SKLEP
Jędrzej Dudkiewicz Jędrzej Dudkiewicz 28.02.2017
xXx: Reaktywacja – recenzja filmu. Powtórka z rozrywki
1808V

xXx: Reaktywacja – recenzja filmu. Powtórka z rozrywki

Bohater o imieniu Xander Cage zadebiutował na ekranach kin aż piętnaście lat temu i generalnie świat o nim zapomniał. Jednak jako że Hollywood co chwila udowadnia, że każdą skamielinę da się odkopać – tym bardziej, że coraz częściej Fabryka Snów ma problem z wymyślaniem nowych pomysłów – zdecydowano się reaktywować agenta xXx. Jedyne co się zmieniło, to oprawa audio-wizualna, która jest lepsza niż w oryginale.

Cage, chociaż na emeryturze, wcale nie stara się wieść spokojnego życia – adrenaliny w końcu nigdy dość, zaś umożliwienie obejrzenia meczu lokalnej społeczności przynosi na pewno mnóstwo satysfakcji. Problem w tym, że kiedy grupa złych osobników wykradnie Puszkę Pandory, urządzenie pozwalające na sterowanie dowolnym satelitą, to właśnie Triple X będzie musiał wziąć sprawy w swoje ręce i – wraz z ekipą wiernych przyjaciół – uratować świat przed niechybną zagładą.

xXx: Reaktywacja jest w stu procentach powtórzeniem formuły pierwowzoru z 2002 roku. Nie ma tym generalnie nic złego, skoro wtedy się to sprawdziło: xXx było w końcu przydługą, ale koniec końców całkiem przyzwoitą rozrywką. Żeby dobrze bawić się w kinie, należy po prostu wyłączyć myślenie oraz nie przejmować się mnożącymi się absurdami, tudzież przymknąć oko na fakt, że twórcy sprzedają nam dokładnie tę samą historię, co piętnaście lat temu. Są tu nawet dosłowne powtórzenia scen, momentami wykraczające poza typowe mruganie okiem do widza. Nie zatem co spodziewać się jakichkolwiek zaskoczeń, wszystkie wydarzenia idą jak po sznurku, od jednego punktu do drugiego, każdy będzie w stanie przewidzieć, co się stanie z mniej więcej piętnastominutowym wyprzedzeniem.

Tym, co broni xXx: Reaktywację przed totalną porażką są bohaterowie. Oczywiście, nie ma co marzyć o skomplikowanych, głębokich postaciach, ale też konwencja sprawia, że zupełnie nie są one potrzebne. Vin Diesel, chociaż aktorem nie jest specjalnie utalentowanym, ma odpowiednią charyzmę, która sprawia, że widz może bez problemu kibicować Xanderowi Cage’owi. Na nieco dalszym planie dobrze sprawdzają się też Donnie Yen (ostatnio znany z Łotra 1) oraz Roby Rose, Rory McCann i – zwłaszcza – Nina Dobrev, której Becky jest chyba moją ulubioną bohaterką filmu (ma w sobie ogromny luz i niezaprzeczalny urok).

Oczywiście, przy dialogach można zgrzytać zębami, zwłaszcza, gdy próbuje się tu żartować (stężenie sucharów jest gigantyczne), sceny akcji mają różną jakość – część jest rzeczywiście emocjonująca, część tak przegięta, że natychmiast odklejałem się od ekranu – a o jakimkolwiek napięciu można zapomnieć. To ostatnie jest o tyle przykre, że nawet punkt kulminacyjny filmu zostaje bardzo słabo zbudowany, przez co można mieć wrażenie, że historia się po prostu kończy, ale bez żadnego podsumowania. Przy odrobinie dobrej woli można to wszystko przetrzymać i dobrze bawić się w kinie. Jeśli tylko nie weźmiecie nic z tego, co dzieje się na ekranie na poważnie (ja chichotałem przez większość seansu), to xXx: Reaktywacja zapewni Wam sporo rozrywki po ciężkim dniu pracy. Czy jest to warte Waszych pieniędzy, zadecydujcie sami.

Werdykt
  • + Bezpretensjonalność
  • + Porządni bohaterowie
  • + Możliwość zrelaksowania się po pracy
  • - Absurd goni absurd
  • - Schematyczność;
  • - Dialogi
5.0
Jędrzej Dudkiewicz
Jędrzej Dudkiewicz xXx: Reaktywacja utrzymał poziom oryginału – daje rozrywkę i pozwala szybko o sobie zapomnieć.

Miesięcznik PSX Extreme