SKLEP
Wojciech Gruszczyk Wojciech Gruszczyk 09.04.2017
Deadpool Classic #1 - recenzja komiksu. Geneza faceta z problemami
837V

Deadpool Classic #1 - recenzja komiksu. Geneza faceta z problemami

Deadpool cieszy się w Polsce sporą popularnością, więc nikogo nie powinno dziwić pojawienie się na rodzimym rynku opasłego tomu z serii „Classic”. Przygotowany zbiór to spora ciekawostka dla czytelników, którzy poznali Wade’a Wilsona przy okazji jego najnowszych przygód.

Od pewnego czasu czytelnicy mogą w Polsce bez problemu zapoznać się z serią Marvel NOW, w której Deadpool prezentuje swoje najlepsze oblicze. Łamie czwartą ścianę, chętnie rozczłonkowuje oponentów lub po prostu ich wyśmiewa. Taką wizję zaserwowała nam również ekranizacja, ale trzeba mieć świadomość, że Wade nie zawsze trzymał taki poziom. I to właśnie tutaj wskakuje na scenę „Klasyka” przygotowana przez wydawnictwo Egmont, która prezentuje początek Deadpoola. Nie mam tutaj na myśli jego genezy i przepełnionej uniesieniami miłości, ale jego zdecydowanie mniej ciekawą stronę. Bo na początku ten antyheros był parodią Deathstroke’a z uniwersum DC, która miała wykonać jeden cel i zniknąć. Na szczęście tak się nie stało, a w kolejnych latach poszczególni scenarzyści zaserwowali nam obraz, który pokochało wielu fanów komiksów. 

Wade stawiał pierwsze kroki jako typowy mięśniak, który miał prezentować wszystkie najgorsze cechy komiksowych bohaterów lat dziewięćdziesiątych i właśnie taki „smaczek” jest nam serwowany na początku Deadpool Classic #1. To w dodatku dość bolesny pokaz „starej szkoły”, która po prostu ma swoje najlepsze lata już dawno za sobą. Jestem zdania, że dobry komiks może się zawsze obronić, ale w tym wypadku jesteśmy świadkami nietypowego połączenia.

Cały tom został podzielony na kilka osobnych opowieści. Na wstępie czytelnik otrzymuje debiutancką przygodę Deadpoola z 98. zeszytu serii „New Mutants”, następnie dwie historie „Goniąc w kółko” i „Grzechy przyszłości”, by w ostateczności zapoznać się z „renesansem” najemnika. Wade zostaje początkowo zwerbowany przez Tollivera, który chce śmierci Cable’a, jednak ta misja przerasta „pyskatego”. Na szczęście heros może kontynuować swoje przygody, by w następnej trafić do Sarajewa, gdzie musi odnaleźć testament wspomnianego wcześniej pracodawcy. W tej odsłonie pojawia się kilka barwnych postaci – między innymi była dziewczyna oraz jego stary przyjaciel – a akcja opiera się głównie na „gonitwie za króliczkiem”. Nie brakuje tutaj kilku mocnych starć w iście „retro-stylu”, ale czytelnik sięgając po klasykę powinien się na to przygotować.

Trzecia opowieść jest tak naprawdę kontynuacją „Goniąc w kółko”, bo „Grzechy z przeszłości” w istotny sposób nawiązują do wcześniejszych wydarzeń. Tutaj jednak główne skrzypce odgrywają Juggernaut oraz Czarny Tom, choć pojawiają się dodatkowo Banshee oraz Siryn. Czytelnik w tym wypadku jest świadkiem bardzo ciekawej relacji, która pokazuje, że Deadpool lata temu potrafił współpracować… Choć już wtedy robił to na swój wyjątkowo specyficzny sposób. Na zakończenie w zbiorze pojawia się tak naprawdę wstęp do „współczesnego najemnika”, bo wydawca zdecydował się zaserwować początek wyjątkowej serii – Joe Kelly przedstawia Deadpoola w bardziej frywolnej, przyjemniejszej i ciekawszej wersji. To właśnie tę postać pokochali czytelnicy z całego świata. I można teraz jedynie wyczekiwać na kolejny tom klasyki, w których pojawią się następne prace tego utalentowanego i doświadczonego twórcy.

W zasadzie dopiero na końcu zamieszczony został najlepszy element zbioru, który powinien zainteresować wszystkich fanów tego uniwersum. Jestem jednak pewien, że miłośnicy Deadpoola powinni zagłębić się w cały tom – choć początek jest naprawdę średni, to jednak taka była geneza tej postaci i warto ją poznać. Właśnie taki „pakiet” pozwala docenić przemianę nie tylko w samym zabójcy, ale również w komiksach. Kolejni twórcy inaczej przygotowują bohaterów, w inny sposób kreują opowieści, a i oczywiście znaczącą ewolucję przeżyła oprawa wizualna. Na przestrzeni lat sporo się zmieniło.

Wspominając o kresce – Deadpool Classic #1 nie zadowoli wszystkich, ale dla mnie to miłe wspomnienie. Od 1991 roku artyści prezentują zupełnie inną szkołę, więc trudno oceniać rysunki pamiętając współczesną wersję najemnika. Kiedyś po prostu malowało się inaczej i jest to w pewien sposób ciekawa lekcja historii.

Nawet najwięksi bohaterowie rodzą się w bólach? Historia Deadpoola jest bardzo zakręcona, ale właśnie ten komiks dosadnie pokazuje, że nic nie było usłane różami. Mimo wszystko warto sięgnąć po klasykę, bo dostajemy tutaj sporo ciekawostek, które może i nie zachwycą jakością czytelnika, ale pokażą jak to wszystko się zaczęło. Historie są sztampowe, brakuje kultowych (współczesnych!) smaczków związanych z najemnikiem, a rysunki są „jakie są”, jednak mimo wszystko sięgajcie po ten tom. Głównie ze względu na samego Wade’a.

  • Deadpool Classic Tom 1
  • Scenariusz: Rob Liefeld,Fabian Nicieza, Mark Waid, Joe Kelly,
  • Rysunki: Rob Liefeld, Joe Madureira, Lee Weeks, Ken Lashley, Ed McGuinness
  • Wydawnictwo: Egmont
  • Tłumaczenie: Oskar Rogowski
  • Liczba stron: 252
  • Format: 170x260 mm
  • Oprawa: twarda
  • Papier: kredowy
  • Sugerowana cena detaliczna: 89,90 zł
Werdykt
  • + Tak narodził się Deadpool
  • + Sympatyczna porcja historii
  • + Wstęp do genialnej serii
  • - Początek rodzi się w bólach
  • - Deadpool jakiego nie znamy
  • - Brakuje ikonicznych elementów
7.0
Wojciech Gruszczyk
Wojciech Gruszczyk Kawał historii w jednym tomie. Mocny dla fanów, ciekawy dla reszty, ale trzeba podchodzić ze sporym dystansem. Bardzo dużym.

Miesięcznik PSX Extreme