Blog użytkownika Brolin

Brolin Brolin 27.11.2018, 13:33
Life  - recenzja
334V

Life - recenzja

Życie - w oryginale Life. Społecznościowy roguelike dystrybuowany w modelu wczesnego dostępu, który przyciągnął 7 i pół miliarda ludzi i wcale nie zamierza na tym kończyć. Godny następca Sims czy wydmuszka? O tym dowiecie się z tej recenzji.

Roguelike na niespotykaną skalę
Jednym słowem Life polega na, no właśnie, tytułowym życiu. Twórcy z dość tajemniczego studia, znanego między innymi pod nazwą GOD Creations, postanowili sobie rozwinąć ideę egzystowania samego w sobie. Czynności, które w innych grach są zaledwie dodatkiem lub nie ma ich wcale, tutaj urastają do rangi fundamentalnej, do podstawowej mechaniki gameplayu. Mamy więc takie aktywności jak jedzenie i picie, sen, nawiązywanie relacji z innymi graczami, praca, zarabianie pieniędzy, sport i wiele, wiele więcej. Najważniejszym jednak rozwiązaniem, spajającym i nadającym sens wszystkim innym, jest przeżycie. Są i inne cele, niektóre dla wielu nawet ważniejsze. W istocie dość umowne i subiektywne, będące najczęściej wymysłem danej społeczności oscylującej wobec produkcji a nie jej składową. Cel główny to jednak jak najdłuższe przetrwanie. Permadeath jest bowiem rzeczywiście permanentny. Jeśli zginiesz, przepadają całe Twoje doświadczenie, zdolności i łup. W odróżnieniu choćby od Dark Souls, są one nie do odzyskania. Co więcej, utrzymanie się przy grze wymaga bardzo wiele pracy, w zasadzie ciągłego dbania o wszystkie wcześniej wymienione systemy. A nie wspomniałem jeszcze o chorobach, urazach i rozbudowanym starzeniu się postaci, które dodatkowo utrudniają to zadanie. Fan różnych odmian Tamagotchi, mimo podobieństw w ogólnych założeniach, może naprawdę zdziwić się jak wiele gorliwości wymaga Life. Jeśli jednak zdecydujesz się już pomęczyć i poradzisz z wcześniejszymi niedogodnościami, to i z tymi dodatkowymi dasz sobie radę.

Olbrzymi świat gry, na szczęście tym razem obeszło się bez znajdziek

 

Odzwierciedlenie rzeczywistości a gameplay
Mamy więc życie a w zasadzie przeżycie. Skupmy się więc na plusach i minusach zaimplementowanych rozwiązań. Na początek wypada wspomnieć, że interfejsu właściwie... nie ma. Jasno podzielone klasy postaci, drzewka rozwoju zdolności, doświadczenie, statystyki? Mimo, że mamy bez wątpienia z gatunkiem mocno najeżonym cechami rpg, zapomnij, że takie udogodnienia istnieją. Nie wiem co myśleli sobie twórcy przygotowując tak skomplikowany a jednocześnie nieczytelny system. Żadnej ale to żadnej statystyki do wglądu w Life zwyczajnie nie zaimplementowano. Od kilkunastu sezonów w miarę dobrze działają tylko mapy terenu, dodane w aktualizacji wprowadzającej GPS i wymagające określonych itemów, ale i to nie zawsze. Problematyczne jest liczenie posiadanej waluty w grze. Nie ma jednego wspólnego wskaźnika, trzeba zbierać dane z różnych źródeł, np. banków, środków własnych, przedmiotów itd. Sytuację utrudnia fakt, że ma się zależności finansowe z innymi graczami i zdarza się, że nie wiadomo ile i kto komu jest winien. Nie wspominając o oszustach, którzy hulają sobie bez najmniejszego strachu o bana. 

Dbanie o te wszystkie ważne informacje może więc czasami doprowadzić do szału a i tak nigdy nie ma pewności, że dobrze się je odczytuje. Niby z wyglądu postaci można starać się określić np. jego siłę ale nie zawsze jest to adekwatne do rzeczywistości. Można się bardzo naciąć startując jako tank do kogoś wydawać by się mogło mizernego a i tak odnieść sromotną porażkę. Kilka wskaźników pozwalających poruszać się w świecie gry owszem jest, ale dość niedorobionych lub nieprzemyślanych a przede wszystkim specyficznych. Na przykład za stan głodu odpowiada tzw. ssanie w żołądku. Założenie dosyć ciekawe ale jednocześnie irytujące. Lepiej już jeść regularnie i nie zwracać na nie uwagi. W pakiecie mamy też oczywiście wypróżnianie ale twórcy spokojnie mogliby sobie je darować i gra by tylko na tym zyskała. Nieprzewidywalna, nagła potrzeba może rozwalić nawet najlepsze doświadczenie w Life. Jest też ból czyli nawiązujący do wibracji kontrolera sygnalizator, że z postacią jest coś nie tak. Jest to na tyle niefajne, że w gruncie rzeczy nigdy do końca nie wiadomo co boli i dlaczego a samo poczucie bólu bywa tak intensywne, że kogoś chyba tam pogięło przy jego projektowaniu. I tak jest z większością rzeczy. Jasne i czytelne wskaźniki graficzne byłyby o niebo lepsze. 

