SKLEP

Okiem Guile'a

Przemyślenia, rozkminy i wspominy, to właśnie tutaj znajdziecie. ;)
Guile Guile 16.05.2019, 20:11
VIII generacja konsol - początek końca, czy zaledwie przedsmak świetlanej przyszłości?
934V

VIII generacja konsol - początek końca, czy zaledwie przedsmak świetlanej przyszłości?

VIII, czyli obecna generacja konsol zbliża się ku końcowi. Była ona na pewno spokojniejsza od poprzedniej, ale niewątpliwie i jej towarzyszyło wiele różnych emocji. Pojawia się zatem pytanie, czy spełniła ona nasze oczekiwania, a także co tak naprawdę nam ona dała? Czy w związku z tym możemy ze spokojem wyczekiwać kolejnej generacji, czy może lepiej nie robić sobie zbyt dużych nadziei i ostudzić zapał zawczasu, aby mniej się zawieść?

Niewątpliwie ostatnimi czasy temat next genów cieszy się coraz większą popularnością i w sumie nie ma co się dziwić, bo obecnie dostępne stacjonarki mają już swoje lata na karku i powoli zaczynają trącić myszką w wielu aspektach. Sam ostatnio coraz częściej wypowiadam się w tych tematach. Jeśli widzieliście moje komentarze, to zapewne zwróciliście uwagę na to, że obecną generację oceniam raczej negatywnie, a i przyszłość się dla mnie nie maluje w specjalnie jasnych barwach. Niewątpliwie dostaniemy jeszcze wiele wspaniałych gier, ale jakim kosztem? Postaram się na te i wiele innych pytań odpowiedzieć poniżej.

Piękne początki

Zanim przejdziemy do konkretów związanych z problemami obecnej generacji, a także tego, jak to się może odbić na przyszłej, wydaje mi się, że powinniśmy sobie przypomnieć, jak było wcześniej. Czym tak naprawdę poszczególne generacje sprzętów do grania się wyróżniały, a także co w ogóle oferowały? Pierwsza generacja była bezpiecznym badaniem wód. Większość konsol w tych czasach (lata 70. zeszłego stulecia) miało wbudowane kilka gier albo tylko jedną w kilku wariantach (np. Pong). Jej celem było przede wszystkim sprawdzenie zainteresowania takim sprzętem i odpowiedzenie na pytanie, czy warto w ogóle inwestować w elektroniczną rozrywkę, która ma być dostępna z zacisza własnego domu. W końcu salony arcade już istniały i miały się całkiem nieźle. W każdym razie eksperyment się całkiem udał, więc coraz więcej firm postanowiło swoich sił w tworzeniu konsol do gier. Jednak tak naprawdę dopiero druga generacja konsol rozpoczęła prawdziwy boom na nie, a to przede wszystkim za sprawą kultowego Atari 2600, które oferowało ogromny (jak na tamte czasy) wybór gier z najróżniejszych gatunków. Oczywiście jak dobrze wiemy, sukces Atari ostatecznie przerodził się w kryzys branży gier w Stanach Zjednoczonych, ale to historia na inny temat. Nie zmienia to faktu, że Atari tak naprawdę pokazało kierunek, w którym branża powinna podążać... oczywiście z wyłączeniem niektórych co mniej rozważnych decyzji. ;)

III generacja to już czas konsol 8-bitowych, w której królowało Nintendo. W zasadzie było to więcej tego, co było, prezentowała generacje wcześniej, tylko lepiej. Jednak istotnym się tutaj okazał pomysł Nintendo, który w zamierzeniach miał ograniczyć ilość słabych gier wychodzących na NES-a. Nintendo Seal of Quality było symbolem, który oficjalnie dostawały tylko dobre gry, za których jakość ręczyło Big N, jednak w praktyce różnie z tą jakością bywało, czego najlepszym przykładem jest wiele odcinków Angry Video Game Nerda. Poza tym był jeszcze kolejny aspekt, czyli pełen monopol na produkcję cartridge'y z grami, który sprawił, że Nintendo jako największy gracz na rynku, mogło dyktować warunki. Dzięki temu udało się uniknąć problemów, które bezpośrednio doprowadziły do problemów Atari, ale to rozwiązanie na dłuższą metę również odbiło się ostatecznie Nintendo czkawką, co jest kolejną historią na inny raz. W każdym razie Nintendo udało się przywrócić popularność grom w Stanach Zjednoczonym, co przez wielu jest traktowane jako uratowanie całej branży, choć ja bym się wstrzymał z takimi osądami. IV generacja konsol, to z kolei czas, gdy królowały konsole 16-bitowe, na których czele ponownie stało Nintendo, ale już widać, że gigant zaczął łapać lekką zadyszkę, dzięki działaniom konkurencji. Był to czas, gdy gry przedostały się bardziej do świadomości przeciętnego obywatela, aczkolwiek w mniej pozytywnych okolicznościach, bo za sprawą brutalności w grach i potrzeby regulowania jej. Tak, to wtedy się narodził system oceny kategorii wiekowej gier, który znany jest jako ESRB — Entertainment Software Rating Board. Poza tym ponownie konsole przede wszystkim stały się mocniejsze i zaczęto stawiać pierwsze nieśmiałe kroki w grafice 3D w grach, co miało zwiastować zmiany, jakie niedługo zajdą w tej branży. Warto jeszcze wspomnieć, że z każdą generacją skok graficzny był naprawdę ogromny i trudno tak naprawdę postawić obok siebie dość prymitywne gry z takiego Magnavox Odyssey, z grami na SNES-a, czy nawet NES-a. Różnicę widać gołym okiem i nie ma co do tego wątpliwości, więc nie ma też sensu za każdym razem o tym wspominać.

