SKLEP

Dark-O-visioN

Profesjonalnie amatorskie teksty
Darek Darek 11.09.2014, 17:20
Sprawa Nintendo vs. Polska
1771V

Sprawa Nintendo vs. Polska

Każdy z nas znał w szkole tego jednego dzieciaka, który miał najlepsze zabawki, ale lubił może ze dwie osoby w całej szkole, więc nigdy nie mogliśmy się nimi pobawić. Teraz wyobraźcie sobie, że szkoła to cały świat, ten dzieciak to Nintendo, a my to... nadal po prostu my.

Chciałbym dzisiaj poruszyć temat który tak mnie, jak i na pewno wielu innych, doprowadza do szewskiej pasji. Nintendo.

Co? Ale jak to? Przecież Nintendo to najwspanialsza firma na świecie i robią takie boskie gry, tylko ich konsola dostaje faktycznie mocne exclusive'y. Ok, może i tak, ale nie o te sprawy mi akurat chodzi. A o które? Zapnijcie pasy, bo... nic. Nic się nie stanie. Musicie po prostu czytać dalej.

 

 

nes.jpg

 

Na początek trochę historii. We wczesnych latach 90ych nie mieliśmy w Polsce czegoś takiego jak oficjalna, czy nawet pół oficjalna dystrybucja NESa, czy SNESa. Nasz NES (Nintendo Entertainment System - pierwsza konsola Nintendo) przyjechał do nas z Chin. Była to tania podróbka, których w tamtych czasach wszędzie było pełno. Dwóch młodych, pełnych nadziei mężczyzn - Marek Jutkiewicz i Dariusz Wojdyga- dostrzegło niedrogi sprzęcik robiąc interesy w Chinach i stwierdzili, że taki sprzęt może się w naszym pięknym kraju sprzedać.

 

 

pegasus.jpg

 

Nie wiem czy to dopiero wtedy, czy już wcześniej, ale za ich sprawą powstała firma BobMark. Chłopaki sprowadzali sprzęcik z Chin, pakowali do opisanych w naszym ojczystym języku pudeł i sprzedawali. "Co, handel na wolumenie kwitł?" - powiedziałby ktoś. Otóż nie! Musicie wiedzieć, że do 1994 roku w Polsce nie istniało coś takiego jak ochrona praw autorskich, tak więc Pegasus był zupełnie legalnym, sprzedawanym oficjalnie sprzętem. Dorobił się nawet reklamy w telewizji. Spójrzcie.

Po 94ym sytuacja zaczęła ulegać zmianie. Powoli, z roku na rok, piractwo zaczynało być coraz bardziej ścigane, a więc i Pegasus, jako podróbka NESa (a właściwie to jego japońskiego odpowiednika - Famicoma) również przestał być legalny. Ludzie z BobMarka zauważyli, że interes zaczyna padać śmiercią naturalną, więc zmienili front i zajęli się dystrybucją Segi Saturn. Niektórzy z was mogą w tej chwili pytać "a co to ten Saturn?". No właśnie. Konsola nie odniosła sukcesu ani u nas, ani w ogóle nigdzie (trochę upraszczam), więc i z tego statku należało uciekać póki jeszcze można. Tak więc firma zmieniła branżę na napoje gazowane i do dziś robi sprzedawaną w całym kraju Hoop Colę (niezła ciekawostka, nie?). A co później działo się z konsolami Nintendo w kraju nad Wisłą?

 

 

snes.jpg

 

Następca NESa - SNES nie zrobił u nas kariery. Prawdopodobnie stało się tak, ponieważ Pegasus pojawił się w Polsce relatywnie późno, a tuż po jego śmierci (a nawet nie do końca, bo coraz bardziej mizerne, cienkiej jakości podróbki zalewały rynek jeszcze przez całe lata) pojawiło się Sony PlayStation. Kolejną konsolą Nintendo, którą można było u nas dostać (teraz już troszkę łatwiej, choć do dzisiejszego poziomu nadal brakowało całych lat świetlnych) było Nintendo 64. I tu zaczyna się mój problem, który, niestety, nie został rozwiązany po dziś dzień.

 

 

n64.jpg

 

N64 było ostatnią stacjonarną konsolą, która korzystała z kartridżów jako nośników. Rozwiązanie trochę z poprzedniej epoki (zamiłowanie do wykorzystywania rozwiązań ze starszych sprzętów zostało z resztą w Nintendo do dziś), ale za to gry wczytywały się nieporównywalnie szybciej niż u konkurencji. Minusem takiego rozwiązania (poza małą ilością miejsca na karcie) była cena. Wyprodukowanie samej płytki, a następnie obłożenie jej plastikiem z odpowiednim nadrukiem wiązało się ze znacznie wyższymi kosztami, niż wytłoczenie płytki CD. Toteż ceny gier oscylowały w granicach 250-350zł (a my narzekamy na to, że nowość kosztuje dwie stówki ;) ) i to wcale nie musiały być nowe gry! Karty trzymały cenę jak cholera, ponieważ były bardzo trudno dostępne. W tamtych latach nikt nawet nie śnił o czymś takim jak "Nintendo of Poland" i wszystkie gry musiały być sprowadzane z zagranicy. Ciężka sprawa, ale takie były czasy. Jak można się domyślić, sześćdziesiątka-czwórka nie cieszyła się u nas wielką popularnością, no ale przy kolejnej konsoli już będzie ok, prawda? Prawda...?

