Blog użytkownika Brolin

Brolin Brolin 03.12.2019, 20:38
Pierwsze wrażenia #3 - Blair Witch i inne
110V

Pierwsze wrażenia #3 - Blair Witch i inne

Często pierwsze wrażenie decyduje o wszystkim. Czy danej produkcji poświęcimy kolejne kilkadziesiąt godzin naszego cennego czasu, czy po kilku minutach wyleci ona w otchłań niebytu. W tym cyklu sprawdzamy takie pierwsze wrażenia.

Mogę być w swoich osądach mocno niesprawiedliwy albo pobłażliwy!!! To są surowe, pozbawione jakichkolwiek obiektywizmów, zapisy pierwszych wrażeń na gorąco, żadne tam recenzje (choć czasem coś ukończyłem). Po więcej na temat filozofii takiego grania odsyłam do części pierwszej oraz komentarzy do niej.

Rozkmina po dwóch tygodniach: myślałem, że jak nie będę przechodził gier a zaledwie odpalał je na chwilę to będzie więcej czasu aby wszystko sprawdzić. Nic bardziej mylnego! Coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że im więcej tytułów poznałem tym więcej dopiero przede mną. Jak żyć XD.

The Flame in the Flood

Ależ screeny z tej gry zwodzą, wydają się takie ładne

Podobno gra twórców Bioshock. Nie powiedziałbym bo kunsztu tu za grosz. Survival ale ubogi i nudny. Niby jest w sumie ponad 60 przedmiotów do zrobienia, niby trzeba dbać o poziom głodu, odwodnienia, zmęczenia i czegoś tam jeszcze, ale tereny są jakieś takie pustawe i nie zachęcają do eksploracji. Opisywany w odcinku #1 Smoke and Sacrifice robił to znacznie lepiej. W sumie to teraz pomyślałem, że może po części dlatego, że w The Flame in the Flood nie zauważyłem fabuły albo już po dwóch dniach zdążyłem ją zapomnieć. Na jedno wychodzi bo nic nie motywuje

Ładne to jest... ale tylko na screenach. Na nich wydaje się jakieś takie fantazyjne i klimatyczne, w rzeczywistości biedne. Pływanie tratwą jest. Katorga to jak pieron. Dziwnie się nią steruję i co chwila podąża tam, gdzie sobie tego nie życzymy. Nie jestem też do końca pewny ale da się płynąć chyba tylko naprzód i można zapomnieć o powrotach do pominiętych czy pozostawionych za sobą terenów (ok, właśnie sprawdziłem i rzeczywiście tak jest). Ograniczony plecak dawał mi jeszcze trochę w kość bo nie można było zbierać wszystkiego a wybierać tylko co potrzebne. Biorąc pod uwagę brak opcji powrotu do wcześniejszych lokacji, jeszcze większa lipa. 

Czas gry: 30 minut
Ocena pierwszego wrażenia: 3/10
Źródło: Game Pass na PC

Ruiner

Gra może i średnia ale cyberpunkowa wizja momentami pobudza wyobraźnię

Ni ziębi, ni grzeje. Chodzi się ludkiem i bije, tudzież strzela. Z czasem robi się ciekawiej bo dochodzi parę zdolności i lepsze pukawki. Za bardzo tutaj jednak czułem syndrom kolejnego kill roomu. Rzadko są jakieś urozmaicacze zabawy, zwykle po prostu wpada się do pokoju a zewsząd wysypują się przeciwnicy. Brakuje trochę mapy. Czasami konstrukcja leveli jest dosyć złożona i przypomina labirynt. Łatwo przeoczyć pomieszczenia z karmą (tutejszym doświadczeniem) czy bronią/znajdźkami.

