SKLEP

Blog użytkownika your_tapeworm

your_.tapeworm
your_tapeworm your_tapeworm 16.12.2018, 10:57
ZALICZONE W 2018
226V

ZALICZONE W 2018

''Czas leci, a my jak małe dzieci'' – jak śpiewał pewien raper. I ciężko się tu z Rychem nie zgodzić. W tym roku wpadło mi 31 wiosen, ale pasja do gier ciągle ma się dobrze. Ponownie zachwycałem się nowosciami, pełen nostaligii wracałem do klasyków oraz z wypiekami na twarzy śledziłem poczynania branży. W tym blogu chciałbym się z Wami  podzielić informacją jakie gry  towarzyszyły mi w  mijającym roku 2018.  

Rok 2018 zaliczam do jak najbardziej udanych. Przede wszystkim zmieniłem pracę, dzięki której mam bardzo dużo wolnego czasu ( tak zwane 4x4  ), a także wraz z żoną przenieśliśmy się ‘na swoje’ i dzięki temu udało mi się wyrwać pokój, w którym odpływam do wirtualnych światów. Jak się domyślacie, bardzo pozywtywnie wpłynęło to na moje ukochane hobby. W przeciągu ostatnich miesięcy do PS4 dołączył DS LITE, XBOX ONE X oraz PC, tak więc pod tym kątem był to dla mnie rok bardzo owocny. 
     Konsola Sony w końcu mogła nabrać trochę oddechu i użwałem jej własciwie tylko do eksów. XOX znacząco zwiększył moje doznania wizualne za sprawą 4K oraz HDR, a PC pozwolił mi na zabawę na emulatorach oraz odpalanie starszych gierek w full hd, bez dopłacania choćby grosza. W wyzej wymienionych warunkach nie pozostało mi nic innego jak rozsiąsć się wygodnie z kawką i grać. No i grałem. A w co? Po szczegóły zapraszam niżej. Oto gry, które ukończyłem w 2018.

STYCZEŃ

UNCHARTED: ZAGINIONE DZIEDZICTWO (PS4)


     W dodatek do Uncharted 4 chciałem zagrać głównie ze względu na piękne widoki i pod tym względem gra absolutnie nie zawiodła. Przepiękne pejzaże aż prosiły się żeby przystanąć, a zaimplementowany w grze tryb fotograficzny co chwilę kusił żeby go uruchomic i złapać kilka fajnych ujęć. Świetna sprawa, ale Uncharted to nie symulator fotografa tylko przede wszystkim epicka  przygoda w miłym towarzystwie. I tu nic się nie zmieniło. W DLC robimy dokładnie to samo, co w podstawce – trochę skradania się po krzakach, oskryptowana rozwałka, wspinaczka po skałach, przejazd jeepem po błocku i proste zagadki. Tym razem główna rolę grają ‘dziouchy’ i niby autorzy stworzyli między nimi jakies relacje, ale generalnie jest to poziom przeciętnego filmu akcji. Zaginione dziewictwo to pozycja, przy której możemy posiedzieć sobie z wiaderkiem popcornu, odprężyć się, podziwiać wirtualne widoki i cieszyć się lekkimi dialogami. Czy to źle? Absolutnie nie. Ja bawiłem się dobrze. Nie wspaniale, ale po prostu dobrze. 

LUTY
MAFIA II (XBOX360)


     Jedna z moich ulubionych gier ever. Strasznie mi pasuje klimat w Mafii 2 - muzyka, gołe baby na plakatach oraz historia, która za każdym razem zmusza mnie do refleksji. Pod kątem mechaniki druga Mafia wciąż swietnie sie trzyma. System strzelania zza osłon nic się nie zestarzał i wciąż daję frajdę. Wrogowie upadają inaczej w zależnosi, w którą częsc ciała zostaną trafieni.  Lubię takie detale.
      Auta prowadzi się przyjemnie i pomimo że gra jest sandboxem to nie męczy znajdzkami ani obijaniem posterunnków, skupiając się na opowiadanej historii. Są tylko wspomniane wczesciej plejboje oraz listy gończe, ale ja zawsze skupiam się tylko na tych pierwszych:P  To moje trzecie przejscie tej gry, wracam do niej co kilka lat i zawsze swietnie się bawię, a powrót Vito do domu gdy z nieba sypie snieg, a w radiu leci ‘Let It Snow’ to dla mnie absolutna KLASYKA i mistrz klimatu. Do zobazenia za jakis czas, druga Maifijko.

