Gamingowe Rozkminki Tyskiego

GieeRTe

TyskiPL TyskiPL 08.02.2018, 13:31
Gamingowe Rozkminki Tyskiego ~ #01 "Sic Parvis Magna"
361V

Gamingowe Rozkminki Tyskiego ~ #01 "Sic Parvis Magna"

Niektórzy robią tutaj swojego rodzaju bloga o ich życiu jako gracze. Piszą co robią, w co grają. Ja do tego miewam czasem pewne przemyślenia. Dorzućmy do tego dobry skrót - GRT... czemu by nie spróbować? W tym odcinku podsumowanie ostatniego roku (póki jeszcze nie zaczął się Wielki Post) - turbulencje z pracą, odżycie pasji do grania, praca jako tester gier, zmiany podejścia do życia i geografii. Oraz aktualności - przede wszystkim nowe gry pod swoją strzechą.

No dokładnie tak. Nie mam nic do stracenia. Najwyżej ktoś mi napisze, że gadam głupoty :) 

Tych,  których interesuje czytanie stricte o grach odsyłam do dalszej części wpisu. Tam opisuję co się dzieje u mnie aktualnie jako gracza, pada nieco słów o mikrotransakcjach i lootboxach.

Tych zaś, którzy nie boją się - albo lubią po prostu - czytać życiowe i filozoficzne wpisy graczy, to pierwsze 3/4 tego tekstu powinno zaspokoić ich pragnienia.

Dzisiejszy wpis jest spory, choć o mały włos, a byłby jeszcze dwa razy dłuższy. To wina tego, że to pierwszy wpis i bez pewnych elementów, zrozumienie innych mogłoby być trudne. Będę się starał, by następne GieRTe nie było aż takim kolosem. 

Jak ktoś woli czytać całość - zastosowałem nagłówki, to zawsze będzie można przerwać, wrócić do wpisu jakiś czas później i łatwo stwierdzić, gdzie się przerwało czytanie. 

Zapraszam!

 

Rozkminy nad życiem
 

Podsumowanie ostatniego roku

Rok 2017 był dla mnie mocnym zatrzęsieniem. Na początku byłem super optymistycznym studenciakiem szykującym się do obrony. W pewnym momencie pomyślałem: "No dobra, mam sporo czasu wolnego, to pójdę gdzieś popracować!". I tak rozpoczęła się mega zmiana we mnie. Trafiłem do pewnego sklepu, jako pracownik działu zajmującego się m.in. grami i konsolami, po czym szybko zostałem przyklepany do kasy. Dlaczego? Brakowało kasjerów, a ja zawsze staram się wykonywać powierzone mi zadania najlepiej jak się da. Odbiło się to w końcu przeciwko mnie.

Powiem Wam, że bycie kasjerem w centrum Warszawy Polsce powinno być wpisane na listę prac o podwyższonym ryzyku utraty zdrowia psychicznego. Z winy większości polskich klientów, którzy mają za wysokie o sobie mniemanie i traktują pracowników sklepów jak swoich niewolników, na których mogą się wyżyć za to, że w ich pracy ich przełożony wyżyje się na nich, albo po prostu tak są nasyceni propagandą wolnego rynku, że są cholernie roszczeniowi. Nie bez powodu napisałem, że polskich klientów - często obsługiwałem również turystów, plus podczas podróżowania po Europie wiele obserwowałem i po prostu tam jakoś nie zauważyłem takich problemów na linii pracownik sklepu - klient.


Tutaj przystopuję, bo o tym mógłbym napisać cały osobny wpis (jeśli chcecie, mogę napisać), powiem tylko, że w tej pracy wytrwałem pół roku i z grupy ludzi, z którymi zaczynałem - ja wytrwałem najdłużej. W międzyczasie dorobiłem się depresji, która odbiła się na mojej jeszcze nie obronionej pracy dyplomowej i która mocno zachwiała moją wiarą w siebie. Kolega widząc, że jest ze mną coraz gorzej przekonał mnie, żebym zaaplikował do miejsca, w którym wówczas on pracował. 

Udało się za trzecim razem i zostałem - uwaga - testerem gier. Nie mogę zbyt wiele napisać z racji podpisanej tajemnicy. 

Zaczynałem odżywać i planować sposób na naprawienie życia. Praca w sklepie uświadomiła mi, w jakie bagno się wkręciłem przez kiepski wybór studiów i zmarnowaniu na nie paru lat i zaowocowało niechęcią do podjęcia studiów magisterskich (mam jeszcze jeden licencjat za sobą), bo uznałem, że studia nic nie dają. Dopiero potem zrozumiałem, że magisterka to moja realna szansa na przebranżowienie się - w międzyczasie próbowałem nauczyć się programowania, ale jestem jednak żywym dowodem na to, że trzeba mieć do tego pewne predyspozycje i nie każdy je posiada. I trudno, jeden człowiek ma lepsze predyspozycje do programowania, drugi ma do sportu, a trzeci do jeszcze innych rzeczy, wbrew temu co mówi dzisiejsza propaganda sukcesu "Możesz być kim chcesz i osiągnąć wszystko". Postanowiłem w końcu magisterkę zacząć w następnym roku, bo w tamtym było już po prostu za późno.

 

Okres naprawdę ciekawy z punktu widzenia mojego jako gracza

Depresja wywołała tęsknotę za pasją, którą zaniedbywałem od paru lat. Zaniedbywałem, bo gdy wyjechałem na studia, dopiero ok. 2-3 lata później przywiozłem do siebie swój telewizor i konsolę PlayStation 3 (kochana Czarnulka), ale i tak niewiele grałem. Nie pamiętam nawet kiedy zaczęła się przerwa w interesowaniu się branżą gamingową i w czytaniu PSX Extreme. W pewnym momencie trylogia "Wiedźmina", z dodatkami do trójki, były chyba jedynymi nowymi grami, jakie ogrywałem od bardzo długiego czasu i to jeszcze na swoim piecu, bo tak to wpadłem w ciąg odtwarzania po raz kolejny tego, w co grałem kiedyś. 

Trzeci Wiesiek. Praca w sklepie w dziale z grami. Tester gier. To musiało w końcu spowodować odrodzenie się pasji niczym feniks z popiołów.

 


 

Konsola, pierścień i PPE, czyli syn marnotrawny powrócił

W końcu coś we mnie pękło. I tak pewnego wieczoru wróciłem do domu niosąc ze sobą PlayStation 4 Slim, z dyskiem 500GB. W zestawie z całą kolekcją Uncharted na PS4, włącznie z czwórką i "Zaginionym Dziedzictwem". Miałem oszczędności i uznałem, że coś mi się od życia należy. Rany, to uczucie podczas unboxingu i podłączania... Rozkoszowałem się każdą chwilą. Uruchomiłem sprzęt, wsłuchałem się w pierwsze melodie i dotarłem do głównego menu. Pomyślcie sobie jak bardzo musiało być ze mną źle po zderzeniu się z rzeczywistością, realiami życia i oberwaniu depresją w pracy na kasie, skoro muzyka z głównego menu i sam jego widok, wywołał we mnie wzruszenie się. Czarnulka schowana do szafy, czeka na moment, gdy będzie potrzebna, zaś Czwóreczka szybko wpasowała się do mojego lokum. 

Pierwsze co, to oczywiście ograłem "Uncharted 4". Przez lata zżyłem się z Nathanem tak bardzo, że zakończenie historii mnie wzruszyło. Tak, już któryś raz to się przewija w tym tekście. Emocjonalny ze mnie typ, nie boję się swoich emocji, przywykniecie. Gra była też pewnym objawieniem - w październiku zakupiłem replikę pierścienia sir Francisa Drake'a z frazą:

 

"Sic Parvis Magna" ~ "Wielkość od skromnych początków"

 

Przynajmniej tak tłumaczy się tę frazę w "Unchartedzie", ale w internecie są różne inne tłumaczenia, m.in "Tak wielki, a taki mały", "A zatem, wysoki". Ja jednak trzymam się tłumaczenia z gry. 

Replika przybyła do mnie aż z Singapuru, ale nie drogo, darmowa przesyłka, więc spoko. Przez długi czas nosiłem go na szyi, jak Nathan. Cytat powyższy stał się moim nowym mottem, jako, że postanowiłem się ogarnąć ze swoim życiem, a zaczynałem w zasadzie skromnie, bo jak inaczej nazwać pozycję, z której tak naprawdę mimo studiów i paru drobnych, nic nie znaczących praktyk, było się nikim? Niedawno przestałem nosić tę tanią replikę, bo co chwile rzemyk się rwał, a pierścień raz prawie zostawiłem w sklepie odzieżowym. Za to w głowie narodził się pomysł na tatuaż zawierający m.in tę frazę. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to tatuaż pojawi się na przełomie 2018/2019 r. 

Z czasem do kolekcji gier doszedł remake "Crasha Bandicoota", "Ratchet & Clank" i "Rayman Legends", zaś wyjątkowo do pieca wrzuciłem "Cuphead". Czarny Piątek przyniósł mi obie części "South Park". Podczas promocji na PS Store zagarnąłem remaster "The Last of Us", by w końcu dać tej grze szansę. Po Nowym Roku do listy doszło GTA V, bo zapragnąłem jeszcze raz ograć fabułę i postawiłem sobie cel zrobienia tego grając w perspektywie pierwszej osoby, "Skylar & Plux" oraz "Saint Seiya: Soldiers' Soul". To, jak mi się w te gry gra/grało, napiszę już w kolejnym blogu. Nie chcę tworzyć kolosa, a temat nie zając, nie ucieknie. 

W międzyczasie, w okolicach października i listopada dokonał się mój powrót na PPE. Zacząłem się nieco udzielać w komentarzach i na forum, czytać blogi i w końcu - pisać własne. Jeszcze jakoś w listopadzie mój poziom reputacji wynosił mniej niż 20 przy 10 lvl. Teraz jest początek lutego, a ja zbliżam się do 800 plusów i lvl 30. Mój pierwszy blog naliczył ponad 450 wyświetleń, ponad 30 plusów, niejeden pozytywny komentarz i dodatkowo znalazł się na stronie głównej portalu. Powiem Wam, że widok takiego progresu potrafi dodać człowiekowi wiary w siebie i chęci do dalszego działania. Tak więc z mojej strony ukłon dla Was wszystkich, Panowie! I Panie, o ile jakieś tutaj są, bo dotąd ich nie zauważyłem. 
 

Zapytacie się, jak tam praca Testera?

Powiedziałbym, że świetnie. Zarobek był dobry. Odnajdywałem się w tej pracy coraz bardziej, choć początki lekkie nie były, w końcu nauczyłem się wiele i praca ta umożliwiła mi na porządnie nadrobienie zaległości w zainteresowaniu się branżą gamingową. Chętnie się tej pracy poświęcałem poprzez nadgodziny. Starałem się, angażowałem się i od jednego z kierowników słyszałem, że chwali się moją pracę i mam szansę na przedłużenie 3-miesięcznej umowy na rok. Ceniłem tę pracę, bo po ww. pracy w sklepie, to było niczym przeskok z piekła do nieba podczas, gdy tamtejsi pracownicy narzekali na to, jak bardzo mają się źle, jak za mało im płacą i w ogóle. 

Pewnego dnia ja i jeszcze spora grupa ludzi słyszymy informację, że skończyły się projekty i na razie przechodzimy na tryb standby. Bezpłatny oczywiście. Ok. półtora tygodnia później firma przesyła kurierem kopertę. Źle zaadresowaną, ale to swoją drogą. W środku były 2 egzemplarze wypowiedzenia umowy, bez podania przyczyny. Jedna kopia do podpisania i odesłania w trybie natychmiastowym. 

Cóż. Raz się jest na wozie, a raz pod wozem. Raz na lądzie, raz na dnie. I może to dobrze, że nigdy nie poznam przyczyny zwolnienia. Wolę wierzyć, że po prostu nie ma projektów i firma szukała oszczędności pozbywając się nadwyżki pracowników niż, gdyby miało się okazać, że albo mnie cały czas okłamywano albo po prostu komuś nie przypadłem do gustu - tak, praca testera to nie raj, gdzie się trafia na samych swoich, tylko jest to praca, przyjemna, ale wciąż praca - gdzie trafia się na różnych ludzi i samo to, że w wolnych chwilach uwielbiasz grać w gry nie oznacza, że w takim miejscu się odnajdziesz i zakumplujesz się z każdym. Pracę testera jak najbardziej polecam, zwłaszcza jeśli nie płacą za to stawki minimalnej, ale po prostu miejcie to na uwadze, że to jest praca, a nie takie o, przyjemne pykanie w gierki. 

 

W końcu zbliża się koniec geografii i pora iść do przodu

Prawda jest też taka, że przez pracę jako tester, znów praca dyplomowa poszła na bok. W końcu skupiłem się na niej, za niedługo będzie obrona i pozbędę się tej kuli u nogi. Rany... na początku 2017 r. jeszcze lubiłem te studia, bo na nich wiele zyskałem jako człowiek. Rozwinąłem się, dorosłem, wrzuciłem bardziej na luz, rozwinąłem zainteresowania miastami, urbanizacją, rozwojem. Wyjechałem na kongres, w innych kołach działałem przy paru projektach - organizacja debat, spotkań, autorskiej wycieczki... W pewnym momencie utworzyłem nawet własne koło naukowe na uniwersytecie. Poznałem na własnej skórze pracę w urzędzie i jako nauczyciel. Z rzeczy ciekawszych dla graczy powiem, że byłem jak dotąd jedyną osobą, która mówiąc na zajęciach z marketingu terytorialnego o wpływie imprez sportowych na wizerunek miasta, wykorzystałem przykład Katowic i e-sportu (Intel Extreme Masters).
Miny ludzi wokół - bezcenne. 
Ale w końcu się obudziłem i zdałem sobie sprawę, że skupiając się na swoich studiach - geografii - daleko nie zajadę. I bynajmniej nie dlatego, że geografia nic nie daje. Właśnie ona wbrew pozorom daje sporą wiedzę, która w wielu miejscach mogłaby być przydatna, ale... Ale to już pozostawię na osobny wpis, bo o tym mógłbym się rozpisywać, o ile ktoś zechce to czytać. 

Porażka z pracą i z nauką programowania dała mi do myślenia. Po Nowym Roku poszedłem do doradcy zawodowego (polecam, o ile planujecie iść do doradcy, a nie do byle kogo lub do jakiegoś coacha) i w końcu ogarnąłem pomysł na siebie, z zakresu marketingu, który obecnie próbuję realizować. Może się uda, może nawet w branży gamingowej. Mam nadzieję. Walczę, bo chcę się odbić. Chcę coś osiągnąć. By móc w przyszłości spokojnie żyć, stopniowo dorabiać się różnych rzeczy i założyć rodzinę. Wizja wspólnego pogrania z dzieckiem, po powrocie z pracy, jest dla mnie przyjemną wizją - tak, mam za sobą lekturę tutejszego bloga o tym, jak to jest być po 30-ce i swoją drogą polecam ten kawał tekstu Gameronqyy'ego temu, kto jeszcze go nie czytał - Jak ja się (nie) cieszę, że jestem po trzydziestce. Ale z jakiegoś powodu ciągnie mnie nie do przedłużania życia kawalerskiego do upadłego, tylko do zapuszczenia korzeni. Nie umiem tego opisać, wyjaśnić... Ja chyba się już wyszalałem po prostu i więcej nie potrzebuję. 

Rok 2018 dla mnie zapowiada się rokiem ciężkiej, ale owocnej - mam nadzieję - pracy. Dobra, koniec z rozpamiętywaniem zeszłego roku i z życiowymi rozterkami, pora teraz przeskoczyć do tego, co aktualnie u mnie jako gracza! 

 

A obecnie u Tyskiego...  
 

Nowe gry i parę słów o mikrotransakcjach (agh, znów).

Jakiś czas temu pojechałem do Wrocławia na parapetówkę dwóch kumpli. Też mają PS4, więc wrzuciłem do plecaka "Rayman Origins" i "South Park". Nie pograliśmy, bo imprezę zdominowały 3 rzeczy - Crash Bandicoot, karaoke i... no oczywiście, że używki. Alkohol, szisza, tabaka... teraz chyba wiadomo, dlaczego mam uczucie wyszalenia się. Imprezy w mojej ekipie stopniowo z szaleństwa zamieniają się na chill we wspólnym gronie. Starość nie radość! :)

Miałem te 2 tytuły już dokładnie ograne, więc po powrocie do Warszawy, walały się w plecaku. W końcu zebrałem się w garść i ruszyłem na łowy. Zaletą mieszkania w tak dużym mieście jest to, że nie jestem skazany na jeden sklep z używanymi grami lub na kursowanie do innego miasta w konkretnym - obecnie mi nie pasującym - terminie by dokonać interesującego mnie dealu na giełdzie. W planach miałem wymienienie 2 gier na 2 inne gry. Odwiedziłem 3 punkty, kończąc dzień z używanym "Assassin's Creed: Unity" oraz nówką-sztuką "Shadow of the Colossus"!

 

Do serii "Assassin's Creed" zraziłem się dawno temu, przy okazji trójki.

Fabuła z tamtejszym głównym bohaterem mi nie podeszła. Do tego nie zapałałem miłością do misji na morzu, więc na dzień dobry skreśliłem "AC: Black Flag" i tak jakoś odsunąłem się od serii. Słabe opinie o kolejnych częściach, liczne błędy bodajże w "Unity", do tego próba grania w "Syndicate" również przyniosła negatywny efekt i nie zagłębiłem się. Szukałem jednak pomysłu na to, w co zagrać. Naczytałem się cudów o "AC: Origins" i mam w planach zagrać. Chcę jednak wpierw przejść "Unity", ponieważ lubię Paryż i chętnie się w niego zagłębię - to raz. Dwa - nie kojarzę innej gry z motywem Rewolucji Francuskiej. Trzy - liczę na to, że po tak długim czasie błędy w końcu zostały poprawione. Po czwarte - wolę do Egiptu przeskakiwać z mniejszego dystansu. Jak ogram, to pożyczę "Origins" od kumpla. Ja przede wszystkim w "AC: Origins" zechcę zagrać nie dla fabuły, czy gameplay'u. Chcę podziwiać pracę, jaką zespół odwalił kreując starożytny Egipt. Serio, to jedyne, co mnie ciągnie do tej gry.
No dobra, zachęcają też głosy o rozwoju marki, w oparciu o lekcje wyniesione z "Wiedźmina". 
Nie mam jednak zamiaru kupować własnego egzemplarza, aż takim fanem AC nie jestem, poza tym mnie, gracza starszego pokolenia, boli myśl o wspieraniu finansowo implementacji mikrotransakcji w trybie singleplayer. Skoro Ubi Soft i tak odrobi stratę dzięki tym, którzy muszą sobie koniecznie ułatwić rozgrywkę korzystając z waluty, to moja rola jest zakończona i nie mam zamiaru dokładać cementu pod budowę tego systemu nawet, jeśli i tak jestem na przegranej pozycji w tej walce z wiatrakami.


 

Ktoś powie, że mikrotransakcje i lootboxy są spoko, bo przecież produkcja gier jest taka droga i drożeje z roku na rok.

Ja się powtórzę - chcę zobaczyć dowód, bo póki co to odnoszę wrażenie, że to tylko jęczenie wielkich korporacji, by usprawiedliwić swoją chciwość na kasę graczy. Ciekawe ile kosztuje opracowanie i zaimplementowanie takiego systemu, bo pragnę zauważyć, że to nie jest tylko kwestia napisania odpowiedniego kawałka kodu - to też m.in. opracowanie grafik, opracowanie oferty sprzedażowej, analiz ekonomicznych, praca marketingowców i być może jeszcze psychologów. Kto czytał dokumenty, które przed Sylwestrem wyciekły do internetu - nie pamiętam, chyba z EA Games (swoją drogą ciekawe, że o tym nie napisano na PPE, ani na blogach PPE nic, a nic) - obszernie omawiające jak można wykorzystać gry do wyciągania pieniędzy z graczy, ten wie, że mikrotransakcje i lootboxy to grubo zaaranżowana działalność, a nie taki tam dodatek od firmy. Na dodatek niebezpieczny. Jestem ciekaw, jak bardzo wysokie są koszty opracowania takiego systemu dla gry, jak bardzo wpływa to na koszt produkcji gry i tym samym - na cenę końcową produktu. Ktoś powie, że dzięki temu gry nie są aż tak drogie. Wszystko fajnie, ale ceny gier podskoczyły przy wejściu nowej generacji na rynek potem zaczęto kombinować z lootboxami i mikrotransakcjami i jakoś zamiast widzieć obniżkę cen, to widzę ich podwyżkę zarówno w pudełkach, jak i w cyfrze. A może prawda jednak jest taka, że branża poczuła, że gracz jest zamożniejszy i mogą z niego wyciągnąć po prostu jeszcze więcej? Obawiam się, że odpowiedzi na to pytanie nie znajdziemy. 

