Blog użytkownika Czarny Ivo

Czarny Ivo

Czarny Ivo Czarny Ivo 05.03.2019, 17:35
Lutowe boje Ivo2019
220V

Lutowe boje Ivo2019

Było podsumowanie w styczniu, udało się też coś przejść i w lutym.

Jak zapowiadałem miesiąc wcześniej miała się odbyć walka z wirusami i tak było! Już pierwszego dnia wraz z żoną i kolegą przy piwku pokonaliśmy wszelkie zarazki w Dr. Mario. Jeśli ktoś nie zna to od razu mówię, że w skrócie to gra logiczna trochę przypominająca Tetris. Na planszy znajduje się określona, zależna od poziomu, ilość wirusów - w trzech kolorach czerwony, niebieski i żółty. Z góry zlatują dwukolorowe pigułki. Możemy nimi obracać i należy je tak dopasować aby utworzyć wraz z wirusami linie co najmniej czterech elementów. Wtedy znikną. Celem jest usunięcie wszelkiego paskudztwa z planszy. Muszę przyznać, że to bardzo ciężka gra. Składa się z 20 poziomów, w których dodatkowo możemy wybrać prędkość opadania pigułek - wolny, średni i szybki. Do planszy 18 udało nam się dojść na poziomie średnim. Zajęło to chyba z 2 godz., ale po ciężkich próbach, w końcu zmniejszyliśmy prędkość do niskiej i po kolejnych staraniach udało się przejść całość. Kurde ostatni poziom to obłęd. Na zorientowanie się w sytuacji gdzie i jak umiejscowić lekarstwo i potem to wykonać szeregiem obrotów mamy dosłownie sekundę dwie. A czasem nawet jak się uda kilka pierwszych ustawień, mogą nam najzwyczajniej nie podejść kolory lub najzwyczajniej popełnimy błąd, a wtedy pozostaje nam już tylko restart, bo nie wiele można zdziałać. Mimo to, jest to bardzo fajna, wciągająca, niemal uzależniająca (do tego też przyczynia się fajna muzyczka w tle) gierka, do której jeszcze co jakiś czas wracamy z żoną, bo jednak chciałbym ukończyć ją przynajmniej na średniej prędkości. Ocena 8/10

Kolejną pozycją w lutym było kolejna już część przygód znanego archeologa - Professor Layton and the Pandora's Box. Podobnie jak we wszystkich innych częściach mamy do czynienia z liniową opowieścią, w której profesor zastanawia się i rozwiązuje zagadki doprowadzające ostatecznie do niewyobrażalnie naciąganych konkluzji, ale zawsze trafnych. Gracz odpowiada głównie za skierowanie gdzie udać się naszymi bohaterami, inicjowanie rozmów i - najważniejsze - za rozwiązywanie ponad 100, rzuconych mu w tryby zwojów mózgowych, zagadek. Taki już urok jego przygód ;-) A gdzie tym razem los zagnał naszego uczonego? Udał się on w pogoni za mistyczną puszką pandory, która pozbawia życia każdego kto ośmieli się ją otworzyć. Poza tym to również smakowity, archeologiczny kąsek wart głębszej uwagi ot tak. Sporą część przygód odbędziemy w przedziałach pociągu co bardzo mi się podobało, bo generalnie bardzo lubię transport szynowy. Nie ma to jak sunięcie w dal przed siebie w stronę horyzontu czy patrzenie w okno jak mijamy świat zostawiając wszystko gdzieś w tyle. Oprócz tego bardzo podeszły mi zagadki. Choć jak zwykle jest zdecydowana przewaga czysto tekstowych nad interaktywnymi to i tak uwielbiam się nad nimi pogłowić. Z rzadka problemem może być znajomość języka angielskiego, bo niby słownictwo proste, ale zagadki zwykle starają się nas oszukać więc tym bardziej w obcym języku jest to dla nich łatwiejsze. Poza tym w tej części na szczęście wprowadzono możliwość sporządzania notatek podczas rozwiązywania problemów logicznych. Nie było tego w części pierwszej, a to bardzo przydatne narzędzie. Dzięki temu możemy sobie coś naszkicować, przeprowadzić proste obliczenia czy najzwyczajniej coś zanotować by nie musieć pamiętać ;-)
Ogółem to chyba moja ulubiona część z uwagi na motyw ciuchci, zagadek i ogólnej historii. Ocena 9,5/10.