Na plus zaliczam różne zachowania przeciwników. Nie strzela się jak do kaczek, skubańcy nieraz ciekawie kombinują. Poza tym dwie frakcje z jakimi zdążyłem się zapoznać, różniły się stylem atakowania. Świetna jest też sama w sobie rozpierducha. Krew leje się soczyście a zwiększając swoje umiejętności, robi się bardzo widowiskowe i satysfakcjonujące chain kille. Broń można błyskawicznie zmienić na odmianę białą co przy szybkim dashu do przeciwnika, kinetycznej tarczy i zwolnieniu czasu, będących umiejętnościami dodatkowymi, truchło ściele się jak należy. Nie jest łatwo, nie jest zbyt trudno, jest w bardzo w sam raz. Mnie troszkę jednak nużyło a nie grałem długo. Mimo wszystko warto sprawdzić. 

Czas gry: 50 minut
Ocena pierwszego wrażenia: 5/10
Źródło: Game Pass na PC

Super Lucky's Tale

Czyż nie słodkie? I ten mistrz drugiego planu...

W pierwszej chwili byłbym gotowy wystawić nawet dziewiątkę. Tak gdzieś w pierwszych 15-tu minutach, podczas zaliczania startowego poziomu. Wszystko tu bowiem pięknie zagrało. I fajna postać liska, który zarąbiście śmiesznie biega. I kolorowy, zachęcający do eksploracji świat. Jego mieszkańcy! Jest ich od groma. Jakieś malutkie zwierzątka na każdym kroku. Zajęte swoimi sprawami, wydające śmieszne odgłosy. Kamienne stworki, które czasem nam pomagają. Pocieszni przeciwnicy, zrobieni z jajem i charakterem. I wisienka na torcie, mentor a może antagonista? W każdym razie kot będący mistrzem kociego fu czyli tutejszej odmiany kung fu. 

W dobrej platformówce na każdym poziomie powinno czekać trochę ukrytych bonusów i podobnie jest i tutaj. Nie będę się nad nimi rozpisywał ale są i fajnie ich szukać i kombinować aby je zdobyć. Czemu więc ocena tylko 7? Po pierwszym levelu drugi okazał się być tylko w 2d a do tego dość sztampowy. Łaziło się po jakiejś prostej machinerii, nic ciekawego. Będąc ciekaw kolejnego poziomu grałem dalej ale i on okazał się być słaby. Także ogólnie siódemka jaka pojawiała się w ocenach recenzentów, może być trafna. Ale pierwsze 15 minut bajka ^^

Czas gry: 40 minut
Ocena pierwszego wrażenia: 7/10
Źródło: Game Pass na PC

Star Wars: The Force Unleashed 2

Ciężko o dobre screeny. Graficznie wygląda jednak naprawdę nieźle a w ruchu przez te wszystkie blury mocno filmowo

Uwielbiam odpalić kontynuację gry zaraz po pograniu w jej pierwszą część. Nie ma lepszego sposobu aby przekonać się jak duże zaszły między nimi zmiany. Zwykle pamięć płata nam figla i wiele wybacza i tuszuje, przez co kontynuacja wydaje się być prawie nic nie wnosząca. Nie w tym przypadku!

Zmiany widać od razu. I to praktycznie w każdym, na pierwszy rzut oka dostrzegalnym aspekcie. Grafika dopakowana na ostro. Wyraźniejsza, pełna detali, bardziej plastyczna. Z oceaniczną planetą Kamino wyglądającą tak, że aż chce się być smaganym jej deszczem i porywistym wiatrem. Filtry. Sprawiające, że całość ma znacznie bardziej filmowy look. Miękki taki, nie kanciasty jak wcześniej. Podrasowana animacja głównej postaci. Teraz porusza się znacznie płynniej, realistyczniej. Jeśli można tak powiedzieć o kimś z mocami Sith. Sterowanie zaś sprawia wrażenie bardziej responsywnego. Możliwe, że i sama gra podkręciła responsywność i tempo bo wszystko dzieje się teraz znacznie szybciej a combosy dopełniane efektami mocy strzelają jak z karabinu. Euphoria zaliczyła uprgade. Rozwalił mnie motyw jak mocą uniosłem chłopka, sunąłem nim nieco nad ziemią a ten chwycił nogę kolegi aby się uwolnić (!). Wciąż jest niezła rozwałka otoczenia choć chyba jakby troszkę stonowana. Jeśli całościowo miałbym porównać skok jaki się dokonał to jest on mniej więcej jak między Mass Effect 1 a 2. Może nawet większy. Pamiętam jak obie części Force Unleashed zgarniały bardzo podobne oceny a w rzeczywistości dzieli je techniczna przepaść.