 

 

gc.jpg

 

Nie do końca. Następną konsolą Nintendo była tak zwana "kostka" - Nintendo GameCube. Tym razem gry śmigały na płytkach, choć, żeby nie było za łatwo, nie były to standardowe w sprzętach konkurencji płyty DVD, ale specjalnie przygotowane płyty miniDVD. Przez lata w Warszawie (piszę tylko o Warszawie, jako, że w tamtych latach nie miałem pojęcia jak wygląda rynek gier w innych większych miejscowościach) otworzyło się parę sklepów w których bez większego trudu można było zaopatrzyć się w wybrany tytuł. Niestety, jako, że w dalszym ciągu nie doczekaliśmy się oficjalnej dystrybucji (mieliśmy niby zewnętrzną firmę zajmującą się dystrybucją, ale nie wykonywała ona najlepszej roboty), gry w dalszym ciągu były do nas sprowadzane zza granicy, a więc i ceny na pudełkach straszyły cenami czasem nawet i o 70zł wyższymi, niż ten sam tytuł na PS2. Jako mega fan serii Resident Evil, którego aż trzy nieznane wcześniej odsłony miały pojawić się na nowym Nintendo, kupiłem GaCka, jak tylko mogłem sobie na niego pozwolić. Przez kilka lat udało mi się zgromadzić całkiem sensowną bibliotekę tytułów (chociaż nadal nie mam Super Smash Bross Mele!), ale kosztowało mnie to makabrycznie dużo pieniędzy, a porównując swoją kolekcję z około dwa-trzy razy większą kolekcją gier na PS2 mojego kumpla, mogłem poczuć się troszkę oszukany. Ilość sprowadzanych gier była ograniczona, więc cena nie specjalnie chciała spadać, a czasami potrafiła wręcz poszybować w górę. Sytuacja irytująca jak cholera, bo to był mój jedyny sprzęt na tamtą generację, więc chciałem ograć wszystkie najważniejsze tytuły, które albo kosztowały krocie, albo zwyczajnie nigdy nie ukazywały się na niezbyt popularnym sprzęcie.

 

 

wii.png

 

Kolejne było znane już raczej szeroko nawet w Polsce Nintendo Wii. Japońska firma wywołała istny szał i rozpoczęła nową modę na granie. A wszystko za sprawą ruchowego kontrolera, który nawet ludziom nigdy nie trzymającym pada w ręku pozwalał udawać, że grają w kręgle, strzelają z łuku, albo wykonują ciosy mieczem. Mimo, że konsola nie dysponowała równie mocnymi bebechami co konkurencja, to magia ruchu zrobiła swoje i o Wii zrobiło się głośno nawet w Polsce. Kolejna firma zajęła się dystrybucją, a w TV pokazały się nawet reklamy gier (!). Fani byli pełni nadziei. Niepotrzebnie. Otrzymaliśmy powtórkę z rozrywki, czyli wysokie ceny sprzętu, wysokie i nie chcące za nic spaść ceny gier i ogólna trudnodostępność do towarów. Zaglądałem dzisiaj na Allegro i takie np. New Super Mario Bros Wii (grę z 2009 roku) można wyrwać już za jedyne 100zł. Dla porównania - w tym samym roku ukazało się również Uncharted 2 na PS3, które można wyciągnąć za jakieś 30zł. Jest różnica, nie?

 

 

wii u.jpg

 

Nie będę się rozpisywał o WiiU, bo to relatywnie świeży sprzęt, aczkolwiek sytuacja wygląda podobnie - raczej droga konsola, drogie i trudnodostępne gry, przestarzała technologia. I z tym właśnie mam problem! Lubię gry Nintendo, naprawdę. Mario, Zelda, Metroid, Donkey Kong - to wszystko tytuły w które pograłbym z ogromną chęcią. O tyle o ile samo Wii można dzisiaj kupić już dosyć tanio, tak gry nadal kosztują abstrakcyjnie dużo pieniędzy, jak za 5-6 letnie produkcje. Pewnie, zawsze istnieje możliwość nielegalnego ściągnięcia tych wszystkich gier z internetu, ale nie chcę tego robić ponieważ a) dołożę tylko kolejną cegiełkę do muru stojącego między nami a normalnymi cenami gier i b) lubię posiadać oryginalne gry, mniejsze, czy większe kolekcje.

Problem wydaje się być beznadziejny. Wszystko zależy od dystrybutora i samego Nintendo. Obecnie jesteśmy traktowani po macoszemu - znoszą nas, bo muszą. Sytuacja mogłaby ulec poprawie, gdyby Polacy zaczęli kupować konsole i gry Nintendo, tylko dlaczego niby mieliby to zrobić, kiedy za mniejsze pieniądze mogą mieć potężniejszego od WiiU Xboxa360, albo Playstation 3, które mogą pochwalić się olbrzymią biblioteką rajcownych i niedrogich tytułów?

 

 

maskotki.jpg

 

Bardzo chciałbym pograć w Super Mario Galaxy, Legend of Zelda: the Skyward Sword, Metroid Prime 3 i masę innych świetnych tytułów sygnowanych logiem wielkiego N, ale tak jak nie wydałbym 100zł za sześcioletni film na DVD, tak samo nie wydam tych pieniędzy na leciwą już gierkę. I pętla się zamyka, wracamy do statusu quo. Do świadomości zaczyna przebijać myśl "skoro oni okradają mnie, to czemu ja miałbym nie okradać ich?" Sam nie wiem czemu, ale nie. Po prostu. A ilu z was posiada takie np. Wii i może pochwalić się kolekcją oryginalnych gier na nie? Ja takich osób nie znam.

Myśl na koniec: Nintendo! Co jest kur*&?!

 

 

mem.jpg

 

 

 

 

Tagi: 64 gc konsole nes nintendo opinie pegasus snes wii wii u

Oceń notkę
+ +32 -

Life's too short... Let's eat!
Oceń profil
+ +66 -
Darek
Ranking: 82 Poziom: 65
PD: 35175
REPUTACJA: 15127
Miesięcznik PSX Extreme