V generacja to moment w historii tej branży, gdy konsole czekało znacznie więcej zmian. Przede wszystkim pojawiło się zapotrzebowanie na zmianę formatu z cartridge'y na płyty optyczne, które, choć znacznie wolniejsze od tych pierwszych, oferowały o wiele większą pojemność, przy znacznie niższej cenie produkcji. To dzięki tej zmianie gry mogły wprowadzić nowy sposób narracji, którą wcześniej można było znaleźć tylko w filmach. Całe renderowane filmy, pełno voiceoveru i grafika 3D, która była nowym szałem. Oczywiście gry w 2D nadal cieszyły się dużym zainteresowaniem, ale prawie wszystko, co się dało (czasem, nawet gdy nie powinno) miało swoją odsłonę "3D". Oczywiście to Sony ze swoim PlayStation pojawiło się niemalże znikąd i zmiotło całą konkurencję. Choć samo Nintendo jeszcze w miarę się trzymało mimo definitywnie mocniejszej konsoli, ale nie poradziło sobie z nowym konkurentem m.in. ze względu na archaiczny format, który bardzo ograniczał swobodę twórczą deweloperów gier. VI generacja to jeszcze większy nacisk na trójwymiarową grafikę i filmowość w grach, które osiągnęły jakość, której na próżno było szukać wcześniej. Do tego Sony podejmując decyzję o wykorzystaniu formatu DVD, sprawiło, że konsole przestały być postrzegane jako zabawki dla dzieci, a stały się centrum multimedialnej rozrywki. To zresztą w znacznym stopniu przyczyniło się do tego, że ponownie Sony objęło prowadzenie. Też pojawiły się bardziej zdecydowane kroki w kwestii grania online. Choć niewątpliwie pierwsze z nich (w przypadku konsol) były postawione już generację wcześniej na SNES-ie i Mega Drive za pośrednictwem XBAND, ale to dopiero na tej generacji można było zobaczyć zaczątki manii, która utrzymuje się za dziś. Zdecydowanie największą rolę w tej kwestii odegrał Microsoft, który stworzył Xbox Live, ale i Sega ze swoim Dreamcastem również pokazała pazur. Jednak prawdziwy boom w tej kwestii dopiero miał nadejść, ale fundamenty zostały położone, więc był powód do działania.