MARZEC
RYSE (XO)


     Ale ta gra wygląda. Aż ciężko uwierzyć, że to tytuł startowy na Xbox One z 2013 roku. W przeciwnieństwie do wyżej opisywanego DLC do Uncharted, nie ma tu widoków zapierających dech w piersiach, ale to w sumie dobrze bo i tak nie mamy tu czasu rozglądać się na boki. To co wizualnie zachwyca to animacje oraz wygląd zbroi oraz twarzy. A że gameplay polega na ciągłej walce i ewentulnym krótkim truchcie do kolejnej miejscówki, na której będzie toczyć się bitwa, to głownie oglądamy plecy naszego bohatera oraz atakującuch nas wrogów. 
      Gameplay to niekończące się QTE. Na samym początku walka sprawiała mi sporą frajdę, ale im dalej w las tym nudniej, bo system nie jest zbyt zróżnicowany. Na całe szczęscie pojedynki sa bardzo widowiskowe – krew się leje, kończyny fruwają, a w tle wyje pompatyczna muzyka. Całosć jest dobrze wyważona pod kątem długosci – przygoda nie jest zbyt długa i kończy się zanim zdążymy sie znudzić na tyle, żeby samemu ja porzucić. 

KWECIEŃ
PREY (XO)


     Prey to tytuł, który w dużym uproszczeniu można nazwać Dishonored w kosmosie. Oczywiscie każda z tych gier ma własne pomysły, ale generalnie obie opieraja się na podobnych założeniach. Mianowicie, trzeba dostać sie z jednej lokacji do drugiej. W jaki sposób to zrobimy w dużej mierze zależy od nas, graczy. Inwestując w odpowiednie skille decydujemy w którą stronę chcemy isć. I choć obie gry premiują sprytne podejsćcie do rozwiązywania problemów, to w Dishonored da się też grać ‘na Jana’. W Prey nie ma na to szans. I to buduje znakomitą atmosferę, czujemy napięcie, rosnące zagrożenie. Gdy boimy się naszego przeciwnika to pojawiają się emocje (co prefekcyjnie pokazała gra Obcy Izolacja jakis czas temu) i w Prey będą nam one towarzyszyć od początku do samiutkiego końca.                  
     Oprócz znakomitego gameplay’u opartego na exploracji i wymuszaniu od gracza kreatywnosci, Prey ma bardzo ciekawą fabulę oraz satysfakcjonujące zakończenie. Gdy dodamy to tego wybory moralne, to sami przyznacie, że całosć brzmi bardzo kusząco, prawda? Prey to perełka, która udowadnia, że single player jeszcze nie umiera i takie tytuły dają mi nadzieję na lepsze jutro dla graczy, którzy szukają przy konsoli czegos więcej niż tylko rywalizacji.

MAJ
ASSSASSSINS CREED ORIGINS (XO)


