Blog Urala

i Prowokatora
Ural Ural 12.05.2010, 21:50
Historie pewnych znajomości cz.4
220V

Historie pewnych znajomości cz.4

Przed Wami czwarta i ostatnia (no, przynajmniej tymczasowo) część mojego małego przeglądu konsol, na których przez te wszystkie lata się wychowywałem. W tej odsłonie koncentruję się na sprzętach jeszcze nieco świeżych - trzy konsole (dwie i pół? ;)), dwie stacjonarne i jedna przenośna... miłej lektury! Natomiast jeśli nie mieliście okazji zapoznać się z poprzednimi częściami materiału, to odsyłam do pierwszej odsłony, którą znajdziecie tutaj.

Przed Wami czwarta i ostatnia (no, przynajmniej tymczasowo) część mojego małego przeglądu konsol, na których przez te wszystkie lata się wychowywałem. W tej odsłonie koncentruję się na sprzętach jeszcze nieco świeżych - trzy konsole (dwie i pół? ;)), dwie stacjonarne i jedna przenośna... miłej lektury! Natomiast jeśli nie mieliście okazji zapoznać się z poprzednimi częściami materiału, to odsyłam do pierwszej odsłony, którą znajdziecie tutaj.xxxxx

 
 
NOKIA N-GAGE
 
 
 
 
Rynek elektronicznej rozrywki ponoć już prześcignął pod względem dochodów Hollywood - ale trudno się dziwić, jeżeli spojrzeć na wyniki sprzedaży gier, które już schodzą czasem w nakładach przekraczających 10 milionów sztuk (vide: GTAIV, Modern Warfare 2, Marian, Pokemony;)), ba, samych konsol PlayStation 2 sprzedano po dziś dzień grubo ponad 140 milionów (dane z 2009). Takie liczby robią wrażenie! Nic dziwnego, że i inne firmy zachciały coś mieć z tego tortu. Na rynek konsol przenośnych wkroczyła więc w 2003 roku Nokia ze swoim N-Gage.
 
Historia tej konsoli (a raczej "konsolofonu";)) jest jednak nieco starsza. Nokia, to jak wszyscy wiemy producent telefonów komórkowych. Bez wątpienia była to też i firma innowacyjna (przynajmniej w omawianym okresie, bo obecnie konkurencja pod tym względem ją wyprzedza), dlatego też wypuściła na rynek telefony nowej generacji - zaliczane powszechnie przez Nokię do serii s60 (nazwa wzięta od systemu Symbian 6.0). Telefony tej serii były swoistymi palmtopami, czyli przenośnymi komputerami, na których można było uruchamiać wszelkiej maści programy. Zaliczały się do niej m.in. takie modele jak 7650, 3650, 6600, N-Gage, a także modele innych firm, którym Nokia sprzedała licencję. Modele te nie różniły się od siebie praktycznie niczym, z wyjątkiem kilku elementów: ilości pamięci operacyjnej, ilości wyświetlanych kolorów na ekranie, bądź możliwością używania kart pamięci (SD i MMC). Pierwszym telefonem tej serii jaki posiadałem była Nokia 3650. Jak wiele produktów Nokii z owego okresu tak i ten był stosunkowo drogi, kiepskiej jakości (cały z plastiku), ale o dużych możliwościach. Nie było wtedy jeszcze N-Gage na rynku, albo model ten dopiero wchodził, ale z racji tego, że 3650 to zwykłe N-Gage z mniejszą ilością pamięci RAM, to pojawiały już się gry nowej generacji - np. świetny Geopod - gra żywo przypominająca Wipeouta z PSX.
 
Jednakże 3650 posiadało kilka wad - brak dźwięku stereofonicznego oraz małą ilość pamięci RAM (4mb), co powodowało, że nie działały na nim gry z N-Gage. Postanowiłem więc sprzedać ten telefon i zakupić nową konsolkę Nokii. Było to o tyle łatwe, że nie różniły się te aparaty tak bardzo ceną - N-Gage kosztowało wtedy ok. 950 PLN. Cena zdawać by się mogła olbrzymia, ale to tylko pozory. W rzeczywistości telefon ten kosztował mnie jakieś 200 złotych. Kupiłem w promocji (abonament) Sony Ericssona T610, sprzedałem go na Allegro za 850 PLN, dopłaciłem 100 PLN i kupiłem Nokię N-Gage - jak widać nie trzeba było być krezusem, by nabyć najnowszy sprzęt.
 
