Dark-O-visioN

Profesjonalnie amatorskie teksty

Darek Darek 02.12.2019, 23:09
12 films of christmas - Die Hard
90V

12 films of christmas - Die Hard

On the first day of christmas my true love sent to me a partridge in a pear tree.

Za oknami jeszcze tego nie widać, ale święta są już tuż za rogiem. Jest to zdecydowanie mój ulubiony okres w roku - kolędy, czas spędzony z rodziną, lenistwo, pierogi, choinka, takie tam. Co roku staram się w ten czas obejrzeć jak najwięcej nastrojowych, związanych ze świętami filmów. Jest z czego wybierać, a przecież niemalże co roku dostajemy kolejne warte uwagi pozycje, jak choćby wypuszczony nie tak dawno temu na Netflixie Klaus. Pomyślałem więc, że zaspamuję trochę blogosferę świątecznym klimatem. Do wigilii przedstawię Ci 12 świątecznych filmów, które pewnie już znasz, a które tak, czy siak warto sobie odświeżyć. Nie będą to typowe recenzje, a raczej ciekawostki, wspominki, może nawet jakiś top10. Się zobaczy. Podrzucajcie też swoje propozycje. Skoro pogoda nie dopisuje, to sami zróbmy sobie świąteczny klimat. Zaczynamy!

Die Hard, czy jak kto woli, Szklana Pułapka, dała nam tak wiele, że już do końca świata powinna być wychwalana pod niebiosa i całowana po metaforycznej dupie. Nie żartuję. Dała nam fenomenalnie cudownego Alana Rickmana, dla którego była to pierwsza filmowa rola w karierze, czego w życiu nie powiedziałbyś na podstawie jego absurdalnie wręcz dobrej gry. To jak skupia na sobie uwagę widza, jak pięknie udaje zakładnika... Ale zapędzam się. Druga sprawa - jest to film, który zrobił z Bruce'a Willisa gwiazdę kina akcji. Do tej pory Bruce szwendał się po serialach i kilku komediach romantycznych. To właśnie dlatego John McTiernan wybrał właśnie jego do roli Johna McClane'a - chciał kogoś niepozornego, everymana, który będzie musiał jakoś poradzić sobie z sytuacją do której zupełnie nie jest przygotowany. Wyobraź sobie jak wyglądałby Die Hard gdyby Johna grał na przykład Sylvester Stallone. Pewnie wpadł by do sali konferencyjnej z cekaemem pod pachą i wybił wszystkich terrorystów w pierwszych dwudziestu minutach filmu.

Pewnie wiesz, ale Szklana Pułapka opowiada o tym jak grupka terrorystów zajmuje budynek Nakatomi Plaza (w rzeczywistości siedziba 20th Centrury Fox) celem dokonania nie mającej większego sensu kradzieży. Na ich nieszczęście, mąż jednej z pracownic budynku, niejaki John McClane, policjant z Nowego Yorku, akurat przyleciał do miasta spędzić trochę czasu z żoną i w trakcie ataku znajduje się w budynku. W ciągu 130 minut czasu trwania filmu John systematycznie eliminuje kolejnych zbirów biegając boso po kolejnych piętrach budynku i chowając w szybach wentylacyjnych. Fabularnie rzecz jest raczej prosta i pełna dziur, na które jednak widz z przyjemnością przymyka oko, bo całość ogląda się dosłownie na jednym oddechu. Rzecz aż krzyczy "święta", nieprawdaż? Na przestrzeni lat film stał się bożonarodzeniowym hitem, mimo, że temat jest raczej mało świąteczny - ani jednego płatka śniegu, strzelanie do ludzi, walenie koksu, eksplozje. Ale to nic, bo całość dzieje się w Boże Narodzenie! Makes sense.

Die Hard jest dosyć luźną adaptacją książki "Nothing Lasts Forever" autorstwa Rodericka Thorpe'a, a więc kontynuacji "The Detective", która doczekała się adaptacji dwadzieścia lat wcześniej. Główną rolę grał wtedy Frank Sinatra. Ale wracając do tematu, książkowy oryginał Szklanej Pułapki różnił się dosyć znacznie od wersji filmowej. Cała historia była znacznie bardziej polityczna, poruszając tematy podstołowego handlu bronią, zakulisowego wspomagania dyktatur i tym podobnych, ciężkich tematów. Zakończenie było też znacznie bardziej mroczne, ale nie będę wchodził w szczegóły na wypadek gdyby ktoś chciał sobie sam przeczytać o co kaman. W latach osiemdziesiątych książką zainteresował się Clint Eastwood i przez chwilę był nawet właścicielem praw do ekranizacji, widząc siebie w głównej roli. Ciekawe, czy doczekalibyśmy się czterech sequeli, gdyby Clintowi udało się nakręcić swoją wersję filmu.

Na szczęście historia potoczyła się inaczej, dzięki czemu dostaliśmy niesamowicie satysfakcjonujący, choć w ostatecznym rozrachunku dosyć głupi film akcji, który trzydzieści jeden lat po premierze wciąż jest jednym z ulubionych świątecznych tytułów ludzi na całym świecie - w tym i u nas, w Polsce. Zapytany o swoją ulubioną rolę, Bruce Willis do dzisiaj bez cienia zwątpienia odpowiada, że najwięcej frajdy dał mu John McClane. Wątpię żeby miał na myśli ostatnie części, w których z Johna zrobili to, czym dokładnie miał nie być w pierwszych filmach - superbohatera zdejmującego w pojedynkę helikoptery (rozpędzonym samochodem!), ale pierwszy film, a nawet pierwsze trzy filmy, to zdecydowanie klasyki, które każdy powinien znać.

Do przeczytania za dwa dni!

Tagi:

Oceń notkę
+ +10 -

Life's too short... Let's eat!
Oceń profil
+ +73 -
Darek
Ranking: 74 Poziom: 68
PD: 40013
REPUTACJA: 16868