Widok fpp pozbawiony HUDa na przykładzie jednej z mini gier: „karmienie gołębi” 

Zainteresowani? To może wróćmy jeszcze do jednego ciekawego aspektu jakim jest brak opcji wyboru kim chcemy grać. Tak, dobrze czytacie, w Life nie ma wyboru postaci. Jej roli, miejsca startu przygody, płci, cech ani zdolności. Nic, nawet głupiego koloru włosów, pełna losówka. Jakie to niesie za sobą konsekwencje, tłumaczyć szczególnie nie trzeba. O ile nawet w takim Fortnite decydujemy gdzie wylądować ze zrzutu, w Życiu nigdy nie wiadomo na co się trafi. A jest to niezwykle istotne, bardziej niż w jakiejkolwiek innej grze. Pierwsze lata decydują bowiem o tym jak postać się rozwinie i wpływ będą miały w zasadzie na całą resztę wędrówki. Tymczasem wkład własny na ten rozwój jest bardzo niewielki i do pewnego momentu w pełni zależny od towarzyszy i lokacji. Na pewno obniża to próg wejścia i niweluje odsetek odbić ale na dłuższą metę chyba każdy wolałby mieć pełną kontrolę od samego początku. Dochodzi bowiem do tak kuriozalnych sytuacji, że niektórzy gracze z czasem zmieniają sobie przykładowo... płeć. A chyba nie o to chodziło twórcom dzieła.

 

O zawartości:
Zatrzęsienie mini gier ale brak jakiejkolwiek historii. Historię tworzy się w zasadzie własną i tak też ją postrzega. Dzienniczka, jeśli samemu się nie założy i nie będzie własnoręcznie wypełniać to go nie ma. Ciekawych NPCów brak. Zadania poboczne umowne i zwykle fetch questy. Powtarzalność czynności codziennych i backtracking do bólu. Trudne wybory moralne zdarzają się, niekiedy nawet bardzo trudne. Przebijają te topowe w tytułach od Telltale ale jest ich stanowczo za mało. Co ratuje sytuację to zatrzęsienie contentu generowanego przez graczy i samodzielne tworzenie. Niczym w Minecrafcie ale podniesionym do n-tej potęgi. Możliwości choć jednocześnie i mocno ograniczone i olbrzymie, potrafią sprawiać niebywałą satysfakcję. Wszyscy jednak chyba zgodzimy się, że jest to trochę za mało jak na taką produkcję. Niedosyt byłby nawet w No Man's Sky po najnowszym updacie a przecież Life jest o wiele większy i dłuższy. 

Jeden z wielu sposobów spędzania czasu w Life

Duży nacisk położono więc na współpracę. Tryb wieloosobowy zintegrowany jest organicznie, niezauważalnie. Gracze lubujący się w trybach single-player będą mieli tu ciężki orzech do zgryzienia bo bez niej w zasadzie nie da się nic. W teorii brzmi to dobrze a nawet rewelacyjnie. Złożony i ogromny świat do zbadania, zasiedlenia czy zdobycia. Zróżnicowana grupa śmiałków. Wzajemne wspieranie się, uzupełnianie słabych i mocnych stron, planowanie i synchronizacja działań. W praktyce jednak większość graczy to lamerzy i kompletne nieogary. Zapomnij o porządnym, skoordynowanym i inteligentnym działaniu grupowym z randomami. Sieczka jest tu większa niż w Call of Duty i tylko najlepsi potrafią choć odrobinę panować nad tym chaosem. Najczęściej działa się samemu a współpracuje tylko kiedy nie ma innej opcji. Dobre i zżyte grupy to niezwykła rzadkość. Komu się trafiły, powinien się tylko cieszyć bo odczucia z tytułu od GOD zmieniają się diametralnie. Trochę na podobnej zasadzie jak w Journey kiedy dołącza partner i otwiera się cała nowa sfera poznawania i uczestniczenia w wirtualnym świecie. Tylko właśnie w przeciwieństwie do Podróży, odpowiedni towarzysze nie zdarzają się zbyt często i to mimo, że nie ma na nich ograniczonej ilości slotów.

