SKLEP

Blog użytkownika Tomasz Ambroziak

Enkidou
Tomasz Ambroziak Tomasz Ambroziak 29.09.2012, 20:19
Baten Kaitos: Ocean Przeciętności i Gra Generacji cz. 1
1326V

Baten Kaitos: Ocean Przeciętności i Gra Generacji cz. 1

Chyba poprzednie dwa wpisy zaczynałem w tym stylu i podobnie zacznę też trzeci - wielkie przeprosiny, że kącik leży i kwiczy. Aktualizacja byłaby wcześniej, ale pewne problemy techniczne skutecznie mi to uniemożliwiły.

 

Tematem nowego wpisu jest pierwsza część Baten Kaitos, ale drugą pt. Baten Kaitos Origins, choć nie wyszła w Europie, też opiszemy. Dlaczego akurat BK? Chyba bez specjalnych powodów. No, może był taki, że seria ta to dwa kawałki solidnego jRPG-a, a niewykluczone, że powstaje także trzecia odsłona. Nienajgorszym pomysłem byłoby więc poznać poprzedniczki.

 

Mam też nadzieję, że zaintrygował Was choć trochę tytuł wpisu, bo ze swojej strony mogę powiedzieć, że nie jest on dla nabicia tych -- bądźmy szczerzy -- kilku, kilkunastu klików więcej. Reszty dowiecie się jednak przy następnej okazji. Kiedy? Na pewno nie za trzy-cztery miesiące! Obecnie plan jest taki, żeby aktualizować kacik przynajmniej raz w miesiącu. Jeśli jeszcze się ostaliście, możecie trzymać mnie za słowo. ; ) [Enkidou]

Chyba poprzednie dwa wpisy zaczynałem w tym stylu i podobnie zacznę też trzeci - wielkie przeprosiny, że kącik leży i kwiczy. Aktualizacja byłaby wcześniej, ale pewne problemy techniczne skutecznie mi to uniemożliwiły.

 

Tematem nowego wpisu jest pierwsza część Baten Kaitos, ale drugą pt. Baten Kaitos Origins, choć nie wyszła w Europie, też opiszemy. Dlaczego akurat BK? Chyba bez specjalnych powodów. No, może był taki, że seria ta to dwa kawałki solidnego jRPG-a, a niewykluczone, że powstaje także trzecia odsłona. Nienajgorszym pomysłem byłoby więc poznać poprzedniczki.

 

Mam też nadzieję, że zaintrygował Was choć trochę tytuł wpisu, bo ze swojej strony mogę powiedzieć, że nie jest on dla nabicia tych -- bądźmy szczerzy -- kilku, kilkunastu klików więcej. Reszty dowiecie się jednak przy następnej okazji. Kiedy? Na pewno nie za trzy-cztery miesiące! Obecnie plan jest taki, żeby aktualizować kacik przynajmniej raz w miesiącu. Jeśli jeszcze się ostaliście, możecie trzymać mnie za słowo. ; ) [Enkidou]

xxxxx

 

 

 

Baten Kaitos: Eternal Wings and the Lost Ocean

 

Z czego wzięła się seria Baten Kaitos? Co z jej genezą? Yasuyuki Honne, reżyser oraz art director obu części, w jednym z wywiadów wymienił kilka inspiracji. Jedną z nich była popularność fantasy w stylu reprezentowanym przez Harry’ego Pottera. Sam jest zresztą wielkim zwolennikiem tego gatunku. Hirohide Sugiura, szef Monolith, powiedział nawet, że w trakcie produkcji Baten Kaitos studio podzieliło się w istocie na dwa zespoły, tworzące gry zgodnie ze swoimi zainteresowaniami. Dlatego Tetsuya Takahashi rozwijał Xenosagę, której bardzo futurystyczny setting nie każdemu fanowi jRPG przypadł go gustu, a ludzie kierowani przez Honnesana zajęłi się nową serią. Druga, chyba ciekawsza dla graczy, wynika z dalekowzroczności jaką się popisał. Honne widział bowiem to, co my dostrzegamy dopiero w epoce HD – lepsza grafika to śmiertelny wróg contentu. Im więcej władujemy w nią pracy, tym mniej zostaje go na inne sprawy. On chciał pokazać, że to nie musi być prawdą, że gra może wyglądać ładnie i dostarczyć grę mięsistą, wypchaną po brzegi treścią.

 

Pierwsza część Baten Kaitos na pewno, jak na swoje czasy (2003 rok), wygląda dobrze. Napis na odwrocie pudełka cytuje nawet recenzję, która nazwałą ją “prawdpodobnie najpiękniejszą grą na GC”. W osiągnięcu tego celu pomaga bez wątpienia wyjątkowa wizja świata, którą tworzy kilka wysp (albo kontynentów jak kto woli) unoszących się na niebie. “Niebo”, pisane z dużej litery, to zresztą jedno z określeń tutejszego settingu.

 

Akcja rozpoczyna się, gdy nasz bohater, Kalas, budzi się w dalekiej wiosce na rubieżach Nieba, po ataku jaki przeprowadziła na niego miejscowa fauna. Z góry zaznaczam – nie, nie ma amnezji. Na tle innych wyróżniają go dwie unikalne cechy – jedno sztuczne skrzydło i żyjący w sercu duch. Skrzydła ma (prawie) każdy mieszkaniec tego świata, a ich kształty zależą od stanu duszy. Duch z kolei to prawdziwy główny bohater Baten Kaitos, któremu na początku dajemy imię i który kieruje poczynaniami Kalasa. No, może to trochę za dużo powiedziane, ale wielokrotnie będą mu zadawane pytania co robić. Nie wpływają one wprawdzie na fabułę, ale rzutują w pewien sposób na system walki.