VII generacja wprowadziła najwięcej zmian, ale też odbywało się to dużym kosztem dla konsumentów. Wprowadzenie na rynek nowego drogiego formatu w formie Blu-ray szło w parze z robieniem z konsol centrów multimedialnej rozrywki. Nastawienie się na usługi online, bezprzewodowe pady, gry dostępne do pobrania w sieci, choć na początku dotyczyło to tylko małych produkcji. Do tego przejście na HD, które wiązało się z wymianą telewizorów. Same PS3, które spopularyzowało wyżej wspomniany format, było też strasznie drogie, choć wciąż było przez długi czas najtańszym odtwarzaczem Blu-ray na rynku. Widać, że Sony zagrało nieco mniej bezpiecznie i oferowało naprawdę sporo innowacji w swojej konsoli. Microsoft z kolei zagrał bezpiecznie i skupił się na rozwijaniu swojej usługi online i dostarczaniu jak największej ilości gier ekskluzywnych. Wojna konsolowa pomiędzy PlayStation i Xboxem była bardzo wyrównana i przez długi czas trudno było wskazać zwycięzcę, jednak nikt się nie spodziewał, że ten nadejdzie z zupełnie innej strony. Nintendo popatrzyło na te wszystkie innowacje i stwierdziło, że nie tędy droga. Zamiast wprowadzać kolejny raz potężniejszą konsolę na rynek, Big N postanowiło wprowadzić niewiele mocniejszą od swojej poprzedniej i znacznie słabszą od konkurencyjnych konsolę, której jedyną wyróżniającą cechą była możliwość grania za pomocą kontrolerów ruchowych. Do tego doszedł brak wymogu wymiany telewizora i znacznie niższa cena samej konsoli, dzięki czemu Wii stało się intratną budżetową opcją dla każdego i właśnie do (prawie) każdego ta konsola trafiła. Grały dzieci, ich rodzice, dziadkowie i cała reszta rodziny, bo było to proste i każdy mógł bez większego problemu wejść i się bawić. Sukces Nintendo został zauważony przez Sony i Microsoft, które stworzyły w odpowiedzi Move i Kinecta, ale te odniosły tak spektakularnego sukcesu, jak Wii. Jednak przyczyniły się do wydłużenia tej generacji konsol. Z mniej pozytywnych rzeczy pojawiło się również DLC, które pokazały, że same gry nie muszą zarabiać, a można niewielkim kosztem wygenerować dodatkowy zysk. Oczywiście sama idea dodatków do gier, które przedłużają ich życie, była szczytna, ale szybko się okazało, że konsumenci często kupią byle co, tylko dlatego, że mogą. Legendarna zbroja dla konia jest tego najlepszym przykładem. Kolejnym mało pozytywnym w ogólnym rozumieniu aspektem były patche, które pozwoliły wydawcom wypuszczać na rynek produkt niedokończony, aby móc wcześniej generować zyski, a kolejne patche miały naprawić wszelkie problemy. Tu też idea w teorii szczytna, ale została skrzywiona przez chęć szybkiego zarobku. Mimo wszystko tę generację oceniam bardzo pozytywnie, bo co by nie mówić jest w niej więcej plusów, niż minusów. Szkoda tylko, że zamiast zlikwidować największe wady tej generacji, wydawcy postanowili je jeszcze bardziej rozwijać...

VIII generacja w pigułce

Ta generacja jest dla mnie dziwna. Nie wiem, czy kiedykolwiek targało mną tyle skrajnych uczuć na myśl o zabawkach. Możliwe, że to dlatego, że siedzę w tym wszystkim od lat, a i swoje lata mam na karku, przez co bardziej krytycznie podchodzę do wielu spraw. Jednak od samego początku nie byłem do niej przekonany. Mimo tego, że poprzednia generacja była wyjątkowo długa, to przez długi czas nie odczuwałem żadnej potrzeby przejścia na nowszy sprzęt. Myślę, że to głównie wynik tego, że na początku wiele gier wychodziło nie tylko na nowe platformy, ale również na te starsze, a nigdy nie byłem osobą, która potrzebuje najlepszej możliwej grafiki, aby się dobrze bawić z daną grą, więc grałem w "past genowe" wersje. W konsolę z tej generacji zainwestowałem dopiero dwa lata po jej premierze, chociaż może słowo "zainwestowałem" jest trochę na wyrost, bo tak naprawdę dostałem tę konsolę i nic by mi się nie stało, jakbym jeszcze z rok poczekał. Ostatecznie jednak stałem się posiadaczem PS4, a potem także Wii U. Patrząc całkowicie z boku, tak naprawdę bardzo mało innowacji się pojawiło na tej generacji, patrząc szczególnie przez pryzmat poprzedniej. Oczywiście była lepsza grafika, ale jak już wspominałem, skok graficzny pomiędzy kolejnymi generacjami ze sprzętów z tej samej rodziny to zupełnie normalna sprawa. Inna sprawa, że jakoś ten skok graficzny był jakby mniej odczuwalny niż przy wcześniejszych generacjach. Granie online weszło już na stałe do najważniejszych aspektów współczesnego gamingu, ale odbyło się to przy dodatkowym koszcie do ponoszenia za dostęp do tej opcji już u każdego producenta konsol, a nie tylko Microsoftu. Z drugiej strony coraz większy nacisk na ten aspekt zabawy zaczął się w znaczący sposób odbijać na doświadczeniu dla pojedynczego gracza. Warto jednak wspomnieć, że ten trend zaczął się już generację wcześniej. Rozwinięcie funkcji multimedialnych również było ważnym aspektem, choć tutaj Microsoft trochę popłynął i aż za bardzo się na tych funkcjonalnościach skupił, ale to też bardziej ewolucja wcześniejszych rozwiązań niż rewolucja.

