SKLEP
867V

Recenzja Reservoir Dogs

Będziesz tak szczekał cały dzień mały pieseczku czy wreszcie ugryziesz?

Reservoir Dogs
  • Platformy:  PC   PS2   XBOX 
  • Data premiery - Polska: 13.10.2006
  • Nie
  • od lat 18 wulgarny język przemoc

- Bondziorno Quentin.
 - Bondziorno, madafaka.
 - Tutaj studio Volatile Games, chcemy zrobić grę na podstawie twojego pierwszego hiciora, co ty na to?
 - Kurde chopy, ja to się nie znam na tych gierkach, ale zdaje się, że mówiliście coś o szczerych intencjach?
 - Tylko jest problem Quentin, bo kasiory nie mamy zbyt dużo.
 - Okej, madafaki, nie przejmujcie się. Ja też nie miałem i zobaczcie, jaki mi film wyszedł. Można?
 - Można. A wiesz czemu we Francji na ćwierćfunciaka z serem mówią Royal z serem?
 - Bo mają system metryczny?
 - Bystrzacha z ciebie Quentin. Dobra to my siadamy w sześciu do robienia tej gry.
 - Spoko. Gra „Ojciec chrzestny” była w sumie nie taka zła to czemu mój hicior miałby się nie udać?

 

Tak mogłaby wyglądać rozmowa developera „Reservoir Dogs” z reżyserem kultowego już dzisiaj filmu. Volatile Games po 14 latach postanowiło wziąć „Wściekłe psy” na bazę swojej gry. Dosyć to karkołomne zadanie i śmiały cel, trzeba im to przyznać. Każdy, kto oglądał wspomniany film jest świadom, że jego siła opiera się tak jak w większości filmów Tarantino na soczystych dialogach, z czego raczej trudno sklecić jakąś sensowną grę. Studio postanowiło, że wypełni lukę, o której tyle się mówiło w filmie. Gra „Reservoir Dogs” przedstawi nam więc krok po kroku historię feralnego napadu na jubilera oraz kilka dalszych wydarzeń, ale zakończy się dokładnie w tym samym miejscu, co i film. Wygląda w porządku, ale w trakcie rozgrywki szybko okazuje się, że tak naprawdę historia tego skoku nawet w połowie nie jest tak zajmująca jak wydarzenia znane z ekranu. Kolorowa ekipa strzela się z policjantami, potem każdy ucieka w swoją stronę i spotykają się w sławetnym magazynie. Każda misja wygląda niemal identycznie i gdyby pozamieniać tych gości w garniakach miejscami, to w zasadzie nie byłoby żadnej różnicy. Charyzmatyczne postacie z filmu zlewają się tutaj w jednego bezpłciowego kogoś, który to ktoś uparcie próbuje przedrzeć się przez policyjne barykady.

 

 

 

 

Chłopy z Volatile Games postarali się, jeżeli chodzi o licencję. Już w menu witają nas znajome cytaty, a w trakcie misji możemy posłuchać zdaje się, że całej playlisty z Superdźwiękami lat. 70, w tym oczywiście „Stuck in the Middle with you”, którego to przyjemnie się słucha, jeżeli ma się czym hłe hłe. Odtworzone zostały najważniejsze sceny z filmu z dialogami przeniesionymi w skali 1:1, ale trudno żeby było inaczej. Jedyne, czego brakuje to twarzy i głosów. Wyłącznie Michael Madsen użyczył swojej buźki i podłożył głos z całej ferajny, ale ten to byłby chory gdyby nie zagrał w przynajmniej 10 filmach rocznie, więc zapewne zbyt długo do tego przedsięwzięcia namawiać go nie trzeba było. Reszta aktorów próbuje imitować oryginalne głosy, ale wychodzi im to raczej kiepsko. Robią to zbyt nachalnie i sztucznie. Twarzowe też nie zostało opłacone i growe odpowiedniki wszystkich oprócz pana Blond jedynie stwarzają jakieś tam pozory bazowania na znanych już nam postaciach. Graficznie ogólnie nie jest najgorzej, choć na filmikach bohaterowie wyglądają trochę jak ulepieni z plasteliny (ahh te włoski pana Pomarańczowego), a i odtwarzane scenki są zbyt rozmyte.

 

Zaczynamy od prologu, który jednocześnie służy nam jako oczywisty tutorial. Możemy się na ten przykład dowiedzieć z niego tak odkrywczych nowinek jak to, że alarm sprowadzi gliny, a schowanie się za osłoną sprawi, że ciężej będzie nas postrzelić. Zabrakło mi informacji o tym, że jak pasek życia dojdzie do zera to zginę. Dobra, żarty na bok, bo wcale taki zły ten prolog nie jest, choć fakt faktem, że nieco tendencyjny. Przyznam, że nawet nie zwróciłem uwagi na to kim zaczynamy. Tak, jak w co drugim rozdziale naszym priorytetem jest wyjście cało z budynku, który naszpikowany jest po brzegi gliniarzami. Mamy jeden pistolecik, a po każdym stróżu prawa możemy zbierać kolejne kalibry do kolekcji. Niespecjalnie jednak porzucana przez nich broń mnie interesowała, bo „Reservoir Dogs” jak na porządną grę o napadzie na jubilera przystało uczy nas, żeby możliwie jak najrzadziej doprowadzać do rozlewu krwi. To powinna być wzorcowa gra instruktażowa, a nie jakieś bany w kilku krajach i te sprawy. Swoją drogą nie wiem, o co z tymi oskarżeniami o zbyt dosadną przemoc chodzi, bo zabija się tu jak w każdej innej grze z tego gatunku. Wracając jednak do meritum, w grze zaimplementowano oszczędzający gliniarzy system brania zakładników. Po prostu podchodzimy do delikwenta, wciskamy "kółko" i jest nasz.

 

 

 

 

Mając zakładnika przed sobą oczywiście żaden, powtarzam żaden – nawet największy twardziel, do nas nie fiknie! Jedynym naszym problemem jest wtedy zużywanie się tarczy, z którą podążamy, że tak przedmiotowo to określę. Niektórzy twardziele, ale tylko niektórzy, dalej w nas celują (nie strzelają) mimo niewinnej osóbki na celowniku, więc trzeba zakładnika dosyć często pacnąć. Takie 3-4 pacnięcia kolbą i zakładnik mdleje jak ostatnia ciota. Trzeba więc pilnować ich paska, a jak ktoś jest na wykończeniu to go puszczamy i bierzemy następnego. Po drodze za każdym krzakiem, śmietnikiem czy cegłą mijamy czy to grupkę gliniarzy czy zbłąkanych cywilów, toteż na brak potencjalnych tarcz narzekać nie będziemy. I w zasadzie do tego się cała gra sprowadza – bierzesz zakładnika, pacasz go, każesz glinom rzucić pukawki, a potem grzecznie klęknąć przy ścianie z rękami założonymi za głowę. I taki gliniarz w tej pozycji będzie już siedział do końca etapu. No chyba, że ktoś nagle omyłkowo odda strzał bez ostrzegania i zaskoczy nas od tyłu to wtedy i ci spod ściany nawet wstają, ale nie jest to zbyt częsta sytuacja. I tak sobie idziemy z kolejnymi zakładnikami, można nawet nie oddawać żadnego strzału, mało jest w stanie nas zaskoczyć, gliniarzy możemy przesuwać jak pionki, żadnego stresu. Jest jeszcze specjalny pasek, który po napełnieniu uruchamia mega trik. Nasz bohater wali zakładnika tak mocno w czerep, że ten mdleje, a wszyscy gliniarze wokoło w podzięce za tę zdumiewającą sztuczkę są jeszcze bardziej potulni niż zazwyczaj. Oglądamy krótką scenkę jak każdy ostentacyjnie po kolei z miną pełną podziwu i strachu odkłada spluwę. Kumacie to co teraz tu zaszło? Zakładnik mdleje, jesteśmy zupełnie niekryci, a gliny nie tylko nie myślą nawet o oddaniu strzału, a zaraz zaczną bić brawo!

 

W sumie nawet próbowałem trochę postrzelać, bo ile można z tym zakładnikiem się czaić, są osłony, więc z nich skorzystałem, ale strzelanie jest niezbyt wyważone. Gliny są za jedną barykadą, ja za drugą i się strzelamy. Nie no fajnie, to już wolę się wlec z tą kulą u nogi. Na koniec każdego rozdziału wystawiana jest nam ranga z prostymi kryteriami. Jak dużo zabijamy to jesteśmy psychopatami, jak mało lub nic to wiadomo profesjonaliści, a jak w połowie to kryminalista.

 

 

 

 

Po pierwszej misji jeszcze nie było tak źle, a tu zaraz druga i sobie jadę samochodem! Czyli może jednak jest nadzieja? A dupa tam. Trzecia misja – zaś wychodzę z budynku i jakimiś bocznymi alejkami próbuję się wydostać z tego piekła. Kolejna misja – auto i ta sinusoida utrzymuje się do samego końca gry. A koniec to już w ogóle jest najlepszy, bo można go zobaczyć już po 3-4 godzinach gry. Misje jeżdżone to dojedź jak najszybciej do celu jak najmniejszym kosztem, czyli nuda. Czasem, podkreślam czasem zostajemy uraczeni jakąś kosmetyczną zmianą jak np. nie możemy zwalniać, bo nam glina pryśnie z otwartego bagażnika. Idąc z buta natrafimy na jakąś kłódkę czy drzwi na kod i myślę sobie: „No teraz to się będzie działo”, ale potem doznaję olśnienia. Pomimo, że można zlecić otwieranie tych zamków cywilom, którzy są po drugiej stronie to tak naprawdę równie dobrze można w nie strzelić i stoją takim samym otworem. Jeżeli nie widać różnicy to po co przepłacać.

 

„Reservoir Dogs” to tytuł, którego pojawienia się na rynku zupełnie nie rozumiem. Mała firma postanowiła wziąć się za mający już swoje lata film, który zupełnie na grę się nie nadaje. Naturalnie więc wychodzi nudny przeciętniak bez ikry czy czegokolwiek dobrego, co mógłbym za jakiś czas miło wspominać.

Tagi: reservoir dgos ps2 reservoir dogs recenzja Tarantino wściekłe psy

Werdykt
  • + fajnie sobie przypomnieć dobre cytaty
  • - nudy na pudy
  • - nieco absurdalna
  • - pomysł na grę, od którego się wszystko zaczęło
montana
montana „Reservoir Dogs” to tytuł, którego pojawienia się na rynku zupełnie nie rozumiem.
Oceń recenzję
+ +16 -

Miesięcznik PSX Extreme