SKLEP
Czarny Ivo 20.05.2014
Markov Ninja
346V

Markov Ninja

Na przełomie lat 80 i 90 miał miejsce rozkwit wszystkiego co z ninjami związane. Amerykański ninja, małolaty ninja, żółwie ninja, frytki ninja... Seriale i filmy pękały w tubach od zamaskowanych wojowników, nie mogło obyć się też bez gier.

Mark of the Ninja
  • Platformy:  PC   X360 
  • Data premiery - Polska: 07.09.2012
  • Nie
  • od lat 16 wulgarny język przemoc

W początkowej fazie były to proste gry skupiające się przede wszystkim na wojownikach siekających zastępy wrogów katanami. Prawda jednak była taka, że ninja to "zwykły" skrytobójca bez honoru.
W świecie opanowanym przez platformówki nie było jeszcze miejsca na skradanki (albo ja o czymś nie wiem), natomiast w erze 3d jakoś czajenie się na jednego gościa 3 godz. tylko po to żeby finalnie wszystko zaprzepaścić i zacząć wszystko od nowa jakoś nie bardzo mnie pociągało. Na szczęście w XXI w., gdzie dorośli mężczyźni chcą żeby zwracać się do nich "proszę pani" i generalnie wszystko jest możliwe, pojawia się Klei Entertaiment ze swoim Mark of the Ninja ze swoją idealnie zaadaptowaną mechaniką skradania do dwuwymiarowego środowiska, które tak bardzo lubię.
Zostajemy rzuceni w obyczajowe zawiłości pewnego klanu ninja, którego wyjątkowość polega na tym, że na ciała wojowników nakładane są specjalne tatuaże. Dają one naszym zamaskowanym przyjaciołom specjalne zdolności. Jednak tylko wybrańcy mogą przyjąć na swoje barki ostateczny tatuaż (znak), który niesie ze sobą możliwości znacznie przewyższające zwykłych śmiertelników. Niestety cena jest wysoka.
Ostateczny znak, jak głosi legenda, doprowadza nosiciela do obłędu, a ostatecznie do śmierci. Jak łatwo się domyślić to my wcielamy się w potencjalnego wybrańca i właśnie stajemy przed pierwszą misją. Na pozór wszystko wydaje się bardzo proste. Na szczęście fabuła się później fajnie gmatwa i im bliżej końca tym więcej zyskuje na kolorycie.

 


Nasze umiejętności z początku  ograniczają się do skakania, przyklejania do ścian/sufitów oraz krycia się w cieniu. Dodam od razu że komicznego, bo jak inaczej nazwać krycie się za wazonem lub wnęce drzwi. Jest to fortelem nie do odkrycia dla 2osobowych patroli uzbrojonych w latarki. Wpływa to oczywiście bardzo pozytywnie na odbiór gry, która w ten sposób zgrabnie w iście "tarantinowski" sposób balansuje między powagą, a kiczem. Wracając jednak do rozgrywki. Z czasem wachlarz możliwości się znacznie poszerza, a to głównie za sprawą znajdywanych przedmiotów. Możemy je podzielić na defensywne i ofensywne. Te pierwsze to np zasłona dymna czy stare dobre znane z serii MGS kartonowe pudło. Natomiast te bardziej krwawe to chociażby wnyki czy chmara insektów, która wypuszczona, zjada zbłądzonego piechura. Nie możemy też w żadnym wypadku zapomnieć o sztandarowej katanie. Używać jej możemy do wykonywania tzw. stealth kill. Możliwe są ona gdy uda nam się zaczaić na przeciwnika. Pojawia się możliwość wklepania prostego QTE i cichaczem pozbywamy się natręta. Nie możemy natomiast używać katany w otwartej walce. Pozostają nam wtedy gołe pięści. Może się to wydawać głupie, ale gdybyśmy mogli każdego ciąć od tak to otrzymalibyśmy siekankę w stylu Shanka i element skradankowy całkiem by przepadł.