Co zatem nie wyszło? Jest tego trochę. Całość została niestety spłycona i jest po prostu wydmuszką. Naturalnym jest aby sequel rozbudowywał istniejącą mechanikę. Ale nie dla EA. Skurczyła się lista combosów, jest ich mniej niż w jedynce i przez całą rozgrywkę nie odblokowuje się żadnych nowych (!). Moce mamy praktycznie te same co były i dostępne są od początku, trzeba je tylko od nowa levelować. Całkiem nowe pojawiły się chyba dosłownie 2 albo 3. Przeciwnicy są troszkę bardziej różnorodni, wymagają innej taktyki ale niewiele to zmienia. Nie czuć już takiego progresu jak uprzednio, teraz tylko non stop powtarzamy to samo. Nie zauważyłem też żadnych bossów gdy w podobnym czasie w jedynce było już dwóch. To jednak nie koniec bo tym razem, przynajmniej na dwóch pierwszych etapach, całkowicie wyleciały sekcje platformowe a nawalanki jest jeszcze więcej. Aby złapać oddech trzeba się po prostu zatrzymać bo jeśli idzie się naprzód, nie ma wytchnienia. Zrobiło się bardziej bombastycznie, Unchartedowo. Stale coś się dzieje, przed czymś ucieka, itp. Co niektórych bardzo ucieszy, doszło odcinanie kończyn ;) 

Z technicznych uchybień to coś jest nie tak z wersją na PC. Na mocnym sprzęcie gra czasem łapie dropy i freezy a do tego w niektórych lokacjach mocno dokucza screen tearing. W opcjach nie ma V-sync więc nic nie da się nic z tym zrobić. Dochodzą też takie babole jak np. to, że zmiana stroju powoduje załadowanie ostatniego checkpointa, lol.  

Piękna, momentami wyglądająca bajecznie (Cato Neimoidia!) wydmuszka. Dla mnie gorsza od jedynki ale jeśli komuś nie przeszkadza spłycenie, będzie bawił się dobrze.

Czas gry: 2 godziny
Ocena pierwszego wrażenia: 5/10
Źródło: EA Origin Access

Blair Witch

Jeśli Bloober Team będzie miał taką tendencję zwyżkową to niedługo mogą naprawdę zabłysnąć

Fuck yeah. Sam nie wiem co mnie tknęło aby po słabiutkim Layers of Fear, pobrać kolejne dzieło Bloober Team. Chyba chciałem zobaczyć czy poszli choć odrobinę do przodu a i nostalgia za horrorkiem z czasów nastoletnich zadziałała. Bardzo pozytywne wrażenie przez całą rozgrywkę. Tym razem od razu jest jakaś historia i tajemnica bo szukamy zaginionego w lasach, będących siedzibą mitycznej wiedźmy, chłopca. Bardzo spodobała mi się ciągła komunikacja telefoniczna i radiowa to z dziewczyną bohatera, to z innymi poszukującymi. Po części opcjonalna bo czasami sami decydujemy czy do kogoś zagaić czy nie. No i pieseł! Pieseł nie będący tylko zwykłym przydupasem ale integralną częścią historii i właściwej rozgrywki. Dzięki różnym sprytnym i wymagającym korzystania zabiegom gameplayowym, więź ze stworzeniem buduje się bardzo szybko. Nawołując go, każąc szukać, aprobując kiedy zasłużył, obserwując co robi. Super sprawa. Jest wczuwa, jest tajemniczo, jest chęć kroczenia dalej i dalej aby dowiedzieć się więcej o tym miejscu, losach młodziana i ogólnie co się wydarzy. Czyli wciąga.