 

Bezkonkurencyjna warstwa techniczna
Trzeba jednak twórcom przyznać, że gra pozbawiona jest bugów lub są na tyle związane z nią samą, że w zasadzie niewidoczne. W czasach takich kwiatków jak Fallout 76, bardzo miła odmiana. Duże wrażenie robi silnik fizyki i deformacji. Pod względem ragdolla ustępuje tylko temu z Half-Life 2 ale zniszczenia terenu czy pojazdów potrafią wrzucić banana na twarz. Grafika miejscami robi niesamowite wrażenie, innym razem zwyczajnie odpycha lub jest na tyle nijaka, że nie zwraca się na nią uwagi. Różnorodność miejscówek jest spora, są przestrzenie małe i ciasne, są widokówki aż po horyzont. Dla fanów walking symulatorów jest co oglądać ale też trzeba wiedzieć gdzie się wybrać. Dominujące szarości, działające na podobnej zasadzie jak złoty filtr w Deus EX, z czasem brzydną a lokacje robiące wrażenie oświetleniem i kolorystyką wymagają sporo zachodu aby do nich dotrzeć. Na szczęście nie ma absolutnie żadnych zwolnień animacji, sztywne 60 klatek zasuwa w jednej ramce. Sam świat gry jest ogromny, jest to, uwaga, 510 milionów kilometrów kwadratowych, miejscami całkiem ciekawie zaprojektowanych ale przez swoją wielkość w ostatecznym rozrachunku niestety nudny. Większość terenu jest pusta i nieciekawa, i jego eksploracja nie ma większego sensu. Wszystkie intrygujące miejsca są już odkryte przez co brakuje wrażenia przygody i zgłębiania nieznanego. Tylko najmniej wymagający wielbiciele bycia zaskakiwanymi będą zadowoleni z tego co jeszcze zostało. Uncharted to to nie jest. 

Pięknych choć pustych widoków nie brakuje, Ray Tracing za to pierwsza liga 

Deformacja i destrukcja otoczenia większa nawet niż w Just Cause 4

 

Czy warto?
Life pod otoczką przyjemnej egzystencji jest w gruncie rzeczy survivalem w czystej i jednocześnie najbardziej ekstremalnej postaci. Takim, przy którym ograniczona amunicja i sloty na przedmioty w Resident Evil to tylko wstęp do realnych problemów. Odpowiadając na pytanie postawione we wstępie, jest też wydmuszką. Czy ma więc jakieś zalety? Wbrew pozorom tak i to całkiem sporo choć ciężko je jednoznacznie sprecyzować. Zwykle irytuje, ma jednak swoje momenty, jakich próżno szukać gdzie indziej. Wspomniana wcześniej dobra współpraca. Nigdzie nie ma tak dobrze oddanej mimiki i emocji kumpli z zespołu (nawet zwykłych NPCów). Granie im na tych emocjach, wkurzanie na różne sposoby, czy zwykłe chlanie wódy, wynagradzają wiele. Tworzenie z nimi dłuższych i różnorodnych relacji, zwłaszcza z partnerem/partnerką, może być niesamowite i skutkować przyjemną i rozbudowaną ruchową mini gierką. Ze sprytnie ukrytymi quick time eventami. Oprócz tego są zdarzenia losowe, jest dużo nieprzewidywalności i zaskoczenia w tym co może się zdarzyć. Świat oszałamia swym skomplikowaniem jeśli się w niego wgłębić. Czasami powala swym pięknem. Fauna i flora są bogatsze niż w RDR 2. Są chwile, które wprawiają w zadumę, dają do myślenia, wzruszają. Świat żyje, ewoluuje, rozwija się i to naprawdę czuć a nie jest pustym sloganem jak niegdyś obiecywano w Fable. Tak, to SĄ smaczki, ale te smaczki właśnie decydują o całości i pozwalają zapomnieć albo chociaż przymknąć oko na wszystko inne. 

Te momenty...

Nie wystawię oceny Life, oceniać ją jest zwyczajnie niemożliwe. Nie sposób też o niej wszystkiego napisać, jest tego zbyt wiele i nie każdy spróbuje wszystkiego. Trzeba zaryzykować aby się przekonać czy taki sposób rozgrywki odpowiada czy nie. Bardzo specyficzny to produkt, nie każdemu się spodoba. Niektórzy będą woleli zatopić się w Warcrafta, Black Desert czy w inny sposób uciekać od świata gry. Inni będą się nudzić. Jeszcze inni odkryją swój własny sens i do napisów końcowych dotrwają spełnieni. Decyzję czy chcecie sprawdzić Życie pozostawiam Wam. 

Niewiarygodnie szczegółowe modele postaci i ich mimika zmieniające się wraz z upływem lat to wizytówka gry

 

Plusy:
- płynna animacja, miejscami piękny świat
- doskonała warstwa techniczna
- współpraca i relacje z innymi
- fajne mini gry
- dużo contentu społeczności

Minusy:
- sporo niewykorzystanego potencjału
- brak interfejsu
- powtarzalność rozgrywki
- rozwiązania gameplayowe

Tagi: gra życie

Oceń notkę
+ +10 -

Oceń profil
+ +31 -
Brolin
Ranking: 955 Poziom: 43
PD: 10899
REPUTACJA: 3388