 

Zaś "Shadow of the Colossus" nawet nie trzeba tłumaczyć!

O tym tytule słyszałem legendy i żałowałem, że nie miałem okazji w to zagrać. Jakoś mnie nawet ominął remaster na PS3. Tak więc teraz po prostu mając okazję na dostanie tanio remake'a, prezentującego się dobrze na filmach, nie mogłem przepuścić takiej okazji! Gorzej, że nie wiem, kiedy odpakuję i zagram. 

Obecnie skupiam się na ukończeniu "GTA V" grając z perspektywy pierwszej osoby. "The Last of Us" mam do przejścia. Przydałoby się w końcu ukończyć też trzeciego Crasha. Chciałoby się też wymaksować tyle trofków w "Saint Seiya" ile dam radę. Seria o Asasynie może poczekać, ale trudno mi powiedzieć, kiedy znajdę czas na obalanie gigantów. Zwłaszcza, gdy czasu na granie coraz mniej! 

Tu praca dyplomowa, tam bootcamp, w międzyczasie trzeba zadbać o swoją dziewczynę i utrzymywać kontakty z rodziną, a jeszcze dochodzi poszukiwanie pracy. Naprawdę, uważam, że w dzisiejszych czasach nie jest o wiele lżej z szukaniem pracy. Kiedyś pracy można było szukać w Urzędzie Pracy albo w gazetach. Teraz jest od groma portali z ofertami pracy i nie wiadomo, na których się warto skupić bardziej i coraz więcej firm inwestuje w dziwne systemy rekrutacyjne - trzeba tracić czas na zakładanie kolejnego konta, na tworzenie kolejnego profilu, na kolejne wgrywanie CV i listu motywacyjnego... a przecież trzeba jeszcze te 2 dokumenty dostosować pod firmę, do której się aplikuje, bo przecież nie wyśle się "wzorca kopiuj-wklej". 

Jest więcej pracy niż kiedyś. Są większe możliwości. Ale jednocześnie poszukiwanie pracy stało się bardzo czasochłonne. 

Romanse z innymi sprzętami

Swoją drogą w Sylwestra miałem okazję pobawić się Nintendo Switch. Fajna zabawka :) Gdybym miał nadwyżkę gotówki, to zapewne kupiłbym. Na forum kiedyś pisałem, że myślałem nad kupnem Nintendo 3DS. Ale właśnie póki co mam inne, ważniejsze wydatki. Miałem też do czynienia z xBox One i powiem szczerze - pad faktycznie jest bardzo wygodny! Ale wystarczy mi moja Czwórka, bo póki co jedyne, co by mnie miało przekonać do posiadania sprzętu Microsoftu to "Super Lucky's Tale". Nie mniej, będę obserwować poczynania Microsoftu, które obiecuje mocną ofensywę exclusive'ami. Do tego plotki o możliwym przejęciu przez nich jakiegoś dużego studia, by robiło ww. gry - zapowiada to naprawdę ciekawy rok. Aż szkoda nie obserwować i życzę serdecznie powodzenia. Pozwólcie, że pominę temat porównywania konsol - wiele już o tym napisano na PPE, nie wniósłbym więc nic nowego. 

 

Jak pisałem wcześniej - rok 2018 dla mnie będzie rokiem ciężkiej pracy. Dodam, że generalnie patrzę do przodu optymistycznie. W końcu znajdę pracę. Przebranżowię się. I znajdę czas na granie! :) 

 

I tym pozytywnym akcentem kończę na dziś i pozdrawiam!

 

Pewnie niektórzy z Was liczyli na to, że wrzucę tu kucyka. Ha! Nie tym razem!

 

Zdjęcia konsoli i gier własne, reszta grafik wyszukana w internecie. W razie autor życzy sobie zaprzestania ich używania - nie ma problemu, proszę o kontakt. 
The photos of the game console and videogames made by myself, the rest ones were found on the internet. If the author wishes to stop using them - there's no problem, please, contact with me. 

Tagi: life rozterki życie życie gracza

Oceń notkę
+ +13 -

GeoGamer
Oceń profil
+ +41 -
TyskiPL
Ranking: 708 Poziom: 45
PD: 12866
REPUTACJA: 3724