Dark-O-visioN

Profesjonalnie amatorskie teksty
Darek Darek 18.05.2018, 12:07
Deadpool 2
186V

Deadpool 2

Dać do recenzji film komuś kto nie lubi i nie czuje danej serii to trochę jakby dać nową Fifę do oceny komuś kto nie lubi sportówek. Just saying.

Wydaje mi się czy Wade naśladuje w jednej scenie Tommy'ego Wiseau i jego nieśmiertelne "ha-ha-ha"? Może po prostu doszukuję się czegoś czego tam nie ma, nie wiem, ale Deadpool 2 jest tak mocno wypchany wszelkiego rodzaju odniesieniami do popkultury, że wcale bym się nie zdziwił gdyby znalazło się w nim miejsce i dla The Room.

 

Kontynuacje kinowych hitów rzadko kiedy potrafią zachwycić. Jasne, raz na jakiś czas trafi się Imperium Kontratakuje, Obcy Decydujące Starcie, Terminator 2, czy inny Ojciec Chrzestny 2, ale to tylko wyjątki potwierdzające regułę. Zwyczajowo kontynuacjami kieruje następujący tok myślenia:

- Dlaczego ludzie pokochali jedynkę?

- Dlatego, dlatego i dlatego.

- Dobra, to dajmy im to jeszcze raz, tyle, że razy dziesięć. I będzie hit.

Z tym, że zazwyczaj sequelowi opartemu na takim schemacie daleko do miana hitu. Na myśl przychodzą filmy takie jak Iron Man 2, Kac Vegas w Bangkoku, albo Uprowadzona 2. No dobra, ale do której grupy należy nowy Deadpool? Niby do tej drugiej, ale robi to z taką gracją, że siedząc w kinie zupełnie mi to nie przeszkadzało.

 

Mamy więc początek in medias res, komiczne creditsy, pozornie zupełnie nie pasujący do klimatu filmu motyw przewodni (tym razem film rodzinny) i tonę znanych już żartów z dodanym świeżym twistem. Na szczęście większość elementów humorystycznych robi doskonałą robotę i w trakcie dosłownie cała sala kinowa śmiała się w głos, dzięki czemu problem z odtwórczością dało się elegancko zepchnąć na dalszy plan.

 

Nowe postacie w filmie Davida Leitcha (jeden z reżyserów Johna Wicka) są... trochę płaskie. Nie chcę rzucać niepotrzebnymi spoilerami, więc powiem tylko bardzo ogólnikowo, że o Cable'u wiadomo jedynie dlaczego przybył z przyszłości i chodzi wiecznie wkurzony, a najlepiej rozwiniętą postacią z całego X-Force jest Domino o której wiadomo, że ma farta (chociaż moim ulubieńcem i tak pozostaje Peter). Tylko co z tego, skoro wszyscy są tak przesympatyczni, że ich rozpisane na jedną nutę charaktery przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. A! Byłbym zapomniał. Jest jeszcze Yukio. Część, Yukio.

Najważniejszą i najlepiej napisaną nową postacią jest natomiast Russell - ciut przy kości chłopak z Nowej Zelandii, który ewidentnie naoglądał się za dużo filmów. Grający go Julian Dennison jest wprost histerycznie zabawny - co i raz rzuca tekstami jakby się urwał z innej planety, a związany z nim i więziennymi kosami running gag nie przestał mnie bawić nawet przy piątym (na oko) użyciu.

 

Odpowiedzialny za muzykę Tyler Bates dobrze czuje deadpoolowe klimaty. Po raz kolejny dostajemy zatrzęsienie znanych i lubianych hitów lat minionych (i trochę dubstepu) użytych w tak niesamowicie nieodpowiednich momentach, że aż nie sposób się nie zaśmiać, a i nawet znalazło się miejsce dla, prawie, wciskającego łzy z oczu "Take On Me" w wersji a capella. No i nie wiem kto wymyślił chór śpiewający z pełną powagą "you can't stop this motherfucker, holy shit balls", ale powinien dostać za to jakąś nagrodę.

 

Wychodzi więc na to, że, patrząc czysto technicznie, Deadpool 2 nie powala. Powtórka z rozrywki, płaskie postacie, spoko muzyka - bez szału. Na papierze film nie działa, nie powinien działać. Na szczęście teoria to jedno, a praktyka drugie i kombinacja świetnie dobranych, czujących materiał aktorów w połączeniu z przeważnie celnie wymierzonymi żartami daje iście wybuchową mieszankę. Pierwsze minuty filmu nastroiły mnie raczej negatywnie. Wymuszony humor, wymuszona brutalność, wymuszone wszystko. Dalej jest tylko lepiej i mimo, że pierwszy akt przypomina bardziej posklejane do kupy, nie mające ze sobą nic wspólnego skecze, to kiedy film łapie w końcu wiatr w żagle, wszelkie jego mankamenty przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.

 

P.S. Deadpool 2 ma bodajże najlepsze gościnne występy i sceny po napisach w historii kina. Absolutnie nie sprawdzaj przed seansem obsady i nie wychodź za wcześnie z sali.

 

P.S.2. Nie ma sceny PO napisach, więc po obejrzeniu trzech krótkich scen W TRAKCIE można spokojnie iść do domu.

Tagi:

Oceń notkę
+ +8 -

Life's too short... Let's eat!
Oceń profil
+ +72 -
Darek
Ranking: 77 Poziom: 67
PD: 38430
REPUTACJA: 16265