Game Freak – największe studio, które nie potrafi robić gier

BLOG O GRZE
1446V
Game Freak – największe studio, które nie potrafi robić gier
GRYtopia | 24.01, 15:02

Game Freak, studio tworzące przede wszystkim główne gry z serii Pokemon z biegiem lat wypluwa z siebie coraz gorsze produkcje. Dlaczego Pokemon Company, firma, trzymająca w dłoniach najbardziej dochodową markę na świecie, zezwala na takie niedbalstwo? 

Cześć! Wracam do Was z kolejnym materiałem, mam nadzieję, że odpowiednio dopieszczonym względem poprzedniego, traktującego o procesie powstawania Horizon Zero Dawn. Tym razem przyjrzymy się poczynaniom Game Freak, studia odpowiedzialnego za flagowe gry bazujące na największej marce na świecie. Lata lecą, a fani nadal czekają na odpowiednie wykorzystanie wykreowanego uniwersum. Pokemony mają w sobie nieograniczony potencjał, na przykład na ogromną grę MMO. Niestety zamiast ambitnych projektów dostawaliśmy mniej lub bardziej udane kopie pomysłu sprzed ponad dwóch dekad. Teraz nadszedł czas na wielką rewolucję w postaci Pokemon Legends: Arceus. Tylko czy na pewno czekaliśmy na coś o... takiej jakości? Zapraszam do oglądania i z szerokimi ramionami witam każdą krytykę. :)

Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma ochotę poświęcać 13 minut na obejrzenie filmu (lub aktualnie nie ma sposobności, aby go obejrzeć), dlatego poniżej zamieszczam ten sam materiał w formie tekstu. Mimo tego zachęcam do powyższego filmiku. Nie z uwagi, że poświęciłem na jego realizację sporo czasu, po prostu w przypadku Pokemon Legends: Arceus jeden obraz wyraża więcej niż tysiąc słów. 

Kieszonkowe potwory. Kto z nas nigdy nie spotkał się z tą ikoną japońskiej popkultury? Pod koniec lat 90-tych i na początku nowego millenium Pokemania dopadła wszystkich, nie tylko ludzi w krajach azjatyckich. Każdy „zbierał je wszystkie”, czy to na Gameboyu, czy w postaci kart kolekcjonerskich. Pokemony opanowały dosłownie każdy segment życia młodzieży: gry, zabawki, karcianki, kina, telewizory. A co w tym wszystkim najlepsze? Ich popularność nadal ma się świetnie, pomimo ponad 25 lat obecności na rynku. Więc jak to jest, że za najważniejsze gry z tak kasowej serii bierze się Game Freak, firma, która gier robić nie potrafi?

Wiem... Wiem. To jest bardzo daleko idąca teza i na wstępie należy podkreślić co dokładnie mam na myśli. Bo to, że w Game Freak „nie potrafią” robić gier, wcale nie oznacza, że robią gry złe. Nie, bynajmniej. Tylko problem jest bardziej złożony, wymaga dłuższego wyjaśnienia i spojrzenia z innej perspektywy, dlatego zostańcie ze mną. Zwróćmy najpierw  uwagę na liczby. Pokemon jest najbardziej dochodową franczyzą na świecie. Szacuje się, że potworki zarobiły już ponad 109 miliardów dolarów. Pokemony zarabiają więcej od Disneya, trzymającego w garści takie marki jak Marvel i Gwiezdne Wojny. Dla porównania cały Ubisoft jest wart 7 miliardów. Wydawać by się mogło, że firma pokroju Pokemon Company przyłoży się bardziej do wizerunku marki i udostępni podległym studiom zasoby, dzięki którym stworzą jak najlepszy produkt. Jednak tak nie jest. Game Freak z każdą kolejną odsłoną Pokemonów spotyka się z coraz większą krytyką. Niekoniecznie recenzentów, bo ci zawsze byli tak samo pozytywnie nastawieni. Jednak kiedy rzucimy okiem na opinie osób rzeczywiście zainteresowanych, czyli samych graczy, zobaczymy jak duży spadek w ich oczach miała seria na przestrzeni 20 lat.