     Z Assassinami jakoś nigdy nie było mi po drodze. Grałem w 'jedynkę' oraz 'dwójkę', ale obydwie znudziły mnie zanim mogłem zobaczyć jak cała historia się zakończy. Kolejną próbe podjąłem przy wydaniu Black Flag, ale skutek był taki sam. Co więc się stało, że sięgnąłem do tej serii po tylu latach przerwy? Zmiany się stały. System walki w końcu przebudowano i po raz pierwszy zaczął sprawiać mi satysfakcję. 
     Podobał mi się piracki klimat Black Flag, doceniałem historyczne smaczki w pierwszych dwóch odsłonach, ale system walki zawsze ssał, podobnnie jak uproszczony do granic możliwosci parkour. I o ile skakanie po dachach nie doczekało się rewolucji, tak okładanie wrogów po pyskach wreszcie daje upragnioną radochę. Dorzucono zmianę ekwipunku, elementy rpg oraz craftingu, a wszystko to w cudownym klimacie starożytnego Egiptu. Jako fan Soulsów natychmiast odnalazłem się w najnowszej odsłonie Assassynów i odłożyłem pada dopiero po 80 godzinach gry, kończąc całosć na poziomie nightmare. 

CZERWIEC
GEARS OF WAR REMASTERED (XO)


     Wiele razy kończyłem pierwsze Gearsy, ale po raz pierwszy dokonałem tego w coopie. Granie we dwójkę dodaje fajnego, taktycznego smaczku i powiedzmy, że dało mi namiastkę tego, co czują fani sieciowego szarpania. Dla mnie jednak było to tylko miłe urozmaicenie i poznanie ulubionej gry od troszkę innej strony. Za nic w świecie nie zamieniłbym moich samotnych posiadówek przy konsoli na wieczne granie z kumplem krzyczącym mi do słuchawki. Nie ma jak zwiedzać wirtualne swiaty w swoim własnym tempie, nie oglądając się na nikogo i mieć pełną kontrolę nad tym co sie dzieje na ekranie. Nie ukrywam jednak, że było to przyjemne doświadczenie i chętnie jeszcze kiedyś je powtórze. 

RISEN (PC)


     Elex zauroczył mnie na tyle, że postanowiłem zobaczyć co tam jeszcze wystrugali ludzie z Pirahnia Bytes. W ten sposób trafiłem do gry Risen z 2009 roku. Od razu poczułem się jak w domu gdy powitały mnie drętwe animacje, wysoki poziom trudnosci i znajome mechaniki. Z grą spędziłem 25 godzin i ani chwilę sie nie nudziłem. Wyspa co rusz kusiła jakąs jaskinia do zwiedzenia, skrzynią do otwarcia i lootem do zdobycia. System walki choc prosty, sprawił mi dużo radochy a system rozwoju postaci skutecznie motywował mnie żeby zdobywać kolejne poziomy i razem z naszym bezimiennym rosnąć w siłę. Dodajcie do tego przyzwoitą grafikę, wybory moralne oraz możliwosć przyłączenia się do frakcji i oto macie przed sobą RPG po które watro sięgnąć nawet dzis. Risen spodobał mi się na tyle, że na pewno sięgnę po kontynuację. Szerzej swoje wrażenia opisałem w recenzji.


 

LIPIEC
CONDEMNED: CRMINAL ORIGINS (X360)


     Kolejny staroć na mojej liscie. Tym razem było to jednak spotkanie premierowe. Obecna generacja nie rozpieszcza nas jeżeli chodzi o horrory, a i gry liniowe są rzadkoscią. Tym chętniej sięgnąłem po Codnamed, bo takich gier po prostu mi brakuje. Tytuł ten kupił mnie przede wszystkim atmosferą. Jest mrocznie, gęsto, czuć niepokój, a podczas tej przygody niejdednokrotnie oblały mnie ciarki. Momenty, gdy przytuleni do wilgotnej sciany w tunelach metera, oczekujemy zbliżających się przeciwników, a w dłoniach sciskamy kawałek żelaznej rury, mocno weszły mi w pamięć. 
     Pomimo ziarnistej grafiki bardzo szybko wkręciłem sie w skórę głównego bohatera i oprawa wizualna momentalnie zeszła na dalszy plan. Liczyło się tylko to, żeby ten koszmar się skończył. Mocno walczyłem, żeby tak się stało. Ostatecznie mi się udało i jestem w pełni usatysfakcjonowany.

