Ciemne korytarze, czujnie pilnowane miejsca pracy i świadomość tego, że jeśli nie będziemy posłusznym niewolnikiem, rozmieszczone wszędzie wieżyczki zrobią z nas sito – oto realia, w jakich znalazł się bohater Black The Fall. Bohater bez imienia, tak samo jak bez imienia pozostają setki podobnych mu pracowników wykorzystywanych przez komunistyczne władze. A otyli strażnicy tylko wskazują małym wskaźnikiem laserowym, jakiej kolejnej pracy powinniśmy się oddać.

Black The Fall przedstawia koszmar komunizmu, rzucając rzadko wskazówki co do wschodnioeuropejskiego miejsca akcji i subtelnie pobudzając naszą wyobraźnie. Otoczenie pokazuje w nienachalny sposób, co działo się w przemierzanej przez nas fabryce. Przesłuchania, tortury czy śmierć z wycieńczenia widzimy tu na każdym kroku, a uśmiechy widoczne są jedynie na obrazach Stalina, Lenina i Marksa.

Naszym zadaniem jest ucieczka. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo którędy – byle jak najdalej stąd. Jeśli po drodze zdarzy się zabić strażnika, to trudno. Jeśli będziemy musieli wykorzystać pracujących ziomków, to trudno. Bohaterowi wydaje się być już wszystko jedno.

Całość rozgrywki polega na platformowym rozwiązywaniu zagadek logicznych i uciekaniu od czujnych kamer czy strażników. Choć nasza postać potrafi jedynie skakać i kucać, szybko dostajemy wskaźnik laserowy, pomagający wykorzystywać innych pracowników i otwierający przejścia. Zagadki nie są przesadnie trudne i nie polegają za bardzo na zręczności. Mając ograniczone umiejętności postaci, twórcy przygotowali kilkanaście naprawdę pomysłowych wyzwań logicznych i nigdy nie czułem, że ktoś obraża moją inteligencję. Sterowanie przypomina przy tym kontrolowanie oddworldowego Abe’a, co pasuje do całości.

W dalszej części gry pomaga nam również mechaniczny psiak, który nie tylko stanowi świetne urozmaicenie w rozwiązywaniu problemów, to jeszcze tworzy więź z bohaterem. Nie jakąś oczywistą, nasz niemy protagonista nie przejawi cienia jakiegokolwiek uczucia, ale w tym właśnie piękno produkcji – nic nie jest tu dosłowne. Podczas ucieczki w tle widzimy wiele scen, które można zupełnie zignorować, ale składając je do kupy, łatwo wyobrazić sobie, co w tych momentach czuje w środku bohater. Że nie widać tego po nim? Jest zmęczony, ma już dość. Prowadzi to jednak to mocnego finału i przez moment nie pomyślałem, że wrzucono coś „bo tak i już”. Wszystko jest subtelnie opowiadane przez otoczenie.

Black The Fall utrzymane jest przeważnie w ciemnych barwach, a nawet gdy wychodzimy na zewnątrz, witają nas bure kolory. Grafika jest dość prosta, przy czym mamy tu do czynienia z platformówką 2,5D. Na tak mrocznych planszach ważne jest zachowanie światła i z tym nie miałem problemów. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że nie miały kiedy się pojawić, bo całość starcza na jakieś dwie godzinki, ale to zupełnie wystarcza. Powiedziałbym wręcz, że całe założenia łączące skakanie i celowanie laserkiem powoli zaczynały się przejadać, więc kończy się w dobrym momencie. Świetna, niedługa i dająca do myślenia przygoda na jedno posiedzenie.

Gra recenzowana była na PS4 Pro