Przede wszystkim jest trudniej niż w części pierwszej. Czuć to od pierwszych przejechanych metrów jakimkolwiek samochodem. Aby przyzwyczaić się do fizyki, musiałem włączyć asysty – co mi się w ŻADNEJ grze nie zdarza. Opanowanie McLarena 720S albo Pagani Huayry BC (ale łamacz języka!) z początku graniczy z cudem. Tylnonapędowe potwory tak rzucają tyłkiem, że od kręcenia kierownicą można się spocić w kilka minut. Oczywiście bączki gwarantowane i są w zestawie. Przednionapędowe samochody to z kolei mistrzowie podsterowności i do zakrętów trzeba hamować zdecydowanie wcześniej niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Podobnie sprawa się ma z “czterołapami”, natomiast tutaj na wyjściu można wystrzelić jak z rakiety – królem tej techniki jest słynny Nissan GTR.

Jest jednak jedna rzecz, która w fizyce Project Cars 2 zwraca na siebie uwagę i trochę mi przeszkadza. Są to dysproporcje między prowadzeniem pojazdów drogowych a maszyn wyścigowych/rajdowych. Logiczna sprawa, że mechaniczny oraz aerodynamiczny docisk jest nieporównywalnie większy w przypadku pojazdów serii wyścigowych, natomiast żaden inny symulator, w który miałem okazję grać, nie wykazywał aż takich zmian. Po nagrzaniu opon samochody drogowe cały czas się ślizgają i są aż zbyt podsterowne przy wejściu w zakręt, natomiast praktycznie każda maszyna wyścigowa jedzie jak przyklejona od pierwszych metrów – czy jest to bolid Toyoty z LMP1 czy też tylnonapędowe Ferrari 488 serii GTE. Dla mnie jest to słaba opcja, bo zdecydowanie wolę bawić się właśnie pojazdami “normalnymi”, a nie tymi z zamkniętych serii wyścigowych. Nie oznacza to, że jest źle – po prostu wymaga przyzwyczajenia i przestawienia się na dwubiegunowość fizyki gry.

Podoba mi się różnica przyczepności na zimnym i rozgrzanym pojeździe. Dodatkowo w trakcie gry możemy skorzystać z pomocy inżyniera wyścigowego – jeśli nie interesujecie się mechaniką i nie wiecie, co w zawieszeniu zmienić, aby pojazd bardziej odpowiadał preferencjom jazdy, to teraz gra nam w tym wygodnie pomoże. Wystarczy chwila rozmowy z inżynierem i voila – setup gotowy! Zostaje jeszcze zabawa na szutrze, czyli tryb, który chyba każdy twórca gry wyścigowej sobie ostatnio upodobał – Rallycross. Tutaj mam wrażenie, że twórcy poszli bardziej w stronę wymagającej zręcznościówki a nie totalnej symulacji jak w przypadku Dirta 4 – a to dobrze! Jeździ się naprawdę dobrze, latanie bokiem tymi potworami jest mega satysfakcjonujące i nawet SI potrafi fajnie zawalczyć. Tutaj plus.

Miałem okazję grać na kierownicy Thrustmaster T300 RS… i tak trzeba grać. Konieczna jest kierownica. Jazda na padzie jest bardzo frustrująca, ale chyba nie ma się co dziwić. Współpraca z kierownicami jest idealna! Uczucie utraty stabilności, przyczepności czy podsterowności pojazdu jest wręcz bajeczna. Powtórzę jeszcze raz – z padem nawet do tej produkcji nie podchodzić. Gra staje się całkowicie inna, traci charakter i po prostu nie sprawia frajdy. Nie wspominając, że trzeba spędzić sporo czasu nad dobraniem optymalnych ustawień pada.

Coś, bez czego gra mająca w tytule CARS nie może się obyć, to, heh, samochody! I tutaj jest o dwa nieba lepiej niż w części pierwszej. Mamy szeroki wachlarz wspomnianych wcześniej samochodów “zwykłych”, które teoretycznie można spotkać na ulicy, Od McLarenów 570S/720S, przez Porsche 918 i GT3 RS, Forda GT, Mercedesy AMG GTR czy A45 – no każdy znajdzie coś dla siebie. NASCAR/Indy/GTE, różne klasy bolidów LMP... klasyków do wyboru, do koloru! Każdy model wykonany jest pięknie i naprawdę robi wrażenie. Gorzej się sprawa ma z dźwiękiem. O ile pojazdy, które mają niskie ryki jak chociażby Bentleye czy Mercedesy, brzmią znośnie (bulgot i wystrzały z wydechu są obecne), tak wyżej kręcące się maszyny, i tutaj przykładem są Porsche GT3 RS oraz 918, trochę rozmijają się z rzeczywistością. Osobiście poświęciłbym aspekt wizualny na korzyść dźwięku maszyn, no ale – co zrobić? Na całe szczęście tragedii nie ma – po prostu mogło być lepiej.