ALICE: MADNESS RETURNS (XBOX360)

     Alicja momentalnie mnie oczarowała. Nie dosc, że jest w moim typie (nie to, że kręcą mnie wariatki) i samo podziwianie jej w nowych kreacjach napędzało mnie do grania, to na dodatek sama gra znakomicie sie broni. Co powiecie na mix slashera, platwormówki 3D/2D oraz horroru? Alicja zaczyna niewinnie. W pierwszej lokacji skaczemy od skarpy do skarpy, ciachniemy kogos nożem i spotkamy kota z niepokojącym usmiechem. Z czasem jednak każdy element gry ewoluluje i rozkręca się z rozdziału na rozdział. 
     Nasza protagonistka dostaje kilka rodzaji oręża, może blokować, unikać ciosów, atakować na dystans i dobierać taktykę pod konkretnego przeciwnika. Eksploracja staje się coraz bardziej wymagająca, a pod koniec gry nasze akrobacje wymagaja nie tylko pomyslunku, ale także dokładnosci co do sekundy. Na szczescie checkpointy sa rozmieszczone dosć gęsto, więc nie dopada nas frustracja. Wszystko dzieje się w lokacjach bardzo ładnych graficznie,  urozmaiconych artystycznie oraz różnorodnych. A to wszystko polane psychodelicznym sosem. Z Alicją nie sposób się nudzić. Ja dałem się wciągnąc w jej grę i nie żałuję ani chwili. Szkoda, że kontynuacja nigdy nie powstała.

MAFIA (PC)


     Mafia zapisała sie w historii gier złotymi literami. Po raz pierwszy przeszedłem ja w okolicach premiery, czyli w 2002 roku i postanowiłem sobie odswieżyć tą przygodę. Pomimo 16 lat na karku, przygody Tommy’ego Angelo trzymają się znakomicie. Klimat gangsterskiej przygody, wpaniała muzyka, wysoki poziom trudnosci i solidna fabuła z morałem to największe zalety tej produkcji. Gra wymaga cierpliwosci, bo bywają misje do których będziecie podchodzic nawet po kilkanascie razy, ale satysfakcja z poznania terenu i wyuczenia sie przeciwników jest ogromna i wynagradza nam wszelką krzywdę jaką gra sprezentowała naszej psychice. Więcej o swoich wrażeniach z pobytu w Lost Heaven znajdzicie w moim blogu: https://www.ppe.pl/blog/28563/11990/za-bary-z-klasykiem-1-mafia-the-city-of-lost-heaven.html

SIERPIEN
F.E.A.R. (PC)


     FEAR to jedna z tych strzelanek, która zostaje w pamięci gracza na całe lata. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Kiedy przechodziłem tą pozycję po raz pierwszy w 2009 roku to cieszyłem się jak dziecko. Połączenie fpsa  i horroru z miejca mnie kupiło, bo oba gatunki były bliskie mojemu sercu, a ów mix wyszedł bardzo dobrze. Jak gra prezentuje się w 2018? No cóż, na PC wciąż znakomicie, bo wystarczy poprzestawiać kilka suwaków i tekstury robią sie gładkie jak pupa niemowlęcia. Rozgrywka broni się sama. Pomimo znikomej różnorodnosci przeciwników strzela sie bardzo przyjemnie. 
     Dostępny w grze bullet time też robi robotę i jest bardzo pomocny w starciach z przciwnikami, gdyż ci zachowuja sie zaskakująco inteligentnie i potrafią przystosować się do naszych działań. Motyw horroru znakomicie zagęszcza klimat i występuje na tyle żadko, że za każdym razem ma sporą szansę nas zaskoczyć. Po raz kolejny znakomicie się bawiłem, takie tytuły starzeją się bardzo powoli.