Graficznie również bardzo dobrze. Las wygląda sugestywnie, ma atmosferę, jakość porównywalna z Ethanem Carterem. Radzę tylko nie próbować odbijać zbytnio z głównych terenów. Bo okaże się, że tam gdzie nie powinno się pójść, świeci on pustkami. To akurat jednak szczegół. Pograłem zaledwie godzinę ale na pewno jeszcze choć na chwilę wrócę (jednak nie wróciłem, może kiedyś). Jedyny minus jaki zauważyłem to czasem brak synchronizacji dźwięku. Reszta jak na produkcję AA świetna. 

Ludzie mówią, że im dalej tym gorzej, trzeba mieć to na uwadze. Ale początek rewelacja.

Czas gry: 1 godzina
Ocena pierwszego wrażenia: 9+/10
Źródło: Game Pass na PC

Hellblade: Senua's Sacrifice

Just, no

Dzieło jednego z moich ulubionych twórców, studia Ninja Theory. Piękna grafika, świetna narracja, ciekawa eksploracja a przede wszystkim doświadczanie wraz z bohaterką ostrej psychozy. Byłem na to napalony jak chrabąszcz i wprost nie mogłem doczekać się kiedy wreszcie odpalę grę. Co z tego zostało?

Cudne menu, tylko czasami fajne efekty psychozy, momentami bardzo ładna grafika i... to tyle niestety. Reszta to jakaś porażka. Główna wada to cholernie wręcz irytujące głosy w głowie. Ktoś z nimi grubo przesadził bo jest ich zwyczajnie za dużo! Twórcy rekomendują granie na słuchawkach i jest to uzasadnione, bo różnego rodzaju dźwięki i słowa słyszymy z różnych punktów ale na Boga... Tutaj jest tak, że jak już Senui zacznie w głowie gadać to nie może przestać. 

To nie jest jedno, dwa słowa czy zdania, które np. zjeżą włos na karku w najbardziej niespodziewanym momencie. Nie, to jest nieraz i dobre 10-15 tekstów kilku różnych głosów nawzajem się przegadujących. Do tego głupimi odzywkami, w stylu: "dokąd ona idzie?", "czemu nie wraca?", "na co ona patrzy?" itd. Albo gdzie jedne namawiają aby coś zrobić a drugie są temu przeciwne. Zbyt często się to dzieje i nawet najprostsze rzeczy są komentowane. Nie o taką psychozę walczyłem. Fazy oparte o dziwne akcje dziejące się z otoczeniem, przerażające dźwięki itd. są dużo lepsze. Choć we fragmencie, w który przeszedłem, nie miały jasnego uzasadnienia. Gdyby ktoś nie wiedział przed uruchomieniem gry, że z bohaterką jest coś nie tak to nie jestem przekonany, że szybko by się tego domyślił.

Drugi duży minus to bardzo ślamazarne tempo poruszania się bohaterki. Ta gra sprawia wrażenie jakby na siłę chciała spowolnić gracza aby za szybko jej nie ukończył. Tempo nie pasuje do całokształtu, nie jest organiczne w stosunku do założeń. To jest młoda, zwinna dziewucha z ważną misją a nie babcia na szlaku! Mroczny, nastawiony na narrację klimat wymaga aby nie było zbyt dynamicznie ale to co jest też nie pasuje. Tak samo jak tragiczna walka. Już wolałbym aby jej nie było wcale bo przypomina pójście po najmniejszej linii oporu, byle była. Wolna, sztywna i nie wymagająca żadnej finezji. Zamiast chcieć walczyć, bo zwykle właśnie to w grach jest najciekawsze, tutaj chce się ale jak najszybciej mieć to za sobą.