A czym była tak szeroko reklamowana wtedy w mediach Nokia N-Gage? Była to swoista hybryda telefonu komórkowego, palmtopa, odtwarzacza mp3, radia i rzecz jasna przenośnej konsoli do gier. Telefon był kompatybilny z całą serią s60, był więc równie funkcjonalny, co np. drogi u nas telefon 6600 - kosztujący wtedy 2x więcej od N-Gage, a w rzeczywistości słabszy technicznie (mniej pamięci RAM, brak wspomagania Mp3).
 
N-Gage oferowało nam doskonałej jakości ekran TFT o rozdzielczości 208x176 pikseli i widać było, że Nokia nie oszczędzała na tym modelu, bo nie tylko wpakowano do niego dość dużą ilość pamięci RAM - 12MB, to w dodatku dodano sprzętowe wspomaganie MP3, port USB (niezmiernie przydatny), dźwięk stereofoniczny, radio i nareszcie - dobrą jakość wykonania! N-Gage stanowił bardzo dobrą platformę do robienia gier. Po pierwsze oferując możliwości, które niektórzy przyrównywali do możliwosci PSX (co moim zdaniem było jednak pewną przesadą, ale fakt faktem, N-Gage miało sporego powera). Dużym plusem był tutaj RAM, ale trzeba też pamiętać o procesorze - a ten to szybka, 103 Mhzowa jednostka. Na tyle szybka, że pozwalała na tworzenie gier w pełnym 3D! Wystarczy wspomnieć o takich tytułach jak Tony Hawk Pro Skater (wersja niczym nie różniąca się od tej na konsole stacjonarne i PC!), Fifa 2004, Ghost Recon, Spiderman 2 i wielu innych! Gry na N-Gage były po prostu śliczne - choć rzecz jasna występowały wyjątki. Ale widać, że programiści szybko nauczyli się korzystać z możliwości jakie dawała ta "konsolka", bo pojawiały się nowe tytuły, które jakościowo ZNACZNIE przewyższały te, które wychodziły na początku. Dość powiedzieć, że to właśnie na N-Gage zadebiutował wychwalany Asphalt GT, czy świetny FPS bazujący na silniku z Quake'a (tak jest!), Ashen.
 
Niestety N-Gage przyjęło się słabo. Oficjalnie mówiło się po roku o 600 tysiącach sprzedanych egzemplarzy. Jak na ambicje Nokii było to za mało. Fińska firma wydała cała masę pieniędzy na promocję, stworzenie tzw. N-Gage Areny (pozwalającej na granie w gry on-line!), a także nowe projekty. Pojawiła się pierwsza masowa przenośna gra sieciowa - Pocket Kingdom Segi (tak jest, Nokia była tutaj pierwsza), czy też doskonała strategia turowa osadzona w realiach II Wojny Światowej - Pathway to Glory - gra która jeszcze przed swoją premierą stała kultowa - i nie ma co się dziwić - był to jeden z najlepszych tytułów na tę platformę, który dostarczał nieziemskich pokładów miodu. Niemniej Nokia musiała te gry komuś sprzedawać. Postanowiono więc odświeżyć pomysł - na rynku pojawiła się tańsza alternatywa N-Gage'a - N-Gage QD - model mniejszy, z lepszym ekranem (choć ja nie widziałem większej różnicy), ale gorszy jakościowo, bez wspomagania Mp3 i radia. Ale za to o wiele tańszy - można go było kupić w promocji już za 99 euro - ale czy było warto? Biorąc pod uwagę cenę GBA SP oraz to, jakie gry pojawiały się na N-Gage, odpowiadam mimo wszystko: było! Wystarczy sobie to obliczyć w ten prosty sposób - w czasach GBA SP N-Gage (pierwszy, lepszy model) można było kupić na Allegro za 600 PLN - biorąc pod uwagę, że w cenie otrzymywaliśmy: telefon, przenośny odtwarzacz MP3, konsolę o możliwościach porównywalnych (no, powiedzmy) do PSX, radio, a także palmtopa, z możliwością wymiany kart pamięci, to cena ta z pewnością nie była wygórowana, zaś telefon ten był wart nabycia. Oczywiście liczba gier (N-Gage nie dobiło nawet do setki), była mało zachęcająca, ale z drugiej strony bardzo tanio można było nabywać gry na system Symbian, które poziomem wykonania praktycznie się nie różniły (pojawiło się zresztą sporo tytułów od rodzimego studia Infinite Dreams, które ma u nas swojego bloga - że wspomnę o takich hitach, jak Sky Force, czy K-Rally). Niestety jednak - gdy coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. N-Gage padło i nie udała się także jego reaktywacja w formie software'owej (nakładki na nowe telefony Nokii). Wprawdzie strona www.n-gage.com wciąż działa i wciąż znajdziecie tam gry, ale od września platforma ma zniknąć i zostać w całości zastąpiona sklepem Ovi, na którym już teraz znajdziecie sporo ciekawych gier (w tym tych z N-Gage 2.0). O owej programowej platformie N-Gage pewnie będzie jeszcze okazja napisać coś więcej, ale że tu się koncentruję na sprzęcie, to tym razem ją pominę i przejdę do kolejnej konsoli, którą jest...
 
 
SEGA DREAMCAST
 
 
 
 
Sega Dreamcast pojawiła się na rynku oczywiście przed Nokią N-Gage, ale że jest to tekst o konsolach, które miałem przyjemność posiadać, a Dreamcasta nabyłem dopiero po zaopatrzeniu się w N-Gage, to kolejność ta jest właśnie taka, a nie inna.
 
W rzeczywistości Dreamcast pojawił się na rynku kawał czasu temu, bo już w 1998 roku (w Japonii - w USA i w Europie w roku 99). Prace nad Dreamcastem rozpoczęły się w 1995 roku, czyli w parę miesięcy po premierze Segi Saturn. Sega potrafiła uczyć się na błedach, dlatego tym razem bardzo duży nacisk położyła na wspomaganie grafiki 3D. I tak do współpracy przy projektowaniu nowej konsoli zatruniła firmę... Lockheed Martin, tak jest - słynnego producenta samolotów F-16! Jednakże współpraca ta została zerwana w roku 97, zaś Sega rozpoczęła prace równolegle w swych dwóch oddziałach - japońskim i amerykańskim. W japońskim pod pseudonimem "Dural" (:)) z firmą NEC, zaś w USA pod kryptonimem "Black Belt" z 3Dfx Interactive (słynnym w owych czasach producentem kart graficznych). Sega zdecydowała się w końcu na projekt Dural, któremu nadano pseudonim "Katana". Efektem tych prac stał się właśnie Dreamcast, którego zaprezentowano szerokiemu gronu po raz pierwszy na konferencji w USA w 1998 roku.
 
Konsola spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem na rynku. Sprzedawała się świetnie zarówno w Japonii, jak i w USA - przez co trzeba było opóźnić premierę w Australii, by zaspokoić popyt w Stanach Zjednoczonych. Nic jednak w tym dziwnego - konsola posiadała kilka naprawdę doskonałych gier - chociażby Soul Calibura (pierwsze 10/10 na IGN w historii), czy też całą masę konwersji z automatów firmy Sega - Crazy Taxi, czy Virtua Strikera, a także tytuły, które dziś są legendarne - Shenmue (najlepsza gra w jaką grałem w życiu, wkrótce w "Zgredospekcji"!), czy doskonała strzelanka kosmiczna Ikaruga (genialna gra!).
 
Dreamcast był pierwszą konsolą z rodziny tzw. "next-genów", do których zaliczają się dziś także Sony PlayStation 2, Xbox i Nintendo Game Cube. Posiadał procesor Hitachi 200Mhz (128 bitowy typu RISC), 16Mb RAM, dodatkowe 8Mb dla grafiki i 2Mb dla audio, wsparcie 3D, paletę 16,7 miliona kolorów, 64 kanały dźwiękowe, dodatkowy procesor firmy NEC (100 Mhz), wbudowany modem, a także system operacyjny Windows CE. Jak widać, była to konsolka o całkiem sporych możliwościach i tylko pechowi zawdzięczamy, że dziś już nie ma jej na rynku (no... "dziś" to pojęcie względne, bo pewnie zastąpiono by ją czymś innym).
 