SPLINTER CELL: BLACKLIST (XBOX 360)

     Liniowe skradanki to gatunek na wymarciu, a jednym z jego ostatnich przedstawicieli jest własnie Blacklist. Pomimo zaimplementowania w mechanice gry systemu mark and execute, który pozwala nam w magiczny sposób na wyeliminowanie kilku przeciwników za jednym zamachem, da się w to grać w jak w stare odsłony serii. Co prawda czasem gra każe nam się pozbyć wszystkich przeciwników na planszy, zmusza nas do działania podczas wymiany ognia czy ostrzeliwania ciężarówek rakietami, ale to tylko pojedyncze ekscesy. W lwiej częsci gry jest ciemno, przyklejamy się do ścian, chowamy ciała, kombinujemy jak narobić najmniej hałasu i zwisamy z rur pod sufitem, czekając by spasć na przeciwnika i zrobic mu krzywdę. W grze odwiedzamy kilka fajnych i klimatycznych miejscówek, między innymi skąpany w deszczu Londyn czy więzienie. 
     Cieszy fakt, że największy atut serii – uczucie, że jestesmy w miejscu, w którym nie powinno nas byc – wciąż jest na swoim miejscu i znakomicie podbija immersję. Fabularnie to typowe dla Clansy’ego political fiction, które mnie osobiscie nie rusza. Pozytywnie zaskoczyli mnie za to nasi kompani, z którym dzielimy bazę. Są dobrze napisani, mają swoje charaktery  i dzięki nim przerywniki filmowe między kolejnymi misjami ogląda się z przyjemnoscią. Gra wciąż solidnie trzyma się graficznie i nawet na normalu potrafi być wyzwaniem. W bezposredniej konfrontacji z przeciwnikami nie mamy najmniejszych szans, a brak zapisu w dowolnym miejscu jeszcze bardziej motywuje do przemyślenia swoich działań.

WRZESIEN
MARVEL’S SPIDERMAN (PS 4)


     Szerzej swoje wrażenia opisałem w recenzji dostępnej na portalu, ale w dużym skrócie: Bardzo dobrze dobrze bawiłem się z Parkerem. Wskoczenie w strój pająka nie było zbyt swieżym doswiadczeniem, bo twórcy mocno inspirowali się innymi grami, ale to w jaki sposób nasz bohater poruszał się po miescie to małe mistrzostwo swiata. Znajdziek aż chciało się szukać, a obijanie bandytów jeszcze w żadnej grze nie było tak efektowne. Nawet jeżeli wszystkie ciosy zadawało się kwadratem, co jakis czas tylko plując siecią i rzucając w przeciwników beczką, to zabawa i tak była przednia. No i nie mogę wspomnieć o końcówce gry, która wycisnęla ze mnie łzę, pomimo, że opowiesć jako całosć mnie zbytnio nie ujęła. Za zagranie na emocjach – doceniam i kłaniam się po pas.

SILENT HILL 2 (HD COLLECTION) (XBOX360)