Kończąc powoli. Zagadki jakieś są ale z pierwszych kilku żadna nie była szczególnie porywająca. Raczej proste, dobrze znane i ograne schematy. Fabuła dobra w założeniach, powinna wciągnąć. Ale chyba przez wszystkie wcześniej opisane mankamenty, nie zainteresowała mnie szczególnie i nie potrafiłem jej chłonąć. A szkoda bo mitologię nordycką uwielbiam.

Spodziewałem się wiele dobrego po Senui, jestem bardzo zawiedziony :(
 
Czas gry: 50 minut
Ocena pierwszego wrażenia: 3/10
Źródło: Game Pass na PC

Dead Rising 4

Tylko nowy system animacji i okaleczeń i Dead Rising 5 łykam już w całości

Z Dead Rising było całkiem odwrotnie w stosunku do Hellblade. Po kolejnej części zombiaków spodziewałem się tylko odcinania kuponów i sporej dawki żenady. Zwłaszcza mając w pamięci cudowną część pierwszą, stojącą unikalnym patentem upływu czasu i nieustannym stresem aby nie przeoczyć nawet wydarzeń fabularnych. I kojarząc sequele, w które nie grałem bo założeniami odcinającymi się od pierwowzoru, nastawieniem głównie na jeszcze większą ale mało taktyczną jatkę, zniechęcały mnie.

Czwóreczka dała do pieca! Na dzień dobry atakując bombą atomową, pozwalając zakosztować nieco rozpierduchy z hordą zombie (Days Gone? W liczbach wymięka). By po chwili już stopniowo budować napięcie, nakręcać wystarczająco interesującą fabułę i czarować postacią Franka Westa. Powiem tak, Frank jest zayebisty. Nie pamiętam czy w pierwszej części był równie zabawny ale tutaj po prostu nie da się go nie lubić. Zwłaszcza, że cutscenek i zgłębiania historii jest niemało przez co postać ma sporo czasu aby dać się poznać.

Nie powiem aby nie brakowało mi dawnych rozwiązań ale w ferworze walki czy przedzierania się między zombiakami, szybko się o nich zapomina. A gra tymi elementami stoi i choć ich feeling nie zmienił się ani na jotę, wciąż wrzuca banana na twarz. Jest oczywiście znacznie bardziej efektownie, głównie ze względu na zabójcze zabawki jakie możemy sobie stworzyć, ale o tym wie każdy kto śledził losy serii. A jeśli ktoś nigdy nie próbował tej serii to hoho! Dopiero będzie miał jazdę. Bo drugiej takiej po prostu nie ma. I nawet będąc uzbrojonym po same zęby i w najbardziej dewastujące narzędzia, i tak można poczuć klimat zaszczucia. Nawet jeśli podany na śmieszno. 

Wspaniała gra. Graficznie mogłaby być lepsza, animacje odrobinę trącą myszką ale można to wszystko wybaczyć ze względu na ilość mięsa na ekranie. Odpalać na hardzie, wymaga więcej myślenia i kombinowania. Normal to radosna ale i mogąca szybciej znużyć wyrzynka.

Czas gry: 2.5 godziny
Ocena pierwszego wrażenia: 9/10
Źródło: Game Pass na PC

Wrażenie tygodnia:

Blair Witch i Dead Rising 4. Pierwsza za atmosferę i pomysłowość, druga za radosną i nieskrępowaną możliwość wyładowania się.

  

Tagi: Blair Witch dead rising 4 hellblade: senua's sacrifice Ruiner Star Wars: The Force Unleashed II super lucky’s tale the flame in the flood

Oceń notkę
+ +5 -

Oceń profil
+ +23 -
Brolin
Ranking: 1081 Poziom: 41
PD: 9823
REPUTACJA: 2791