SKLEP
Vulcan Raven 04.04.2014
Bez przebaczenia
497V

Bez przebaczenia

Gustaw Herling – Grudziński  w „Innym Świecie” napisał:  „Człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach. Uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby sądzenia go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich".

The Last of Us
  • Platformy:  PS4   PS3 
  • Data premiery - Polska: 14.06.2013
  • Pełna
  • od lat 18 wulgarny język online przemoc

     Temat to trudny,ale takiej właśnie ocenie można by z pewnością poddać bohaterów ostatniej produkcji studia Naughty Dog.

The Last of Us jest grą bardzo dorosłą, grą, która ukazuje tę część ludzkiej natury, o której wolelibyśmy zapomnieć.  Brutalna rzeczywistość post-apokaliptycznego świata przytłacza i nie pozostawia obojętnym.  Bo choć historia to fikcyjna, to jej realizm i namacalny wręcz charakter kataklizmu jaki dotknął ludzkość, każą nam zadać sobie kilka fundamentalnych i nieco trywialnych pytań odnośnie nas samych.

Począwszy od porażającego interaktywnego intro, aż do samego końca gra trzyma nas za gardło i nie puszcza, od czasu do czasu luzując tylko delikatnie uścisk.  

    W tym momencie muszę wyraźnie podkreślić, że nie jest to bynajmniej gra dla dzieci. W tej grze wszystko jest tak realistyczne i poważne jak tylko można.  Nie ma tutaj zbyt dużo miejsca na kompromisy i puszczanie oka do gracza.  Po przygodach Drake'a i Crasha można by pomyśleć , że ND to studio tworzące dopracowane, ale jednak lekkie gry, serwujące typowy dla tej formy rozrywki poziom relaksu.  Okazuje się, że nie tylko.

 

 

 

Styrani "życiem"

 

      Zasadnicza rozgrywka rozpoczyna się 20 lat po wydarzeniach z intro.  Świat został opanowany przez grzyba, który powoli, acz systematycznie zamienia nasz gatunek w bezmózgie kukły.  W  późniejszym stadium przybierają one formę grzybo-ludzi, albo jak kto woli klikaczy, nazywanych tak z powodu charakterystycznego dźwięku jaki wydają, który pełni rolę swoistej echosondy.

Głównymi aktorami tego zagrzybionego teatru są Joel-50-letni szmugler oraz Ellie-14-letnia dziewczyna.  Przemierzają oni Amerykę zaliczając cztery pory roku, a ich  celem jest baza nieco tajemniczej organizacji o infantylnie brzmiącej nazwie-Świetliki.  Dlaczego właśnie to miejsce?  To akurat wyjaśnia się dosyć szybko , jednak droga do miejsca przeznaczenia będzie wyboista i wystawi naszych bohaterów na niejedną próbę.

Lista postaci drugoplanowych  jest dość długa, choć nie będziecie raczej mieli wrażenia przesytu.  Ten element fabuły wyważono doskonale, w czym także zasługa nieoczekiwanych zdarzeń jakie się z tym wiążą.  Realizm i ból, dużo bólu.  Tym właśnie stoi fabuła tego tytułu. I jest to ból niespotykany jak na grę video. Prawie namacalny, bo wiążący się z niezwykle ludzkimi sytuacjami. Nie ma tutaj bezmyślnej jatki.  Śmierć jest wszędzie, bo świat w jakim próbują przeżyć wszyscy aktorzy tego spektaklu jest umierający i obolały.  Jednak kilka razy( podajże dwa) byłem nieco zaskoczony postawą moich podopiecznych.  Nie była to może do końca bezmyślna przemoc, ale są takie chwile kiedy oboje ukazują tę najbardziej mroczną stronę ludzkiej natury.          