Kolejnym przystankiem jest hit i obiekt licznych kontrowersji z zeszłego roku - Marvel's Spider-Man. Przyznam, że mimo generalnych zachwalań nie spodziewałem się jakiejś wybitnej gry, tym bardziej, że nie przepadam za "piaskownicami'. Jednak grało mi się nad wyraz dobrze z przebłyskami zachwytu. Po pierwsze i chyba najważniejsze świetnie oddano klimat przygód o człowieku Pająku. Bujanie się na pajęczynie wzdłuż i wszerz Nowego Jorku było bardzo relaksujące i samo w sobie miało urok. Do tego mnóstwo różnych aktywności. Zbieranie plecaków (ale nie tak beznadziejnie durne jak odłamki czy piórka w innych grach które znam), wykonywanie misji pobocznych, wykonywanie misji prośrodowiskowych (aby uświadomić najmłodszych!), gonitwy za gołębiami, wykonywanie wyzwań, powstrzymywanie przestępstw i sam nie wiem co jeszcze. Niby niektóre rzeczy powtarzalne, schematyczne, ale kurde naprawdę sprawiało mi frajdę "naprawianie świata" tymi lepiącymi się do sufitu łapskami. System walki nieco zapożyczony od Gacka, ale w pajęczej konwencji. Ostatecznie jednak najskuteczniejszą taktyką wg mnie było łapanie przeciwników w sieć i rzucanie nimi w pozostałych. Sama fabuła była też spoko z kilkoma zwrotami akcji i wprowadzeniem nowych bohaterów do - zapewne - rychłej części drugiej. Platynę oczywiście wbiłem, bo aż sama się o to prosiła zarówno niewygórowanymi wymaganiami co po prostu frajdą z gry. Przyznać tylko muszę, że końcowe czekanie na pojawienie się przestępstw do zwalczania było nudne i irytujące. Podobnie przerywanie combosów strzałem z bazooki w ryj podczas walki budziło niepokój nad niesprawiedliwością na świecie. Innym wkurzającym elementem była cała osoba Mary Jane, która wprawiała mnie w nastrój rzygawiczno nerwowy. Peter zdecydowanie powinien olać panienkę, niech dzielna rudowłosa skupia się dalej na swojej "karierze", a swoje uczucia przelać na gorącą Felicję Hardy.
Ogółem Marvel's Spider-Man to bardzo przyjemna, bardzo relaksująca gierka. A dla fanów Człowieka Pająka jak znalazł. Ocena 8,5/10.

To niestety tyle na luty. Wiedziałem, że tempa nie utrzymam i w lutym ukończyłem zaledwie 3 gry i wbiłem jedną platynę. grałem też trochę w inne gry, ale nie zdążyłem ukończyć. Może zaowocuje to w marcu ;-)
Od tego numeru wprowadzam jeszcze grę miesiąca by na koniec wybrać spośród wyróżnionych grę roku. W styczniu wygrał zdecydowanie Resident Evil 2, a w lutym ... ostatecznie, po zaciętej walce z Peterem Parkerem, wygrał bardziej stonowany Hershel Layton.

W przyszłym miesiącu będziemy ratować niewolników i obalać złe korporacje. A tymczasem zapraszam do bonusu zakupowego


 

Super Punch-Out !! - Uważałem, że moja, zamykająca się w trzydziestu eksponatach, kolekcja gier na SNESa jest już ostateczna. Jednak gdy pograłem trochę na miniSNESie mojego kolegi w ww. pozycję nie było odwrotu. Musiałem dla niej zrobić wyjątek i jako numer 31 wylądowała na półce (a właściwie w pudle) Bardzo fajna gierka i już nawet przy piwku z kumplem obaliliśmy 2 zestawy mistrzów wagi ciężkiej. To jednak dopiero połowa zabawy, a raczej dopiero rozgrzewka.

Castlevania: Dawn of Sorrow - Pogodziłem się już, że niestety zaspałem najlepszy moment do skompletowania DSowej trylogii. Wszystkie części bardzo podrożały, a Order of Ecclesia całkiem odleciał z ceną czyniąc go dla mnie totalnie "niekupowalnym". Na szczęście sypiąc trochę groszem mam chociaż dwie pierwsze części. Dawn of Sorrow ograłem już jakiś czas temu pożyczając grę od kolegi i po prostu musiałem umieścić to dzieło w kolekcji. Moim zdaniem zdecydowanie lepszy od (i tak dobrego) Portrait of Ruin.

 

Azure Striker Gunvolt: Striker Pack -  Szaleństwo? Obłęd? Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu? A może po prostu strategiczne, przemyślane zbrojenie się przed nadejściem wielkiego Pstryka? Nie wiadomo. W każdym razie kupiłem kolejną grę na konsolę, której JESZCZE nie posiadam. Chyba odezwał się we mnie ten głęboko zakorzeniony PRL-owski strach - ŻE ZABRAKNIE. Przejrzałem allegro, przejrzałem ebaya i zdawało mi się, że ta zacna składanka zaczyna drożeć i znikać z wirtualnych witryn sklepowych. Musiałem zareagować. Po otrzymaniu zakupu radości było co niemiara, bo przymierzałem się już wielokrotnie do pobrania Gunvolta z e-shopu na 3DSa. Jednak szczęśliwie powstrzymałem się wtedy z zakupem, bo teraz mam piękne fizyczne wydanie z podbitą graficzką :)

Tagi:

Oceń notkę
+ +15 -

Everybody Dance Into The Light
Oceń profil
+ +95 -
Czarny Ivo
Ranking: 60 Poziom: 72
PD: 47572
REPUTACJA: 16337