W przypadku torów również jest świetnie i lepiej niż 2 lata temu! Nurburgring, LeMans, Laguna Seca, Zolder, Spa – to tylko część z nich. Oczywiście praktycznie każda dostępna trasa jest możliwa do przejechania w kilku wariantach. Dodatkowo fikcyjne trasy (jak Kalifornia) zapewniają piękne widoki po drodze. Duży plus!

Jeśli chodzi o stronę wizualną – jest super. Przede wszystkim gra jest bardzo płynna. Nawet nocny wyścig na torze w LeMans z 31 przeciwnikami nie spowodował ścinki. To się chwali! Modele pojazdów wykonane są wzorowo – zarówno z zewnątrz, jak i w środku. Super sprawa z ustawieniem kamery na kasku kierowcy. W połączeniu z możliwością wyłączenia HUD-a w locie jest super ciekawostką. Ciekawostką, bo jeździ się cholernie ciężko, ale wygląda ładnie. Otoczenie jest przeciętne. Niestety, pojawia się dalej największa wada oprawy graficznej pierwszej części gry – wszędzie ząbki i shimmering! Na szczęście zachody słońca i efekty pogodowe wynagradzają taki stan rzeczy. No i nie oszukujmy się. Tak jak zawsze mam okazję wspominać w recenzjach gier tego typu – i tak nie ma czasu na podziwianie oprawy graficznej!

Efekty pogodowe to też osobna sprawa. Podkusiło mnie jednego dnia do włączenie toru Red Bull Ring w nocy. W deszczu. W Mercedesie AMG GTR. Absolutnie. Nie. Da. Się. Nic. Zrobić. Jazda na mokrym asfalcie w tej grze jest cholernie trudna! Co ciekawe, mniejsze problemy sprawiała mi jazda na śniegu. Tak, jest taka możliwość! Mało tego, w grze pojawiło się trofeum, które zakłada pokonanie okrążenia Nurburgring w czasie poniżej 8 minut. Nie jest to wyzwanie niemożliwe, ale w tym wypadku musimy to zrobić właśnie zimą. Powodzenia! A może pustynny Dubaj w śniegu? Nie ma sprawy.

Na sam koniec zostawiam najmniej ważną rzecz w Project Cars 2 – tryb kariery. Jest całkowicie nudny, niepotrzebny i nieangażujący. Każdy samochód oraz tor jest dostępny od razu, więc tak czy inaczej możemy rozgrywać dowolne wyścigi/próby czasowe. Z jednej strony szkoda, z drugiej – może i dobrze? Mam wrażenie, że większość osób, które sięgną po PC2 tak czy inaczej, chce zbijać kolejne dziesiętne części sekundy na danym torze, a nie mozolnie wspinać się od najniższych szczebli kariery w nudnych wyścigach.

Co lubię w grach online w takich produkcjach, to… co tu dużo mówić – ludzi, którzy wiedzą, czego chcą od symulacji. Dużo ciężej znaleźć osoby, które będą nas z trasy wypychać, a zamiast tego spotkałem się z kulturalną jazdą w granicach sportowego rozsądku. I tak ma być! Oprócz tego można wziąć udział w mistrzostwach online czy też obserwować wyścigi w trybie widza (tutaj odzywają się aspiracje e-sportowe producentów). Dla każdego coś miłego.

Mam wrażenie, że PC2 jest tym, czym miała być część pierwsza – kompletną grą z masą pojazdów i tras, świetną fizyką, genialnym oświetleniem i efektami pogodowymi, dobrym trybem sieciowym i po prostu – płynnym doświadczeniem. Czy obroni się przed nadchodzącym królem w postaci Gran Turismo Sport? Tego nie wiem, ale jedno jest pewne – Slightly Mad stają w szranki z Polyphony Digital jak równy z równym.

Gra recenzowana była na kierownicy Thrustmaster T300RS dostarczonej nam przez przedstawiciela firmy Thrustmaster za co serdecznie dziękujemy.