Blog użytkownika Brolin

Brolin Brolin 20.12.2019, 17:14
Dlaczego nie ma dobrej biblijnej gry akcji
801V

Dlaczego nie ma dobrej biblijnej gry akcji

Chyba wszyscy gdzieś kiedyś natknęliśmy się na recenzje czy zbiorcze opisy gier biblijnych. I wszystkie, bez wyjątku były niezachęcającymi popierdółkami. A tymczasem Święta Księga to niesamowite wręcz źródło potencjalnych historii, lokacji i postaci.

Uwaga: w niniejszym blogu nie mam zamiaru urazić niczyich uczuć religijnych. Jeśli ktoś się tak poczuje to z góry przepraszam, jest to niezamierzone :)

Raczej nikt specjalnie nie zastanawia się nad tym dlaczego nie ma dobrych biblijnych gier. Nie ma i już. Zapewne większość uznało by to po prostu za profanację, telewizja by oszalała, w kościołach padałyby gromkie kazania. Pewnych rzeczy nie powinno się ruszać i jest to zrozumiałe. Wiara jest czymś bardzo osobistym i wykorzystywanie ją w celach rozrywkowych może być obraźliwe, raniące i mieć wiele innych nieprzyjemnych skutków. Co nie znaczy, że z tego powodu wiele nie tracimy.

God of War czyli profanacja wierzeń antycznych greków oraz ludów germańskich (mitologia nordycka).

Bo rozpatrzmy na sekundę taką sytuację. Jezus nigdy nie narodził się, w Rzymie nie doszło do upadku wierzeń zaczerpniętych z greckich, chrześcijaństwo nie zawiązało się na tyle aby przetrwać, nie objęło większości Europy, obu Ameryk, Australii i częściowo innych obszarów. W XXI wciąż wyznajemy więc Zeusa, Aresa, Posejdona i innych bogów antycznych. Ja się pytam, co na to Kratos?! Gdyby to właśnie te wierzenia były obowiązującymi, nigdy nie doczekalibyśmy jednej z najważniejszych growych serii ever jaką bez wątpienia jest God of War. Nie byłoby też ikonicznej, pałającej zemstą, bezlitosnej a jednak wciąż tak ludzkiej postaci jak właśnie Kratos. 

Nie twierdzę, że w związku z tym powinno się porzucić wszystkie moralne ograniczenia i zacząć robić biblijne slashery, strzelanki, rpgi czy strategie. Daję tylko do zrozumienia, że odrobinę zmieniając tok myślenia, patrząc trochę z boku, można tam dostrzec masę inspiracji. I jeśli nie możemy w nie zagrać to chociaż można o nich trochę poczytać i nakarmić wyobraźnię. Co niniejszym uczyniam w tym blogu.

Istniejące gry akcji czerpiące z Biblii

Motywy biblijne oczywiście w mniejszym lub większym stopniu stale przewijają się w grach. Najczęściej są jednak tylko tłem lub dotyczą stricte lokacji, głównie piekła, czasem imienia czy symbolicznego odniesienia do jakiejś persony. 

Mocno abstrakcyjne ujęcia w El Shaddai.

Takie elementy jak zarysowany konflikt na linii anioły i demony, ich hierarchie, przywódcy, walka o panowanie nad światem; gdzie czasami granica między dobrem i złem jest śliska i nie wiadomo, która z frakcji ma rację -  a może obie? - to nie zdarza się często. W Darksiders jest takie zalążek gdzie zagłębiamy się w oparte na Księdze Objawienia realia końca świata i uczestniczących w nim Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Ale oparte bardzo luźno. Diablo 4 ma szerzej wykorzystać pomysł odwiecznej walki zwaśnionych obozów i jest to moim zdaniem dobry kierunek, otwierający znacznie więcej możliwości na interesujący scenariusz, niejednoznaczne postaci, ciekawe lore. Ale tylko kierunek bo znając życie i tak wszystko będzie spłycone. Więcej takich odrobinę lepszych przykładów nie przypominam sobie. Może jeszcze El Shaddai: Ascension of the Metatron gdzie sterujemy biblijnym Enochem poszukującym siedmiu upadłych aniołów aby powstrzymać potop grożący ludzkości. 