 

Bez owijania w bawełnę trzeba sobie powiedzieć, że początek BK to w istocie cała gra w pigułce – sztampa przeplata się z oryginalnymi, fajnymi pomysłami. Na pewno fabularnie. Wielu jest ludzi, którzy twierdzą, że to początek jest nudny jak flaki z olejem, ciągnąc się w nieskończoność, ale ja uważam inaczej, że całość nie dorasta do swego potencjału. Pierwsze godziny to napawanie się pięknymi widokami i poznawanie tradycji Nieba, jego legend i zwyczajów poszczególnych miejsc. Każda wyspa to w końcu oddzielna kultura, ale wszystkie biorą swój początek z jednego wydarzenia – wielkiej wojny, która zniszczyła ziemię i doprowadziła do zaniknięcia Oceanu, będącego tutaj czymś także na poły religijnym. W rodzaju naszego “nieba” – tego metafizycznego znaczy się.

 

 

Sęk w tym, że gdzieś ok. 10 godziny odczuwałem zmęczenie materiału, bo uświadomiłem sobie, iż najbliższym czasie nie doczekam się żadnych ciekawych wydarzeń, a historia świata, której poznawanie bardzo mi się podobało, spada na margines i właściwie już do końca z niego nie wychodzi. Chwalona za fabułę druga płyta, gdzie dzieją się najważniejsze dla historii rzeczy, zamiast eksplodować ryjącymi banię wydarzeniami, strzela kapiszonami. Trudno mi było o ekscytację, zwłaszcza, że pojawia się tu irytująca dla jRPG maniera znana bodaj od czasów Final Fantasy IV – drama dla samej dramy, huśtawka zdarzeń nie mających uzasadnienia w logice. Żeby to zobrazować bez spoilerów zawsze wyciągam Dragon Balla Z, gdzie Toriyama pod koniec sam stracił już chyba rachubę, kto ile razy umierał i wymyślał najróżniejsze wytłumaczenia, jak przywracać do życia wielokrotnie poległych bohaterów. Najlepsze gry gatunku też to czasami robiły, ale o wiele umiejętniej. Minusem scenariusza jest również to, że najważniejszy czarny charakter jest głównie po to, aby być. Niestety.

 

System walki ma problemy podobnej proweniencji. Opiera się on na kartach magnus, które są ważną częścią uniwersum. Esencję każdego bowiem przedmiotu można zapisać na takiej karcie. Mamy więc bronie, zbroje, pożywienie (odnawia HP) itd. O typowej karciance nie ma jednak mowy, a przebieg pojedynków przypomina trochę Chrono Crossa. Są karty, których możemy użyć od razu (chociaż ich rozłożenie jest losowe i nie możemy wybierać z calej talii), a są też i takie, dla których trzeba budować comba. Tury dzielą się na dwa rodzaje – raz atakujemy, raz się bronimy. W założeniach twórców miało to pewnie pozwolić na prowadzenie wyrafinowanych taktycznie pojedynków, ale w rzeczywistości tym sposobem potrafią się one ciągnąć wprost niemiłosiernie. Jeśli nie jesteście wystarczająco napakowani (a leveli nie zdobywa się tu automatycznie, tylko w kościele dostępnym przy niektórych save pointach) i nie macie dobrej talii, przygotujcie się na trwające po dziesięć minut walki ze zwykłymi przeciwnikami i nawet półgodzinne boje z bossami. Na szczęście dungeony nie są zbyt długie, więc nie jest to aż tak dojmujące, a większości z nich towarzyszy jakiś fajny myk urozmaicający rozgrywkę.

 

Magnusów używa się także w trakcie eksploracji. Mamy kilka “czystych” kart, na których możemy zapisywać esencję napotykanych przedmiotów. Przydaje się to np. do questów typu przynieś-podaj, ale to niejedyny rodzaj pobocznych zadań. Generalnie jest co robić w BK i zrobienie wszystkiego to wyzwanie na jakieś 60 godzin, albo i więcej. Niektórzy pewnie powiedzą, że wrażenia szczególnego ta liczba nie robi, ale z drugiej strony gra nie wymaga wielu godzin spędzonych na grindzie, tylko po to, żeby ruszyć z jakąś pierdołą.

 

 

Podsumowując, BK robi dużo dobrego, ale summa summarum nie wzlatuje ponad pewien poziom. System walki jest ciekawy, ale nie do końca przemyślany; podobnie fabuła, której chyba nie poświęcono wystarczająco dużo uwagi podczas produkcji, co skutkuje m.in. brakiem informacji dotyczących kwestii naprawdę ważkich. Muzyka Motoiego Sakuraby jest naprawdę dobra, na plus wg mnie odbiega od nijakości tego, co komponował w serii Tales of, a artystyczna wizja potrafi zaimponować (chociaż przy Xenogears i Chrono Cross Honne popisał się jednak bardziej).

 

Ten tytułowy “ocean przeciętności” nie sygnalizuje bynajmniej miernoty, ale raczej drugą ligę jRPG-ów minionej generacji, gier, które są fajne, ale niewiele poza tym. Grało mi się dobrze, niekiedy były to nawet dłuższe sesje, co bardzo rzadko ma obecnie miejsce w moim przypadku.

 

O pierwszym BK można napisać przede wszystkim to, że jest połowicznym sukcesem Yasuyukiego Honne jako reżysera. Dla mnie jednak ta przysłowiowa szklanka była w połowie pusta.

Tagi:

Oceń notkę
+ +1 -

Oceń profil
+ +14 -
Tomasz Ambroziak
Ranking: 694 Poziom: 45
PD: 12233
REPUTACJA: 409
Miesięcznik PSX Extreme