A niestety Dreamcast umarł śmiercią dość tragiczną. Sega była (i jest) wbrew pozorom firmą małą. Nie posiadała własnych fabryk jak Nintendo, czy Sony. I przez to nie wytrzymała konkurencji - kiedy na rynku pojawiła się nowa konsola Sony, a potem nowa konsola Nintendo, to Sega była zmuszona dopłacać do każdego wyprodukowanego Dreamcasta - okazało się to w konsekwencji nieopłacalne i Sega musiała wycofać się z rynku - w konsekwencji obecnie zajmuje się więc wyłącznie produkowaniem i wydawaniem gier, no i rzecz jasna produkcją automatów typu coin-up.
 
Bez wątpienia szkoda Dreamcasta, bo konsola ta była niewiele gorsza od PlayStation 2 i zapewne po dziś dzień wychodziłyby na nią gry (przynajmniej w Japonii, gdzie jeszcze parę lat temu wciąż wydawano na nią różne produkcje - choć niestety niezbyt ciekawe). Ale taka jest natura konkurencji.
 
Konsolę tę można dziś nabyć za grosze - ja w lombardzie kupiłem ją z oryginalną grą (a było to lata temu) za 210 złotych. I gry, muszę to podkreślić, były świetne - opłaca się ją kupić choćby dla tych paru w/w tytułów! Ponadto Sega wpadła na kilka bardzo ciekawych rozwiązań. Oprócz wbudowanego modemu zaopatrzyła także swą konsolę w świetnie zaprojektowane pady - moim zdaniem najlepsze ze wszystkich stacjonarnych konsol jakie ukazały się na rynku! Dodatkowo każdy pad posiadał dwa sloty na karty pamięci, zaś sama konsola współpracować mogła z nawet czterema padami jednocześnie! Jeżeli chodzi zaś o karty pamięci, to niektóre z nich były zaopatrzone w wyświetlacze ciekłokrystaliczne oraz przyciski. Można było nie tylko za ich pomocą przeglądać bazę save'ów i kasować niektóre pozycje, ale także grać w mini gry, czy też brać sobie taką kartę do kieszeni i też np. jadąc tramwajem rozwijać przy okazji umiejętności postaci z gier! Jak dla mnie - bomba, szkoda tylko, że tak mało gier z tych możliwości korzystało.
 
Warto także wspomnieć, że na porażkę Dreamcasta złożyła się nie tylko sytuacja samej Segi, ale także kwestia piractwa - na konsoli ruszały nieoryginalne gry bez przeróbek sprzętowych, zaś Sega liczyła na zysk wyłącznie z gier - rzecz jasna oryginalnych. I tak mamy przykład tego, jak piractwo potrafi zabić legendarne firmy...
 
 
SONY PLAYSTATION 2
 
 
 
 
Sony natomiast musiało stanąć na wysokości zadania - wydać następcę PSX'a, który przyjąłby się na rynku. I w pełni mu się to udało, ba, Sony bez problemu pobiło sukces, jaki uzyskało z PSX'em - wg danych sprzed roku (!) sprzedano ponad 140 milionów konsol PS2! Jest to liczba wprost imponująca!
 
Ale i usilnie pracowano nad tym, by PS2 spełniło oczekiwania szefów firmy. Jak widać, Sony nie jest firmą działającą na pół gwizdka. Wszystko musiało być dopracowane, przemyślane, nic nie było dziełem przypadku - zresztą zauważcie ciekawą prawidłowość - PS3 jest kolejnym krokiem w tym samym kierunku, w którym japońska firma poszła po niewiarygodnie udanym PSX'ie. Cóż... gdyby oczekiwania rynku się w międzyczasie nie zmieniły (na bardziej casualowe), to pewnie ta strategia sprawdziłaby się i tym razem, ale nie ma co gdybać. Tak czy inaczej PS2 okazało się sukcesem mimo, że nie była to konsola doskonała... W zasadzie była sprzętem niewiele mocniejszym od starszego Dreamcasta. Procesor 128 bitowy o prędkości 294 Mhz (ponad 2x wolniejszy od procesora Xbox'a), 32MB RAM (po zsumowaniu z układem graficznym wychodzi 36MB - Dreamcast 26MB), procesor graficzny 147 Mhz (Dreamcast 100 Mhz), 48 kanałów dźwięku (Dreamcast 64), brak modemu, brak dysku twardego, pady Dual Shock (te same co przy PSX'ie)... ale i atuty - bez wątpienia świetny design, kompatybilność wstecz (z grami PSX), a także czytnik DVD (możliwość oglądania filmów), no i cena - przez ostatnie lata bardzo atrakcyjna.
 