Potworki nawiązujące designem do biblijnych w Bayonetta.

A tak to mamy np. Dante's Inferno z tytułowym rycerzem przemierzającym 9 kręgów piekielnych i próbującym odnaleźć swoją żonę, Beatrice. Tutaj realia są jasne. Tzn. mroczne. Tzn. czarno-białe. Eh, wiadomo o co chodzi. Za to sugestywność środowiska to już zupełnie inna bajka i to jego poczucie beznadziei i makabra nie pozwalają oderwać się od odrażającej podróży.

Trochę bardziej współczesne spojrzenie na Piekło w Doomie.

Dobrze jest też w Doomie choć to zupełnie inny kaliber, nastawiony znacznie bardziej na czystą rozrywkę niż budowanie niepokojącej atmosfery. W Bayoneccie za to miejscami szlachtujemy genialnie wystylizowane na boskie istoty stworki. A w pozostałych tytułach, zwłaszcza MMO, najczęściej mamy po prostu przewijające się tu i tam postaci, kompanów czy przeciwników nawiązujących wyglądem do aniołów i demonów. I to tyle, więcej przynajmniej nie kojarzę.


Typowe dla MMO aniołki w zbrojach itp.
  

Wymarzona gra biblijna

Co tytuły te mają wspólnego, to że elementy biblijne są w nich przeważnie na drugim planie a często jeszcze dalej, są tylko tłem. Mnie marzy się niejednoznaczna, mroczna opowieść zrealizowana w tych realiach i na ich założeniach bazująca od początku do końca. Nawet gra akcji i eksploracji by wystarczyła, rozbudowane rpg to byłby kosmos. I tutaj popłynę bardzo luźnymi pomysłami i ideami, które można by zaadaptować. Let me take You for a ride. 


Coś takiego tylko więcej bieli i lżejsza zbroja albo bez. I na pewno bez włącznika.

Wyobrażam sobie wizję, w której sterujemy kimś kto mocno zapisał się na kartach Świętego Pisma, np. Jezusem, bo czemu nie iść na całość. Lub jest on chociaż kimś niezwykle istotnym dla fabuły i gameplayu. Przede wszystkim potężnym siłą ale zwinnym, lekkim... wojownikiem. W białych, zwiewnych szatach, kruczoczarnych długich włosach i ze wspaniałym, długim mieczem o wąskim ostrzu. Pogrążony w hipnotycznym balecie tnąc demony ale i wrogich ludzi. Z krwią tryskającą na wszystkie strony jak w Kill Billu ale parującą przy zetknięciu z aurą mesjasza. Mocami boskimi opartymi na świetle, mistycznych przedmiotach i przyzywaniu sprzyjających zdarzeń środowiskowych. Np. lawiny z pobliskiej góry, zapadnięcia się ziemi, uderzenia ognia z nieba i innych, kontekstowych utrapień zależnych od miejsca użycia zdolności.   

Sodoma w noc inwazji.

Planujemy i rozgrywamy intrygę mającą na celu zniszczenie Sodomy i Gomory, i uczestniczymy w jej destrukcji dobijając niedobitki. A może próbujemy tej katastrofie zapobiec? Wchodzimy w świat niespotykanej nawet dziś rozpusty i demoralizacji, widocznej na ulicach, w ogrodach, basenach, wszędzie. Uciechy cielesne, skrajne upojenie, brud, śmierć, głód a nawet kanibalizm mieszają się ze sobą w najbardziej ekstremalnych formach.

Gomora podczas ostatecznego ataku.

Przemierzając to miejsce czujemy wstręt ale jednocześnie wiemy, że temu co się tu wydarzyło nie są winni zwykli ludzie. Stoi za tym szersza agenda i konkretne cele. My zaś ratujemy jakąś ważną osobę lub relikwię. Kogoś lub coś co niezależnie od losu miast jest bardzo istotne. Uczestniczymy więc zarówno w konszachtach zakulisowych jak i ich bezpośrednich ich konsekwencjach. Setting idealny pod rpg.