     Wiedziałem, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Dzięki wstecznej kompatybilnosci poznałem kontynuację mojego ulubionego survival horroru. Oczekiwania były ogromne, ale nie zawiodłem się.  W pewną deszczową niedzielę przysiadłem do SH2 i praktycznie pożarłem ją na raz. Strasznie wkręciła mnie eksploracja. Pomimo jeżącego sie włosa na głowie chciałem zajrzec w każdy kąt, żeby zwiększyć swoje szanse na przeżycie, ale także liznąc jak nawięcej tego gęstego klimatu. Do gry motywowała mnie również fabuła, którą po przejsciu gry jeszcze sobie uzupełniłem czytając kilka rzeczy w necie i wow...mocna rzecz i bardzo nietuzinkowa. 
     Jedyny błąd jaki popełniłem to fakt, że grałem na normalu. I o ile zagadki były fajnie wyważone, tak ilosc dostępnej amunicji zniszczyła trochę poczucie zagrożenia. Po częsci sam jestem sobie winien, bo jak wspomniałem wyżej szperałem gdzie się da, a pierwszą połowę gry przeszedłem broniąc sie deską z gwoździami. Efekt był taki, że po pokonaniu ostatniego bossa miałem prawie 200 sztuk amunicji do pistoletu, 130 do shotguna i prawie 50 do karabinu. Apteczek również było pod dostatkiem. Następnym razem będę grał na hardzie. 
     Pomimo tego, że absolutnie doceniam SH2 to zabrakło mi kilku rzeczy. Efekt przemiany w ‘piekło’, który tak bardzo ‘robił’ w jedynce, tutaj zupełnie olano. Ogólnie lokacje są bardziej sterylne, czystsze, brakuje wszechobecnej rdzy oraz krwi. Bieganie po ulicach miasteczka nie podnosiło mi cisnienia jak w SH 1. Bez problemów mogłem omijać oponentów bo miejsca było tyle, ze szkoda było marnowac ammo. Zabrakło np. upierdliwych, latających potworów, przed którymi trzebaby było szukać schronienia. 
    Walki z bosami odbywały się na tej samej zasadzie co ze zwykłymi przeciwnikami i troszkę mnie to rozczarowało, tak samo jak bardzo mała różnorodnosc przeciwników. Co by jednak nie mówić, SH 2 to gra wybitna. 8h pękło nawet nie wiem kiedy. Trafiło mi sie zakończenie ‘In water’ i gdy było już po wszystkim to po prostu siedziałem w fotelu i rozmyslałem o tym co się własnie wydarzyło. Która gra zrobiła z wami ostatnio cos takiego? Jesli SH2 jakims cudem jest jeszcze przed wami, to wam zadroszcze. Ja już jestem po i czuje się jednoczesnie szczęsliwy, spełniony ale i smutny, bo historia przedstawiona w grze wciąż we mnie ‘siedzi’. 

 

SHADOW OF THE TOMB RAIDER (XO)


     Reboot przygód Lary w 2013 mnie zachwycił. Kontynuacja, która mocno stawiała na walkę nie zrobiła już na mnie tak dobrego wrażenia. Wszystko wskazywało na to, że zakończenie trylogii będzie powrotem do korzeni - nie tych rebootowych, ale tych pra pra dawnych, gdzie Lara miała kwadratowe piersi, a głownym daniem w jej przygodach były elementy platformowe i rozwiązywanie puzzli. Poniekąd tak się stało, niestety twórcy źle zbalansowali rozgrywkę i wyglądało to tak, jakby sami już pogubili się jak ma w końcu wyglądać rozgrywka w ich najnowszej grze. Lara obładowana jest ciężkim sprzętem, którego nie ma za bardzo gdzie wykorzystać. To samo tyczy się skilli – usprawniamy swoje wartosci bojowe i ulepszamy oręż ale po co? Starc z przciwnikami w całej grze jest raptem kilka. Jeżeli twórcy porzucają nas w dżungli, to chciałbym żeby obdarto nas z broni i postawiono na survival – Zastawianie połapek na wrogów, mocno ograniczona amunicja i zbieractwo, które ma zwiększyć nasze szanse na przetrwanie.

     Szkoda, że zmarnowano potencjał, bo Lara w tej częsci wygląda wyjątkowo uroczo, a sama dzungla wykonana została przepięknie. Żal, że nieprzemyslane mechaniki oraz skopiowany z poprzednich odsłon gameplay psuje całokształt. W nowego TR wciąż grało mi się przyjemnie, ale mogło byc lepiej. Dużo lepiej. Po więcej zapraszam do recenzji mojego autorstwa.  
 