Niemniej najważniejsze są gry, a tych na PS2 było całe mnóstwo - i co ważniejsze często dorównywały one jakością tym z, mocniejszej przecież, konsoli Microsoftu! Jak to osiągnięto? Na pewno plusem była architektura konsoli oraz to, że łatwo było na nią programować. Ale i liczba użytkowników robiła wrażenie na producentach, więc dwoili się i troili, by zachęcić ich do kupna gry - ponad 100 milionów użytkowników to olbrzymi rynek! To dlatego GTA: San Andreas ukazało się najpierw tylko na konsolę Sony, a sprzedaż tego tytułu w liczbie 17 milionów egzemplarzy (sic!), mówi sama za siebie.
 
Największym minusem PlayStation 2 był niestety pad. Granie na nim nie było zbyt wygodne dla osoby w moim wieku. Może jestem za stary, a może po prostu źle został pomyślany. Po pierwsze wydaje się być zbyt mały. Po drugie zaś rozmieszczenie przycisków sprawia, że w niektórych grach obsługa jest nieco utrudniona, w dodatku przy grach wymagającej sporej wczuwy i szybkiego przyciskania kilku klawiszy naraz łapią mnie przy kciukach skurcze (np. gdy gram w Fifę). Szczerze, to kląłem na czym świat stoi, gdy przez fanbojów Sony japoński koncern zrezygnował przy okazji PS3 z (nie)sławnego "bumeranga". Szkoda, że Sony nie wpadło na pomysł, by owego pada wypuścić na rynek dodatkowo - przecież cała masa ludzi by go kupiła. Taka mała dygresja.
 
Ale nie ma co narzekać. Konsola była naprawdę dobra i nie ma co się dziwić faktowi, że osiągnęła taki sukces! Choć pewnie łatwość dokonywania "przeróbek" też zrobiła tutaj swoje - zwłaszcza w naszym kraju.
 
Co zatem sprawiło, że konsola ta tak świetnie się sprzedawała? Rzecz jasna gry! Tych na PS2 wyszło całe mnóstwo, z czego dziesiątki, to istne perełki - ale przecież nie muszę co do tego nikogo przekonywać. Zabrakło wprawdzie tytułu pokroju słynnego Shenmue z Dreamcasta, ale w pozostałych dziedzinach doskonałych gier było pod dostatkiem, od Tekkenów, poprzez GTA, a na Finalach, czy MGS-ach kończąc. A to przecież tylko wierzchołek góry lodowej...
 
W zasadzie największym mankamentem PlayStation 2, była jej tendencja do psucia się (dotyczyło to głównie starszej wersji, bo ze Slim było lepiej). Chodziło konkretnie o laser, który bardzo lubił nawalać. Przyznać jednak muszę, że w mojej "karierze" przewinęły się przez moje ręce aż 3 PS2 i z żadną z nich nie miałem większych problemów - zresztą jestem chyba w czepku urodzony, bo jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, by jakikolwiek sprzęt mi się zepsuł (pomijam Atari Lynxa, którego ukatrupiłem podpinając w nocy zasilacz do... wejścia słuchawkowego).
 
A jaka przyszłość maluje się przed tym modelem? Tak, przyszłość... Cóż, zabawna sprawa, ale konsola ta wciąż żyje i nadal ukazują się na nie gry. Nie są to wprawdzie tytuły "AAA", ale i tak imponujące, że tyle lat po premierze sprzęt ten wciąż jest wspierany. Ba, ma się ukazać Syphon Filter: Logan's Shadow (wprawdzie znany z PSP, ale zawsze), czy nawet nowy Pro Evo! Oj, życzę konsolom obecnej generacji, by tak długo pociągnęły!
 
 
THAT'S ALL FOLKS!
 
Mam nadzieję, że moja krótka seria wpisów przybliżyła Wam nieco świat starszych konsol (jeśli nie mieliście okazji z nimi wszystkimi obcować) i że przyjemnie się Wam to czytało. Oczywiście życie toczy się dalej, jeszcze trochę innych sprzętów przewinęło się przez moje łapki, więc kto wie... może "Historie pewnych znajomości" jeszcze tu powrócą?
 
 
Koniec części czwartej, ostatniej.

Tagi:

Oceń notkę
+ +1 -

Oceń profil
+ +4 -
Ural
Ranking: 6422 Poziom: 18
PD: 1157
REPUTACJA: 363