Jedna z wielu arek budowanych przez Noego.

Ścigamy Noego, budującego potężne, drewniane Arki napędzane mocami piekielnymi, tudzież boskimi. Udaje się zniszczyć je wszystkie prócz jednej, ostatniej, poniesionej przez anioły ponad jęzorami gotującej się wody. Ta, wypuszczona przedwcześnie, stopniowo zalewa i roztapia wszystko wokół do w papkę. Nikt ani nic nie może uciec gdy gnamy za oddalającą się łodzią po dachach anihilowanego miasta i przylegających mu konstrukcji. Rusztowań, potężnych posągów, maszyn budowlanych, floty statków niszczonych na naszych oczach.

Idylliczny obraz, dosłownie jak z Trine, tylko z mrocznym sekretem.

Dostajemy się na pokład i sabotujemy bestię. U kresu swej podróży osiada on na największej skale, stopniowo zsuwa się z niej ulegając sukcesywnemu zniszczeniu a my próbujemy dorwać Noego. Szefa, opętanego czy to przez demony czy przez świętą misję a może tylko omamionego jakimś podwójnym agentem w nie/boskich szeregach. W każdym razie z mocą, która pozwala mu łączyć się z Arką jakby byli jednym ciałem a my, aby go powstrzymać, musimy mu to ciało zniszczyć. Atakowani przy tym przez wszystkie uratowane zwierzęta i inne pradawne stworzenia, które dawno już zostały zapomniane. 

Wieża Babel, nikt mi nie powie, że nie byłaby to idealna lokacja do gry.

Pamiętacie jak wygląda wieża Babel? Tutaj również nas zaniesie. Będziemy wspierać jej budowę przeznaczając na to zdobyte środki, surowce, wykonując zadania boczne, zbierając armię na spotkanie z Najwyższym. A może sabotować jej powstawanie, unicestwiać architektów, poszukiwać składników, które pozwolą pomieszać języki budowniczym. Wieża może równie dobrze być czymś w rodzaju HUBa, bazy wypadowej. Wraz z postępami w rozgrywce tworzyć się, rozwijać i prosperować na naszych oczach. Pozwalać zwiedzać coraz to bardziej zagłębione komnaty z ich tajemnicami. Być jakby żywym organizmem stale ulegającym zmianom ale też odkrywającym przed nami skarby, informacje i dawne tajemnice mimo. Może dlatego, że bardziej pozwala siebie być budowaną, sama kieruje tym procesem wpływającym na słabe umysły niczym Sovereign z Mass Effect niż jest budowana ludzkim, logicznym zamysłem.

Rozstąpienie wód Morza Czarnego i niebezpieczna przeprawa przez to co kryje na swym dnie.

Jako Mojżesz lub ktoś blisko z nim związany, nim dotrzemy na górę Synaj, musimy przeprawić się przez wody Morza Czarnego wraz z podążającym za nami narodem wybranym. Aby to zrobić potrzebna będzie potężna ingerencja boska mogąca rozstąpić wody akwenu a ta z kolei wymaga odpowiednich warunków w postaci silnej wiary uciekinierów. Musimy więc chronić nasz lud, dbać o jego wysokie morale, dokonywać mniejszych cudów aby móc sprowadzać te większe. Wyznaczać zadania podkomendnym, zdobywać żywność, patrolować teren i chronić przed zagrożeniami. W Biblii ten czas jest bardzo krótki, ucieczka z Egiptu trwa moment. Ja rozciągnąłbym ten motyw znacznie bardziej. Pozwolił Egipcjanom zbierać armię i szukać sojuszników zanim pewni siebie wyruszą i zaatakują. W tym czasie wysyłając zaledwie niewielkie grupki oddziałów czy próbując innych sposobów na zyskanie przewagi w konflikcie. 