PAŹDZIERNIK
SOS: THE FINAL ESCAPE (PS2)


     Co jakiś czas nachodzi mnie faza na gry starsze, lub po prostu inne od tego co wypluwają rynkowi giganci pokroju Ubisoftu. SOS idealnie trafił w moje potrzeby, w pełni je zaspakajając. Na początku nie mogłem przywynkąć, że prawa gałka w tej grze ‘nie działa’. To znaczy, że nie możemy kontrolować nią kamery, która aż prosi się o korektę i na początku jest to trochę uciążliwe. Drugim kulejącym elementem to drętwe animację, ale do obydwu tych bolączek bardzo szybko się przyzwyczaiłem i potem było już z górki. SOS to gra survivalowo-przygodowa. Trafiamy na wyspę targaną przez żywioły i naszym celem jest wydostać się z niej w jednym kawałku. 
      Naszym głównym zajęciem jest ekspolaracja oraz zbieranie przedmiotów po to , żeby użyć ich w odpowiednim miejscu, a także takich, które zwiększą naszą szansę na przetrwanie jak ciepłe ubranie czy woda pitna. Jakis czas po rozpoczęciu gry dołącza do nas druga postać i to jak będziemy o nia dbać ( oraz inne decyzje podjęte podczas gry ) wpływa na zakończenie, których jest aż kilkanascie. Na prawdę dobrze się bawiłem przy tym tytule. Brak jakichklowiek starć wogóle mi nie przeszkadzało, być może dlatego, że całosć przechodzi się w jakies 6h.

MEDAL OF HONOR PACYFIC ASSAULT (PC)

     Lubie sobie postrzelać od czasu do czasu. Ostatnią częsć Medal Of Honor grałem wieki temu i o ile pamięć mnie nie myli, było to MOH: Rising Sun. Pacyfic Assault, wydane w 2004 roku,  z miejsca ujęło mnie klimatem. Po krótkim treningu podanym w formie wojskowych cwiczeń, gdzie zapoznajemy się ze sterowaniem, ruszamy na front gdzie walczyć będziemy z szalonymi Japończykami. Bardzo przypadło mi do gustu egzotyczne miejsce akcji. Większosć czasu spędzimy w dżungli gdzie czsem będziemy mocno wysilac się, żeby wogóle dostrzec przeciwnika, nie mówiąc o jego ustrzeleniu. Grę charakteryzuje wysokie tempo akcji. Rzadko kiedy mamy chwilę spokoju, bo cały czas cos się dzieje – i bardzo dobrze bo przynajmniej nie ma czasu na nudę. Strzelało mi się bardzo przyjemnie, choc były momenty, gdzie doapadała mnie irytacja. Chodzi mi o konkretną misję, gdzie trzeba było w kilka sekund zdjąć z działa kilka siedzących naszemu pilotowi na ogonie samolotów. Co się naklnąłem to moje. Generalnie jednak bawiłem się bardzo dobrze.

CALL OF CTHULHU (PC)


     Miało być RPG, a wyszedł symulator chodzenia? No, nie do końca. Osobiscie okresliłbym COC jak grę przygodową z elementami skradanki, polaną horrorem. Bardzo dobrą grę, trzeba dodać. I pisze to człowiek, który przeczytał tylko jedną książkę Lovecraft’a i miał dosć mieszane uczucia po odłożeniu lektury na półkę. W zasadzie to nawet lepiej, bo wychodzi na to, że pozycja ta broni się sama. A czym konkretnie? A już wymieniam: Atmosferą grozy, dobrze zbalansowaną rozgrywką i ciekawą fabułą. 
    Dla tej gry odstawiłem RDR2 i na dziki zachód wróciłem dopiero gdy udało mi się rozwiącać zagadkę tej piekielnie klimatycznej wyspy. Owszem, gameplay w COC należy do tych spokojniejszych, bo po broń sięgamy dopiero pod koniec gry i sama mechanika strzelania jest mocno uproszczona, ale jak wspomniałem wczesniej główną rolę gra tu atmosfera i historia. Jeżeli również macie dosyć biegania od znacznika do znacznika w grach to polecam COC. Niby liniowa, dosć krótka i gameplayowo prosta, ale przypomniała mi dlaczego dawno, dawno temu pokochałem gry.


