SKLEP

Babskie gadanie

Okiem kobiety
Monika Pawlikowska Monika Pawlikowska 26.06.2013, 20:54
To były piękne dni...
1605V

To były piękne dni...

W natłoku informacji o next-genach, śledząc nowinki i prognozy na przyszłość, siedzę sobie w zaciszu mojego pokoju rozmyślając o konsolach, które przewinęły się przez moje życie. 

 

Wypuszczenie każdej nowej maszynki to przełom dla graczy. A siódma generacja byłą ogromnym krokiem w przód. Rozgrywki sieciowe, cyfrowa dystrybucja, to między innymi istotne cechy obecnych konsol. Spoglądam na mój wychuchany, lekko (khem) zajechany sprzęt stojący pod telewizorem i dopada mnie uczucie matczynej czułości. Dobra, możecie się śmiać, ale w tym momencie przypominam sobie kilka chwil jakie z nimi spędziłam.

 

Gamer Tag? A na chuuu...steczkę mi on?

 

Pierwszą konsolą w tej generacji był Xbox 360 w wersji Premium. Biały klocek trafił w moje ręce oczywiście zaledwie dnia następnego po premierze. Ile było wrażeń z tym związanych! Bezprzewodowy pad! Bezproblemowe połączenie z internetem! Słuchawki z mikrofonem w zestawie! Każdy element trzeba było dokładnie obmacać, powąchać, przymierzyć. Niestety dodatkowo należało dokupić moduł WiFi, ponieważ co prawda rozwinięto usługi sieciowe, ale o takim szczególe jak wbudowanie go w konsolę gigant z Redmond już „zapomniał”. Następnie założenie własnego profilu gracza, pierwsza zdrapka z kontem Gold... i tu zaczynały się schodki hehe. Aby aktywować subskrybcje należało podać adres zamieszkania. Niby nic trudnego ale zważając na to, że Polska była traktowana na równi z Afryką i usługa Live oficjalnie nie istniała, to w konsekwencji polski adres też nie był akceptowany. Ile trzeba było kombinować, bo należało wklepać autentyczny adres z kraju gdzie Live był. Nie bardzo chciałam prosić znajomych o użyczenie swojego, więc sięgnęłam po pierwszy lepszy oficjalnie dostępny i zarejestrowałam konsolę pod adresem Ambasady Polski u UK. Trochę było strachu, zwłaszcza po pierwszej fali banów. Na szczęście nikt nie zgłosił pretensji, więc dalej poszło jak po maśle. Pierwsze partyjki w multi Call of Duty, pierwsi znajomi na Live'ie, jak się trafiło na rodaka radości nie było końca! Pogłębiające się uzależnienie od grania po sieci, które było jeszcze nie tak dawno niezwykłe na konsoli. Możliwości jakie dawał internet przy rozbudowanej usłudze Live, były dla mnie czymś niesamowitym! Kto słyszał o tym, że nową grę można było przetestować na własnej konsoli, bez morderczego poszukiwania po kraju kogoś kto posiada dysk z demkiem i co ważniejsze, chce się nim podzielić? A tu o! Marketplace? Normalnie umarł w butach bez kaleson!Ochom i Achom nie było końca!

 

Oczywiście nie wszystko było w różowych kolorach. Raczej czerwonych, do tego w kształcie okręgu... Tak właśnie-Red Ring of Dead. O matko i córko jaki był wtedy lament w domu! Co się stało?! Konsola się popsuła?! Niemożliwe!!! Jak? Dlaczego? Przegrzała się?! Może musi się schłodzić? Nadał nie działa? Odpowiedź znalazła się szybko, no bo przecież... Tego nie muszę chyba nikomu wyjaśniać;). Grunt, że od naprawy X-klocek służy niezawodnie do tej pory.

Wiele można zarzucić Microsoft'owi, ale na pewno nie to, że potrafią udobruchać wściekłego klienta. Numer serwisu wklepany w telefon wprost z kartonika po konsoli i już w słuchawce słychać przemiły żeński głos: „ Proszę się niczym nie martwić! Oczywiście my sami wszystko załatwimy! Bezpłatnie! Proszę tylko odłączyć konsolę, wyjąć płytę z czytnika i przekazać ją kurierowi, którego już wysyłamy na podany adres.”. Niewiele rzeczy potrafi mnie zaskoczyć, ale zaliczyłam wtedy opad szczęki utrzymujący się przez dobre czterdzieści pięć minut! I bezcenna mina kuriera z komentarzem: „Jeszcze nie widziałem, żeby wieźć pusty karton z Czech”, gdy przyjechał do mnie po odbiór konsoli. Chyba nigdy nie cieszyłam się z popsutego sprzętu, tak jak wtedy. Opowiadałam wszystkim ,w jaki sposób działa serwis „door to door”, będący nota bene nadal sytuacją wyjątkową w naszym kraju. Naprawa bez paragonu, bez ganiania po sklepach, dystrybutorach, nawet formularzy reklamacyjnych nie trzeba było wypełniać! A obsługa infolinii... Heh cóż, powiem tylko że nc+ powinno pobierać u nich korepetycje.