Screen łącznika między Niebem a Ziemią trochę z braku laku, zbyt futurystyczny ale chodzi o ideę.

Górę Synaj zaś widzę jako jedno z kilku świętych miejsc, które jest punktem łączącym Ziemię i Niebo. Podobnym górze Moriah, na którą Abraham zabrał syna Isaaca aby złożyć go w ofierze Bogu. Może to być wielka, bogata świątynia lewitująca w chmurach. Obracająca się powoli wokół własnej osi, z oddzielonymi, autonomicznie poruszającymi się jej częściami. Tutaj schody, tam ściana, jeszcze dalej cała wieża. Wszystko dryfuje w powietrzu cyklicznie łącząc się ze sobą, to znowu oddzielając. Utrzymywane w takim stanie siłą woli upadłych aniołów. Aby dostać się na szczyt musimy pozbyć się ich i przywrócić dawny porządek, scalić konstrukcję w jedno. Jako nagrodę dostając upragnione i potrzebne dalej tablice. A w finale tego rozdziału rozprawiając się ze złotym cielakiem, częściowo mechaniczną, potężną bestią stworzoną przez uwiedzonych pod naszą nieobecność izraelitów. 

Jedna z koncepcji piekła, ja bym widział coś takiego ale w kontrastowej scenerii jasnej.

Piekło jest niesamowicie wyświechtane w grach. Zawsze tylko lawa, diabeły i czarno czerwona kolorystyka. Ja widział bym to miejsce jako wydzielona część Czyśćca. A więc nieskazitelnie czyste i białe komnaty, piękne zdobienia, bujna roślinność, oczka wodne i fontanny, słowem idylliczna atmosfera. Z góry ciepła łuna z widocznego w oddali tronu Pana, mknące w te i we wte anioły, kojące melodie. A pośród tego splendoru, rozstawione i zaadaptowane najwymyślniejsze narzędzia tortur i zadawania bólu, zarówno fizycznego jak i psychicznego.

Lej kręgów piekła, zobaczyć to z zewnątrz...

Dziwne, schizofreniczne maszyny. Niepokojące, zniekształcone osobliwości naglące do kuriozalnych zachowań. Obrazy pragnień, których nie można spełnić: ukochanych, nieobecnych osób, niespełnionych marzeń, żądz i grzechów. Niektóre symboliczne, inne bardziej namacalne, wiecznie obecne. Przemierzamy nie tylko tak przygotowane jednostki odkupiania win i indoktrynacji ale również swoiste fabryki i wytwórnie potrzebnych ku temu narzędzi, kwatery zarządzających tym miejscem maszkar a także cudowną, złocistą fortecę Lucyfera czy innego władcy czeluści. Swoisty azyl dla tejże persony utrzymujący go przy zdrowych zmysłach. Tak nawiasem ujmując to widzę tu też spory potencjał na grę ekonomiczną. Zarządzanie piekłem? Tego chyba jeszcze nie było.

Niebo nieco bardziej typowe, przynajmniej na pozór.

Było piekło, czas więc na niebo. Mogłoby być takie typowe, podobne Czyśćcowi ale unoszące się w chmurach i jeszcze bardziej wytworne. Pozwalające swobodnie latać, olśniewające nigdy niegasnącym światłem. Dla kontrastu ukryłbym tam jednak miejsca zepsucia. Czy może azyle tych, którzy zbuntowali się, których ogarnia odbijające się na wnętrzach ich kryjówek złość, gniew i inne skrajne przejawy negacji. Pozornie nieodstające od innych miejsca, z zewnątrz czyste i świetliste, w środku stają się źródłem odrażającej zarazy zatruwającej podskórnie otoczenie.

Brama dolnej, odrzuconej części Nieba.