LISTOPAD
RED READ REDEMPTION 2 (XO)


     O RDR2 napisano juz chyba wszystko. Jedni doceniają piękny, immersyjny i dopiesczony do granic możliwosci świat, drudzy marudzą na dłużyzny i toporne mechaniki. Moja opinia znajduje się gdzies pośrodku. Uważam, że RDR2 jest zbyt długie. Spędziłem z grą 60h i pod koniec męczyłem się z  nią strasznie. Jak ktos kiedys napisał na Discordzie – Prolog można było zastąpić filmikiem i gracz nic by nie stracił, a zyskałby 10h zycia. W punkt. Do samego końca nie ogarniałem celowania, a podczas konnych wojaży, do których zmuszała nas gra zawsze miałem pod ręką telefon z odpalonym youtube, bo inaczej usnąłbym z nudów. 
     Wszystkie zawarte w grze aktywności poza misjami głównymi były tak na prawdę opcjonalne i stanowiły ciekawostkę, a nie marchewkę na kiju zawieszoną przed graczem. Innymi słowy RDR zachwycił mnie przedstawionym swiatem oraz klimatem, ale gdy opadło podniecenie zwiazane z poznawaniem nowego swiata to gra zostawiała nas z upierdliwymi mechanikami, przekombinowanym interfejsem i męczyła bułę ciągłymi przejażdżkami na koniu. Co by jednak nie mówić, przez pierwsze kilkanascie godzin było to fascynujące doswiadczenie i uważam, że każdy gracz powinien w RDR2 zagrać, bo takich światów jak Rockstar nie tworzy żadna inna ekipa.

 

GRUDZIEŃ
DARKSIDERS 3    (PC)


     Pierwsza część Darksiders to dla mnie największe pozytywne zaskoćzenie poprzedniej generacji konsol. Tytuł, który pojawił się z nikąd oczarował mnie Zeldo-podobnym gameplayem i soczystą walką. Trzecza część na starcie zebrała dość mieszane opinie i muszę przyznać, że faktycznie w porównaniu do przygód Wojny, 'trójka' jest mocno uproszczona. Nie mówię tutaj o poziomie trudności, bo ten jest zaskakująco wysoki (zresztą nazwiązań do Soulsów jest tu więcej, co jest moim zdaniem na plus) ale o samej rozgrywce. Zniknęły rozbudowane sekcje polegające na tym, żeby przy pomocy naszej łepetyny oraz dostępnego oręża wydostać się z danego pomieszczenia. Są co prawda proste zagadki środowiskowe, ale rozwiązujemy je od ręki.  
     System walki praktycznie ogołocono z kombosów, a punkty doświadczenia pakujemy tu w życie, siłę oraz moce magiczne. Nie można niestety dokupić żadnych kombinacji przycisków, które pozwoliłyby nam w jakiś ciekawy i skuteczny sposób likwidować przeciwników. Mimo to wciąż gra się przyjemnie. Lokacje cieszą oko, system walki choć prosty to przynosi satysfakcję, a wyśrubowany poziom trudności skutecznie motywuje nas do działania. 

     

 

I to by było na tyle jeśli chodzi o rok 2018. Lada dzień wyjeżdżam na urlop, więc w tym roku kalndarzowym nic już nie ukończę. Nie ma się jednak co smucić, bo 2019 wjeżdża z kopyta tak, że nie nic tylko szykować gotówkę. Początek roku to RE2, Metro Exodus, Sekiro, Days Gone, DMC 5 i wiele innych, ale o tym przeczytacie za rok, w kolejnym podsumowaniu, jeśli takie powstanie. Znając mnie nie skupie się tylko na nowościach, bo wciąż mam chrapkę na tytuły z PS2 i  na pewno zaliczę też coś ze starszych generacji konsol. Tymczasem życzę Wam wszystkiego dobrego i Wesołych Świąt:)
 

Tagi: 2018 podsumowanie

Oceń notkę
+ +32 -

A Single Player
Oceń profil
+ +53 -
your_tapeworm
Ranking: 120 Poziom: 62
PD: 30347
REPUTACJA: 14362
Miesięcznik PSX Extreme