 

Przy wykonaniu misji jesteśmy nagradzani za 3 aspekty, za każdy z których możemy zdobyć do 3 pieczęci (każda z nich to jakiś tam kamień milowy). Pierwszy aspekt polega na zdobywaniu punktów za odwalanie typowych ninjowych akcji jak zabicie z przyczajki, ukrycie ciała czy ominięcie przeciwnika bez zdradzenia swojej pozycji. Przy czym zaznaczyć należy, że nagradzany jest zarówno agresywny styl gry polegający na eksterminacji wszystkich nieświadomych niczego owieczek, jak i bezkrwawego przemknięcia niczym cień. Kolejny aspekt to wykonanie 3 fakultatywnych zadań -, za każde z nich 1 pieczęć. Jest to zwykle coś w stylu aby dotrzeć gdzieś w określonym czasie, zlikwidować kogoś w konkretny sposób lub coś znaleźć. Bardzo treściwe urozmaicenie, jak najbardziej na mój smak. Trzeci aspekt to znalezienie 3 symboli klanowych. Wszystkie są zawsze skrzętnie ukryte, a jeden wymaga od nas ukończenia "pokoju wyzwań" - wystawia na próbę umysł i ciało. Tak więc jak dla mnie kolejne rozgrywkowe fajerwerki.

Zabawy starcza na dobre 6 godz., ale nie musi się ona na nich kończyć, gdyż po napisach końcowych odblokowujemy New Game +. Na dobrą sprawę tutaj zaczyna się prawdziwe "ninjowanie". W trybie tym znikają wszelkie pomoce jak wskazanie pola widzenia strażników czy pola zasięgu wydawanych przez nas odgłosów. Mało tego, przeciwnicy biją na tyle mocno, że mimo posiadania pełni życia, giniemy po jednej serii z karabinu. Najbardziej mnie jednak zaskoczyło, ograniczenie zasięgu naszego wzroku. Nie jest tak, że mamy przed sobą widok z boku na CAŁĄ plansze, jak to platformówki mają w zwyczaju. Widzimy tylko tę stronę, w którą zwrócony jest wzrok naszego protagonisty. Mało tego nawet ściany czy niskie murki rzucają cień na to, co w oddali.
Oprócz New Game + może nas jeszcze zainteresować możliwość odblokowania nowych strojów. Ale spokojnie, nie są to tylko kosmetyczne zmiany za jakie dziś zwykle trzeba płacić. Każdy strój to inna konfiguracja umiejętności. Np. taki "Path of Silence" jest pozbawiony katany i przedmiotów ofensywnych, ale za to ma podwojoną ilość przedmiotów defensywnych, a nasz bieg jest bezszelestny. W ten sposób otrzymujemy kilka zupełnie odmiennych stylów gry wartych sprawdzenia.

 

Na ścieżce dźwiękowej znajdziemy śladowe ilości utworów muzycznych. Żadne też nie zapadają jakoś w pamięci, oprócz może bardzo klimatycznego utworu na początku i przy napisach końcowych. Stan taki jest zrozumiały z racji tego, że mamy do czynienia ze skradanką, więc potrzebujemy ciszy żeby wsłuchać się w zbliżające/oddalające kroki. Uwagę należy zwrócić na ogólne udźwiękowienie i stoi ono na bardzo wysokim poziomie. Wszelkie szelesty, stuknięcia czy wirujące w powietrzu shurikeny rezonują w uszach bezbłędnie.

Gra bez wad? Ależ skąd. Przyznam, że mimo samych strzałów w dziesiątkę dłuższe posiedzenie w cieniu z kataną może zmęczyć i choć występuje efekt "jeszcze jedna misja" po dwóch, trzech góra czterech mamy dość i potrzebne jest trochę odpoczynku. Zdarzają się też błahe, ale warte zaznaczenia, małe bzdurki typu brak realizmu polegający np na tym, że jeśli przeciwnik stoi do nas zadem możemy skakać, pierdzieć i nie ma siły żeby nas wyczuł ... chyba że ma PSA!!

Do tego muszę się przyczepić do wersji na PC, w której spartolone jest doszczętnie sterowanie. Twórcy poszli na łatwiznę i zrobili wersji X-boxa kupiuk/wklej bez możliwości konfiguracji. Pozostaje nam jeszcze klawiatura, ale szczerze, kto normalny gra w takie gry na klawiaturze.

 

Ostatecznie Mark of the Ninja to kawał świetnej gry, przy której powinni się zrelaksować zarówno miłośnicy platformówek jak i skradanek. Można się pobawić w chowanego z żołnierzami, czasem kogoś zabić bez konieczności wyczekiwania 3 godzin, aż ktoś podrapie się po nosie.

Tagi:

Werdykt
  • + - klimat
  • + - "skradankowość"
  • + - długość gry
  • + - bonusy
  • + - ninja robi to od tyłu
  • - - drobne błędy
  • - - czasem męczy
  • - - sterowanie na PC go home
Czarny Ivo
Czarny Ivo Mam koc na głowie i nikt mnie nie widzi.
Oceń recenzję
+ +7 -

Miesięcznik PSX Extreme