Oceny Pokemonów

Na redditach i innych metacritikach znaleźć można setki wątków traktujących o sytuacji w Game Freak. Fani zarzucają firmie skrajne lenistwo podczas tworzenia kolejnych głównych odsłon Pokemonów. Miejscami nawet regres na skutek usuwania funkcji dostępnych w poprzednich tytułach. Seria się cofa, zamiast rozwijać. Patrząc przez pryzmat innych, aktualnie dostępnych gier, twórczość japończyków prezentuje się co najwyżej przeciętnie. I naprawdę ciężko jest się dziwić fanom takiego podejścia. Naturalnym jest, że po dwóch dekadach odbiorcy będą oczekiwali rozwoju marki – konkretniejszych zmian. Zamiast tego za każdym razem dostawali niemal identyczną produkcję: zaczynamy nikim, pokonujemy liderów, zbieramy odznaki, zostajemy mistrzem, a na samym końcu łapiemy legendarnego pokemona. Ile razy można przechodzić przez ten sam schemat? Jasne, graficznie te gry wyewoluowały, lekko rozwinięto trenowanie pokemonow, zmieniało się umiejscowienie historii, tak samo jak zawartość samego Pokedexa. Bo Pokemony to nie tylko gry, ale też karcianka, jak i zabawki. Seria regularnie rozbudowywana jest o kolejne setki postaci, które można wrzucić do sklepów czy anime. Może właśnie to jest głównym problemem Game Freak. Pokemonów jest po prostu za dużo. Aktualnie Pokedex  dzieli się na osiem generacji i, nie licząc dodatkowych wariantów w postaci megaewolucji, wszystkich stworków jest już 898 sztuk. To ogromna liczba w kontekście franczyzy, której motto brzmi „złap je wszystkie”. Tym bardziej, że Pokemony do tej pory debiutowały przede wszystkim na konsolach przenośnych, bardzo ograniczanych przez swoje podzespoły.

Przy okazji premiery Pokemon Sword & Shield pojawiło się oburzenie wśród fanów z uwagi na fakt, że w grze nie będzie wielu poków, które były obecne w poprzednich częściach (finalnie został dodane w... dwóch płatnych DLCkach). Studio nie może wyrzucić z gry starych, kultowych poksów, jednak musi dołożyć te najnowsze. Ciężko znaleźć na tej płaszczyźnie kompromis. Barierą okazała się nie tyle moc Switcha, co problemy z balansem walki. Czynnik kluczowy dla osób bawiących się w pokemonowy end-game, a którego zwykły „zjadacz chleba” nie odczuje. Więcej pokemonów oznacza więcej zależności między nimi. Przy liczbie blisko 900 rożnych wariantów pojawia się mnóstwo pracy, aby gra nadal pozostawała sprawiedliwa. Chociaż bazowa część każdej gry z tej serii jest z odsłony na odsłonę coraz prostsza, to rozwijały się walki PvP, gracz kontra gracz, w których balans walki miał ogromne znaczenie. Co za tym idzie najważniejsze zmiany w tytułach od Game Freak nie były widoczne gołym okiem. Dlatego najlepszą opinię o ich ostatnich produkcjach mają ci gracze, którzy spędzili w nich setki godzin tworząc idealną drużynę do sieciowych pojedynków. Problem w tym, że takich osób jest garstka, a lwia część odbiorców skupia się na zupełnie innych aspektach. Biorąc się z doskoku za Sword i Shield czego możemy doświadczyć? Gry, która przechodzi się sama. Całość można ukończyć korzystając wyłącznie startowego pokemona, dodatkowo punkty doświadczenia po każdej walce zostają rozdzielone na pozostałe stworki, przez co bardzo ciężko znaleźć się w sytuacji, w której z pojedynku nie wyjdziemy obronną ręką. Wcale nie jest przesadą stwierdzenie, że jeśli grałeś w jedne pokemony, to grałeś we wszystkie. Stąd też teza, że Game Freak gier robić nie potrafi. Wpadli w błędne koło swojego sukcesu, tworząc ciągle i ciągle te same gry. Nieważne czy sięgniemy po Fire Red czy po Sword, bazowa rozgrywka jest taka sama. Dla kogoś kto z serią jest od początku i chce nadal czerpać z niej radość po 20 latach to po prostu nie wystarcza. Brak w tej serii jakiejkolwiek innowacji. I mimo tego każda kolejna premiera rozbija bank. Ostatnie główne odsłony serii sprzedały się w ponad 23 milionach egzemplarzy, co oznacza, że mniej więcej co czwarty posiadacz Switcha Pokemony zakupił.