Gdzieś w dolnej części Nieba widziałbym prawdziwe oblicze tego zatrucia, swego rodzaju ścieki doskonałych istot. Odrębne królestwo, w którym zbierają się wszystkie tłumione myśli, uczucia i emocje. Wysypisko śmieci tworzące nieskładną krainę tego co odrzucane. Znacznie straszniejsze niż samo Piekło. Zamieszkane oczywiście przez tych, którzy takimi rzeczami się żywią. W pewnym momencie wielkość tego królestwa wybiłaby i rozlała się niczym, za przeproszeniem, szambo na nieskalane przestrzenie Nieba.

Właściwa część dolna choć niekoniecznie wyłącznie w tych kolorach. Więcej czarnego i zgniło-zielonego by pasowało.

A po latach moglibyśmy wrócić do Królestwa Niebieskiego widząc skutki zdarzenia, które na zawsze złączyło dwa dotychczas odrębne światy. Niczym nasz świat współczesny ze strzelistymi wieżowcami i ogromnymi miastami, które szybko zagarnęłaby natura gdyby pozostawić ją samej sobie.

Sąd Ostateczny

Całość wieńczyłaby Apokalipsa i Sąd Ostateczny. A może tak naprawdę wcześniej opisane historie byłyby zaledwie skutkiem owego końca, rozegranego na długo przed nimi? Byłby to niezły twist. W każdym razie czas końca wyznaczony jest zdarzeniem zadęcia przez siedmiu aniołów w siedem trąb i przełamaniu siódmej pieczęci. Chciałbym nieświadomie uczestniczyć w tych wypadkach. Nie mieć pojęcia, że postaci, z którymi rozmawiam i z którymi wchodzę w jakąś interakcję to właśnie owi skrzydlaci inkwizytorzy. Jeden byłby żebrakiem, inny kupcem, kolejny zbrodniarzem itd. A przynajmniej takie mieliby role, za którymi mogliby pozostawać incognito. Samo zaś przełamanie pieczęci to konkretne decyzje i wykonane, pozornie niemające żadnego związku zadania. Oczywiście wszystko podane tak aby ryć beret, od początku wzbudzając podejrzliwość co do sensu swoich działań i tego o co naprawdę toczy się stawka. Rezultat? Nie wiem czym miałby być ale powinien być mocno pojechany i symboliczny, dający dużo do myślenia i otwierający możliwości na więcej.

Droga na Golgotę

True ending to coś w rodzaju interaktywnego filmiku, mocne uderzenie, obracające znaczenie wszystkiego co się dokonało o 180 stopni, Kojima style. Czas na przemyślenia i refleksje, czas na emocje i przecieranie oczu ze zdumienia. Droga krzyżowa byłaby idealnym zwieńczeniem.

To nie koniec

Jedno z biblijnych miast. Chociaż jak bliżej przyglądam się to chyba powtarzam Sodomę albo Gomorę, nieistotne ;).

Czy kiedykolwiek doczekamy jakiegoś odpowiednika God of War, Uncharted, Fallouta albo Wiedźmina w realiach mocno zakorzenionych w Biblii? Chyba tylko jak świat zaleje Islam ;) Póki tak się nie stanie, można tylko czasem sobie pomarzyć co by było gdyby i pooglądać mega interesujące obrazy i artworki. Jest jeszcze wiele historii, które na pewno bardzo dobrze znacie i trochę takich mniej popularnych. Trąby Jerychońskie i zniszczenie Jerycho, Dawid i Goliat, giganci, Samson ze siłą w swych włosach. Są hipotetyczne wydarzenia, które doprowadziły do stopniowego upadku aniołów, limbo, miasta takie jak Bethel, Shiloh, Galilea, Zelah czy Zion. I wiele, wiele więcej.


Nie miałem gdzie wpasować tego obrazka a miażdży ;).

Z mojej strony tyle wystarczy, może za rok pokuszę się o snucie kolejnych historii. Na ten rok życzę już tylko Wesołych, Pięknych i Rodzinnych Świąt! 

Tagi: biblia gry biblijne

Oceń notkę
+ +24 -

Oceń profil
+ +37 -
Brolin
Ranking: 905 Poziom: 46
PD: 13220
REPUTACJA: 4496