 

Jestem w Domu!

 

Następnym sprzętem siódmej generacji była jak się domyślacie Play Station 3. Po wariackiej nocnej jeździe do stolicy, w celu nabycia owego sprzętu dokładnie w dniu premiery, 23 marca Anno Domini 2007 roku, błyszczący chlebak pokaźnych rozmiarów zajął miejsce swojej poprzedniczki. No bo wiecie, to nie tylko konsola! To również odtwarzacz Blue-Ray Disc! I znów ta sama ceremonia: z namaszczeniem godnym królowej Elżbiety wyjmowanie konsoli z kartonu, głaskanie, mlaskanie, duma posiadacza rozpierająca pierś jak push up z Triumph'a. Nie ma haedset'u? Ale jak to? To jak ja będę grała w multi? Nieważne! Następna wycieczka do sklepu i już z bananem na twarzy przymierzam do ucha bluetooth, a na pada podpinam klawiaturkę (co by się na Home wygodniej komunikować hehe). Nowe kontakty podczas pierwszopiątkowych Polish Event's (czy jak to się tam nazywało) na Home. Wstyd mi było się przyznać do wieku, ale na szczęście kobiet na serwerach, nawet starszych ode mnie, kilka się znalazło:). Dalej już z górki. Nocki zarwane przy obłędnym multiplayerze Uncharted 2, poznawanie bolączek sprzętu (dlaczego słyszę wszystkich w teamie, poza jedną osobą, reset konsoli, routera i już w porządku), dyskusje nad zaletami i wadami obu sprzętów (kultowe rdzenie hahaha), do tego tłumaczenie zdziwionym posiadaczom PS3, że na Xboxie jednak można grać po sieci, mimo tego, że Live oficjalnie u nas niem ma. Piękne chwile!

 

Oui monsieur

 

O Wii nie wspominam ponieważ do tej pory nie nabyłam konsoli Nintendo na własność. Choć kilka tytułów naprawdę mnie kusi, to morze gier na pozostałe platformy jakie posiadam, wystarcza mi aż nadto, aby zapełnić wolny czas, który i tak z trudem dzisiaj wygospodarować. Jeśli większość gier na XO i PS4 z jakiegoś powodu okaże się crapami (czego nam nie życzę), będzie okazja nadrobić zaległości, jednak jak na razie z całych sił staram się wierzyć, że wszyscy będziemy narzekać na brak czasu, a nie gier.

 

Wracając do rozważań się nad aktualnymi maszynkami, siódma generacja jest ogromnym przełomem w gamingu, zarówno w Polsce jak i na świecie. Spersonalizowano konsole wprowadzając profile graczy, zaimplementowano osiągnięcia, usługi sieciowe rozwinęły się w ogromny sposób, dając wiele niezwykłych możliwości. Narodziło się kilka genialnych serii i nowych sposobów przekazu. Wprowadzono nowy nośnik Blue-Ray. Microsoft oficjalnie wprowadził się do Polski, pobudzając do działania rodzimych przedstawicieli Sony, a Nintendo się od nas wyprowadziło. Lokalizacje gier stały się normą, a granie przestało być uważane za rozrywkę dla dzieci (a przynajmniej przez ludzi mających choć trochę oleju w głowie).

Nie chcę w tej chwili myśleć o mniej ciekawych aspektach, a tym bardziej o tych wręcz haniebnych, które narodziły się w tym czasie. Nie będę psuć pięknego obrazu jaki maluje się w tej chwili w mojej głowie, gdy podsumowuję wspomnienia tych wszystkich momentów spędzonych przy Xbox'ie 360 i PlayStation 3. Im bardziej odległy czas, tym są one piękniejsze. To wiadomo od dawna. Jednak wbrew pozorom nie żegnam się z moimi maszynkami. Mam jeszcze zamiar trochę na nich pograć. Takie jest moje założenie gdy patrzę w tej chwili na skarby stojące pod telewizorem. Czy tak się stanie? Nie wiem. Może szybko wyprą je next geny oferujące lepszą jakość. A może staną się ostatnim bastionem sprzętu na którym będzie można jeszcze pograć offline na płytce pożyczonej od kumpla, a ich wartość z roku na rok będzie rosła? Jedno jest pewne-szybko się z nimi nie rozstanę.

 

Tagi:

Oceń notkę
+ 0 -

Oceń profil
+ +48 -
Monika Pawlikowska
Ranking: 1004 Poziom: 37
PD: 7378
REPUTACJA: 1403
Miesięcznik PSX Extreme