Tym samym pojawia się najważniejsze pytanie: po co cokolwiek zmieniać? Skoro firma trzepie niewyobrażalną ilość dolarów wypuszczając w kółko to samo, niezależnie od jakości, po co się starać i inwestować w lepszy produkt? Na nieszczęście dla Pokemon Company Sword i Shield spotkały się z tak ogromnym, krytycznym odzewem, że zmiany były już nieuniknione. Nadszedł najwyższy czas na nową formułę. Oczami wyobraźni widziałem wielki, otwarty świat, po którym w dziczy poruszają się Pokemony. Eksploracja gór, jezior, polan i tundr z perspektywy trzeciej osoby to sen każdego fana, tak samo jak łapanie pokemonów własnoręcznie wyrzucanymi Pokeballami. Cóż, nareszcie się tych zmian doczekaliśmy. Pokemon Legends: Arceus zostało zaprezentowane.

Pokemon Legends: Arceus

Jak to jest, że flagowa gra najbardziej kasowej marki na świecie prezentuje się w ten sposób? I nie, specyfikacja Switcha nie jest usprawiedliwieniem dla stanu, w jakim znajduje się Arceus. Na konsole Nintendo zawitało już wiele świetnie prezentujących się gier z otwartym światem, na czele z The Legend of Zelda: Breath of the Wild. Stricte grafika też nie jest największym problemem w nowych Pokach. To, co według mnie jest najgorsze to totalna pustka świata i niechlujstwo w jego kreacji. Pięć drzew na krzyż, rozmazane tekstury, brak wygładzania krawędzi czy jakichkolwiek innych filtrów graficznych, poprawiających ogólny odbiór całości. Tragicznie wyglądająca woda, wyprana kolorystyka lokacji – lokacji zagospodarowanych pustką. Na materiałach nie widać niczego ciekawego, postać chodzi po takich samych, szaroburych miejscówkach i rzuca Pokeballami w zwierzęta przechadzające się po trawie. Na dobrą sprawę jedyne co prezentuje się tutaj dobrze to modele Pokemonów, które, znając Game Freak, zostały po prostu wyciągnięte z poprzednich gier.

Wspomniana Zelda również miała duże, puste połacie terenu, mimo tego sytuację ratował styl artystyczny i wypełnienie świata aktywnościami. W Zeldzie wychodzę zza wzgórza i mam przed sobą pięć świątyń do odwiedzenia, dwie wioski i parę goblińskich przyczółków. W Pokemonach tego nie ma, chociaż sama gra bardzo inspiruje się Breath of the Wild. Powiecie, że „nie każda stylizowana gra z otwarym światem to Zelda”. Okej, to prawda. Z tym że gołym okiem widać, iż kierunek artystyczny, pomimo niechlujności, czerpie bardzo wiele z Zeldy. Lotnia? Jest. Crafting? Jest. Nawet niektóre elementy interfejsu są jak żywcem wyjęte z Zeldy. Mapa świata? Gdzieś to już widziałem... Mało tego, ostatnio wróciłem do Tetrisa 99 (bardzo polecam!), gdzie aktualnie trwało wydarzenie, w którym można było otrzymać tapetę z Arceusa. Ku mojemu zdziwieniu po odpaleniu meczu korzystając z tej tapety, usłyszałem bardzo znajomy motyw muzyczny... Zgadliście, muzyka również jest "inspirowana" Breath of the Wild.