Oczywiście, nic nie dzieje się bez przyczyny.  Pamiętajmy, że Ci ludzie 'żyją" od 20 lat w rozpadającym się świecie, pełnym przemocy i wszechobecnej śmierci, która czai się  dosłownie za każdym rogiem.  To były właśnie te chwile kiedy pytałem sam siebie. Jakbym się zachował będąc na ich miejscu?  Czy postąpił bym podobnie? Sęk w tym ,że nie wiem.  Ba! Nie wiem tego do dziś, tym bardziej, że cały czas kołatają mi w głowie słowa Gustawa Herlinga.  Właśnie dlatego w kwestii fabuły można ten tytuł postawić na jednej półce obok wielu dobrych filmów .  Daje do myślenia i zagnieżdża się gdzieś w naszej świadomości na dłużej niż końcowa lista płac.

 

 

 

Żeby mi tylko korzonki nie wysiadły!

 

Gdybym miał tyle lat co Joel i musiałbym kucając, w deszczu i śniegu pokonać pół Ameryki to modliłbym się, aby mój organizm to wytrzymał.  Joel o dziwo daje radę. Spokojnie, nie mam zamiaru czepiać się realizmu, bo jest on wystarczająco wysoki. Jeśli jednak chcecie ukończyć tę grę to taka własnie pozycja będzie wam towarzyszyła przez większość czasu.  Paradoksalnie, najbardziej przekona się o tym nasza "mała" Ellie.  Ciekawe jest to, że TLoU nie jest skradanką sensu stricte, jednak element ten jest tak dopracowany, że czasem bije na głowę typowe stealth-y. Jednym z elementów tej skradanki jest wyostrzony słuch  Joela, co w grze ukazane zostało jako widzenie przez ściany. Brzmi to może dziwnie, jednak po chwili zastanowienia dojdziecie do wniosku, że lepszego sposobu na pokazanie w grze, jak działa nasz słuch raczej nie ma.  Jakby tego było mało, mamy także możliwość odwracania uwagi naszych oponentów. W tym celu podnosimy z ziemi butelkę lub cegłę, których jest wszędzie pełno i rzucamy w dowolne miejsce. Oba przedmioty mogą posłużyć także do ogłuszania wrogów.

 

Animacje jakie towarzyszą  eliminowaniu przeciwników podczas skradania są świetne i bardzo naturalne. Dodatkowo wszystko perfekcyjnie łączy się z architekturą poszczególnych lokacji i tworzy niezwykle spójny obraz całości .  Zapewne znajdą się tacy, którzy będą narzekać na zachowanie Ellie  podczas skradania.  To fakt, dziewczyna plącze się czasem pod nogami i to nie tylko naszymi, w zasadzie bez żadnych konsekwencji dla przebiegu gry.  Pamiętajcie jednak o tym, że to cały czas jest gra video i musi być grywalna. Tym bardziej,że nie mamy wpływu na to co robi Ellie.  Nie wyobrażam sobie zaliczenia zgonu tylko dlatego, że lalka zaplątała się przypadkiem w czyjeś majty. To byłby chyba jeden z synonimów bólu, który podobno leczy się specjalną maścią.

 

Do likwidacji przeciwników w trybie skradania użyć możemy dwóch metod. Duszenie lub zadźganie ostrzem. Czemu nie nóż?  Bo go nie ma.  Jest za to coś, co bardziej przypomina jego więzienną wersję-oklejony taśmą kawałek szkła lub blachy.   Równie skuteczny, choć jego trwałość jest mocno ograniczona, o czym należy pamiętać.  Jednak ta zabawa w ciuciu babkę kiedyś się kończy  i zmuszeni jesteśmy wtedy wyskoczyć na solo z jednym lub kilkoma przeciwnikami.  Jeśli mamy szczęście to możemy szybko załatwić sprawę waląc ich łbami o ścianę lub kant stołu.  Często jednak nie mamy takiej opcji, bo przeciwników jest za dużo i nie ma na to czasu . Można wtedy, w obronie życia rzecz jasna, zaciukać ich siekierą, albo zdzielić jakąś brechą tudzież rurką, pod warunkiem, że posiadamy w ekwipunku, którekolwiek z tych przedmiotów.  Ostatecznie w ruch idą pieści, jednak ta metoda jest ryzykowna, szczególnie jeśli przeciwnicy nie są w nastroju do sparingu i zapragną nas zwyczajnie zatłuc kijem uzbrojonym w nożyczki, bądź też zechcą pożywić się naszym mózgiem.  Tak, bo walczyć będziemy nie tylko z "bandytami".  Zarażeni to zupełnie inny typ przeciwników. Atakują stadami i wpadają przy tym w prawdziwy szał, w czasie którego dosłownie pożerają nas żywcem.  Wiem, to zabrzmiało brutalnie, ale taka jest ta gra. Brutalna i bezkompromisowa.

 

 

Czasem te ustaszowsko-banderowskie metody mogą jednak nie wystarczyć. Wtedy wyciągamy spluwę i zamykamy temat, albo i nie... Tak czy inaczej, oprócz tych prymitywnych broni są też te bardziej współczesne- pistolet, rewolwer, strzelba, mołotow, mina domowej roboty oraz łuk.  Każdy element wyposażenia można ulepszać za sprawą genialnego w swej prostocie systemu crafting-u. Usprawnień tych dokonujemy w logicznie wyznaczonych do tego miejscach.

Chcesz zostać mistrzem ostrzy, albo lepiej słyszeć wrogów?  Nie ma sprawy. Umiejętności również można wynieść na wyższy poziom inwestując odpowiednią ilość punktów doświadczenia.  Fajną odskocznią są też sporadyczne akcje wymuszające na nas użycie snajperki.  Zaręczam wam,że jest w tej grze co najmniej jeden taki etap, po którego przejściu, przynajmniej przez chwile poczujecie się wyjątkowo dumnie i pewnie.

 

 

Kiedy patrzę, tak na ciebie jesteś fajna...

 

Graficznie TLoU to szczyt możliwości PS3. Co ciekawe, twórcy nie potrzebowali do tego mitycznego full HD, które dla wielu graczy wydaje się być remedium na wszelkie dolegliwości.  720p w połączeniu z pięknymi teksturami i płynną animacją tworzą cudowny obraz na który chce się patrzeć.  Bo jest w nas jakaś dziwaczna potrzeba delektowania się rozkładem.  Rozpadający się świat jest piękny i brzydki zarazem. Każdy budynek, każde pomieszczenie ma swój niepowtarzalny charakter, charakter przesiąknięty na wskroś degrengoladą i upływem czasu.

Są tutaj miejsca, gdzie wkroczyła już natura.  Miejsca porośnięte trawą, przeważnie zdezelowane i rozpadające się elementy wystroju, rzeczy  osobiste, które  pozostały jako dowód na okoliczności w jakich straciły swoich właścicieli. Niby nic szczególnego.  Jakieś łóżko, dywan, pozdzierane tapety, stara szafa i kilka zdjęć. Jednak nie ma tutaj mowy o szablonach.  Każde miejsce jest inne i posiada indywidualny styl narzucony przez  lokatora.  Ten niezwykle sugestywny element gry podkreślają  notatki, z których dowiadujemy się nie raz o rzeczach tak bardzo prywatnych jak tylko to możliwe.

Jednocześnie brak tutaj zbędnego monumentalizmu i pompatyczności. Jeśli już coś robi na nas ogromne wrażenie to tylko dlatego, że takie ma być, nigdy z powodu niezaspokojonych żądz grafików.  Gra prezentuje bardzo równy poziom wizualny.  Wszystkie tekstury mają ostrość japońskiej katany , a jeśli trafi się nam już jakaś nieco mniej atrakcyjna lokacja lub  widoczek( a są takie?), to na pewno nie z powodu lenistwa twórców.  Po prostu nie każdy kąt musi urzekać, zupełnie jak życiu.  Choć de facto ciężko wam będzie takowe miejsca znaleźć.  To raczej robota dla malkontentów pokroju Vu...

No dobrze, czas nagli.

 

 

Muzyka jest zasadniczo jedynym elementem, który nie tyle mnie rozczarował, co pozostawił spory niedosyt.  Nie zrozumcie mnie źle. Ścieżka dźwiękowa jest dobra, jednak w trakcie gry praktycznie jej nie słychać.  Brakuje mi tutaj czegoś co podkreśli dramaturgię zdarzeń, czegoś idącego w parze z wydarzeniami dziejącymi się na ekranie.  Od razu przyznaję, że nie słuchałem samego soundtracku i być może stąd taka opinia.  Należy jednak pamiętać, że to ciągle muzyka z gry, a nie solowe dokonania kompozytora i skoro  nie jej treść nie zapadła mi w pamięć (poza kawałkiem w menu głównym), to dla mnie zasadniczo jej nie ma.   Muzyka z TLoU na pewno mnie nie porwała ani nie wstrząsnęła mną, co najwyżej zaznaczyła swoją obecność, a to za mało jak na taką grę.

Na kilka zdań zasługuje także rodzimy dubbing.  Wiem,że naszą polską mentalnością jest narzekać dosłownie na wszystko, jednak aktorzy wcielający się w  poszczególne role zaskakująco dobrze wywiązali  się ze swoich zadań. Na największe uznanie zasłużył moim zdaniem Krzysztof Banaszyk.  Facet ma naprawdę ciekawy głos i bardzo dobrze odczytuje swoje kwestie.  Paweł Małaszyński(Hitman) nie jest godzien czyścić mu butów. Banaszyk wypowiada swoje kwestie niezwykle naturalnie, w przeciwieństwie to Pana M, który w dość komiczny sposób próbuje zmienić tembr głosu.  Z resztą nie bez powodu Pan Banaszyk jest niekwestionowanym królem polskich reklam.  Jego głos jest przyjemny i zachęca do słuchania.  Anna Cieślak również brzmi solidnie i gdyby nie to,że wiem ile ta Pani ma lat, to pomyślałbym, że faktycznie jest niewiele starsza od Ellie.  Zaryzykuję nawet tezę, że Pan Krzysztof brzmi nieco lepiej niż uwielbiany przez tłumy Troy Baker.  Jego głos jest dla mnie bardziej naturalny i lepiej pasuje do wieku Joela.  Troy, mimo niskiej barwy nie brzmi jak 50-letni facet. Banaszyk-tak.

 

 

Takich trzech jak nas dwóch to nie ma ani jednego.

 

No właśnie.  Przed, i nieco rzadziej po ukazaniu się gry pojawiały się zarzuty, że TLoU będzie/jest niczym innym tylko nieco przemodelowaną wersją Uncharted. Ziarenko prawdy w tym jest, bo czy ta gra powstała by gdyby nie przygody Nathana?  

Podobnie można by powiedzieć o serii Devil May Cry, która zakiełkowała przecież jako błąd w procesie tworzenia Resident Evil.  Podobieństwa są, choćby w wyglądzie obu bohaterów, jednak cała reszta bardzo wyraźnie się różni.  Nie pamiętam czy w trakcie grania miałem uczucie deja vu.  Chyba nie.  Bardzo dużo tutaj pozmieniano. Niektóre elementy totalnie zmodyfikowano inne dodano. Całkowicie zmieniła się dynamika rozgrywki i klimat. Fabuła również w żadnej mierze nie przypomina tej z Uncharted. Jest crafting  oraz nowy/lepszy realizm. Przygody Drake'a można potraktować trochę z przymrużeniem oka. Losy Joela i Ellie to brutalna walka o przeżycie, bez litości i przebaczenia dla każdego kto stanie im na drodze.                                                  

Potencjalny zarzut o autoplagiat odrzucam więc w przedbiegach,a Wy sami oceńcie, czy to wyjątkowo wyrafinowany klon czy też wręcz przeciwnie.  Dla mnie TLoU jest grą wyjątkową i będę tej tezy bronił do ostatniej kropli... 

Tagi:

Werdykt
  • + klimat
  • + mechanika rozgrywki
  • + system ulepszeń
  • + grafika
  • + fabuła
  • + realizm
  • + czas gry
  • + prawdziwie dorosła gra. Wstęp tylko za okazaniem dowodu osobistego
  • - muzyka jest dobra, ale zbyt rzadko czujemy jej obecność
Vulcan Raven
Vulcan Raven The Last of Us to gra warta wydanych pieniędzy, nawet jeśli tyrasz za grosze w Biedronce. Kup, zagraj, potem postaw na półce i czekaj na kolejny raz. W żadnym razie nie sprzedawaj tego arcydzieła. Polecam!
Oceń recenzję
+ +18 -

Miesięcznik PSX Extreme