No dobra, ale czy jest coś jeszcze? Mimo najszczerszych starań nie udało się w wielu grach na konsole osiągnąć 1080p i stałych 60 fps, no, chyba że zainwestowało się w mocniejsze wersje PS4 i XB1, choć te de facto były robione raczej z myślą o graniu w 4k. Przynajmniej dzięki temu nie ma dużej potrzeby wymiany telewizora na model wspierający 4k, ale czy aby na pewno jest to powód do cieszenia się? Pojawiły się gry jako usługi, które są przez długi czas wspierane darmowymi i płatnymi aktualizacjami, ale wraz z tym modelem weszły również mikrotransakcje, lootboxy i wiele innych mechanizmów typowych dla darmowych gier z komórek. Prawie każda nowa gra również ma również ogłaszanego season passa na długo przed jej premierą. Koszt produkcji gier wzrósł i coraz więcej osób potrzeba by je zrobić. Jednak budżety na marketing są nieraz kilka razy większe, więc podaję w wątpliwość, że wprowadzanie tych wszystkich mechanizmów dodatkowego zarobku ma tylko związek, z tym że sama produkcja gier jest droższa. Zresztą teraz jest ogrom narzędzi, które produkcję gier ułatwiają i nie trzeba wszystkiego klepać od nowa jak kiedyś, nie wspominając o paczkach gotowych assetów itd. Oczywiście nie twierdzę, że deweloperzy wysokobudżetowych gier wrzucają gotowce, ale przerobienie takowych też jest łatwiejsze niż robienie ich od zera. Co jeszcze? Może VR powinienem tutaj zaliczyć, ale z drugiej strony temat na bardziej poważnie spośród wszystkich producentów konsol potraktowało tylko Sony i choć osiągnęło spory sukces, to jeszcze długa droga przed tą technologią, zanim pełen jej potencjał będzie wykorzystany w grach. To sprawia, że trudno mi traktować ten aspekt jako znaczący w kontekście całej generacji. Cały czas próbuję wskazać jakiś inny pozytywny aspekt tej generacji, ale głowie się i nie mogę za wiele wymyślić. Szczególnie mając na uwadze, jak wiele dała poprzednia generacja. Móglbym wskazać jakieś gry, ale w sumie każda generacja miała swoje porządne gry, choć inna sprawa, że ta generacja akurat wygląda strasznie blado pod tym katem.

Trochę kontrowersyjne stwierdzenie z mojej strony, ale pozwólcie, że się nieco wytłumaczę. Ile jest wysokobudżetowych serii gier, czyli takich, które mają więcej niż jedną część, zapoczątkowanych na tej generacji? Jakbym nie liczył, widzę tylko dwie. The Division (dzięki za przypomnienie, lysy1983!) i w sumie Splatoona, który faktycznie na tej generacji doczekał się dwóch części (przy założeniu, że liczymy Switcha jako część tej generacji), ale tak poza tym nic nie ma. Są gry, których sequele są zapowiedziane, jak np. Nioh 2, czy Horizon 2, choć w tym drugim przypadku oficjalnej zapowiedzi jeszcze nie było. Jednak póki się nie pojawią, to trudno mówić o jakichkolwiek seriach. Poza jednostrzałowcami, takimi jak Bloodborne, Sunset Overdrive, czy Driveclub tak naprawdę wszystko, co dostajemy to sequele wcześniej zapoczątkowanych serii i remake'i/remastery. Chyba nigdy w historii konsol nie było równie mało kreatywnego okresu dla gier wysokobudżetowych. Jak się zastanawiam nad tym, co może być tego powodem, to mam wrażenie, że może chodzić tylko i wyłącznie o inwestycje małego ryzyka, a tworzenie sequeli właśnie takmi są. Inwestowanie w nowe marki zawsze było niebezpieczne i jeśli ta nie wygeneruje odpowiednich zysków, to kolejnych części nie będzie i to pewnie jest jedyny powód, dla którego wymienione przeze mnie gry nadal nie doczekały się sequela, a nawet szczątkowej informacji, że takowy jest brany pod uwagę. Jakkolwiek byśmy nie zaklinali rzeczywistości, że taki np. Bloodborne to gra generacji, skoro nadal nie ma sequela, to może znaczyć tylko jedno, że w oczach wydawcy nie odniosła ona sukcesu. Tworzenie gier zawsze było biznesem, ale przy tej generacji widać to jeszcze bardziej. Producenci szukają wszędzie kolejnych pomysłów na maksymalizację zysku, a dusza naszego hobby jakby umykała coraz bardziej.

Co przyniesie przyszłość?