Porównanie mapPorównanie mapy Arceusa i Zeldy Breath of the Wild

Jak dla mnie podobieństw między tymi dwie grami jest stanowczo zbyt dużo, żeby mówić o przypadku. Tym samym wracamy do kwestii kompetencji Game Freak. Dekady tworzenia jednej i tej samej gry zaowocowały brakiem własnej inwencji twórczej. Kiedy przyszedł czas na rzeczywistą rewolucję, studio zamiast zrobić grę po swojemu, postanowiło przepuścić przez kalkę Zeldę, jednocześnie usuwając z niej te elementy, które świadczyły o jej oryginalności. Wbrew obiegowej opinii nowe Pokemony nie będą miały otwartego świata. Zamiast tego gracz dostanie do dyspozycji „bazę wypadową” w postaci wioski, z której można udać się do wybranych, pseudo-otwartych regionów świata z misją złapania wybranych Pokemonów. Po wykonaniu kilku zadań kurierskich pojawi się możliwość walki z rzadkim Pokiem, jego pokonanie umożliwia przejście do następnego regionu. Bardzo podobnie wygląda to w innej grze dostępnej na Switchu – Monster Hunter Rise.

Ale też nie mogę twórcom odmówić tego, że w końcu, po tylu latach, zadbali o bardziej dynamiczne walki. Tym razem podczas aktywacji potyczki gracz nie zostanie przerzucony do osobnej areny: wszystko dzieje się bez przejść, w tym samym miejscu, a postać może poruszać się niezależnie od aktualnie walczącego w naszym imieniu Pokemona. Tylko czy w 2022 roku możemy taką mechanikę uznać za „rewolucyjną”? Tym bardziej, że gry z serii Pokemon są rozwijane w trzyletnich cyklach. Przez trzy lata udało się osiągnąć tylko tyle? Dla porównania dwie osoby w poł roku stworzyły na silniku Unity kopię Arceusa, uwzględniającą każdego z 900 pokemonów. Fanowską twórczością szybko zajęli się prawnicy Nintendo i przez pewien okres nie była dostępna w Internecie, jednak niedawno powróciła na serwery YouTube'a.

Setki pracowników odpowiadających za najbardziej kasową markę na świecie przez trzy lata zlepili coś, co dwie osoby pracujące po godzinach osiągnęły w pół roku. Wydaje mi się, że to idealnie podsumowuje problemy w Game Freak. Studio nie jest w stanie dostosować swoich projektów do aktualnie obowiązujących standardów w branży. Kiedy zabrali się za swój autorski projekt zatytuowany Little Town Hero nawet recenzenci nie patrzyli już przychylnie. Na Metacritic otrzymali średnią 64/100 punktów Metascore z ocen krytyków oraz notę 4.0 od społeczności. Pokemon Company chce maksymalizować zyski przy jak najniższym nakładzie. Mówimy tutaj jednak o największej franczyzie na świecie, więc uważam, że wręcz wypadałoby przekazać tak duże i głośne gry w bardziej kompetentne ręce, skoro na szali wisi dobre imię całej firmy. Arceus powinno być Pokemonową laurką, zamiast tego zapowiada się na nieudany eksperyment, wierząc pierwszym opiniom w internecie, które pojawiły się na skutek wycieku gry półtora tygodnia przed premierą.

W swoich wywodach opierałem się przede wszystkim na zarysie historycznym Game Freak, opiniach graczy oraz oficjalnych materiałach prezentujących Arceusa. Pomimo faktu, że podchodzę do tej gry z dużą rezerwą, nie mam zamiaru anulować swojego pre-ordera. Nadal istnieje szansa, że w ruchu gra będzie wzbudzała zupełnie inne odczucia i wyjdzie z tego coś rzeczywiście dobrego. Dopóki Legendy nie wylądują w moim Switchu wstrzymam się przed ostatecznym werdyktem co do ich jakości.

A jak Wy odbieracie najnowszą premierę Nintendo? Czekacie na Arceusa, czy jednak nie jesteście zbytnio przekonani?

12

Komentarze (24)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych