Najpierw zacznijmy od katastrofy, która wydarzyła się naprawdę. W kwietniu 1815 roku na wyspie Sumbawa w dzisiejszej Indonezji nastąpił potężny wybuch wulkanu Tambora, co spowodowało globalne oziębienie. Skutkiem tego było m.in zjawisko wulkanicznej zimy oficjalnie zwanej „rokiem bez lata”, kiedy w lipcu i sierpniu 1816 roku Europę nawiedziło lodowate powietrze i pojawiły się opady śniegu. To tak na marginesie dla wszystkich wierzących, że człowiek ma jakikolwiek wpływ na klimat. Wprawdzie nasze rodzinne 11bit Studios inspirowało się erupcją wulkanu Krakatoa ponad pół wieku później, ale w moim odczuciu to Tambora byłby bardziej adekwatnym przyczynkiem scenariusza opowiedzianego we Frostpunk.

Frostpunk recenzja 1

Frostpunk - wiktoriańska epoka lodowcowa

Z grubsza rzecz ujmując Frostpunk jest strategią zaliczaną do „budowniczych miast” z silnymi jednak naleciałościami survivalowo-przygodowymi. W alternatywnej wersji historii świata w XIX wieku świat skuła kolejna epoka lodowcowa i część mieszkańców Londynu opuściła miasto z powodu zimna i głodu, by szukać miejsca na przetrwanie. Niedobitki docierają do miejsca, gdzie stoi porzucony generator ciepła, który uruchamiają, myliłby się jednak ten kto sądzi, że już koniec ich kłopotów, właściwie to początek ich udręki, ale wszystko zależy od nas. Wcielamy się w rolę zarządcy miasta ocalałych, gdzie my i nasi ludzie staramy się przetrwać, w wiecznym niedoborze jedzenia, ciepła, surowców, nękani przez choroby, zmuszeni często do podejmowania wątpliwych moralnie decyzji. Prawda nic odkrywczego w temacie, ale wykreowane postapokaliptyczne, steampunkowe uniwersum oraz prosta, ale dająca spore możliwości rozwoju rozgrywka wciągają jak diabli. W sukurs przychodzi fakt, że gra posiada cztery fabularne (jeden uznawany za kampanię) scenariusze pokazujące, że sytuacja tych, co przeżyli jest o wiele bardziej zagmatwana niż trywialna chęć przeżycia do następnego dnia.

Jak wspomniałem w całej zabawie chodzi, o to by w gospodarce ciągłych niedoborów utrzymywać odpowiednio wysoki poziom nadziei wśród mieszkańców, przy jak najmniejszym niezadowoleniu, by utrzymać się na stołku. Co ciekawe miasto budujemy na planie koła z uwagi na ciepło wytwarzane przez gigantyczny generator, co ma też znaczenie symboliczne, przypominające o cyklu życia i śmierci. Ciepło ma tutaj strategiczne znaczenie, bowiem bez niego nie będą funkcjonować budynki przemysłowo-gospodarcze, a obywatele błyskawicznie się rozchorują, co w tych warunkach prosta droga do grobu. I już od samego początku przychodzi wybierać: tłoczyć ludzi wokół generatora, dzięki czemu czemu nie będą chorować (za bardzo), czy postawić tam niezbędne do funkcjonowania miasta obiekty oszczędzając surowce na budowę i obsługę terminali grzewczych, których plany trzeba jednak najpierw opracować. Przy tym wychodzi kwestia kolejności badań naukowych jakie są potrzebne na wczoraj, a bez jakich rozwiązań jeszcze przez pewien czas wytrwamy. Z czasem rzecz jasna będziemy powiększać zasięg oddziaływania generatora, kosztem coraz większego zużycia węgla. Dodatkowo trzeba również śledzić prognozę pogody, bowiem dodatkowa fala mrozów potrafi wyłączyć z użycia całe sekcje miasta. Owszem podobnie jak w innych grach tego gatunku postawimy multum różnych budowli wspierających naszą gospodarkę oraz zadowolenie obywateli, wymagających innych, też ważnych surowców jak drewna czy stali, jednak to o węgiel będziemy się martwić najbardziej, bowiem twarde organizmy wytrzymają nawet głód, ale straszliwego zimna już nie.

Frostpunk recenzja 2

Frostpunk - dobro ogółu ponad dobrem jednostki

Rozgrywkę pogłębia system decyzji i praw. Mieszkańcy będą się do nas zwracać z alarmującymi problemami do rozwiązania jak na się uda, wzrośnie nadzieja i spadnie niezadowolenie, odwrotnie w przypadku niezrealizowanej obietnicy. Prawa wiadomo, regulują życie w społeczności ostatecznie mające zwiększyć wydajność gospodarki za cenę większego niezadowolenia. Twórcy poszli na modny ostatnio stary trik w moralnymi wyborami. Owszem można się rozczulić nad dziećmi posyłanymi do pracy, robotnikami zmuszonymi pracować 24/7, chorymi bez opieki, czy ciałami zmarłych porzuconymi gdzie popadnie, bo pochówki marnują zasoby, ale w sumie to w końcu gra i wątpię, by takie zagrania działały na kogokolwiek. Mimo wszystko taka koncepcja świetnie pokazuje do czego może być zmuszona społeczność, by przetrwać, więc każdy podejmowany krok powinien zostać dobrze przemyślany, bowiem sama zabawa, przynajmniej przy pierwszych podejściach do łatwych nie należy. Mimo to poziom trudności został dobrany z głową dając sporo satysfakcji. Byśmy się nie nudzili pojawiły się elementy przygodówkowe, bowiem po wybudowaniu balonu jesteśmy w stanie prowadzić eksplorację okolicy, gdzie możemy natknąć się na nieoczekiwane wydarzenia. Wprawdzie aeronautom w każdej chwili grozi śmierć, lecz udana ekspedycja potrafi zdobyć dla nas spore zapasy żywności i surowców, jak również kolejne gęby do wyżywienia.

Również w mieście scenariusz potrafi sprowadzić nam psikusa fundując nieoczekiwane kryzysy. Niestety tu wychodzi pewna wada gry, że choćby nie wiem jakbyśmy do nich przygotowani fabuła i tak je nam narzuci. Owszem w innych strategiach też to się zdarza, ale akurat tutaj często bywają pozbawione logiki, czasem nie pasujące do zastanej sytuacji. Dajmy na to mamy wysoki poziom nadziei, nie ma znaczenia, jeśli fabuła tak zadecyduje spadnie on z nagła do tego założonego przez kryzys, czasem jest do deprymujące, no bo poco się starać jak w jednej chwili nasze wysiłki pójdą na marne. Na szczęście nie zdarza się to tak często, by niszczyć przyjemność z grania, aczkolwiek ten element powinien zostać lepiej przemyślany. Moim zdaniem gra powinna oferować więcej scenariuszy, wprawdzie poziom trudności wydłuża rozgrywkę, ale kiedy załapiemy wszystkie niuanse damy radę zaliczyć je stosunkowo szybko. Z drugiej strony zawsze istnieje tryb piaskownicy, pozwalający bawić się bez końca i z większą swobodą wgryzać się w wykreowany świat.

Frostpunk recenzja 3

Frostpunk - bujna fantazja czy złowieszcza wizja przyszłości?

Frostpunk płynnie hula na konsoli PS4, z uwagi na pojedynczą, stosunkowo małą i pozbawioną szczegółów mapę świata, ale paradoksalnie podkreśla ona klimat budowanego przez nas neo-wiktoriańskiego i steampunkowego miasta. Ponoć można dostrzec drobny downgrade graficzny w stosunku do wersji PC, ale dla większości graczy nie będzie on miał znaczenia. Twórcy nie postawili ma wodotryski graficzne, ale zapewniając nam tradycyjną oprawę typową dla „city buildera” tchnęli w niego niecodzienną, groźną i smutną atmosferę, aż miło oglądać własne miasto z każdej strony, zwłaszcza że praca kamery jest naprawdę płynna, chociaż chciałbym większego przybliżania widoków. Przebudowano też interfejs tak, by swobodnie obsługiwać go padem, co się bardzo dobrze udało. Tytuł rzecz jasna posiada polskie napisy.

Produkcja polskiego studia nie wprowadza wprawdzie żadnych rewolucji do gatunku, ale pomysłem na historię, rozgrywkę i niemal idealnym wykonaniem przyciąga do siebie na długie godziny, zwłaszcza jeśli jesteśmy miłośnikami spod znaku historii alternatywnej. Stanowi także ponure ostrzeżenie, iż nie kontrolujemy naszej planety, a scenariusz przedstawiony w grze w mniejszym bądź większym stopniu naprawdę może się ziścić, czego należy mieć świadomość.