Hrot - recenzja gry. Gdyby Quake rozgrywał się w 1986 roku w Czechosłowacji

BLOG
220V
user-2099127 main blog image
miodek | 01.08, 18:56

Niektórzy ludzie po trzydziestce chyba mają to do siebie, że lubią ograć coś, co nawiązuje w jakiś sposób do hiciorów z lat 90. Taki właśnie jest Hrot, czeska produkcja dostępna na Steamie i GOGu. I choć gierka ciągle jest we wczesnym dostępie, to niedawno doczekała się wreszcie premiery drugiego epizodu.

Tak, zabawa jest podzielona tu na epizody na wzór podziałów jakie znamy z Dooma czy Duke Nukem 3D. Z tym, że tutaj nie mamy do czynienia ze sprite'ami, więc graficznie Hrotowi bliżej do Quake'a czy ukraińskiego Chasm: The Rift, którego karta, swoją drogą, niedawno pojawiła się na Steamie i gierka ma wskoczyć na platformę w październiku

Zasady gry są banalnie proste i stanowią dla mnie wyśmienitą odtrutkę na przejedzenie przeogromnymi grami z wielkimi, otwartymi światami. Tytuł podzielony jest na etapy, które pękają w jakieś 10 minut, więc można śmiało sobie pyknąć z doskoku po robocie i przy piwku. Możemy podejrzeć mapę, która odsłania się wraz postępami, sprawdzić licznik pozostałych maszkar i sekretów. Kolejne przejścia otwieramy kluczami i tak w kółko. Piękno tkwi w prostocie.

Geometria gry stoi na poziomie strzelanek z lat 96/97, a styl wizualny opiera się na brązach i wyraźnie nawiązuje do czasów komuny. W końcu mamy tu 1986 rok i śmigamy po Czechosłowacji. Po drodze napotykamy na wiele drobnych szczególików, takich jak chociażby meble wyjęte wprost z epoki. Przyjdzie nam także wchodzić w małe interakcję z otoczeniem, tak jak to drzewiej bywało. Pukniemy kule od bilarda, spuścimy wodę w kiblu, sprzedamy całuska portretowi partyjniaka itd. Wszystko to sprawia, że gra nie opiera się wyłącznie na samym parciu do przodu i młóceniu śmierdzieli, a dostarcza dużo drobnych smaczków.

A jak wypada sama walka, sól tego typu gierek? Doskonale! Tempo rozgrywki pozwala na przeprowadzanie bardzo szybkich i sprawnych czystek. Koszenie sierpem, pistoletem, shotgunem, karabinem czy granatnikiem daje tyle samo frajdy, co niegdyś w klasykach gatunku. A jak połączymy to z klimatem, który tak bardzo gęsto sączy się z ekranu, to trudno się staremu koniowi dziwić, że bawi się przy tej grze jak dzieciak.

Niezwykle cieszy mnie, że nie brakuje twórców, którzy biorą się za bary z gatunkiem klasycznych szuterów i prezentują swoje wizje, jednocześnie garściami czerpiąc od praszczurów. Dla kogoś, kto godzinami tłukł w Blooda, DN3D, Quake'a, Shadow Warriora, Dooma, Wolfa, Catacomb czy Heretica, kolejna fala i srogi wysyp im podobnych produkcji, to jak wygrać na loterii. Oceny nie wystawiam, bo nie mają one dla mnie znaczenia. Dość powiedzieć, że ostre nak*rwianie w Hrota po prostu cieszy jak dawniej.

Komentarze (8)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper