Enslaved Gamer - Gracz Zniewolony

d4ntes d4ntes 18.01.2018, 19:39
Warto było czekać...
1312V

Warto było czekać...

Bardzo obawiałem się tej gry. Wiedziałem, że jest wspaniała, pięknie wykonana i odpowiednio długa. Wiedziałem, że będzie się rewelacyjnie w nią grało i że nie raz złapie mnie za serce. Byłem pewien, że zanurzając się w jej świat, bardzo zżyję się z moim zwierzęcym kompanem, Trico. I tak też się stało...

I właśnie tego najbardziej się obawiałem, ponieważ takie produkcje robią wszystko, aby chwytać graczy za serce. Widząc opis znajomego, który mówił o "emocjonalnym rollercoasterze" wiedziałem, że będzie i cudownie niczym w raju, i jednocześnie piekielnie ciężko… jak widać przetrwałem, a emocjonujący finał utwierdził mnie w przekonaniu, że to jedna z najwspanialszych gier w jakie grałem.

To nie miała być recenzja, ale skoro zamierzam napisać parę słów więcej o tej grze, to jednak tak potraktuję ten wpis. Wielu nie zgodzi się z moją opinią na temat tej gry. Wielu pewnie uzna, że moja ocena jest zawyżona. Powszechnie wiadomo, że gra powstawała z trudnościami przez wiele lat, na przełomie dwóch generacji. Wspominając poprzednie dzieła Famito Uedy, czyli Ico i Shadow Of The Colossus (które uwielbiam) cały czas cierpliwie czekałem i miałem nadzieję, że jego trzeci projekt ujrzy światło dzienne. Ku mojej uciesze tak się stało, ale przez to długie czekanie, problemy i zawirowania, z czasem moje emocje opadły a grę kupiłem z rocznym poślizgiem. Pierzasty pieso-koto-gryf, którego wszyscy nazywają Trico doczekał się swojego czasu w mojej PS4. I był to mój najlepiej spęczony czas przy tej konsoli.

Każdy, kto sprawdzi obrazki lub filmiki z gry zobaczy, że nie ma tutaj jakiegoś rewelacyjnego globalnego świetlenia, dokładnych tekstur, wspaniałych efektów cząsteczkowych i innych. Ogólnie często bywa szaro, buro, ponuro. Na standardowym PS4 miałem czasami spadki animacji. Ponadto kamera nie zawsze dobrze się ustawiała, potrafiła zgubić akcję lub wlepiać się gdzieś w ścianę, a naszym głównym bohaterem momentami topornie się sterowało i reagował on z opóźnieniem. To tyle, jeśli chodzi o wady. Poza tym, ta gra to dla mnie ideał…

Te wszystkie mankamenty nie przeszkadzają grze wyglądać rewelacyjnie. Nie pobiegamy swobodnie po terenach w których jesteśmy uwiezieni, ale skala poziomów jest ogromna i często z daleka widzimy obszary, do których w późniejszym etapie gry dotrzemy. Widoki często zapierały mi dech w piersi, ale niekoniecznie zaawansowanymi technikami renderowania, ale właśnie artyzmem i skalą. A żeby ukończyć grę, niejednokrotnie musiałem mocniej ruszyć mózgownicą. Zapomniałem już o takich momentach, w których po prostu utknąłem w grze :) i musiałem na spokojnie ogarnąć wszystko co jest dookoła, sprawdzić otoczenie, zwrócić uwagę na to, co akurat robi Trico, wpaść na pomysł i go jeszcze dobrze wykonać. Często rozwiązanie polega na świetnie przemyślanej fizyce, która napędza całą grę. Zachowanie poszczególnych materiałów i przedmiotów w grze, jak i naszego pierzastego kompana jest naturalne i wypada bardzo przekonująco. Wszystko co znajduje się w grze ma swój ciężar i odpowiednie właściwości, dzięki czemu z pełną immersją przeżywałem całą grę. A najwięcej radochy, emocji, wrażeń i uczuć dostarcza właśnie Trico.

Trudno jest opisać to, co się czuje, grając w tą grę. Z każdą kolejną godziną gry, wraz z bohaterem tej przygody przywiązywałem się do Trico coraz bardziej. Ta ponoć bezduszna, zjadająca ludzi bestia zaskakiwała mnie na każdym kroku. Wiele razy ratowaliśmy sobie życie nawzajem, wychodziliśmy z różnych opresji, wspieraliśmy, rozdzielaliśmy na chwilę by po pokonaniu jakiejś trudności znów kontynuować przygodę razem. A głównym celem tej przygody w The Last Guardian jest próba wydostania się z osadzonego jakby w kraterze po wulkanie kompleksu budowli, z powrotem do rodzinnej wioski. Zatrzymać nas za wszelką cenę będą próbowały opętane dziwną energią zbroje (wyglądają jak rycerze w pełnym pancerzu), z którymi tak naprawdę nie mamy żadnych szans. Możemy jedynie liczyć na Trico, który bardzo agresywnie reaguje na tych przeciwników. I podczas gdy nasz czworonożny przyjaciel pomaga nam rozbić przeciwników, my musimy zaopiekować się nim, uspokajając go, wdrapując się na niego i wyciągając z jego ciała wbite włócznie. Czułem ten ból, gdy Trico popiskiwał wraz każdą otrzymaną raną :(

Chciałbym napisać jeszcze więcej, podzielić się swoimi przemyśleniami na temat całej przygody i wspaniałego zakończenia, jednak wolę zachować to dla siebie i pozwolić Wam odkryć to osobiście, do czego szczerze zachęcam. Dodatkowo nadmienię, że w jakiś sposób całe to przeżycie odmieniło moje spojrzenie na naszą branżę. Gra przez wielu była spisana na straty, przez co odniosła najwyżej umiarkowany sukces. Uważam natomiast, że największą stratą dla graczy byłby fakt, żeby gra nigdy nie doczekała premiery i została skasowana. Stąd moje przemyślenia na temat wielu innych, wartościowych tytułów, które zostały przekreślone i nigdy nie ujrzały światła dziennego. To temat na kolejny wpis…

Ps. Jest jeszcze jeden mały pozytyw. Nawet mój domowy kot dostał lepsze traktowanie dzięki wszystkim przeżyciom, jakie zapewnił mi The Last Guardian. Powiedzmy, że już go tak nie troluję jak kiedyś... w jakiś sposób przypomina mi Trico. I chociaż to taki mały szkodnik i niewdzięcznik, to częściej dorzucę mu jakiegoś smakołyka, w końcu on też ma uczucia, prawda? :)

Tagi: famito ueda ico shadow of the colossus the last guardian trico

Werdykt
Warto było czekać...
Grałem na: PS4
  • + Trico
  • + artyzm, skala lokacji, widoki
  • + wykonanie Trico... i reszty świata
  • + świetna fizyka i pomysłowe zagadki
  • + naturalne zachowanie Trico
  • + zakończenie (chlipałem, ale nie powiem czy ze szczęścia, czy smutku)
  • + Trico, najlepszy pierzasty przyjaciel ever! :)
  • - niesforna kamera
  • - czasami ociężały bohater
  • - spadki animacji na standardowym PS4
9.0
d4ntes
d4ntes Poczekam kolejne 9 lat, niech tylko Famito Ueda stworzy kolejną grę...
Oceń notkę
+ +29 -

Oceń profil
+ +16 -
d4ntes
Ranking: 530 Poziom: 51
PD: 17871
REPUTACJA: 5245