Patrząc przez pryzmat tego, jak się zmieniała ta generacja trudno mi widzieć wszystko w różowych barwach. Z jednej strony gry są coraz ładniejsze, immersja jest na coraz większym poziomie, samych gier jest tak dużo, że i jak nie sposób wszystkiego ograć, więc trudno narzekać na brak zajęć. Z drugiej strony coraz bardziej się czuję jak taka świnka skarbonka, z której wyciska się mamonę na każdy możliwy sposób, bo w sumie kto tego zabroni? Coraz więcej gier jest robionych na jednym schemacie, zupełnie jak hollywoodzkie blockbustery, które niczym szczególnym się nie wyróżniają. Czy tego właśnie chcemy od naszej branży? Bezrefleksyjnego konsumpcjonizmu, z którego nic nie wynika? W końcu nikt nie zmusza do płacenia za kolejne mikrotransakcje, czy kupowania pierdylionowej części Call of Duty, czy Assassin's Creed. Tylko na jak długo? Już bywały "eksperymenty" gdzie gry singlowe do zakończenia wymagały nieludzkiego grindu albo kupowania lootboxów. Co prawda teraz udało się to oprotestować, ale co z tego skoro mikrotransakcje w takim Mortal Kombat XI są znacznie bardziej agresywne od tych z dziesiątej części tego cyklu, więc problem i tak postępuje, a im bardziej przymykamy oko, tym łatwiej przesuwać granicę dalej i dalej.

Abstrahując od mikrotransakcji, można też spojrzeć w innym kierunku, czyli fizyczne kopie gier i przypisywanie ich do kont, aby ograniczyć lub całkowicie wyeliminować możliwość odsprzedaży gry. Na konsolach jeszcze tego nie ma, choć Microsoft miał zakusy tego typu przy XB1, ale na PC coś takiego działa od lat, a skoro cyfrowa dystrybucja robi się coraz bardziej popularna, to z czasem konsole przestaną korzystać z fizycznych nośników.i będzie to podyktowane dobrem graczy, bo po co mają się męczyć, jak mogą, nie wychodząc z domu pobrać grę na dysk, a z czasem zacząć streamować zaraz po premierze. Czy i tego chcemy? Dostawać coraz ładniejsze wydmuszki, naszpikowane mikrotransakcjami, które spokojnie będą przechodzić tylko najzamożniejsi i ci, którzy mają czas na to, aby poprawiać skilla na tyle, aby nie tracić czasu na ciągłym powtarzaniu tego samego. Wiem, że mam już dość słuchania o kolejnych mikrotransakcjach i biednych developerach, którzy muszą je pakować do tytułu, bo inaczej będą klepać biedę, a potem dostawać niusem na twarz, że szef tych wszystkich devów ma przyznane kilkanaście milionów dolarów nagrody. Mam też dość słuchania o nieludzkich warunkach pracy, aby dostarczyć na czas i tak zabugowaną grę, bo przesunięcie jej premiery jest nieopłacalne, ale wypuszczenie niegrywalnego kawałka łajna już jest spoko, tak?

W życiu bym nie pomyślał, że kiedyś będę się tak negatywnie wypowiadał o branży, z którą łączy mnie tyle pozytywnych uczuć. O branży, która pozwoliła mi przeżyć niezliczoną ilość przygód i umożliwiająca poznanie tylu pięknych historii z zacisza własnego domu. Jednak doszedłem do tego momentu w życiu. Ledwie skończyłem 30 lat, a już robię się zgryźliwy. Może faktycznie nadszedł dobry moment na odwieszenie rękawic i olanie przyszłości tej branży. W końcu jest tyle gier, których jeszcze nie zdążyłem przejść, a które nie będą co chwile prosić mnie o dodatkowe pieniądze, a dostarczą to, do czego każda gra w pierwszej kolejności powinna być tworzona — frajdę. Nie wiem. Jeszcze nie podjąłem ostatecznej decyzji, ale pojawienie się nowej generacji pozwoli mi lepiej ocenić, czy moje przewidywania to zwykłe czarnowidztwo, czy uzasadnione obawy. Tymczasem będę grał w to, co mam i się jeszcze tak bardzo tym nie przejmował. Póki mam w co grać jest dobrze i tego powinienem się trzymać. Wam też życzę samych dobrych gier! :)

Tagi: 9 generacja konsol konsole nowej generacji następna generacja next gen nowa generacja konsol obecna generacja

Oceń notkę
+ +28 -

HAPTYCZNE WIBRACJE!!!
Oceń profil
+ +60 -
Guile
Ranking: 29 Poziom: 75
PD: 52333
REPUTACJA: 23726