Rangers 2 czy Contra Force nigdy nie zostaną przeze mnie zapomniane. Czas spędzony przy nich z bratem, kolegą (tym, u którego się grało na PSXie) czy nawet z rodzicami wspominam bardzo miło. Ciężki poziom trudności niektórych produkcji na tym sprzęcie z początku zniechęcał mnie do podejmowania dalszych prób, jednakże z czasem człowiek przyzwyczajał się do porażek i uruchamiał po raz kolejny dany tytuł, by ujrzeć w końcu jego finał.

Z czasem planuję powrócić do tegoż sprzętu, jednakże zasilacz do mojego poczciwego modelu zwanego New Saturn gdzieś się zapodział (a może został przypadkowo wyrzucony z innymi niepotrzebnymi rzeczami). Poza tym nie mam pewności czy ta konsola wciąż działa (ma już 17 lat bądź nawet i więcej), więc pozostaje zakup nowego egzemplarza wraz z zapasem jakiś gierek. Mam nadzieję, że tego dokonam w niedalekiej przyszłości...

 

 

Poza wymienionymi wyżej grami miałem jeszcze styczność z takimi produkcjami jak Prince of Persia (1989), Raptor: Call of the Shadows, Baldur’s Gate czy Final Fantasy VIII, jednakże piękno tych dwóch ostatnich doceniłem dopiero w okresie młodzieńczym.

No i w ten oto sposób dobrnęliśmy do końca mojej najnowszej notki. Dziękuję wszystkim za uwagę i zachęcam was do wypisania gier waszego dzieciństwa w komentarzach. Do napisania następnym razem.

Tagi:

Oceń notkę
+ +64 -

Oceń profil
+ +109 -
krzychu007
Ranking: 22 Poziom: 71
PD: 45045
REPUTACJA: 28388
Miesięcznik PSX Extreme