ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha

Daaku Daaku 19.05.2017, 21:35
Piątkowa GROmada #34
1379V

Piątkowa GROmada #34

Z dniem dzisiejszym oficjalnie żegnamy się z Personą 5. 

Zabrałem się w tym tygodniu na Vitę. Przetrzebiłem mocno zawartość na karcie pamięci, powywalałem zalegające na niej miesiącami tytuły, szybko wrzuciłem drugie tyle nowości (w tym sporo drobnicy), zmieniłem kartridż z pudełkowego wydania na inny. Ponad 10 nowo pozonaych gierek - niektóre z nich niewarte dłuższego zachodu, inne przyjemnie zaskakujące, kolejne obiecujące sporo przyjemnych chwil, jeżeli tylko zdecydujemy się przysiąść do nich na dłużej. 

I wiecie co? Żadnej z nich nie opiszę w tym tygodniu w GROmadzie. Bo pomimo wyraźnej przewagi Vity i masy wrażeń nocną porą, w domu, na PS4, wciąż rządziła Persona, która na dodatek swoimi ostatnimi wydarzeniami dosłownie przykuła mnie do ekranu telewizora. Dlatego więc, mimo definitywnego zakończenia Piątkowych Pamiętników Przyjaciół Persony Pięć, to jej postanowiłem poświęcić w kolejnych dniach najwięcej uwagi. Po prostu na to zasługuje, po tych wszystkich tygodniach zabawy, jaką mnie obdarowała. O Vicie, o PS4, może nawet o 3DSie, przeczytacie z nawiązką za tydzień. Dzisiaj miałem po prostu przemożną potrzebę zamknięcia pewnego rozdziału growo-blogowej historii.

Pierwsze skrzypce gra tym razem Real.

 

 

REALista

 

Gra dla masochistów (Darkest Dungeon)

 

Trudność Darkest Dungeon raczej nie polegała na ciężkich pojedynkach, małych ilościach złota, które jest potrzebne do wszystkiego, a dropi go mało czy nawet na potężnych bossach. Najtrudniejszy w tej grze był mózgojebny grind. Zanim twój heros, albo raczej drużyna awansowała na jakiś logiczny poziom to miała już tysiąc chorób psychicznych oraz innych problemów (a leczenie kosztuje). Poza tym mało jest osób, które są wstanie przez 90 godzin trzaskać te same lochy, żeby wreszcie zmierzyć się z tym ostatnim najmroczniejszym. Twórcy tej gry skapnęli się co jest problemem i dlaczego ich grę kupują tylko ludzie, którzy lubią sobie sprawiać ból i stworzyli bardziej przystępny tryb dla tych, którzy wciąż lubią jak ich boli, ale mimo wszystko trochę mniej: Jaśniejący (Radiant). Co się zmienia? Lochy przechodzi się szybciej, herosi dostają więcej expa dzięki czemu szybciej robią sie potężni, chyba lepszy loot wypada podczas rajdów, złota też jakoś więcej jest, a jeśli chodzi o pojedynki to nie zauważyłem różnicy. Przeciwnicy to wciąż psychopaci, którzy marzą o tym by cię zeszmacić, a stres wzrasta jak głupi. No właśnie stres, bo to na nim opiera sie cała gra i to on sprawia, że nie możemy cały czas grać jednym garniturem bohaterów tylko trzeba mieć kilku dobrze wyszkolonych wojowników. O co konkretnie chodzi? Podczas przemierzania lochów nasi bohaterowie sie stresują i w momencie, gdy stres wzrośnie do 100 wtedy wola naszego wojownika jest sprawdzana i dostanie on negatywny status przez co będzie gorzej walczył, albo pozytywny (dużo mniejsza szansa) przez co zacznie walczyć lepiej.

Ta postać nie miała szczęścia podczas sprawdzania woli.

 

Jeśli stres wzrośnie do 200 żołnierz dostaję ataku serca i umiera. Po wykonaniu misji stres nie znika w cudowny sposób tylko nasz wojownik musi się od stresować w barze zalewając sie w trupa, przy kartach (raz mój wojownik wygrał 2000 złota, które zostało dodane do moich funduszy) lub przy towarzystwie pięknych dam (teksty bohaterów, gdy korzystają z burdelu są spoko: „Biorę ciebie, ciebie i ciebie. To był naprawdę ciężki dzień”) inną formą od stresowania się jest opactwo, gdzie można się pomodlić, pomedytować lub po umartwiać swoje ciało. Na każdego herosa inna forma od stresowania działa inaczej, do tego nie każdy typ wojownika może korzystać z każdej formy od stresowania się, a bohater, który akurat się od stresowuję zazwyczaj jest niedostępny przez jeden rajd, a czasem więcej, dlatego tak ważne jest aby mieć kilku dobrze wyszkolonych żołnierzy, którzy zmienią tych od stresowujących się.

Tak więc zacząłem grać na nowym trybie i muszę powiedzieć, że jest fajnie i utłukłem już sporo bossów i niestety też się zawiodłem, bo okazało się, że większość bossów to te same silniejsze wersje poprzedników. I tak, gdy zabijesz ucznia nekromanty po jakimś czasie będziesz musiał utłuc nekromantę, który wygląda dokładnie tak samo jak uczeń tyle, że jest silniejszy (ale co z tego jak i tak twoi herosi są silniejsi), ale mimo, że twórcy poszli na łatwiznę w tym temacie to i tak muszę im pogratulować tego, że bossowie z poszczególnych regionów się naprawdę od siebie różnią i mają całkowicie inne umiejętności. To jest naprawdę fajne, bo nigdy nie wiesz czego się spodziewać. Przedstawię tych, którzy najbardziej mi sie podobali, a jednocześnie napsuli mi sporo krwi:

Syrena – można ją spotkać na przystani. Niby brzydkie bydle, ale podczas ataków przyjmuje sylwetkę atrakcyjnej kobiety. Jej atak polega na tym, że zabiera nam losowego wojaka na pewien czas, aby ten walczył przeciw nam. Fajnie mi się z nią biło do momentu aż zabrała mi moją kapłankę, która umie naprawdę dobrze leczyć przez co w momencie, gdy kapłanka wróciła do mojego oddziału to wcześniej zaaplikowała Syrenie taką kurację, że z ¼ życia zrobiło jej się na nowo full

8-funtówka Brygantów – wielka armata, która jak raz strzeli to już nie musi powtarzać. Myk polega na tym, żeby zabijać artylerzystę, którego 8-funtówka przywołuje zanim ten zdąży się ruszyć i podpalić lont

Pomarszczona Baba Jaga – ona mnie rozśmieszyła, gdyż jej atak nazywa sie po prostu „Do Gara” losowo wybranego członka oddziału łapie i wrzuca do saganu, w który gotuje zupę(?) i postać jest tam tak długo aż nie zabijemy bossa, nie uderzymy w gar, albo dopóki się nie ugotuje :D

Podczas przemierzania lochów możemy też natknąć się na mini-bossów, którzy wcale nie są łatwiejsi od tych pełnoprawnych, ale są ich chyba tylko dwa typy (przynajmniej ja tyle spotkałem). Pierwszy to Kolekcjoner, który zajmuje sie zbieraniem dusz pokonanych przeciwników. Podczas walki przywołuje ich i ustawia się na końcu kolejki przez co tylko bohaterowie atakujący na dystans mogą zadawać mu obrażenia. Jest to bardzo wkurzający boss, bo przywołane przez niego dusze buffują sie nawzajem, leczą siebie i samego Kolekcjonera i zadają dość spore obrażenia, a sam Kolekcjoner mimo, że jest leczony przez swoich kompanów to jeszcze sam potrafi wysysać życie co oczywiście go leczy.

Kolekcjoner podczas chwalenia się swoją kolekcją. Atak zabiera mało życia, ale dorzuca dużo stresu.

 

Ale Kolekcjoner to i tak pikuś przy Wałęsaku. To jest dopiero potężny bydlak. Do tego walczymy z nim na jego zasadach, bo całkowicie gasi nam pochodnie (co sprawia, że dostajemy więcej obrażeń od stresu). Można go spotkać na dwa sposoby: może po prostu nas zaatakować, ale tylko jeśli podróżujemy przy prawie zgaszonych pochodniach lub przywołać go, aby to zrobić należy znaleźć „Kapliczkę Włóczęgi” i użyć na niej pochodni wtedy dostaje tylko info „z mroku wyłoniła się przerażająca postać” i zaczynamy walkę. Moje pierwsze spotkanie z Wałęsakiem skończyło się zwycięstwem, ale od razu po nim musiałem przerwać misje, bo wszyscy bohaterowie byli bliscy ataku serca i na pewno nie ukończył bym tego zadania.

Wałęsak w całej okazałości.

 

Jeśli próbowałeś kiedyś Darkest Dungeon i cie pokonało to warto spróbować jeszcze raz może na radiancie pójdzie ci lepiej. Kluczem w tej grze jest to, aby brać postaci, które umieją niwelować stres u siebie i towarzyszy, bo to on jest największym wrogiem, a jak nie próbowałeś to poczekaj na promocje i bierz, bo obecna cena 92 zł to jakieś nieporozumienie szczególnie, że na promocjach kosztuje po 30 zł.

 

Tagi: Daaku hanysr koniec pamiętników piąteczek piątek piątunio REALista vita żyje

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +21 -

SW-7888-0046-7787
Oceń profil
+ +244 -
Daaku
Ranking: 2 Poziom: 95
PD: 106032
REPUTACJA: 85649